Najdenniejsza randka w zyciu :-)

    • Gość: dagma Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) IP: *.smsnet.pl / 192.168.1.* 16.10.02, 16:42
      Faceta znałam od roku, był znajomym mojej koleżanki. Po roku dosyć mocno
      przelotnej zajomości poprosił mnie o spotkanie. Pan nie był w moim typie ale że
      ostatnio w moim życiu mało się działo, zgodziłam się. Na pierwszą randkę
      zaprosił mnie do eleganckiej restauracji. Pierwsze pół godziny było bardzo
      miło, gładko szła rozmowa, w wielu sprawach zgadzaliśmy się ze sobą, no było
      miło i już... Po półgodzinie facet zaczął wymieniać co posiada: piękny dom,
      mieszkanie, samochody X 2, kilka kont, złote karty, w sexie nikt mu nie
      dorówna, kobiety stadami lecą na niego (a przystojny był jak qwasimodo).
      Żenada... Po godzinie wyznał że mnie kocha i na oczach wszystkich gości (a
      cholera nie wiedzieć czemu dużo ich było, oj ja biedna, dużo) runął na kolana i
      poprosił mnie o rękę (nie miał pierścionka). Wszyscy się na nas gapią, mi wstyd
      okropnie...
      Nie muszę dodawać że to była nasza pierwsza i ostatnia randka.

      P.s. Pan zapomniał też dodać do swego stanu posiadania pięcioro dzieci i kilku
      spraw sadowych.

      Inna randka: Umówiłam się z facetem, który mi się zawsze podobał, taki
      przystojny, inteligentny, ach i ech. Najpierw kawiarnia, każdy płaci za siebie
      (facet był za równouprawnieniem), potem kino (tu podobnie).
      Film "Philadelphia", smutny bardzo, a gość się cały czas śmieje (?!), w czasie
      filmu nie zauważyłam żadnej zabawnej sceny, ludzie płaczą, a on ryczy tyle że
      ze śmiechu. Ja z kina wyszłam zapłakana i zażenowana a facet ubawiony. Chciał
      iść jeszcze na spacer (ale nie wiedzieć czemu nie miałam na to ochoty :-)
      Odwiózł mnie do domu a w czasie drogi cały czas wypytywał się o moją koleżankę
      (!) czy jest wolna, co lubi... Potem jeszcze do mnie wydzwaniał i chciał się
      umówić ale jaka była moja odpowiedź chyba nie muszę mówić.
      • ciiii Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 17.10.02, 16:08
        Uśmiałam się jak nigdy!
        Też coś takiego przeżyłam. Poznałam faceta przez pomyłke telefoniczną. Głos
        miał taki (a strasznie jestem na to wyczulona) że mógłby czytac mi książkę
        telefoniczną po japońsku i też bym słuchała :) Ale nawet z sensem gadał. Oprócz
        tego (zapaliła się lapmka ostrzegawcza) jak zapytał czy chciałabym mieć z nim
        dzieci! Hmm... Ale koniec końców po jakiś dwóch tygodniach długich rozmów maili
        spotkaliśmy się. Facet przyjechał ze Szczecina (mieszkam w Krakowie) i się
        zaczęła gehenna. Był niezadowolony że chcę iść do knajpy. Później okazało się
        dlaczego. Przez pół godziny wydzwaniał po różnych znajomych dramatycznie
        błagając o szybki przelew. Chyba myślał że bedziemy siedzieć w domu i patrzeć
        sobie w oczka (oby tylko) Spacerować też sie nie dało bo była zima :) Przez
        dwie godziny wysłuchiwałam jakie ma nieszczęśliwe życie i jakie poniósł porażki
        (Opel np: ukradł mu hasło reklamowe :))) Wyszłam do toalety wykonałam szybki
        telefon i po powrocie nagle zadzwonili z firmy że natychmiast musze tam wracać.
        To nie koniec. Chrześcijańskie moje serce nie pozwoliło mi go wysyłać na drugi
        koniec Polski bez chociaż posiłku i prysznica więc pojechaliśmy do mnie. Stroju
        Adasia co prawda nie było ale jak przyszedł opasany ręcznikiem i usiłował się
        przytulić, mówiąc jednocześnie "Jak Ci się moje bary podobają" a postury był
        raczej wątłej, to po pięciu minutach był za drzwiami. Jeszcze mu pieniądze na
        pociąg pozyczyłam :)))
        • anexxa wloke do gory, bo smieszne:)) 17.10.02, 22:32
          o boze. jak nic, bede ten watek sobie czytac w napadach
          zlego humoru;)))))))

