Dylematy ewolucji

05.01.10, 21:30
"Dylematy ewolucji" Michał Heller, Józef Życiński

Przypadkiem trafiłem na recenzję 14 lat temu wydanej książki autorstwa dwóch
znanych postaci. Przeczytałem ją, recenzję, nie książkę, i mimo dużego
natężenia umysłu nadal nie mogę dojść - jak to się Hellerowi zgadza? Bo że
Życińskiemu się coś absurdalnego zgadza, to nie dziwota, ale w końcu Heller
jest znawcą tematu od strony nauki jak mało kto, a więc jak działa jego umysł?
Jak toleruje te wszystkie sprzeczności? Jak toleruje to, co głosi Życiński?

Recenzja kończy się tym akapitem:

"Jak bowiem dowodzi wspólna praca Hellera i Życińskiego, możliwe jest
podejście z szacunkiem do poglądów, z którymi niekoniecznie trzeba się
zgadzać. Poświęciwszy chwilę na ich refleksję człowiek staje się bogatszy o
kolejne spojrzenie na otaczający nas wszechświat. I takiej kultury naukowej
dysputy o świecie wypada życzyć wszystkim wokoło."

No dobrze, ktoś się z czymś nie zgadza do końca, ale kto i na ile? Czy autorzy
się ze sobą nie zgadzają? Czy "my" (pozostali) się nie zgadzamy z nimi,
autorami tego działka? Kwestia jest prosta - nauka każe wszystkiej wiedzy o
świecie dowodzić przez doświadczenie. Czego nie dowiedziono, tego w tej wiedzy
NIE WOLNO umieszczać (wyrzucamy lub przechowujemy w lamusie z rupieciami). A
przecież wszystko co boskie nie pojawia się całkowicie poza światem, lecz
właśnie tej wiedzy dotyczy.

Czy Heller kala naukę wtrącając w nią pierwiastek jej nie dotyczący? Moim
zdaniem tak.

A wszystko to jest kryte życzeniem nam "takiej kultury naukowej dysputy o
świecie". Nam. Nie im, ale nam. Zapewne chodzi o tych, którzy niekoniecznie
używając brutalności w rozmowie negują dogmaty o zaświatach wklejane po cichu
do wiedzy o świecie.

Kolejna manipulacja światłych teologów.
Pełna wersja