Gość: Dosia
IP: 195.217.253.*
24.10.03, 13:17
Kupilam niedawno buty na jesien/zime, ocieplane kozaczki do pol lydki na dosc
wysokim 8-9 cm obcasie.
Zalozylam je przedwczoraj i wczoraj do pracy (i z powrotem). Niezwykle
zadowolona, ze wreszcie zaczynam na nich dosc swobodnie chodzic przyjrzalam
sie wczoraj wieczorem fleczkom. Ku swemu przerazeniu odkrylam, ze z fleczkow
nic nie zostalo, a ja przez caly ten czas chodzilam na golych obcasach
zdzierajac je niemilosiernie - Bog wie ile centymetrow! Teraz juz nawet nie
moge powiedziec ile tego obasa zdarlam (bo az sie boje myslec), faktem jest
ze jak postawie buta na podlodze to on sie przechyla do tylu tak, ze szpic
sterczy mu w powietrzu - znak, ze obcasy niezle sie zdarly.
Co Waszym zdaniem powinnam zrobic? Zareklamowac buty? Ja rozumiem, ze trzeba
o buty dbac i regularnie zmieniac flegi, ale na milosc boska zeby flek zdarl
sie razem z obcasem po 2 przejsciach od domu do przystanku i od przystanku do
pracy (i z powrotem). Przeciez nie bede flekow zmieniac 3 razy dziennie!
Czy to jest wada buta, czy moze ja chodze jak Yeti jakis i zdzieram? Zdazylo
mi sie to pierwszy raz w zyciu. CHodzilam juz w szpilkach nie raz i nigdy nie
mialam takiej sytuacji. Po pol roku chodzenia owszem buty trzeba bylo oddac
do szewca, zeby zalozyl nowe fleki, ale cos takiego...?
Nadmienie, ze buty kosztowaly ponad 500 zl, i nie chce ich wyrzucac na
smietnik. Nie chce ich oddawac do szewca, bo jezeli zdarl sie obcas to jedyne
wyjscie to wymienic go w calosci - a to przeciez dosc wazna w bucie rzecz i
szefc nie wymieni mi na taki sam.
I co mi poradzicie?