grgkh
08.10.05, 10:07
O. Tadeusz Bartoś, dominikanin, pisze o sumieniu, autorytecie, św. Tomaszu i
antykoncepcji
W Kościele katolickim w Polsce dominuje wychowanie tradycyjne, oparte na
autorytecie, w dużej mierze autorytarne, wzmocnione jeszcze przez totalitarny
system, w którym ukształtowane zostało kilka pokoleń Polaków. Wychowanie to
prowadzi z reguły do formowania ludzi niesamodzielnych moralnie, dla których
cały autorytet rozstrzygania o złu i dobru jest ulokowany na zewnątrz.
Uniemożliwia to dojrzewanie ludzkiego sumienia, faktycznie bowiem całość
decyzji moralnych zostaje już wcześniej podjęta za człowieka przez
instytucję. W konsekwencji taki rodzaj wychowania etycznego i religijnego
zwalnia z osobistej moralnej odpowiedzialności i czyni niezdolnym do
podejmowania własnych decyzji moralnych. Faktycznie jest więc demoralizacją.
Zagubiliśmy gdzieś własną najlepszą tradycję, zapomnieliśmy o naturze
ludzkiego sumienia i o zasadach jego dojrzewania, tak jak opisywał je Tomasz
z Akwinu - skądinąd wielki autorytet katolicyzmu.
Umieć wybierać
Dla Kościoła katolickiego myśl św. Tomasza, wielkiego dominikanina, teologa i
filozofa z XIII wieku, była przez wieki punktem odniesienia w wielu kwestiach
teologicznych. Jego nauczanie uznawano za probierz autentycznej katolickiej
ortodoksyjności. Do dnia dzisiejszego w dokumentach kościelnych mówi się o
nim m.in. jako o wzorze uprawiania teologii katolickiej: "Kościół słusznie
przedstawiał zawsze św. Tomasza jako mistrza sztuki myślenia i wzór
właściwego uprawiania teologii" (encyklika Fides et ratio). W XX wieku jednak
teologia uległa głębokiemu przekształceniu. Zmiany dokonały się pod wpływem
badań historycznych nad Biblią, które w istotny sposób odmieniły nasze
rozumienie Pisma Świętego. Historia Kościoła, historia teologii prowadziły do
nowego rozumienia Objawienia i nowego pojmowania dogmatów, uwzględniającego
ich historyczny rozwój. Pojawiły się nowe metody filozoficzne, zwłaszcza
fenomenologia i hermeneutyka, które pozwoliły inaczej ujmować i analizować
prawdy wiary. Tak więc zagadnienia teologiczne zaczęły być przedstawiane w
sposób bardziej dostosowany do współczesnej mentalności, wiedzy i
wrażliwości. Dziś nie sposób powiedzieć, że teologia katolicka jest z ducha
tomistyczna czy scholastyczna.
Pozostała jednak dziedzina, w której myśli scholastycznej udało się przetrwać
w stanie prawie nienaruszonym. Jest nią katolicka teologia moralna. Próby
odnowy tego działu teologii nie wniosły znaczących zmian ani co do treści,
ani co do stosowanych metod. Ciągle żywotne są tam tradycyjne, a przez to
uproszczone interpretacje myśli Tomasza. Dotyczy to szczególnie zagadnień
związanych z sumieniem.
Zrozumienie tego, czym jest ludzkie sumienie w ujęciu Tomasza z Akwinu,
stanie się pełniejsze, gdy rozważymy je w świetle kluczowego dla zagadnień
etycznych pytania o to, kto ma prawo decydować o moralności lub niemoralności
jakiegoś postępowania i dlaczego. Różne odpowiedzi prowadzą do odmiennych
koncepcji moralności. Mówiąc najprościej, w grę wchodzą trzy możliwości. O
tym, czy jakieś postępowanie jest dobre lub złe, powinien decydować (1) albo
człowiek sam, niezależnie od kogokolwiek i czegokolwiek, (2) albo ktoś (coś)
poza człowiekiem, (3) albo człowiek w jakimś powiązaniu z tym, co jest poza
nim.
W pierwszym przypadku, który jest oczywiście sytuacją modelowo skrajną, mamy
do czynienia z rodzajem anarchii moralnej, gdzie każdy sam arbitralnie
decyduje o dobru i o złu w każdej dziedzinie.
Drugi skrajny przypadek to sytuacja, kiedy człowiek w ogóle sam nie
uczestniczy w rozstrzyganiu o dobru i złu, lecz ktoś inny decyduje za niego,
a on jedynie przyjmuje instrukcje i pouczenia: cała jego rola sprowadza się
do wiernego wcielenia ich w życie. Ten typ zależności możemy spotkać często.
W naturalny sposób jest obecny w życiu dziecka, w jego relacji do rodziców.