          dzieki dziewczyny:)))

          xx.
          • Gość: mucha Re: wloke do gory, bo smieszne:)) IP: 216.239.92.* 18.10.02, 08:08
            Ja nienajlepiej wspominam moją jedyna randkę w ciemno. Było to tak: koleżanka
            poszła ze swoim chłopakiem na imprezę i tam poznała "miłego, zabawnego i
            przystojnego" chłopaka. Coś tam o mnie opwiadała no i ten chciał się ze mną
            umówić. Tak więc żeby nie było za bardzo nieswojo, umówiliśmy sie, że
            pójdziemy gdzieś w czwórkę. Nasza trójka była pierwsza (chłopak z imprezy
            mieszkał jakieś 50km od nas), tak więc czekaliśmy na niego na stacji metra. Ja
            lekko poddenerwowana ale spodziewająca się jakiegoś fajnego chłopaka byłam w
            całkiem dobrym humorze, dopóki nie zobaczyłam tego czegoś/kogoś zmierzajacego w
            naszą stronę. Wpadłam w panike: "to on, to on? powiedz że to nie on, to on
            tak?" a ona mi na to, że na imprezie wygladal inaczej i sorry...
            Chłopak wyglądał jak cocker spaniel, był raczej tępy, i miał baaardzo cięzki
            dowcip. Jakoś przeżyłam ten wieczór, ale najgorsze dopiero miało nastąpić.
            Czekaliśmy na autobus, ja z niecierpliwie wyczekując co chwilę zerkałam czy już
            jedzie. Widząc jasne światła krzyknęłam: o już jest! na co "mój" chłopak mnie
            mocno przycisnął do siebie i pocałował namiętnie... ooo fuuuuuuuuuuj! To było
            obrzydliwe... pocałunek ze zderzakiem ;) zebami o zeby.
            Wtedy się okazało, że to nie był nasz autobus tylko ciężarówka, a ten kretyn
            nie chciał mnie puścić, moje próby uwolnienia się kwitując obleśnym "lubię
            takie jak ty... dzikie kotki"
            To była moja pierwsza i ostatnia randka w ciemno. Poza tym pozostał uraz do
            rudych ;)
            • Gość: mucha Re: wloke do gory, bo smieszne:)) IP: 216.239.92.* 18.10.02, 08:25
              Jeszcze mi się przypomniała listopadowa randka z liceum. Było bardzo bardzo
              zimno i taka ohydna wilgoć w powietrzu. Chłopak wymyślił, że pójdziemy na
              bulwar w Gdyni, do Kontrastu (knajpa nieogrzewana!!! i sklecona z takich dech,
              tak, że człowiek czuje co to wiatr od morza) On przez bite dwie godziny snuł
              jakieś pseudofilozoficzne wywody i opowiadał o swoich skłonnościach
              samobójczych, a mi się w tym czasie tak trzęsły ręce z zimna, że mi się herbata
              zaczęła wylewać. Tak mi się wylewała, że przestałam pić, przez co jeszcze
              bardziej marzłam i w końcu się cała trzęsłam, podczas gdy ten siedział w
              rozpiętej kurtce, ze wzrokiem utkwionym gdzieś daleko i robił takie niby
              oryginalne uwagi, które nie miały nic wspólnego z tym o czym gadał wcześniej.
              W końcu na mnie spojrzał i sie troche wystraszył co ja taka blada jestem, a ja
              na to, że troche mi zimno i może byśmy już poszli... Skończyło się zapaleniu
              oskrzeli i dwóch tygodniach w domu. Koszmar. Ale co tam takie przyziemne
              sprawy jak chłód i głód... tylko prawdziwy artysta/poeta (czyli on) wie co to
              cierpienie...
    • sliwkaa Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 18.10.02, 08:55
      No teraz moja kolej. Już myślałam ze nic mi się nie przypomni bo widocznie moja
      pamięć działa wybiórczo i pamiętam tylko dobre rzeczy ale jednak . wczesna
      wiosna. Zaczepia mnie jakis gość ....anglojęzyczny i pyta o drogę i o cos tam
      jeszcze .Zaczynamy gadać . bardzo sympatyczny facet i do tego wydaje się być
      bardzo inteligentny. Mówi ze będzie w Polsce przez kilka miesięcy i na razie
      nie wie jak się tutaj znaleźć. Oj ja głupia ... pomyślałam ze pomogę
      biedaczkowi zaaklimatyzować się w Polsce i zabiorę go gdzieś z moimi
      znajomymi : - )).

