grgkh
19.12.09, 12:34
Taki bojkot nie ma sensu. Mnie się to wydaje nieco dziecinne.
Wychodzę z założenia, że ateista to ten, kto nie jest teistą. Tylko tyle.
Teiście teizm coś narzuca, nakazuje - łamanie tych nakazów może on odczuwać
jako fałsz, a podprządkowywanie się na siłę jako konformizm. Ateistę nie
obowiązują żadne stąd płynące nakazy ani zakazy. Jest neutralny. Może
występować przeciw religii w życiu społecznym, może się jej czynnie
sprzeciwiać, ale przecież nie musi.
To, że powinien tak robić i na pewno robi, wtłukli nam do głów teistyczni
ideolodzy. Ale to nieprawda. My jesteśmy z definicji neutralni. Nam to zwisa.
Mamy to gdzieś. Nasza psychika jest wolna od religijnego badziewia. Wolna, a
to znaczy, że nie musi.
I dzięki temu możemy robić, co chcemy. Możemy sobie wejść do kościoła,
turystyczne, żeby popatrzeć, ale nie modlimy się i nie ma to odniesienia do
bogów, w których nie wierzymy. Nic poza wrażeniami artystycznymi lub innymi
podobnymi nie wynika.
I to samo dotyczy reszty mającej religijne konotacje obrzędowości naszego
życia codziennego.
Ja, jako ateista, zamierzam sobie postawić w domu choinkę. Lubię jej zapach,
kolorowe światełka, atmosferę, którą to wszystko wywołuje. Lubię dawać
prezenty (ja je daję, a nie aniołek, "święty mikołaj" lub dziadek mróz) i
lubię je dostawać. Lubię, gdy jesteśmy dla siebie mili i gdy to okazujemy, a
święta temu sprzyjają.
Dla mnie to całkowicie świecka tradycja. Mająca odniesienia do mojego
dzieciństwa, ale kojarząca się z miłością bliźniego, które to uczucie jest dla
mnie też całkowicie świeckie.
Religianci nie zrobią ze mnie potwora i bestii dlatego, że zawłaszczają dla
siebie to, co dobre. Nieprawda. Dobrzy jesteśmy wszyscy, jako ludzie, na co
dzień. Religia nie ma z tym nic wspólnego. Możemy się bawić w cokolwiek - w
spotkanie przy choince, w... seks grupowy

(mówię to prowokacyjnie), we
wszystko, co nam sprawia przyjemność, łączy nas ze sobą, czyni nas
szczęśliwymi i nie krzywdzi innych. I nie ma podziału na to, co ściśle
religijne, i nie może być już przez innych stosowane.
Ateista może wszystko, a jego wybory są podyktowane granicami jego zasad
moralnych. A religianci też pokazują, że wolno im wszystko. Afery pedofilskie
w Irlandii, Australii itp., ostatnio ujawniane na masową skalę, uwidoczniają
ogrom hipokryzji i obłudy tego, że religia to dobro.
Dobrzy są ci, którzy chcą takimi być. I religia nic do tego nie ma, a nadmiar
uprzywilejowania i stawianie się ponad prawem przez niby to z założenia
dobrych religiantów bardzo często właśnie do zła wiedzie.
A więc bawmy się, ateiści, także i w czasie tych świat, najlepiej jak
potrafimy. I bądźmy spokojni, żaden zakłamany bóg nie jest w stanie sprowadzić
nas żadnymi zabawami na manowce.