Nadal aktualne

27.12.04, 19:07
Ks. Piotr Semenenko CR

KAZANIE

O nieomylności Kościoła

(miane w Paryżu w r. 1843)

Bracia moi!

Przypatrując się robotom ludzkim, wielki smutek i żal wielki ogarnia serce.
Człowiek żyje prawdą; ale lada jaka prawda zaspokoić go nie może. Przede
wszystkim potrzeba mu pewności, bezpieczeństwa. Prawda, nauka jakaś, która
nie nosi na sobie tego piętna pewności, nie może mu wystarczyć. Nie tylko
ciało ludzkie nie żyje bez pokarmu, nie żyje bez niego i umysł; kiedy go nie
ma, sam siebie trawi i umiera. Pokarmem dla umysłu jest prawda, prawda Boża,
prawda o Bogu, prawda o człowieku, prawda o jego początku, celu i
przeznaczeniu; ale ta tylko, która jest pewna. Inna nasycić go nie może. Bo i
jakaż to prawda, która może być nieprawdą? Zaiste, wolno mi się śmiać z
takiej prawdy, i tylko przed taką mam ukłonić czoła, tylko taką przyjąć,
chcący czy niechcący, która nie może być nieprawdą.

Robota ludzka długo krążyła około tego i krąży jeszcze. Mądrość ludzka
pobudowała wspaniałe systemata o Bogu, o człowieku, o jego początku i końcu,
i dziwić się nieraz wypada układowi ich części i wystawnej całości. Ale
brakuje im wszystkim jednej rzeczy: bezpieczeństwa, pewności. Bez tego
kamienia węgielnego wszystkie owe budowy są tylko projektami, zarysami, lecz
rzeczywistości nie mają. Bo, jeśli o rzeczywistość chodzi, a nie o zabawkę
budowania sobie urojeń, winien każdy z tych twórców systematów przekonać nas,
że tak jest, jak on mówi, a nie inaczej. Co mi po tym, żeby to tak było
pięknie i dobrze; chodzi o to, czy tak jest? Cały mój umysł tego jednego
wymaga, o to jedno pyta: Czy tak jest? Czy tak jest doprawdy? Cała moja
istota potrzebuje pewności, wielkim wołaniem pewności pragnie, a pewności nie
da żadne prawdopodobieństwo; tylko muszę wiedzieć, że tak jest, że doprawdy
tak jest, że inaczej być nie może.

Czy nam dają tę pewność? To tylko pewna, że każdy twórca systematu lub szkoła
jego poprawiała, co raz było powiedzianym, każdy system zawierał w sobie
rzeczy sprzeczne ze sobą; w końcu zamilkł, aby ustąpić miejsca drugiemu. To
wszystko, doprawdy, nie dowodzi tej pewności.

Ale jest głos na tym świecie, który nigdy nie poprawił, co raz powiedział,
głos, który nigdy rzeczy sprzecznych z sobą nie wyrzekł, głos, który
dotychczas nie zamilkł ani nie ustąpił miejsca nikomu, i tym sposobem nosi w
sobie wszystkie nieomylności, pewności cechy. Ten głos, Bracia moi, jest to
głos Kościoła. Daje on sam świadectwo o sobie, bo nieomylnemu nikt świadectwa
dać nie może, tylko nieomylny. Jednakże Was na ślepą wiarę nie wyzywa,
przyniesie Wam dowody twierdzenia swego, i tylko Was upomina, abyście prosili
Boga, Źródła wszelkiej nieomylności, by Wam dał poznać potęgę Swojej prawdy i
łaskę pójść za nią, przez przyczynę Najświętszej Panny. Zdrowaś Maryjo.

I.

Prawdą przez siebie istniejącą, która sama siebie zatwierdza, a poza którą
nic nie ma, a zatem i nic, co by tę prawdę czynić mogło nieprawdą, jest Bóg.
Bóg jest, jak pełnią istnienia, tak i pełnią prawdy. Chrystus jest Słowo Boże
wcielone. Przyniósł On z Sobą całe słowo Boga do człowieka. Posłannictwo
Jego, równie jak natura, niesie ze sobą nieomylność; omylnym być nie mógł;
był i jest z natury Swojej nieomylny. Któż o tym wątpi?

