rhodeisland
12.05.08, 03:10
Zwiazkow z mezczyznami mam na mysli.
Kobieta, ktorej zycie obraca sie glownie wokol ciuchow i
pielegnowania urody, nie jest interesujacym partnerem dla mezczyzny.
Poczatkowa fascynacja jest zastapiona irytacja, facet dochodzi do
wniosku, ze ma do czynienia z istota bardzo ograniczona, ktora
oprocz swojego wygladu nie ma zadnych zainteresowan.
To dotyczy takze malzenstw. Kobieta najpierw skupia sie na wlasnym
wygladzie, potem na dziecku. W pewnym momencie zdaje sobie sprawe,
ze jej malzenstwo nie istnieje, ale nadal nie rozumie co sie stalo.
Nie przeraza Was tez ile czasu i pieniedzy poswiecacie na kupno
kosmetykow i wyprobowywanie ich na sobie.
Ile z nich naprawde poprawia nasz wyglad?
Jestesm za zaakceptowaniem siebie takimi jakie jestesmy za wyjatkiem
rzeczy, ktore naprawde nam przeszkadzaja i przez to przygnebiaja.
Trudno jednak zauwazyc moment gdy te zabiegi upiekszajace
przeradzaja sie w obsesje.
Jestem za naturalnym kolorem wlosow i skory, nie przekluwaniem jej,
nie "ozdabianiem" tatuazami. Oprocz tuszu, blyszczyka do ust i
korektora wiekszosci kobiet nie potrzeba wiecej.
Co sadzicie?
Kolejny moralizatorski post zgorzknialej starej kobity?