Gość: ap77
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
14.12.02, 20:13
Jestem właśnie w trakcie przedświątecznego zakupowego szału, i nie po raz
pierwszy łapię sie na tym, że te wszystkie zabiegi, latanie po sklepach,
szukanie odpowiedniego rozmiaru, pocenie sie w sklepie i przymierzalni-po
prostu mnie męczą! nawet upolowana rzecz nie potrafi jakos zrekompensowac
tych wysiłków i .....straconego czsu. Zaczynam sie zastanawiać czyja jestem
normalna lataja raz w tygodniu po supermarkecie i centrach handlowych, w
poszukiwaniu ciuchów? Łażenie pięć razy do Klifu w oczekiwaniu na dostawę
mojego rozmiaru, potem wymienianie go na inny, potem dzwonienie do Zary czy
jest jeszcze coś tam? A potem złość (moja lub moja i chłopaka), że
zmarnowałam cały dzień. Muszę zaznaczyć, że nie jestem typem "od razu
kupującym", jestem raczej typem oglądacza, wyszukiwacza, upewniacza, że to na
pewno to, za tą cenę". Znacie to uczucie? To taki nałóg nie spoczne dopóki
nie sprawdzę i ewnet. nie kupię. A jak już coś wyszukam to nie spoczne póki
nie kupię, nie potafię odpuścić. Z jednej strony to dobru sposób, bo prawie
zawsze udaje mi się kupić rzeczy "trafione", ale z drugiej strony ile to mnie
kosztuje energii?
Mój chłopak mnie zapytał czy to jest dla Ciebie najważniejsze, zakupy? To jak
wyglądasz? Są w życiu inne sprawy. To mi dało do myślenia, przywróciło mnie z
powrotem do pionu, bo ostatnio przeginałam (moze to uzależnienie?) Na
szczęście dopada mnie to tylko 2x w roku (wyprzedaże), ale i tak zamierzam
się zmienić! Obiecuje to sobie! Od nowego roku zaczynam nad soba pracować!
Anka