To oni decydują o tym, co jest dobre, a co złe, i jak należy postępować. Małe
dzieci są niezdolne do moralnych wyborów, nie mają bowiem dostatecznie
rozwiniętego sumienia. Zdarza się jednak, że taki brak autonomii moralnej
przedłuża się na okres dojrzewania i dorosłości. Wtedy możemy mówić o
nierozwiniętym sumieniu, które pozostaje niezdolne do własnego działania.
Trzeci przypadek to sytuacja uwzględniająca zarówno autonomię sumienia, jak
jego powiązanie z wartościami pochodzącymi z zewnątrz. Takie jest właśnie
ujęcie Tomasza z Akwinu. Łączy ono w sobie w sposób szczególny autentyczną
moralną samodzielność człowieka z jego równoczesną naturalną zależnością od
prawdy, od tego, co rozpoznaje jako dobre lub złe. Zrozumienie tego
powiązania jest punktem zwrotnym na drodze człowieka ku osobistej dojrzałości
moralnej. Pokazuje ono bowiem, jak ochronić swoją wewnętrzną autonomię, a
równocześnie umieć żyć zobowiązaniami zaciąganymi wobec świata zewnętrznego.
Tomasz definiuje sumienie jako akt rozumu praktycznego. Akt rozumu oznacza
czynność myślenia. Słowo "sumienie" oznacza więc ludzką refleksję nad tym, co
dobre, a co złe. Do takiej refleksji popycha człowieka jakaś wewnętrzna siła,
którą Tomasz nazywa synderezą, a która przemawia do człowieka wewnętrznym
poleceniem: "Czyń dobro, unikaj zła". Zasada ta jest obecna w sposób
nieusuwalny w każdym człowieku bez jakiejkolwiek różnicy. Wszyscy ludzie
wiedzą więc, i jest to dla nich oczywiste, że nie należy czynić zła, lecz
dobro. Ta oczywistość jest nieodparta, nieusuwalna i dlatego w jej świetle
człowiek nie może nie zastanawiać się nad swoim postępowaniem.
Sumienie jest czymś osobistym i indywidualnym. Jest nieudzielne: nikt nie
może nikogo w tym myśleniu o dobru i złu wyręczyć. Dosłownie nikt! Ani
największy autorytet żyjący na ziemi, ani pomniejsze autorytety, ani
aniołowie, ani ludzie, ani nawet Pan Bóg, bo nie po to stwarzał nas wolnymi,
żeby później za nas podejmować decyzje. Każdy dorosły człowiek sam musi
decydować o tym, co dobre i co złe. To dzięki swoim własnym aktom sumienia
uczy się rozpoznawać dobro i podejmować osobiste wybory. W tym kontekście
warto wspomnieć o polemice Tomasza z Awerroesem, średniowiecznym filozofem
arabskim, któremu przypisywano pogląd, że istnieje jeden wspólny dla
wszystkich ludzi umysł. Trochę karykaturalnie można by powiedzieć - w
kontekście sumienia - że ten wspólny umysł pełniłby funkcję jakby "komitetu
centralnego" dostarczającego wszystkim jednej jednolitej wiedzy o tym, co
prawdziwe, i o tym, co dobre. Wystarczyłoby tylko "podłączyć się", aby rzeczy
stały się jasne, proste i oczywiste. Jeśli więc - jak mówi Akwinata - nie
istnieje taki jeden wspólny umysł ludzkości, to każdy człowiek "na własną
rękę", tzn. samodzielnie, musi szukać prawdy o tym, co dobre lub złe. Bóg
stworzył człowieka wolnym i autonomicznym w jego osobistej drodze ku prawdzie.
Oparcie w prawie naturalnym
Autonomia sumienia nie wyklucza bynajmniej jego zależności od zewnętrznych
zasad. Nie jest w żadnym przypadku jakimś relatywizmem. Gdyby bowiem zapytać,
dlaczego mamy wierzyć głosowi własnego sumienia, skąd bierze się jego
wiarygodność, w odpowiedzi należałoby przedstawić Tomaszową koncepcję prawa
naturalnego. Uważa on, że prawo naturalne jest czymś wrodzonym człowiekowi.
Dzięki niemu każdy człowiek ma jakiś naturalny, choć cząstkowy, dostęp do
boskiej prawdy, boskiej mądrości, która kieruje wszystkim. Prawo naturalne
poznaje więc człowiek nie dzięki znajomości jakichś przepisów, ale dzięki
swemu rozumowi poznającemu dobro i zło. W każdym człowieku - możemy dziś
dodać, że bez względu na przynależność do tej czy innej religii, kultury,
cywilizacji - obecne jest jakieś autentyczne zrozumienie światła boskiego.
Choć jest ono zawsze niepełne, wystarcza jednak, by człowiek mógł uczyć się
odróżniać dobro od zła. Sumienie zaś jest jedyną drogą, na której prawda o
dobru i złu dociera do człowieka. Nierzadko bywa to