Lecz Kościół odziedziczył posłannictwo Chrystusa. Na Swoim miejscu Chrystus
Kościół zostawił. Bo nie przyszedł Chrystus dla jednego tylko pokolenia, i to
dla garstki jeszcze ludzi, którym się dostało oglądać Go na swoje oczy.
Przyszedł On dla wszystkich ludzi i dla wszystkich pokoleń, "za wszystkich
(powiada św. Paweł) umarł Chrystus" (II do Kor. V, 15). Dlaczego? "Bo",
powiada w innym miejscu (I do Tym. II, 4), "chce On, aby wszyscy ludzie (nie
ma wyjątku) byli zbawieni i przyszli do poznania prawdy". Lecz, że stawszy
się człowiekiem, nie mógł dosięgnąć wszystkich, że nie mógł wszystkim ludziom
powiedzieć słowa prawdy, aby przyszli do jej poznania i byli zbawieni,
zostawił więc na Swoim miejscu Kościół, zostawił Apostoły i ich następce. To
samo posłannictwo, które Sam spełnić przyszedł, włożył na nie: "Jako mnie
posłał Ojciec i ja was posyłam". I miałżeby im nie dać tego, co sam wziął od
Ojca, i co jedno czyniło Jego posłannictwo skutecznym, tj. nieomylność? I
byłożbyto to samo posłannictwo? Nie, jeśli Chrystus jest nieomylnym, jest nim
i Kościół; Kościół, również jak Chrystus, mylić się nie może. Co Chrystus ma
z natury, Kościół ma przez uczestnictwo; ale ma również, mieć musi, boby tym
nie był, czym jest, Zastępcą Chrystusa.

