0golone_jajka
18.03.10, 10:04
wiadomosci.onet.pl/1600880,2677,1,kioskart.html
Przestałem wierzyć w Boga, kiedy skończyłem dziesięć lat. Uważałem się za ateistę. Krytykowałem decyzje duchownych, nie chodziłem do Kościoła, a miałem chrzest i formalnie do niego należałem
W pewnym momencie poczułem się jak hipokryta. Dlatego wybrałem apostazję. Z księdzem uścisnęliśmy sobie dłonie. On stracił fikcyjnego wiernego, ja zacząłem żyć w zgodzie z własnym sumieniem - mówi Paweł z Gdyni. Mężczyzna należy do blisko półmilionowej rzeszy Polaków, którzy zdecydowali się zerwać formalne związki z Kościołem.
Anna nie miała tak lekko.
- Księdza spotkałam, jak wychodził z zakrystii. Powiedziałam, co chcę zrobić, chciałam się z nim umówić na spotkanie, załatwić formalności. Zareagował agresją. Krzyczał, że nie mam krzty kultury, że wywołuję go jak psa z zakrystii, że on nie ma czasu na takie banialuki. Usłyszałam, że jestem za głupia, by ze mną rozmawiał, że nie mam pojęcia o Kościele i nie mogę z niego wystąpić, bo nigdy do niego nie należałam. Potem odwrócił się na pięcie i wyszedł. Mnie do słowa nie dopuścił. Chciało mi się płakać - przyznaje kobieta.