Gdy urodowa maniaczka nie jest singielką...

20.02.09, 21:59
...przyznaje się przed swoim mężczyzną do tego, ile czasu, energii,
pieniędzy wydaje na to jak wygląda? pozostawiacie wiedzę na temat
różnych trików, zabiegów kosmetycznych, operacji (?) plastycznych
dla sievbie ("bo ja taka jestem z natury kochanie, zreszta w tym
tygodniu wreszcie się dobrze wyspałam..."), czy jednak mówi o
swojej walce z czasem w miarę otwarcie? ("obiad w piekarniku,
poszłam na laser")
a nawet więcej! czy namawia Jego do dbania o siebie? i nie mówię o
zachęcaniu do używania dobrej wody po goleniu...czy, drogie
forumki, namówiłybyście Swojego faceta na odessanie tłuszczyku z
brzucha albo mały botoks na poorane czólko, gdyby była taka
potrzeba i fundusze bez granic?
jestem ciekawa waszych opinii
    • kam-ka Re: Gdy urodowa maniaczka nie jest singielką... 21.02.09, 10:07
      O niektórych rzeczach (zabiegach, kosmetykach) mówię, a o innych nie.

      Mówię, bo w ogóle w związku się rozmawia, radzi, dzieli poglądami i planami.

      A nie mówię, bo pewnie bym go zanudziła tym tematem, gdybym prowadziła z nim
      rozmowy w takiej ilości, w jakiej mnie to interesuje. A poza tym nabrałby
      wrażenia, że dużo sobie tym zawracam głowę, że poświęcam temu za dużo czasu,
      energii. I pieniędzy. Choć akurat o najkosztowniejszych, najpoważniejszych
      "inwestycjach" wie, nie wie raczej o części tych drobniejszych, tańszych.
      Właśnie dlatego, by go nie zanudzać tematem, który go tak bardzo nie interesuje.

      No i rzeczywiście, również po to, by nie wyjść na aż tak "zrobioną". Choć jakoś
      strasznie "zrobiona" nie jestem i tak na prawdę jeśli danego dnia bardziej się
      "zrobię", to on jest bardziej zachwycony. Efektem, a nie czasem i pieniędzmi,
      które na to poświęciłam, bo nad tym się chyba nie zastanawia.




      Jego namawiam, jeśli widzę, że istnieje potrzeba. W końcu bliska osoba jest po
      to, by zwrócić uwagę też na takie rzeczy, podpowiedzieć. Ale zwykle jest to
      kwestia fryzjera, ubioru czy uprawiania sportu i zdrowego odżywiania. On jakoś
      nie ma defektów urodowych wymagających operacji plastycznej czy wizyt u lekarza
      medycyny estetycznej. A przynajmniej je nie zauważam ;) Gdyby miał? Hm, cóż,
      pewnie bym mu doradziła. Tak się zastanawiam, np. likwidację blizn po trądziku
      czy prostowanie zgryzu.

      Botox - moim zdaniem - mężczyźnie nie jest potrzebny. Zmarszczki nie odbierają
      mu dobrego wyglądu.

      A tłuszczu z męskiego brzucha chyba nie da sie odessać, bo jest zlokalizowany w
      większości wokół narządów wewnętrznych, pod mięśniami brzucha, a nie w tkance
      podskórnej. Tylko sport (aeroby + wzmocnienie mięśni brzucha) i dieta. Tak mi
      się wydaje, ale tu mogę się mylić.
Pełna wersja