a ja nie rozumiem...

22.01.06, 13:15
...dleczego (zakladajac, ze bog istnieje) mialabym go wyznawac. Dlaczego
mialabym sie przed nim znizac/ponizac? Dlaczego mialabym sie do niego modlic.
A nawet jezeli stworzyl swiat? Co mnie to interesuje? Fajnie, ze stworzyl
(teoretycznie), mozna sobie pozyc.
    • kociak40 Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 14:05
      Pani mala_cholero

      Już sam nick świadczy, że jest pani nastawiona na "nie", ale spróbuję
      przedstawić swój jakby punkt widzenia. Czy zadała sobie pani kiedykolwiek
      pytanie - po co?, dlaczego?, w jakim celu? istnieje życie, istnieją żywe
      organizmy? Otóż, obserwując przyrodę, to wszystko co nas otacza, wszystko co
      żyje, od najprostszej bakterii po człowieka, możemy tylko wysnuć wniosek,
      że istnieje po to, aby GENY PRZENIESC PRZEZ CZAS (specjalnie wyróżniłem), aby
      życie to było w danej chwili kontynuowane, żeby trwało. PO co? dlaczego? tego
      nie wimy i nie dowiemy się nigdy. Aby lepiej to zrozumieć posłużę się
      przykładem. Zakładam, jestem konstruktorem i konstruuję skomplikowane
      urządzenie, zawierające przekladnie planetarne, silniki, pneumatykę itd. Nikt
      oprócz mnie, nie wie do czego to służy, bo może być to element większej
      całości, z tego co widać jest to bardzo skomplikowane, ale po co to? Ja zlecam,
      może chcę sprawdzić, aby urządzenie to "prcowało" i powierzam ten zamiar
      pracownikom, którzy uruchamiają i dozorują, wiedzą tylko - ma to pracować.
      Nawet na samo swoje wyczucie (można porownać do sumienia w religii) wiedzą, że
      trzeba o to urządzenie dbać, smarować, czyścić. Nie wolno, sypć piasku w tryby,
      niszczyć. Zakładają, że jak będą dobrze dbać o to, może dostaną dodatkową
      nagrodę, premię, za dobrą opiekę. Nie wiedzą po co to, jest dość skomplikowane,
      więc musi być konstruktor tego urządzenia, samo nie mogło się to zrobić. I tak
      właśnie, myśli człowiek, obserwując naturę, że jest "konstruktor", ma jakiś
      zamiar, jeśli będziemy uczestniczyć w tym zamiarze, czyli "być dobrym
      człowiekiem" (tu już nie wyjaśniam) możemy liczyć na nagrodę, tak jak ci ludzie
      w przykladzie, na premię. To czy chce pani w tym uczestniczyć, czy nie, jest
      osobistym wyborem. Tak jak ci przykladowi ludzie, opiekujący się tym
      urządzeniem, mogą tylko robić to bez przekonania, tylko być, albo wyróżnić się.
      Tak powstaje religia.
      • pyska32 Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 14:16
        Nie musisz wierzyć w Boga , nie musisz wyznawać jakiejkolwiek religii,
        właściwie nie musisz nawet bawić się w życie. Nikt tego od ciebie nie wymaga.
      • mala_cholera Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 14:36
        Panie Kociak40

        Zalozmy ze mam takie urzadzenie, ktore sluzy mi do pracy, ktore smaruje
        czyszcze itp. Jest dla mnie oczywiste, ze o takie urzadzenie dbam, bo mi do
        pracy sluzy, a jego brak moze mi moja prace skomplikowac, utrudnic,
        uniemozliwic. Nadzieja na premie nie zmienia mojego stanowiska. Tak dlugo
        dopoki nie mam obietnicy ewentualnej premii w pisemnej umowie, nie licze na
        fakt, iz takowa sie na moim koncie znajdzie.
      • luty10 Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 14:52
        kociak40 napisał:

        > Pani mala_cholero
        >
        > Już sam nick świadczy, że jest pani nastawiona na "nie"

        a mnie, ten nick, kojarzy sie raczej z dociekliwoscia
        i unikaniem latwizny...smile
        • mala_cholera Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 15:18
          luty10 napisał:

