grgkh
30.11.05, 00:57
Teksty z "Polityki" - obecnie niedostępne, wygrzebane z mojego, prywatnego,
archiwum.
=====
ADAM SZOSTKIEWICZ
Dziesięć artykułów, które zamieszczamy, to nie jest próba zastąpienia czy
poprawienia Dekalogu. Raczej – próba dyskusji o współczesności i jej
etycznych wyzwaniach. Usiedliśmy po prostu któregoś dnia w redakcji w
dziesięcioro publicystów i postanowiliśmy opisać niepokoje, które na
przełomie roku towarzyszą każdemu z nas, obserwującemu na co dzień – z racji
profesji i specjalności – tę czy inną dziedzinę życia.
W naszej części świata od wieków życie regulują zasady moralne wyryte na
kamiennych tablicach Mojżesza. Ale świat zmienia się coraz szybciej i wielu
ludzi odczuwa potrzebę jakiejś nowej moralności, lepiej dostosowanej do
obecnych realiów, wyzwań i zagrożeń.
Nowa moralność to brzmi wywrotowo. Kto by ją miał ustalać i jakim prawem? Ale
gdy telewizja pokazuje reportaże o eutanazji, dziecięcej prostytucji, o
młodzieżowych subkulturach przemocy, i starsi, i młodsi kręcą się
niespokojnie w fotelach. Podobny lęk budzą doniesienia o korupcjia
przestępczym. A katastrofy ekologiczne? A tajemnicze eksperymenty genetyczne?
A nędza nie gdzieś za oceanem, tylko za płotem lub za rogiem ulicy?
-=% Świat się boi przeprowadzek %=-
Mało kto lubi zmiany. Pewien angielski arystokrata mawiał dawno temu, że
kiedy zmiana jest niepotrzebna, nie należy niczego zmieniać. To kredo
konserwatyzmu i dziś trafia milionom do przekonania.
Społeczeństwo i jego instytucje służą nam przede wszystkim do tego, byśmy
czuli się bezpiecznie. A bezpieczni czujemy się w świecie oswojonym,
uporządkowanym. Lubimy mieć poczucie kierunku, czerpiemy przyjemność z
powtarzania tych samych zachowań. Przeczytać rano gazetę i wypić kawę,
obejrzeć kolejny odcinek serialu, pójść do kościoła w niedzielę, a po mszy
zagłosować lub wybrać się na mecz czy do kina. Lewica czy prawica, prawie
wszyscy mamy swoje przyzwyczajenia. Konserwatyści czy liberałowie, chodzimy
do szkoły czy pracy i wracamy do domu zwykle tą samą trasą. Musi zdarzyć się
coś dramatycznego, byśmy zrezygnowali z naszych przyzwyczajeń.
W początkach drugiej wojny światowej w Anglii w ramach powszechnej
mobilizacji stawiła się do dyspozycji Jego Królewskiej Mości pięcioosobowa
załoga obsługująca armatkę pamiętającą jeszcze wojnę burską w Afryce
Południowej. Podczas ćwiczeń bateria zachowywała się niezrozumiale: na trzy
sekundy przed odpaleniem pocisku dwóch artylerzystów stawało na baczność.
Dowódcy baterii, emerytowanemu pułkownikowi, kazano wytłumaczyć zagadkę. – Ci
dwaj przytrzymują konie za uzdę, żeby wybuch ich nie spłoszył.
Ale koni bateria nie miała. Sędziwe wiarusy miały we krwi odruch sprzed bez
mała pół wieku. „Dlatego – pisze amerykański socjolog Robert Nisbet – żeby z
sensem mówić o zmianie społecznej, trzeba najpierw zrozumieć społeczne
znaczenie tradycji, przyzwyczajeń, utrwalonych wzorców postępowania”.
Lęk przed zmianą jest niezależny od ustroju i epoki. Zapytajcie Amerykanina,
Polaka czy Chińczyka, czego obawia się najbardziej, a odpowie: śmierci,
rozwodu kogoś bliskiego i przeprowadzki. Przeprowadzkę można rozumieć
rozszerzająco: jako upadek świata uporządkowanego według zrozumiałych dla nas
reguł. Zapominają o tym nie tylko wyznawcy wszelkich odmian inżynierii
społecznej, ale także zbyt gorliwi entuzjaści postępu. To wszystko ma też
wpływ na nasze poglądy moralne. Z tego, że mało kto przestrzega w stu
procentach zasad, które wyznaje, nie wynika wcale, że je odrzuca. Jeśli więc
z badań socjologów wynika, że zarówno na zachodzie, jak i na wschodzie
współczesnej Europy coraz więcej ludzi uważa Dekalog za oderwany od realnego
życia, trzeba te badania traktować bardzo ostrożnie.
