maaax
27.12.04, 19:07
Ks. Piotr Semenenko CR
KAZANIE
O nieomylności Kościoła
(miane w Paryżu w r. 1843)
Bracia moi!
Przypatrując się robotom ludzkim, wielki smutek i żal wielki ogarnia serce.
Człowiek żyje prawdą; ale lada jaka prawda zaspokoić go nie może. Przede
wszystkim potrzeba mu pewności, bezpieczeństwa. Prawda, nauka jakaś, która
nie nosi na sobie tego piętna pewności, nie może mu wystarczyć. Nie tylko
ciało ludzkie nie żyje bez pokarmu, nie żyje bez niego i umysł; kiedy go nie
ma, sam siebie trawi i umiera. Pokarmem dla umysłu jest prawda, prawda Boża,
prawda o Bogu, prawda o człowieku, prawda o jego początku, celu i
przeznaczeniu; ale ta tylko, która jest pewna. Inna nasycić go nie może. Bo i
jakaż to prawda, która może być nieprawdą? Zaiste, wolno mi się śmiać z
takiej prawdy, i tylko przed taką mam ukłonić czoła, tylko taką przyjąć,
chcący czy niechcący, która nie może być nieprawdą.
Robota ludzka długo krążyła około tego i krąży jeszcze. Mądrość ludzka
pobudowała wspaniałe systemata o Bogu, o człowieku, o jego początku i końcu,
i dziwić się nieraz wypada układowi ich części i wystawnej całości. Ale
brakuje im wszystkim jednej rzeczy: bezpieczeństwa, pewności. Bez tego
kamienia węgielnego wszystkie owe budowy są tylko projektami, zarysami, lecz
rzeczywistości nie mają. Bo, jeśli o rzeczywistość chodzi, a nie o zabawkę
budowania sobie urojeń, winien każdy z tych twórców systematów przekonać nas,
że tak jest, jak on mówi, a nie inaczej. Co mi po tym, żeby to tak było
pięknie i dobrze; chodzi o to, czy tak jest? Cały mój umysł tego jednego
wymaga, o to jedno pyta: Czy tak jest? Czy tak jest doprawdy? Cała moja
istota potrzebuje pewności, wielkim wołaniem pewności pragnie, a pewności nie
da żadne prawdopodobieństwo; tylko muszę wiedzieć, że tak jest, że doprawdy
tak jest, że inaczej być nie może.
Czy nam dają tę pewność? To tylko pewna, że każdy twórca systematu lub szkoła
jego poprawiała, co raz było powiedzianym, każdy system zawierał w sobie
rzeczy sprzeczne ze sobą; w końcu zamilkł, aby ustąpić miejsca drugiemu. To
wszystko, doprawdy, nie dowodzi tej pewności.
Ale jest głos na tym świecie, który nigdy nie poprawił, co raz powiedział,
głos, który nigdy rzeczy sprzecznych z sobą nie wyrzekł, głos, który
dotychczas nie zamilkł ani nie ustąpił miejsca nikomu, i tym sposobem nosi w
sobie wszystkie nieomylności, pewności cechy. Ten głos, Bracia moi, jest to
głos Kościoła. Daje on sam świadectwo o sobie, bo nieomylnemu nikt świadectwa
dać nie może, tylko nieomylny. Jednakże Was na ślepą wiarę nie wyzywa,
przyniesie Wam dowody twierdzenia swego, i tylko Was upomina, abyście prosili
Boga, Źródła wszelkiej nieomylności, by Wam dał poznać potęgę Swojej prawdy i
łaskę pójść za nią, przez przyczynę Najświętszej Panny. Zdrowaś Maryjo.
I.
Prawdą przez siebie istniejącą, która sama siebie zatwierdza, a poza którą
nic nie ma, a zatem i nic, co by tę prawdę czynić mogło nieprawdą, jest Bóg.
Bóg jest, jak pełnią istnienia, tak i pełnią prawdy. Chrystus jest Słowo Boże
wcielone. Przyniósł On z Sobą całe słowo Boga do człowieka. Posłannictwo
Jego, równie jak natura, niesie ze sobą nieomylność; omylnym być nie mógł;
był i jest z natury Swojej nieomylny. Któż o tym wątpi?
Lecz Kościół odziedziczył posłannictwo Chrystusa. Na Swoim miejscu Chrystus
Kościół zostawił. Bo nie przyszedł Chrystus dla jednego tylko pokolenia, i to
dla garstki jeszcze ludzi, którym się dostało oglądać Go na swoje oczy.