          > kociak40 napisał:
          >
          > > Pani mala_cholero
          > >
          > > Już sam nick świadczy, że jest pani nastawiona na "nie"
          >
          > a mnie, ten nick, kojarzy sie raczej z dociekliwoscia
          > i unikaniem latwizny...smile

          a to fakt, Zycie to ja sobie potrafie komplikowac... tongue_out
    • luty10 Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 14:14
      z tym wyznawaniem i znizaniem, to wymysly czlowieka...
      zobacz, jak z uplywem czasu, bog ze zdziczalego i msciwego
      potwora przemienia sie sie w lagodnego i milosiernego baranka...
      dzieje sie tylko i wylacznie w glowach ludzkich...

      Bog nie ma z tym nic wspolnego...smile
      Bog nie potrzebuje Twoich holdow, ani Twojej wiary
      ani nawet najmniejszego nim zainteresowania...
      ludziom sie wydaje, ze jak 'ktos' jest bogiem, to jest
      takim wiekszym prezydentem, no i moce ma wieksze, w dodatku nadprzyrodzone,
      wiec trzeba takiemu komus, na wszelki wypadek, sie przypodobacsmile
      • kociak40 Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 15:28
        "Panie Kociak40

        Zalozmy ze mam takie urzadzenie, ktore sluzy mi do pracy, ktore smaruje
        czyszcze itp. Jest dla mnie oczywiste, ze o takie urzadzenie dbam, bo mi do
        pracy sluzy, a jego brak moze mi moja prace skomplikowac, utrudnic,
        uniemozliwic. Nadzieja na premie nie zmienia mojego stanowiska. Tak dlugo
        dopoki nie mam obietnicy ewentualnej premii w pisemnej umowie, nie licze na
        fakt, iz takowa sie na moim koncie znajdzie. ""

        To urządzenie nie służy pani do pracy, ono nic dla pani użytecznego nie robi.
        Silniki pracują, przekładnie, syczy powietrze z zaworów pneumatycznych itd.
        Pani nie wie do czego i po co jest. Pani ma tylko je dozorować aby było czynne.
        To sama pani ocenia, czy chce być więcej zaangażowana w dozór tego urządzenia,
        gdyż tylko logika mówi, że tak skomlikowane urządzenie, jest "dużo warte",
        cenne, i ten konstruktor co go zaprojektował, powinien docenić pani większy
        wkład pracy, ze względu na wartość tego urządzenia. Może inaczej, szyje sobie
        pani kostium u krawca z bardzo drogiego, kupionego przez siebie, materiału.
        Rozumie pani sama z siebie, że musi więcej zapłacić, droższy materiał, większe
        ryzyko ma krawiec. Jeszcze jedno, tak jak aktor grający przy pustej widowni,
        gorzej gra, tak każdy człowiek, też wymaga dla swego działania, audytorium.
        Religia, wiara w Boga, zapewnia takie "audytorium", czyli docenianie naszego
        prawidłowego działania, w każdej chwili. To czy chce pani grać przy pustej
        sali, czy pełnej, sama pani decyduje. Czy moje działanie ma być doceniane przez
        Boga, obserwowane i wynagradzane, czy nie, o tym decyduje sama pani.
        • mala_cholera Re: a ja nie rozumiem... 22.01.06, 15:36
          Panie Kociak.
          Tak na zdrowy rozsadek.
          W zyciu bym sie nie zajela urzadeniem, ktorego przeznaczenia bym nie znala, tym
          bardziej bez zaplaty. A jakby to byla bomba?
    • mala_cholera I jeszcze jedno 22.01.06, 15:33
      Jezeli juz zakladamy, ze owy bog i niebo po smierci istnieja. Jak sobie
      pomysle, ze ja mam tam wiecznosc z tymi klechami i dewotkami spedzic, to ja
      chce do piekla. tongue_out Albo jeszcze lepiej, zbuduje sobie swoje niebo. Nie uznaje
      wladzy wyzszej nad moja osoba!
      • kociak40 Re: I jeszcze jedno 22.01.06, 16:49
        Pani mała_cholero!