Wyniki podobnych badań w Niemczech skłoniły tygodnik „Stern” do próby
ułożenia „nowego dekalogu”. Skoro w połowie lat 90. aż 63 proc. Niemców
zachodnich i 72 proc. wschodnich oczekiwało „diametralnej przemiany
moralności”, redaktorzy uznali, że pora odpowiedzieć na to społeczne
zapotrzebowanie (zob. „Forum” 3/02). „Dla większości ludzi słowa Biblii są
twarde jak kości, zasadnicze, nieprzejednane i całkowicie anachroniczne” –
wyrokował „Stern”. Ale przyznał zarazem, że im rzadziej znajduje się dziś
etyczne reguły będące oparciem dla społeczeństwa, tym większa za nimi
tęsknota – „z wartościami jest jak z kawiorem: im rzadsze, tym cenniejsze”.
Współcześni moraliści wiedzą, że nie ma powrotu do dawnej jedności religijno-
etycznej, ale obawiają się zarazem rozpadu więzi społecznej. Jak zarazem mieć
i zjeść ciastko? Jak chronić wielość stylów życia i światopoglądów, a
jednocześnie sprawić, by ludzie czuli się w tak poszatkowanym świecie u
siebie?
W moralnej teologii chrześcijańskiej Dziesięcioro Przykazań wyznacza jakby
przestrzeń ludzkiego dobra – wszystko, co jest poza nią, należy do sfery zła.
Przykazania są przede wszystkim zakazami, żeby człowiek – jako kierowca swego
życia – nie wjechał tam, gdzie czyha diabelski patrol z mandatem. Dekalog
jest minimum, bo wyznacza tylko dolną granicę ludzkiego postępowania. Nie
zabrania czynić więcej niż tylko przestrzegać zakazów. Wierzący może – a
nawet powinien – dążyć do doskonałości.
A niewierzący może w Dekalogu znajdować inspirację do swoich przemyśleń
etycznych. Na tej zasadzie Jarosław Makowski rozmawiał niedawno o
przykazaniach z luminarzami polskiej kultury. Dziesięć Przykazań streścił w
słowach-kluczach: bałwochwalstwo, słowo, świętowanie, szacunek, zabójstwo,
czystość, złodziejstwo, kłamstwo, pożądanie, własność – i pytał o ich
interpretację w świecie współczesnym („Dziesięć słów. Rozmowy o Dekalogu”

.
Prof. Janusz Tazbir w rozmowie o szacunku (IV Przykazanie) stwierdza: „Nie
jestem pewien, czy dziś mamy do czynienia z upadkiem wartości, łamaniem
ludzkich praw. Przeciwnie: szacunek do ludzkiego życia mimo rozbuchanej
wolności jest respektowany. A to, że istnieją fanatycy, którzy porywają
samolot, by zabić tysiące niewinnych ludzi, wcale mnie nie dziwi. Zawsze tak
było”.
-=% Zgodnie, choć inaczej %=-
W wolnym społeczeństwie żyjemy wśród ludzi, którzy mają prawo żyć inaczej niż
my, byle tylko nie używali przemocy. Mają swoje kodeksy etyczne (patrz
ramki), swoje hierarchie wartości. Rzadko kiedy różnią się one radykalnie,
najczęściej są wariantami i adaptacjami systemów dominujących.
Żaden z tych kodeksów nie podważa Dekalogu. Inaczej rozkładają się akcenty.
Mniej jest w nich twardej mowy, kategoryczności, więcej partnerskiej
perswazji: jesteś wolny, dobrze, ale zastanów się, jaki robisz użytek ze
swojej wolności, jak to wpływa na innych? Możesz wierzyć w Boga lub nie, ale
czy lubiłbyś, gdyby inni robili ci coś, czego nie lubisz? Więc i ty staraj
się nie robić innym tego, co przykre dla ciebie.
W odczuciu coraz większej liczby ludzi tak wygląda minimum etyczne naszych
czasów. Dekalog wydaje im się – inaczej niż teologom moralnym – nie dolną,
ale górną granicą ludzkiego postępowania – w najlepszym razie odległym
ideałem, częściej – utopią, czasami – kagańcem nałożonym naturze ludzkiej.
Ludzie gotowi są więc do dyskusji, ale nie chcą, by ktokolwiek narzucał im
nowe kodeksy moralne. Zaakceptują raczej to, co pokrywa się z ich codziennym
doświadczeniem i nie zrywa radykalnie z ich obrazem świata. Dlatego
kontestacja lat 60., choć odmieniła społeczeństwa zachodnie nieodwracalnie,
nie zdołała przerobić wszystkich na permanentnych rewolucjonistów
politycznych i obyczajowych.
Jej działacze, kiedyś anarchiści i trockiści, to dziś w większości lewicowi,
a nawet konserwatywni liberałowie. Zrezygnowali z ambicji, by
stworzyć „nowego czł