Lecz na czymże właściwie zależy to posłannictwo Kościoła w zastępstwie
Chrystusa? Oto naprzód, aby Objawienie, jakie przyniósł Chrystus, prawdę
Jego, przekazał w całości wszystkim następnym pokoleniom. Idzie o to, aby to
był ten sam głos Chrystusa, rozlegający się po wszystkich punktach czasu i
przestrzeni ziemskiej, niczym nienaruszony, niezmieniony w niczym. Idzie o
to, aby każdy nowowstępujący do tej rodziny odkupionych, do tego dzieła
naprawy, którego Ojcem jest Chrystus, słyszał nieskażoną naukę swego Ojca i
wiedział z wszelką pewnością, co według niej ma wierzyć, co czynić. Tego
posłannictwa jakże Kościół dopełnić może, nie będąc nieomylnym? Bo, gdyby
jeszcze był otrzymał od Założyciela swego jaki kodeks Objawienia spisanego i
praw pisanych! Ale to właśnie, że nie otrzymał! Chrystus nie zostawił nic
pisanego Kościołowi Swemu. Próżno protestanci kuszą się nadać Pismu świętemu
charakter którego nie ma. Prawda, postępują logicznie: zaprzeczywszy żywemu
głosowi Kościoła nieomylności, trzeba ją było gdzieś jednak pomieścić; gdzie
zaś lepiej, jeśli nie w Piśmie świętym, dziele, wprost pochodzącym od Ducha
Świętego? Ale, chociaż to dzieło rzeczywiście od Ducha Świętego pochodzi, dla
niekatolików jednak nie pochodzi od Niego. Niczym tego pochodzenia nie
dowiodą. W Kościele katolickim ma się ta rzecz bardzo prosto: Pismo święte
pochodzi od Ducha Świętego, bo tak mówi Kościół, a Kościół jest nieomylny.
Nie Pismo dowodzi powagi Kościoła, ale powaga Kościoła dowodzi Pisma. Jeżeli
z Pisma świętego przytaczamy miejsca do dowiedzenia posłannictwa Kościoła, to
je przytaczamy jako historyczne wyrzeczenia Chrystusa, które mają za sobą
powagę nie Pisma świętego, ale Chrystusa, który je wyrzekł. Nim z Pisma
świętego dowiedziemy powagi i nieomylności Kościoła, nie dajemy Pismu innej
wagi, jak tylko wszelkiej wiary godnej historii; tego zaś łatwo się dowodzi
drogą historyczną. Bo innej powagi sami z siebie nadać mu nie możemy i każdy
katolik śmiało za św. Augustynem powtarza: "Ewangelii bym nie wierzył gdyby
mię k' temu katolickiego Kościoła nie zniewalała powaga". Ale niekatolicy,
zaprzeczywszy Kościołowi, przyznawają Pismu natchnienie Boże i nieomylność.
Na mocy więc czego to czynią? Czy na mocy świadectwa Kościoła? Kościół dla
nich jest omylny, jego więc świadectwo też omylne; nieomylności nie można
budować na omylności. Cóż im więc zostaje? Czy historia? Ale historia dowodzi
wierzytelności historycznej Pisma świętego; jego natchnienia, jego
nieomylności w rzeczach wiary nie dowodzi. Zresztą, największym świadectwem
historycznym jest świadectwo Kościoła: jeśli to myli, jakież inne bezpiecznym
uczyni? Co jeszcze może służyć za dowód? Jakiś smak wewnętrzny, który jedni
nazywają uczuciem, drudzy duchem albo Duchem Świętym. Ale wtedy człowiek
staje się sędzią Boga, nie Bóg i Jego Objawienie, Jego Pismo, sędzią
człowieka, okrom że to uczucie, ten duch, jest różny w różnych ludziach, i
tak dobrze islamitę wiedzie do Alkoranu, jak chrześcijanina do Biblii, wtedy,
jakeśmy to już raz powiedzieli, dla braku wszelkiego prawidła, ginąć musi na
koniec różnica między prawdziwym Objawieniem a fałszywym, między dobrem a
złem. A wtedy nie potrzeba ani Koranu ani Biblii; uczucie, czyli duch, jest
wszystkim, on objawia wszystko, staje się nieomylnym prawidłem wiary i
uczynków. Oto, g
    • maaax Re: Nadal aktualne- c.d 27.12.04, 19:15
      Oto, gdzie się przenosi nieomylność, wyrugowana z Kościoła: do uczucia
      człowieka lub do jego rozumu, tam właśnie, gdzie omylność, gdzie błąd jak w
      swoim domu mieszka? Nie, nie! Głos żywy Kościoła, nie martwa głoska Pisma, jest
      głosem nieomylnym Chrystusa. Nie, żeby Pismo było omylne, ale, że całą swą
      powagę pożycza od Kościoła. Kościół dał nam je do rąk i powiedział, że to jest
      słowo Boże. Nie, nie, raz jeszcze, Chrystus żadnego Pisma nie zostawił tylko
      Kościół, i do niego rzekł, nie do Pisma, ale do Kościoła, uczącego a ciągle
      żyjącego, powiedział Chrystus: "Kto was słucha, mnie słucha; idźcie nauczajcie
      wszystkie narody – nauczając je chować wszystko, com wam kolwiek przykazał". W
      tym żyjącym przykazaniu, powtarzanym ciągle w żyjący sposób, leży nieomylność
      Kościoła, bo ono stanowi spólność posłannictwa Kościoła i Chrystusa, ono
      stanowi, że głos Kościoła jest głosem Chrystusa, rozlegającym się wszędzie i
      zawsze.

