kociak40
11.02.11, 02:50
Jak podała TV, w Rzymie, niespodziewanie, zmarł z powodu wylewu krwi, w wieku 62 lat, arcybiskup Józef Życiński. Spokój jego duszy. W stosunku do tego arcybiskupa mam pewien afekt w związku z jego wypowiedzią publiczną w TV sprzed kilku lat. Otóż ten dostojnik kościelny przytoczył publicznie swoje przeżycie związane ze skutecznością modlitwy. Oto jego wypowiedz w skrócie. Był w Peru, koniecznie chciał wrócić na świeta Wielkanocne do kraju, ktore zaczynały się za 2 dni. Niestety, na lotnisku gdzie się pojawił, powiedziano mu, że to lotnisko połozone wysoko w górach od długiego już czasu nie przyjmuje samolotów ze względu na mgły, ktore tu występują bardzo często, a właśnie takie duże zamglenie było. Jednym słowem nie ma szans wrócić na święta do kraju. Jak sam powiedział, pogrążył się w rozpaczy, bo to pierwsze święta w jego życiu jakich nie będzie obchodził w kraju. Żal jego był ogromny. Chodził wzdłuż pasa startowego i przeżywał ogromny stres, nie było żadnych szans na powrót do Polski. Zaczął się intensywnie modlić o pomoc do swojej zmarlej matki biologicznej (nie do NMP ale do swojej matki). Przytaczam jego słowa - "matko moja, ktora jesteś w niebie z aniołami, spraw cud abym mogł wrócić do kraju itd." Długo się tak modlił do tej matki i nagle usłyszał warkot samolotu. Z głośników usłyszał komunikat, że jednak pomimo tej mgły samolot nadlecial i będzie lądował. Zmarła przed wielu laty jego matka sprawiła dla niego cud.
Słuchając jego tego charakterystycznego głosiku i tego co prawił, wprowadził mnie w zdumienie. Przecież nie może wiedzieć gdzie jest jego zmarła matka, a zakładając dla niej niebo, jest to objaw jego wielkiej pychy. Chyba, że pisała do niego z nieba, i to poleconym.
Z jego wypowiedzi wynika, że nie tylko możemy się modlić do świętych o wstawiennictwo ale także do swoich zmarłych bliskich, np. do teściowej. Coś nie jest tak z tego jego przykładu.