donkichol
09.12.09, 20:49
www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=148
O paradoksach związanych z ideą boga. Nic dziwnego, że niektórzy nie uznają
buddyzm za religię - ateista mógłby się pod tym śmiało podpisać:
I rzekł Błogosławiony do Anathapindiki: "Jeśli przez absolut rozumie się coś
nie będącego w żadnym stosunku do wszelkich rzeczy znanych, to istnienie jego
nie może być ustalone przez żadne rozumowanie. Jak możemy wiedzieć, że coś nie
związanego z innymi rzeczami w ogóle istnieje? Cały wszechświat, taki jakim go
znamy, jest systemem związków; nie znamy niczego, co było lub mogło być nie
związane. Jak może to, co nie jest zależne od niczego i nie jest z niczym
związane, tworzyć rzeczy związane wzajemnie ze sobą i uzależnione od siebie w
swym istnieniu? I znowu absolut jest albo jednością, albo mnogością. Jeśli
jest jednością, to jak może być przyczyną różnych rzeczy, które - jak wiemy -
pochodzą od różnych przyczyn? Jeśli istnieje tyle absolutów, ile jest rzeczy,
jak mogą te ostatnie pozostawać w związku ze sobą? Jeśli absolut przenika
wszystko i zapełnia całą przestrzeń, to nie może on również tworzyć ich, gdyż
nie byłoby nic do stworzenia. Poza tym, jeśli absolut pozbawiony jest
wszelkich właściwości (nirguna); wszystkie rzeczy, jakie powstają, powinny
również być pozbawione wszelkich właściwości. Toteż absolut nie może być ich
przyczyną. Jeśli uważać absolut za coś różnego od właściwości, to w jaki
sposób stwarza on wciąż rzeczy posiadające te właściwości i przejawia się w
nich? I znowu, jeśli absolut jest niezmienny, to wszystko powinno również być
niezmienne, gdyż skutek nie może się różnić swą naturą od przyczyny. Lecz
wszelkie rzeczy świata podlegają przemianom i rozkładowi. W jakiż sposób zatem
absolut może być niezmienny? Ponadto, jeśli absolut przenika wszystko, jest
przyczyną wszystkiego, dlaczegobyśmy mieli dążyć do wyzwolenia? My sami bowiem
posiadamy ten absolut i musimy cierpliwie znosić każdy smutek i cierpienie
stwarzane przez absolut".
Aśvaghosza, Buddhacarita
"Gdyby świat był zbudowany przez Iśwarę, nie byłoby zmian ani zniszczenia, nie
powinno by być ani smutku ani nieszczęścia, słuszności i niesłuszności,
zważywszy iż wszelka rzecz zarówno czysta, jak i nieczysta, musiałyby
pochodzić od niego. Jeśli smutek i radość, miłość i nienawiść, które powstają
we wszystkich świadomych istotach, są dziełem Iśwary, to on sam powinien być
zdolny do smutku i radości, miłości i nienawiści, a jeśli tę zdolność posiada,
to czyż można o nim powiedzieć, iż jest doskonały? Gdyby Iśwara był stwórcą, a
wszystkie istoty musiały milcząc podlegać władzy swego stwórcy, to na co by
się przydało uprawianie cnoty? Postępowanie słuszne byłoby równie dobre,
ponieważ wszystkie uczynki są jego sprawą i muszą być takie same jak ich
sprawcy. Lecz jeśli smutek i cierpienie przypisuje się innej przyczynie, to w
takim razie istnieje coś ,czego Iśwara nie jest przyczyną. Dlaczego zatem nie
miałoby być bez przyczyny wszystko, co istnieje? I znów, jeśli Iśwara jest
stwórcą, to działa ona z jakimś celem, lub też bez celu. Jeśli działa on z
jakimś celem, to nie można powiedzieć, iż jest doskonały, gdyż cel z
konieczności zakłada zaspokojenie jakiegoś niedostatku. Jeśli działa bez celu,
to jest podobny wariatowi czy też niemowlęciu. Poza tym, jeśli Iśwara jest
stwórcą, dlaczego by się ludzie nie mieli poddawać jego woli z szacunkiem,
dlaczego by mieli zanosić do niego suplikacje, dotkliwie przyciśnięci
koniecznością? I dlaczego by mieli ludzie adorować więcej niż jednego Boga? I
tak przy pomocy racjonalnych argumentów została wykazana fałszywość pojęcia
Iśwara i wszelkie takie sprzeczne twierdzenia winny być wyświetlane".
Aśvaghosza, Buddhacarita
Teksty pochodzą z antologii "Buddyzm" wydanej pod redakcją Jacka Sieradzana
przez Krakowskie Wydawnictwo Prasowe RSW "Prasa-Książka-Ruch", Kraków 1987.