      To posłannictwo Kościoła zależy po wtóre na tym, iż nie tylko przekazuje
      Objawienie Chrystusa jedno i to samo zawsze i wszędy, ale je jeszcze podaje w
      tym samym znaczeniu, w tym samym rozumieniu, w jakim je przyniósł Chrystus. Bo
      nie dosyć jest przekazywać proste twierdzenie. Może ono być rozmaicie
      rozumiane. Trzeba więc jeszcze prawdziwe jego rozumienie podawać. Tam Kościół
      jest stróżem i świadkiem Objawienia, tu tłumaczem jego, nauczycielem, sędzią
      rozumień przeciwnych. Lecz tego bez nieomylności dokazać by nie mógł. I dlatego
      udzielił mu Chrystus tego daru nieomylności: "Będę prosił Ojca i innego
      Pocieszyciela da wam, aby z wami mieszkał na wieki, Ducha prawdy... u was
      będzie mieszkał i w was będzie... on was nauczy wszelkiej prawdy... on wam
      dopowie wszystko, cokolwiek bym wam powiedział". Tak więc ten Duch prawdy,
      Duch, który mylić nie może, Duch nieomylny, mieszka z Apostołami i z ich
      następcami, mieszka z nimi, mieszka u nich, w nich jest, i to na wieki. On ich
      naucza wszelkiej prawdy, On im dopowiada, cokolwiek by Chrystus jeszcze im nie
      powiedział, owo właśnie rozumienie takie, a nie inne Objawienia, przyniesionego
      przez Chrystusa, a którego Chrystus niedopowiedział, bo nie było wtedy k'temu
      ani czasu ani potrzeby. Gdyby Chrystus nie zaopatrzył był Swego Kościoła w ten
      dar nieomylności, ile razy sądzi i naucza prawdziwego rozumienia rzeczy
      objawionych przezeń, tedyby zostały kłamstwem na wieki owe słowa przez Niego
      samego wyrzeczone: "Idźcie, nauczajcie... kto was słucha mnie słucha". Kto
      Kościołowi nieomylności odmawia, albo Chrystusa czyni omylnym i do innych
      nauczycieli podobnym, albo Go czyni kłamcą. Ale żyje Bóg, który dobrodziejstw
      Swoich nie udziela skąpą ręką, który dzieł Swoich nie czyni po połowie, żyje
      Bóg prawdziwy i nieomylny, żyje Chrystus Jego, również prawdziwy i nieomylny, i
      ten Kościół, w którym Bóg i Chrystus Jego żyje, jest również prawdziwy i
      nieomylny. Gdyby Kościół nie był nieomylny i w przechowaniu Objawienia i w jego
      wykładzie, żadnym prawem nie mógłby być nauczycielem, niemiałby czoła na to.
      Jakiż to nauczyciel, i to zesłany od Boga, i to, żeby mię nauczył rzeczy
      wiecznych, któryby mi przyszedł powiedzieć: "Być bardzo może, że tak jest, ale
      być też może, że tak nie jest". Na tyle mądrości każdy się człowiek zdobędzie i
      nie trzeba było wcale na to być postanowionym i przysłanym od Boga. Doprawdy,
      całe nauczycielstwo Kościoła bez nieomylności byłoby wielkim śmiechem. Wtedy
      każdy człowiek byłby nauczycielem równie poważnym i podniósłby się natychmiast
      ten wrzask stujęzyczny, który dziś słyszymy, ale tylko w jednej stronie świata,
      tylko w jednej części ludzkości, tylko na jednej drodze umysłu ludzkiego, na
      tej, która się obróciła tyłem do Kościoła, porzuciła jego przewodnictwo,
      porzuciła ten słup ognisty, idący na czele ludu Bożego w jego wędrówce z
      Egiptu, [z] tej ziemi do krainy obiecanej w wieczności, zakrywający go we dnie,
      przyświecający mu w nocy, ten słup Boży, o którym św. Paweł powiedział, chcąc
      wyrazić całą jego nieporuszoność w prawdzie: "Ecclesia Dei vivi, columna et
      firmamentum veritatis" (I do Tym. III, 15.) Kościół Boga żywego jest słupem i
      utwierdzeniem prawdy. Ale co dziś słyszymy w jednej stronie, na jednej drodze
      umysłu ludzkiego, to stałoby się ogólnym bez nieomylności Kościoła. Człowiek
      bez tego światła, przypuściwszy nawet Objawienie, nie przyszedłszy nigdy do
      jego rozumienia, brnąłby z jednego "być może" do drugiego "być może", "tak
      lepiej, a tak jeszcze lepiej", straciłby wkrótce samoż Objawienie, biorąc je na
      swój wykład i przerabianie, i przyszedłby do zaprzeczenia wszystkich prawd,
      wszystkich zasad, samychże ustaw natury ludzkiej. Alboż tego nie widzimy, alboż
      protestanci nie przyszli dzisiaj do zaprzeczenia bytu historycznego Chrystusa,
      tego, że Chrystus kiedyś był na ziemi, a za nimi racjonaliści wszelkiej prawdy
      wyższej? Lecz co dziś jest cząstkowym, to by wtedy było ogólnym. Tak, tak,
      wielka próżnia prawdy i dobrego ogarnęłaby cały rodzaj ludzki. Tu w miejscu
      przychodzi, co powiedział Pascal: "Bez powagi Kościoła Objawienie byłoby wielką
      zagadką". Tak, zaiste, byłoby zagadką; zdawałoby się, że je Pan Bóg uczynił dla
      igraszki; pokazał, ale nie dał; nie chciał, aby wyrwało ludzkość z ciemnoty i
      zostało przy niej, i wiodło ją swym światłem nieomylnym na drodze zbawienia.
      Wtedy trzeba by było zwątpić o samej Opatrzności Bożej. Tak, zaiste, Objawienie
      bez Kościoła, jako nieomylnego dochowawcy i nieomylnego tłumacza swego, byłoby
      wielką zagadką, ale tak wielką że samo istnienie Boga stałoby się zagadką. Ale,
      żyje Bóg! I Kościół tego Boga żywego jest w rzeczy samej słupem i utwierdzeniem
      prawdy. Tak, tak, żyje Bóg i Jego Kościół nieomylny!