      Już po kilku godzinach dzwoni do mnie i pyta się czy pojdziemy do kina . ..
      bylam już umowiona z znajomymi ..wiec mowie mu ze może do nas dolaczyc . OK. ..
      poszedl i nawet zachowywyal się O.K. : - ))

      Kilka dni pozniej dzwoni i znowu pyta się o to nieszczęsne kino ... OK. –
      mowie. No i zaczęło się ..... ledwo co spotkaliśmy się . to gość już daje mi
      buzi na powitanie – ZGLUPIALAM .. z godziny na godzinę robiło się coraz
      gorzej ... tzn. jakie chwytanie mnie za reke, przyjacielskie obejmowanie,
      dotykanie ... az w końcu się wkurzyłam i powiedziałam ze zle się czuje przy
      takim jego „przypadkowym” dotykaniu i wole wiekszy dystans fizyczny. Chyba
      wpadłam w panikę bo zaczęłam się zachowywać zupełnie nienaturalnie i trzymałam
      go na ...baaardzo duża odległość i już mi się odechciało dyskutować o filmie
      (który zresztą był super ).

      Potem dzwonił jeszcze do mnie przez dobre kilka tygodni az w końcu powiedzalam
      mu aby nie kontaktował się ze mna już wiecej ... i wiecie co .. ???

      nie zadzwonił ..ale ....napisał do mnie BARDZO BARDZO poważnego maila w który
      napisał ze nie powinnam ukrywać tego ze była MOLESTOWANA SEKSULANIE i imusze
      zgłosić sie po pomoc do takich a takich poradni ( i tutaj podał jakieś poradnie
      pomocy kobietom – kurcze nawet nie wiem skąd on to wytrzasnalo bo przecież nie
      znal polskiego). I jeszcze kilka danych statystycznych na temat tego ile kobiet
      staje się ofiara molestowania oraz jaki to jest poważny problem społeczny i nie
      powinnam się tego wstydzić !!!!