Przyszedł On dla wszystkich ludzi i dla wszystkich pokoleń, "za wszystkich
(powiada św. Paweł) umarł Chrystus" (II do Kor. V, 15). Dlaczego? "Bo",
powiada w innym miejscu (I do Tym. II, 4), "chce On, aby wszyscy ludzie (nie
ma wyjątku) byli zbawieni i przyszli do poznania prawdy". Lecz, że stawszy
się człowiekiem, nie mógł dosięgnąć wszystkich, że nie mógł wszystkim ludziom
powiedzieć słowa prawdy, aby przyszli do jej poznania i byli zbawieni,
zostawił więc na Swoim miejscu Kościół, zostawił Apostoły i ich następce. To
samo posłannictwo, które Sam spełnić przyszedł, włożył na nie: "Jako mnie
posłał Ojciec i ja was posyłam". I miałżeby im nie dać tego, co sam wziął od
Ojca, i co jedno czyniło Jego posłannictwo skutecznym, tj. nieomylność? I
byłożbyto to samo posłannictwo? Nie, jeśli Chrystus jest nieomylnym, jest nim
i Kościół; Kościół, również jak Chrystus, mylić się nie może. Co Chrystus ma
z natury, Kościół ma przez uczestnictwo; ale ma również, mieć musi, boby tym
nie był, czym jest, Zastępcą Chrystusa.
Lecz na czymże właściwie zależy to posłannictwo Kościoła w zastępstwie
Chrystusa? Oto naprzód, aby Objawienie, jakie przyniósł Chrystus, prawdę
Jego, przekazał w całości wszystkim następnym pokoleniom. Idzie o to, aby to
był ten sam głos Chrystusa, rozlegający się po wszystkich punktach czasu i
przestrzeni ziemskiej, niczym nienaruszony, niezmieniony w niczym. Idzie o
to, aby każdy nowowstępujący do tej rodziny odkupionych, do tego dzieła
naprawy, którego Ojcem jest Chrystus, słyszał nieskażoną naukę swego Ojca i
wiedział z wszelką pewnością, co według niej ma wierzyć, co czynić. Tego
posłannictwa jakże Kościół dopełnić może, nie będąc nieomylnym? Bo, gdyby
jeszcze był otrzymał od Założyciela swego jaki kodeks Objawienia spisanego i
praw pisanych! Ale to właśnie, że nie otrzymał! Chrystus nie zostawił nic
pisanego Kościołowi Swemu. Próżno protestanci kuszą się nadać Pismu świętemu
charakter którego nie ma. Prawda, postępują logicznie: zaprzeczywszy żywemu
głosowi Kościoła nieomylności, trzeba ją było gdzieś jednak pomieścić; gdzie
zaś lepiej, jeśli nie w Piśmie świętym, dziele, wprost pochodzącym od Ducha
Świętego? Ale, chociaż to dzieło rzeczywiście od Ducha Świętego pochodzi, dla
niekatolików jednak nie pochodzi od Niego. Niczym tego pochodzenia nie
dowiodą. W Kościele katolickim ma się ta rzecz bardzo prosto: Pismo święte
pochodzi od Ducha Świętego, bo tak mówi Kościół, a Kościół jest nieomylny.
Nie Pismo dowodzi powagi Kościoła, ale powaga Kościoła dowodzi Pisma. Jeżeli
z Pisma świętego przytaczamy miejsca do dowiedzenia posłannictwa Kościoła, to
je przytaczamy jako historyczne wyrzeczenia Chrystusa, które mają za sobą
powagę nie Pisma świętego, ale Chrystusa, który je wyrzekł. Nim z Pisma
świętego dowiedziemy powagi i nieomylności Kościoła, nie dajemy Pismu innej
wagi, jak tylko wszelkiej wiary godnej historii; tego zaś łatwo się dowodzi
drogą historyczną. Bo innej powagi sami z siebie nadać mu nie możemy i każdy
katolik śmiało za św. Augustynem powtarza: "Ewangelii bym nie wierzył gdyby
mię k' temu katolickiego Kościoła nie zniewalała powaga". Ale niekatolicy,
zaprzeczywszy Kościołowi, przyznawają Pismu natchnienie Boże i nieomylność.
Na mocy więc czego to czynią? Czy na mocy świadectwa Kościoła? Kościół dla
nich jest omylny, jego więc świadectwo też omylne; nieomylności nie można
budować na omylności. Cóż im więc zostaje? Czy historia? Ale historia dowodzi
wierzytelności historycznej Pisma świętego; jego natchnienia, jego
nieomylności w rzeczach wiary nie dowodzi. Zresztą, największym świadectwem
historycznym jest świadectwo Kościoła: jeśli to myli, jakież inne bezpiecznym
uczyni? Co jeszcze może służyć za dowód? Jakiś smak wewnętrzny, który jedni
nazywają uczuciem, drudzy duchem albo Duchem Świętym. Ale wtedy człowiek
staje się sędzią Boga, nie Bóg i Jego Objawienie, Jego Pismo, sędzią
człowieka, okrom że to uczucie, ten duch, jest różny w różnych ludziach, i
tak dobrze islamitę wiedzie do Alkoranu, jak chrześcijanina do Biblii, wtedy,
jakeśmy to już raz powiedzieli, dla braku wszelkiego prawidła, ginąć musi na
koniec różnica między prawdziwym Objawieniem a fałszywym, między dobrem a
złem. A wtedy nie potrzeba ani Koranu ani Biblii; uczucie, czyli duch, jest
wszystkim, on objawia wszystko, staje się nieomylnym prawidłem wiary i
uczynków. Oto, g