      II.

      Kościół więc jest nieomylny, jeśli zważymy posłannictwo jego, które jest jedno
      i to samo z posłannictwem Chrystusa, jakie On wziął od Swego Ojca, czyli, że
      Kościół pokazuje się nieomylnym, kiedy zważymy, od kogo był postanowionym. Lecz
      nie mniej nieomylność tego Kościoła się pokaże, kiedy zważymy, dla kogo był
      postanowiony i pod jakimi warunkami.

      Kościół jest ustanowiony od Boga dla człowieka. Ma on dawać człowiekowi
      przedmiot wiary: powiada mu, co ma wierzyć, a co czynić. Otóż zastanówmy się
      nieco nad naturą wiary, a jasno nam będzie, że człowiek wiary mieć nie może bez
      nieomylności Kościoła.

      Czy wiecie, Bracia moi, co to jest wiara? Jednym słowem Wam powiem, że, gdzie
      jest wątpliwość, tam wiary być nie może. Wiara, jak nas uczy św. Tomasz, jest
      to mocne przystanie rozumu na rzeczy objawione, a dla niego nieprzenikliwe;
      przystanie rozumu, nakazane przez wolę. Wątpliwość czyni, że to przystanie nie
      tylko nie jest mocne, ale żadne nie jest. Może być wtedy przychylanie się;
      przystania nie ma. O jakże Wam wypowiedzieć, Bracia moi, całą moc wiary? Wiara
      się nie waha, nie ogląda, nie drży; wiara powiada, że tak jest i tak jest, i
      inaczej być nie może. Wiara jeśli jest pełna, cuda czyni: chorych leczy,
      umarłych wskrzesza, i, jeśli jest świat cały do zwyciężenia, to go
      zwycięża. "Haec est victoria, quae vicit mundum, fides nostra". "To jest
      zwycięstwo, które świat zwycięża, wiara nasza". Tej wiary pełnej, która cuda
      czyni, prawda, nie potrzeba człowiekowi do zbawienia, ale mu potrzeba tej
      wiary, która wątpliwości nie zna, tej wiary, która wobec śmierci ma moc
      powiedzieć: Tak jest i inaczej być nie może, i życie moje za to kładę.
      Widzicie, jakiej wiary potrzeba. Takiej wiary Bóg po człowieku wymaga. Teraz,
      niechże Kościół będzie omylny, a niepodobna mieć takiej wiary. Jeśli głos
      Kościoła nie jest głosem Boga, jeśli jest głosem ludzkim, jakkolwiek poważnym,
      ale zawsze omylnym, nie mogę na jego powadze takiej wiary budować, nie mogę mu
      poddać całego rozumu mego i woli. Sama godność człowieka jest wyższa nad to.
      Człowiek tylko Bogu powinien poddać swój rozum, wolę swoją Jego woli tylko. O,
      patrzcie raz przecie, a przejrzyjcie! Człowiek b
      • maaax Re: Nadal aktualne- dokończenie 27.12.04, 19:18
        Człowiek tylko Bogu powinien poddać swój rozum, wolę swoją Jego woli tylko. O,
        patrzcie raz przecie, a przejrzyjcie! Człowiek bez wiary żyć nie może; musi
        koniecznie mieć coś pewnego, a następnie musi być dla niego coś na ziemi
        nieomylnym. Ale kiedy odrzuci głos nieomylny Boga, który przez Kościół
        przemawia, cóż mu wtedy nieomylnym będzie? Głos człowieka, powaga człowieka.
        Rozum swój i wolę swoją poddaje człowiekowi; chcąc być wolnym, staje się
        niewolnikiem. Bo Bogu służyć, to prawdziwa wolność, to wolność synów Bożych;