      - ))))) mowie Wam totalny odjazd :- )).. może rzeczywiście trochę przegięłam z
      tym trzymaniem się na dystans : - ))
      • eremka Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 18.10.02, 11:38
        Bossskie! zaraz umre ze smiechu!
      • Gość: elve Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) IP: *.netland.gda.pl 18.10.02, 14:41
        o rany, przejął się biedaczek naprawdę! Kapitalna historia!
        no i wątek - jeden z lepszych jakie czytałam :)
      • amelia_ Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 19.10.02, 01:44
        aż się dziwię, że taką historię mogłaś zapomnieć ;))
    • czarodziejka1 Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 18.10.02, 16:03
      Historia miała miejsce parę lat temu w Waszygtonie (USA). Bill mieszkał w
      Alabamie (piękny dom, stadnina koni itd.), ale od czasu do czasu przyjeżdżał do
      Waszyngtonu (miał tam swój własny apartament) i wtedy się spotykaliśmy. Każdy
      taki jego przyjazd był dokładnie zaplanowany od strony kulturalnej. Galeria,
      wystawa, kino, teatr lub balet w Kennedy Center. Bilety na występy w KC, nie
      ukrywam, były dość drogie. W trakcie jednego takiego przyjazdu do Waszyngtonu,
      Bill zakupił bilety aż na dwa kolejne wieczory. Byłam oczarowana i dumna, że
      mój facet jest taki kulturalny, rzutki i hojny! Pierwszego dnia, w trakcie
      przerwy pomiędzy występami baletu, we foyer serwowano schłodzonego szampana w
      pięknych kieliszkach - oczywiście odpłatnie! Bill oczywiście zaprosił mnie na
      szampana. Było super! Czułam się jak wielka dama z filmów amerykańskich.
      Następnego dnia znów udaliśmy się na występy do KC. W trakcie przerwy, Bill
      jednak ciągnie mnie w kierunku tarasu a nie do baru z szampanem. Trochę jestem
      zdziwiona, ale pomyślałam, że ma jakąś inną miłą niespodzianę dla mnie. I
      miał! Otwiera małą teczuszkę, z której wyciąga maleńką butelkę ciepłego
      szampana i dwa plastikowe kieliszki z dokręcanymi nóżkami. Osłupiałam! Cała ta
      historia dała mi dużo do myślenia jak bardzo Amerykanie są różni od nas
      Polaków. W każdej sytuacji liczą się dla nich pieniądze! Nie ważne, że zapłacił
      kupę forsy za bilety, ważne, że zaoszczędził kilka dolarów na szampanie! I tym
      to sposobem, wróciłam do Polski i wyszłam za mąż za Polaka. Przynajmniej tu w
      Polsce jestem prawdziwą damą. Serdecznie pozdrawiam :)))
      • Gość: samanta Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) IP: nchobo* / *.kabel.telenet.be 19.10.02, 03:20
        No wlasnie - Polak to by chyba nie pil szampana tak ogolnie? Czy w barku czy
        ze skrytki ?
        Nie znam tak ogolnie facetow delektujacych sie szampanem . To chyba drink dla
        kobiet a jak oni pija to na jakiejs tzw " szampanskiej " imprezie to chyba z
        duzym poswieceniem (czyt .obrzydzeniem)
        Szkoda , ze ucieklas tak szybko , nie przekonalas sie co facet nosi w schowku
        tak naprawde do wypicia :-)))
      • sublustris Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 19.10.02, 03:22
        Czarodziejko. No to mialas pecha.

        Jednakze chyba troszke przesadzasz i mocno generalizujesz z tym "amerykanskim
        oszczedzaniem". Rownie dobrze moglabym powiedziec ,ze Polacy
        sa "szowinistycznymi prostakami", ktorzy stronia od wszelkiej kulturalnej
        rozrywki typu kino (sic!), teatr, balet,wernisaz czy restauracja, mowiacy ze
        sztuka jest tylko wymyslem snobow i oferujacych na romantyczny dinner jedynie
        pizze na wynos spozywana w mieszkaniu partnerki(bo wlasnego jeszcze nie maja,
        uh).

        Nie zrozum mnie zle, ale przyznam, ze wybuchnelam smiechem po ostatnich
        zdaniach Twojego postu. Wychodzi na to ze Ty mialas kiepskie randki w USA, a
        ja w Polsce. Pozdrawiam:-)
        • Gość: krwawa mary Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) IP: *.chello.pl / *.chello.pl 21.10.02, 12:50
          podciągam
    • amelia_ Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 21.10.02, 20:00
      no i proszę, wywołałam wilka z lasu :) klika dni temu opowiedziałam
      o "cudownej" randce z panem A., a w soboę spotkałam go w klubie. Tańczyłam
      sobie w najlepsze, gdy kątem oka go dostrzegłam, więc stwierdziłam, że do niego
      podejdę. Nie bez wpływu na tą decyzję miało wypicie wcześniej dwóch piw :)
      Podeszłam, powiedziałam cześć.
      on: cześć, ja cię znam!
      ja: to jak mam na imię?
      on: Ola !!!
      :) Na imię Ola oczywiście nie mam. Po kilku chwilach przypomniał sobie, kim
      jestem. Też musiał być trochę wstawiony, bo po pierwsze CAŁY czas patrzył mi
      wymownie w oczy :) (czego na randce nie robił wcale), po drugie zaczął mnie
      obejmować i delikatnie zabierał moje włosy, które opadały mi na twarz :) A ja
      powiedziałam, że go opuszczam i sobie poszłam. I tyle go widziałam :)
    • naila Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 22.10.02, 06:53
      Mój poprzedni chłopak bardzo lubił denne randki, które często
      wyglądały tak, że on przychodził do mnie do domu i nigdy nie
      wiedziałam kiedy to będzie (choć to nie było takie straszne,
      ale wiecie, zawsze to się chociaż nos przypudruje i włosy
      ogarnie!). Zazwyczaj siadał sobie na kanapie i siedział
      milcząc. A ja miałam (?) za zadanie go "zabawiać"! Po godzinie
      zaczepiania takiego mruka miałam go serdecznie dość!

      Swego czasu wybrałam się (już z innym chłopakiem) na imprezę
      całonocną - imieniny koleżanki. Ponieważ nie miał czasu, ja
      kupiłam prezent, który miał być składkowy, ale nie był
      z bardzo prostego powodu: ja studentka mieszkająca z rodzicami
      i nie dorabiająca miałam przecież więcej pieniędzy na wydatki
      niż on, mający willę i dwa samochody i dodatkową pracę nieźle
      płatną... Zaczęło się nieźle, do samochodu drzwi otworzył,
      posadził, zajechaliśmy na miejsce bez problemów i wszystko
      byłoby nieźle, bo zabawa zapowiadała się super, gdyby nie to,
      że musiał za godzinę być "tam gdzieś" i nawet jeszcze nie wszyscy
      się zeszli, to myśmy już odjeżdżali. Dobrze, że mnie chociaż
      odwiózł do domu... Po prostu dennie, bo cieszyłam się
      ze wspólnej imprezy, a tu taka kicha :(
      :)
    • Gość: a Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) IP: *.chello.pl 23.10.02, 17:54
    • Gość: v Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) IP: *.wcp.pl 23.10.02, 18:51
    • amelia_ Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) 27.10.02, 01:10