        ale człowiekowi służyć, dla człowieka to niegodna. Patrzcie, gdzie to prowadzi!
        Skoro się odrzuci powagę i nieomylność Kościoła, wnet władza świecka opanowywa
        rzeczy wiary i moralności, wyrokuje w nich samowolnie. A na mocy czego? Oto, na
        mocy swojej powagi ludzkiej i zmusza wszystkich, aby ją słuchali; chce
        koniecznie być nieomylną. Pierwszy lepszy bożek ziemski, zwykle gorszy od
        najgorszego ze swych poddanych, każe lać swój posąg i trąbić po całej ziemi,
        żeby mu wszyscy cześć oddawali, że on ostateczna wyrocznia w rzeczach ludzkich
        i Boskich, i, jeśli jest jeszcze jaki Bóg na niebie, to z łaski cesarza. Albo
        też odwrotnie, rozum ogółu i wola ogółu opanowywa te same rzeczy wiary i
        moralności, i wyrokuje w nich samowolnie. Jest to ta sama rzecz, co i tamta,
        tylko forma inna. Jest to zawsze powaga ludzka, która chce Bogu wydrzeć Jego
        powagę, człowiek, który się głosi za nieomylnego, odrzuciwszy prawdę i
        nieomylność Bożą. Wtedy znowu człowiek o samym Bogu wyrokuje i pierwszy lepszy
        konwent narodowy puści na kreski istnienie Boga, i jeśli zostanie jaki inny Bóg
        prócz człowieka, to z łaski większości (1). Ale taki Bóg jest niemy; zawsze
        człowiek siedzi na tronie nieomylności. Oto jest prawdziwa niewola człowieka
        niegodna: poddać swój rozum, poddać swą wolę powadze ludzkiej, jednego lub
        wielu, ale zawsze człowieka, który dziś chce tego, a czego innego jutro;
        któremu dziś to prawdziwe, to dobre, a jutro wcale co innego; który idzie za
        namiętnościami i grzechami swoimi, gwiazda błędna, obłok bez deszczu,
        słaniający się tu i ówdzie, ale nie opoka nieporuszona, ale nie prawda
        nieomylna. Nie, nigdy nie można budować swojej wiary na człowieku, nigdy nie
        można powadze ludzkiej poddać swego rozumu i woli. Jeśliby więc głos Kościoła
        był tylko głosem ludzkim, głosem omylnym, nie mógłbym się na nim opierać i
        wiary nigdy bym nie miał. A jednak Bóg wymaga wiary, owej wiary mocnej, jako
        śmierć i to wskutek tego głosu Kościoła. Słuchajcie raczej Chrystusa samego,
        mówiącego: "Idąc na świat cały, opowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu:
        Kto uwierzy, zbawion będzie; kto nie uwierzy, będzie potępiony". Co
        mocniejszego jak to mógł powiedzieć Chrystus? Kto nie uwierzy waszemu
        opowiadaniu, waszemu głosowi, będzie potępiony. I ten głos miałby być omylnym?
        Tu już sumienie Wasze odpowiada: Bóg niesłusznie potępić nie może, a potępiłby
        niesłusznie, gdyby głos Kościoła był omylny. Sama świętość Boga staje za
        świadka i za rękojmię nieomylności Kościoła. I tak zważając, dla kogo Kościół
        jest ustanowiony, na naturę wiary, którą bez nieomylności mieć nie można i na
        jej konieczność, przez Boga nałożoną, do tego przyjść musimy, że Bóg powinien
        był Swój Kościół nieomylnym uczynić i że go takim uczynił.

        To uczucie, tę świadomość, to przekonanie chował Kościół zawsze w swym łonie.
        Kościół nigdy inaczej nie postępował, tylko jako nieomylny. Zawsze czuł, że
        jego posłannictwo jest jedno i to samo, co posłannictwo Chrystusa, i że
        człowiek, który jego głosu nie słucha, jest potępiony. Od początków swoich aż
        do dnia dzisiejszego, od Apostołów aż do tej oto chwili, Kościół, rzec można,
        miał tylko dwa wyrażenia, oba równie dowodzące jego nieomylności. Kiedy co
        twierdził, używał tych słów: Podobało się Duchowi Świętemu i nam; kiedy co
        przeczył, uważał zwykle błąd razem z osobą błądzącą i wyrażał się w podobny,
        np. do tego, sposób: Ariusz, który nie uznaje Syna współistotnego Ojcu, niech
        będzie wyklęty: anathema sit. To anatema, ta klątwa, rzucona statecznie na
        wszystkich, co inaczej twierdzili, jak Kościół, dowodzi zaiste czegoś: tak
        tylko prawda mówi, bo pewna siebie, tylko taki głos nieomylności. Starałci się
        i błąd naśladować to piętno nieomylne prawdy, rzucał i on klątwę na Kościół;
        ale ta jego klątwa wiotcha, jak on sam, już się dawno rozchwiała, rozleciała,
        dawno jej i śladu nie ma. Gdzie są dzisiaj klątwy rzucane na Kościół przez
        Ariusza, Macedoniusza, Nestoriusza, Eutychesa i tylu innych? Oto tylko w
        dziejach Kościoła, obok klątwy, rzuconej przez Kościół i na dowód trwałości tej
        ostatniej. Ta klątwa trwa dotychczas. Co raz Kościół zaprzeczył, to i dziś
        zaprzeczone; co raz zatwierdził, to i dziś zatwierdzone. Co związał na ziemi,
        to było związane i na Niebie; a co na ziemi rozwiązał to było i na Niebie
        rozwiązane, i jest dotychczas, i będzie na zawsze. Dziwili się synowie
        Izraelscy nauczycielstwu Chrystusa Pana. Ten człowiek (mówili sobie) nie jest
        podobny do innych ludzi; nie tak, jak inni naucza, ale jako władzę mający:
        tamquam potestatem habens. Synowie mądrości ludzkiej dziwią się nauczycielstwu
        Kościoła: Kościół nie tak, jak inni naucza, nie wchodzi w rozprawy, nie
        przedstawia rozumowania żadnego, tylko powiada: tak jest; wierz temu, a nie, to
        cię wyklinam. I krzyczą, że nietolerancja! Jak gdyby prawda mogła kiedy błąd
        tolerować. Lecz mają odpowiedź: Oto Kościół naucza, jako władzę mający. Alboż
        to mało, nie zastępujeż to wszelkich rozpraw i wszelkiego rozumowania? Komu Bóg
        powie: Idź i nauczaj; moja prawda, twoją prawdą; głos twój, moim głosem; kto
        tobie nie uwierzy, ja go potępię? Po co tu rozumować? Kościół jest nieomylny, i
        dość na tym. I to postępowanie Kościoła jest największym dowodem nieomylności
        jego. Jest to postępowanie Boga samego, który nigdy nie dowodzi tego, co mówi;
        twierdzi tylko lub przeczy, bo jest nieomylny, bo jest prawdą samą.