      • staua post cos zawierajacy 29.10.02, 21:18
        Jeszcze sie tu nie wypowiadalam, ale...kilka randek przypomina mi moja
        najdenniejsza randke (bylo ich kilka, z tym samym chlopczykiem, i do dzis nie
        wiem, czemu nie poprzestalam na jednej). Byl to chlopiec poznany w klasie
        maturalnej na wycieczce dla najlepszych uczniow w szkole (taka nagroda -
        mozecie sobie wyobrazic moj poziom emocjonalny. W kazdym razie ja nie wyczulam
        jego poziomu). Imponowal mi, bo mial olimpiade z fizyki i umial grac w brydza
        (a ja bylam poczatkujaca). Powierzchownosc beznadziejna, ale ja bylam ponad to.
        Jedna z pamietnych randek zaczela sie od zaproszenia do teatru, na "Pokojowki"
        Geneta. Super, ucieszylam sie. Podjechal pod moj dom samochodem (z Ursynowa na
        Mokotow), po czym oznajmil, ze samochod zostawi pod moim domem, a do teatru
        (Praga) udamy sie komunikacja miejska (autobus + tramwaj). Coz. W dodatku bylo
        zimno. Po drodze przyznal sie, ze bilety do teatru WYGRAL w konkursie radiowym.
        Na szczescie przedstawienie podobalo mi sie...
        Druga randka z tym samym kolega polegala na wycieczce na budowe jego domu
        (rodzicow, znaczy sie) i dumnym pokazywaniu wlosci oraz demonstracji dzialania
        pily lancuchowej.
        Byl tez inny, beznadziejny chlopak, ale duzo pozniej i raczej byl to
        eksperyment z nudow. Zawsze czekalam, co jeszcze powie, a potem nasmiewalismy
        sie z tego z moim przyjacielem (troche nie fair, ale nie moglam sie powstrzymac)
        --------------------------
        Hotul se teme sa fie furat
        • Gość: Margaret ze wstydem... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 29.10.02, 21:31
          Opiszę, z małą obawą o posądzenie mnie o coś..nie wiem o co ;)
          W stolicy miałam się spotkać z pewnym znajomym z gg. Przebywałam akurat u
          mojego eks, załamana sytuacja..spotkałam się z owym znajomym. Dojechaliśmy do
          Akademika (mieszkał tam w wakacje nawet).. Kupiliśmy jedzenie i poszliśmy do
          jego pokoju (wiem, jak to brzmi, ale mnie naprawdę chodziło tylko o spotkanie i
          rozmowę). No więc jestem w pokoju..rozmawiamy, rozklejam się i - zażywam małej
          drzemki.On przykrywa mnie kocem itp itd.. Siada sobie na przeciwko
          tapczanu..potem nachyla-i pyta czy moze mnie pocałowac.. ja-ze nie.on ok..Potem
          patrzy się w moj dekolt i pyta-"czy moze dotknac moich piersi"..Na moje
          oburzoinym tonem "niee...." (oburzonym i zdziwionym zupelnie)..on-pyta -
          dlaczego?..
          Potem będąc jeszcze (nie wiem dlaczego) w tym pokoju czytając "Wprost" on
          zaczyna mnie miziac po kolanie..Wiec przesiadam się kilometr dalej..nie pomaga.
          po tym jak rozpiał mi 10 razy spodnicę i jak mówiłam "nienienie"Wyszłam z
          pokoju..i zakonczylam spotkanie.Odprowadził mnie jeszcze (bo sotlicy nie znam)-
          i przebąkiwał coś o zauroczeniu itp. JAk już znalazałam sie w swoim mieście,
          gadałam z nim na gg..był przekonany , że nic sie nie stało i stosunki miedzy
          nami nie ulegną zmianie..i mówił-cos o zakochaniu itp..i ze mnie stracił-i
          rozpaczał....
          po jednym spotkaniu...
          nie rozumiałam z tego wiele ;)
          pzd
          • zdzichu-nr1 Re: ze wstydem... 30.10.02, 00:04
            Margaret, sorry, że brudzę ten wątek moim męskim wtrętem, ale korci mnie aby
            spytać: CZEGO SIĘ SPODZIEWAŁAŚ??? Skoro leciałaś z nim w długie pogaduchy na
            gg, doszło aż do spotkania w realu i w dodatku dałaś się zaciągnąć do akademika
            (!!!), gdzie jeszcze walnęłaś się na łóżko (?!!!) no to.... Zachowałbym się
            dokładnie tak samo i 99,9% facetów również.