        Zastanówcie się nad tym dobrze, Bracia moi! Przychodzicie słuchać tego
        wiecznego głosu Kościoła, ale z jakim usposobieniem? Czyliż pomyśliliście, że
        od niego zależy Wasze zbawienie? Przychodzicie może rozbierać naukę jego, jak
        się też podoba Waszym uprzednim zdaniom, sądom, uwidzeniom? Czyście się dobrze
        zastanowili? Toście się wybrali na sądzenie nauki nieomylnej, głosu
        nieomylnego. Na człowieka tu nie zważajcie, ale na rzecz samą. Cała chwała
        nasza, cała pociecha, cała moc nasza na tym, że nie przychodzimy od siebie, że
        nie przynosimy swojej nauki, że nie szukamy chwały swojej; ale przynosimy naukę
        Tego, który nas posłał; Tego, który nas posłał, szukamy chwały. Słuchajcież,
        Bracia moi, co Wam powiem, bo nie ja to mówię, ale ta cała nieomylność, którą
        Bóg dał Swemu Kościołowi, ale Bóg sam przez usta moje, bo mię tu do Was Bóg i
        Kościół Jego posyła i mówić każe. Oto Wam powiadam: Jak Bóg prawdziwy, tak
        Kościół Jego jest nieomylny; głos Kościoła jest głosem Boga; kto jemu nie
        wierzy, będzie potępiony. Nie ma żadnej wątpliwości, Bóg sam powiedział; tak
        jest, tak być musi. Ach, Bracia moi, tego mimo uszu przepuścić nie możecie
        darmo, tu się musicie zastanowić, tu musicie albo przyjąć prawdę Bożą, albo ją
        odrzucić. Naciera na Was, musicie odpowiedzieć. Odepchnąć ją możecie: och, mój
        Boże, możecie aż nadto! Piłat także, kiedy mu Chrystus powiedział, że jest
        Prawdą, wzruszył ramionami i odwrócił się, mówiąc: "Co to jest prawda?" Żydzi
        także, kiedy im powiedział Chrystus, że jest Synem Bożym, podnieśli krzyk
        okropny: "Bluźni! bluźni!" aby zagłuszyć głos Chrystusa, który im zadrżał w
        sumieniu. Możecie i Wy tak uczynić. Ale odpowiedzieć musicie na ten głos Boży:
        Kościół jest nieomylny, a kto mu nie wierzy, będzie potępiony. Musicie dziś
        koniecznie wybrać jedno z dwojga: albo uwierzyć Bogu, albo uwierzyć sobie
        samym. Patrzcież teraz, co uczynicie! Amen.

        Ks. Piotr Semenenko CR

        Ks. Piotr Semenenko ([ze] Zgromadzenia Zmartw
        • cechatehace Re: Nadal aktualne- dokończenie 27.12.04, 19:42
          Cóż moge powiedzieć? Pycha, pycha i jeszcze raz pychaaaa! przebija przez tę
          wypowiedź. Kościół nieomylny? Jaki kościół? Nieomylność zasłania oczy tym,
          którzy to mówią. Nawiązują do Boga, a sami postępują wbrew temu co pisze Pismo,
          na które tak się powołują. Eh obłuda jakich mało....
          1. Tym. 3:1-5 - co na ten temat powiedzą księża? Jak w takim razie mogą dawać
          mądre wskazówki rodzinom?
          A te wszystki szwindle, których dokonują? I oni śmią mówić i być pewnymi o
          NIEOMYLNOŚCI kościoła? Jeszcze raz pytam jakiego?
          Są za pewni siebie i to ich zgubi (jakkolwiek miało by to nastąpić).
          Demagogią mi tu pachnie...
          • hata_mari Re: Nadal aktualne- dokończenie 27.12.04, 20:29
            > Demagogią mi tu pachnie...

            Mnie jeszcze czymś innym, ale nie będe się wyrażał...
    • shanti Re: Nadal aktualne 27.12.04, 20:35
      skocz.pl/kwh
      • 0golone_jajka Re: Nadal aktualne 30.12.04, 18:55
        Wybaczcie, ale nie bardzo chce mi się czytać 9 stron A4 o piekle.. Sion2 gdyby tu była zaraz by na mnie naskoczyła, że mam kłopoty z dużą liczbą literek smile)
        Ale ja zwyczajnie leniwy jestem i o głupotach mogę przeczytać akapit, góra dwa, ale nie 9 stron A4!
Pełna wersja