            PS. Kiedyś miałem podobną przygodę w akademiku właśnie. Panna znienacka
            rozebrała się przy mnie do naga i powiedziała, że idzie pod prysznic. No to ja
            też się rozebrałem i wlazłem do jej wyra. Wróciła i... wielkie zdziwienie co ja
            robię goły w jej wyrze!
            • Gość: Margaret Re: ze wstydem... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 30.10.02, 00:50
              zdzichu-nr1 napisał:

              > Margaret, sorry, że brudzę ten wątek moim męskim wtrętem, ale korci mnie aby
              > spytać: CZEGO SIĘ SPODZIEWAŁAŚ??? Skoro leciałaś z nim w długie pogaduchy na
              > gg, doszło aż do spotkania w realu i w dodatku dałaś się zaciągnąć do
              akademika


              To nie moja wina, że wy wszystko nadinterpretujecie..
              Btw- mam teraz faceta, ktory zachował sie zupelnie inaczej..(tzn-inne
              okoliczności..nie w tym rzecz), ale de faceto-także mógł "sprzyjajaće warunki"
              wykorzystac, a nie zrobil tego.
              POszilśmy do Akademika..tak samo jak ja-zapraszam kumpla do mieszkania.. Kumpla-
              tylko kumpla, z grupy.. częstuje go kawą, obiadem. Rodzice sa obok.NA tej
              zasadzie. A przynammniej mnie sie tak wydawało. Mam się czuć winna, ze jemu sie
              wydawało inaczej?Sorry, nie zamierzam:)
              Bo jak facet pcha się z łapami..mimo sygnałow, ze nie powinien-i ze ja nie
              chcę, to już jego sprawa..NIe moja. I to on się zachowuje niewłaściwie, nie ja.
              ALe- rzecz jasna , masz racje.Juz wiecej do żadnego akademika w biały dzien
              (tobyla godzina 12 rano) nie pojde, to..czegóz sie spodziewać po 99% facetów
              pzd ;)
              • Gość: paula25 Re: ze wstydem... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 30.10.02, 15:58
                Margaret, nie obraz sie, ale tez jestem zdziwiona, ze spodziewalas sie czegos
                innego. Przyznaje racje, ze Twoja wizyta u niego w akademiku nie obligowala do
                takiego zachowania. Ale sytuacje, kiedy polozylas sie u niego na lozku, raczej
                zakwalifikowalabym jako dwuznaczna (odebralabym taki gest podobnie jak on -
                zwlaszcza, ze jak piszesz za dobrze sie nie znaliscie). Nie rozumiem w zwiazku
                z tym, dlaczego dziwi Cie jego zachowanie. A juz totalnie zamurowalo mnie Twoje
                stwierdzenie, ze kilka razy probowal rozpiac Ci spodniczke. Gdyby nie zrozumial
                jasno powiedzianego "nie" przy probie pocalunku i nadal cos probowal (chwycic
                za kolano, rozpiac spodniczke, itd.), to - gdyby mi faktycznie takie zachowanie
                nie odpowiadalo - wyszlabym stamtad natychmiast. Nie rozumiem Cie i gdybym byla
                na jego miejscu odebralabym Twoje gesty dokladnie w taki sam sposob. Sama
                jestes sobie winna.
                • Gość: Marg Re: ze wstydem... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 30.10.02, 16:09
                  Gość portalu: paula25 napisał(a):


                  Nie obrazam się, de facto opisanie tego -nie oddaje wyglądu sytuacji..wtedy:))
                  Owszem, walnęłam się na łozko..bo byłam zmęczona, bo nie spałam po nocach
                  (problemy z bylym)-i sie rozpłakałam.Walnelam sie w ubraniu na nierozłożoną
                  kanapę..on siedział -wteyd jeszcze na krzesle daleko ode mnie. A jak było ze
                  spodnicą?No wiec..seryjnie. Wychodziłam od niego..Tzn-miałam wychodzić -on
                  objał mnie i -czułam jak zamek od spódnicy mi rozpina. Zapiełam-on
                  rozpiał..Powiedziałam stanowczo nie..ALe chyba za mało.. On powiedział-że już
                  będzie zachowywał się "ok'..ale dalej próbował. I W tym momencie było finito.
                  To nie trwało pare godzin przecież..
                  Ok.Rozumiem, że popełniłam błędy, ale wciaz upieram sie przy swoim..tzn-moje
                  walnięcie sie na kanapę nie obligowało go do takiego zachowania. no i przy
                  okazji wykorzystania mojej kondycji psychicznej. (gdybym czułą się dobrze -na
                  pewno inaczej bym sie zachowała..jeszcze bardziej stanowczo)..
                  A jak mówię nie-to myślę nie.I tyle.
                  Jeszcze jedno..jeden ze wspomnianych przez przedmówczyn facet został
                  zaproszony na kawę do domu..-i rozebrał sie jak ta poszła ją zrobić.
                  I co..też jej wina..bo -w ogóle zaprosiła go do domu..
                  Tak, oczywiście widzę roznice pomiedzy mooim zachowaniem a jej. Ja nie
                  zaprosiłam na kawę, tylko -dałam sie zaprosić do akademika (głupio się szlajac
                  po knajpach przed południem) i -jeszcze bezczelnie sie zdrzemnelam. tak.Wiem.
                  sama się prosiłam ;)
                  cóz.bywa.
                  pzd.
                  • Gość: paula25 Re: ze wstydem... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 31.10.02, 12:14
                    Tamten to jest osobna historia :)). Niezle sie usmialam, jak to czytalam. Jesli
                    chodzi o Twoja historie - myslalam, ze siedzialas tam znacznie dluzej - tak to
                    mozna bylo odebrac po przeczytaniu Twojej wiadomosci. Przepraszam. Ale z
                    drugiej strony - sprobuj spojrzec na to obiektywnie - sytuacja byla troche
                    dwuznaczna. Zwlaszcza, ze nie byl to Twoj dobry znajomy - w zwiazku z czym
                    pewnie nie bardzo wiedzial, jak interpretowac Twoje zachowanie. Czasami
                    naprawde bardzo trudno nas zrozumiec :)).
                    Pozdrawiam serdecznie.
                    • Gość: Ola Re: ze wstydem... IP: proxy / *.man.polbox.pl 31.10.02, 12:56
                      najdeniejsza z dennych byla nieco rozlozona w czasie - wozilismy sie ze soba
                      przez pol roku, a facet mial wtedy 32 lata, ja 25. odwoząc mnie do domu calowal
                      mnie w policzek...i nic, w koncu chcialam neico zaciesnic nasza znajomosc,
                      pojechalismy wiec na wpolny weekend w Krakowie-trafilo nam sie loze malzenskie.
                      wychodze wiec spod prsznica w kusej borowej koszulce, przybieram zachecajace
                      pozy, a on, ze sie umyc musi. Ok. Wyszedl z lazienki, zgasil swiatlo, mowiac ze
                      jest bardzo bardzo zmeczony, polozyl sie na swojej czesci loza, dotykajjac
                      przez pomylke mnie za noge i mowiac PRZEPRASZAM....za jakis czas mnie rzucil,
                      mowiac ze za malo w naszej znajomosci bylo iskrzenia;-))))

                      poza tym bylo kilka fatalnych randek netowych - facet z brodawkami na calej
                      twarzy - choc moglam sie tego spodziewac, bo caly czas gadal, ze wyglad nie
                      jest najwazniejszy, niedomyty facet, co w wieku 25 lat nigdy nie byl za granica
                      a wakacje spedzal pod namiotem na dzialce u swoich znajomych itp. itd
    • Gość: iu Re: Najdenniejsza randka w zyciu :-) IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.02, 20:52
    • lorna.d sprzatanie - do gory dzisiejsze watki n/txt 30.10.02, 19:29
      • Gość: jem Do góry,do góry!n/txt IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 30.10.02, 19:34
Inne wątki na temat:
Pełna wersja