        Przecież moje pierwsze zdanie, w pierwszej mojej odpowiedzi, sugeroweało w
        delikatnej formie, że bez sensu jest nasze dyskutowanie. Zawsze starałem być
        uprzejmym i dlatego, choć wiem, że nie ma to sensu, odpisuję pani.
        Posłużę się tu pewnym przykładem, bardzo nikłą alegorią, pewnym
        tylko "otarciem" się o problem. Tz. matematyka wyższa, to w skrócie, można
        powiedzieć, że jest to rachunek różniczkowy, czyli nauka o całkach. Istotą jest
        zrozumienie tego matematycznego pojęcia. Otóż, osobiście, spotkałem się z pewną
        wypowiedzią, która bardzo mi się spodobała, dopiero jak ją zrozumiałem.
        Wykładowca, ktorego zadaniem było, wytłumaczyć studentom to pojęcie, na
        pierwszym swoim wykładzie, powiedział -"podam definicję całki, przedstawie jej
        interpretację geometryczną, ale aby to zrozumieć, każdy ze studentów musi
        samodzielnie, rozwiązć przynajmniej 100 całek". Tak samo jest w religii, można
        mówić, przekonywać, próbować tłumaczyć istotę Boga, ale żeby to było rozumiane -
        "musi pani samodzielnie rozwiązać 100 całek" czyli, mieć własną potrzebę
        istnienia Boga, własne doznania duchowe, własne przeżycia, własne myśli itd.
        Nie można tego inaczej zrobić. Proszę pomyśleć nad tym, że pani przyjście na
        świat, pani narodzenie, nie spowodowało zmiany we wszechświecie nawet o jeden
        atom. Pani istnieje, myśli, czyta, pisze, rozumuje itd. ale ani jeden atom nie
        przybył. Umrze pani i ani jeden atom nie ubędzie, nic się nie zmieni. Czy aż
        tak trudno jest uświadomić sobie, że to pani jest tą maszyną, a tym
        konstruktorem Bóg? Proszę teraz docenić tą "maszynę" czyli samą siebie, czy nie
        jest "cennym i mądrym" urządzeniem, dla "konstruktora"? Czy ten "konstruktor"
        jak oceni dobrą "pracę" tej maszyny nie może, spowodować innego połączenia tych
        atomów, że znowu, będzie pani miała świadomość swego isnienia, swoje myśli itd.
        być może w innym wymiarze, czy jak skonstruował taką maszynę nie może innej?
        Pani zadaniem jest "przenieść geny przez czas", to pani wie, zrobi to pani
        dobrze, czy nie należy się wtedy nagroda od "konstruktora"?
        • luty10 Re: I jeszcze jedno 22.01.06, 17:11
          kociak40 napisał:

          >Proszę pomyśleć nad tym, że pani przyjście na
          > świat, pani narodzenie, nie spowodowało zmiany we wszechświecie nawet o jeden
          > atom.

          tu bym pragnal, aby przypomnial Pan sobie, co to jest atom, z czego sie
          sklada...gdy Pan wejdzie glebiej w rozmyslanie o atomie, to dojdzie Pan
          niechybnie do wniosku,taka mam nadzieje, ze zarowno maszyna jak i konstruktor,
          oraz samo dzialanie maszyny, to jedno i to samo...i nie ma niczego poza tym...



          Pani istnieje, myśli, czyta, pisze, rozumuje itd. ale ani jeden atom nie
          > przybył. Umrze pani i ani jeden atom nie ubędzie, nic się nie zmieni. Czy aż
          > tak trudno jest uświadomić sobie, że to pani jest tą maszyną, a tym
          > konstruktorem Bóg? Proszę teraz docenić tą "maszynę" czyli samą siebie, czy
          nie
          >
          > jest "cennym i mądrym" urządzeniem, dla "konstruktora"? Czy ten "konstruktor"
          > jak oceni dobrą "pracę" tej maszyny nie może, spowodować innego połączenia
          tych
          >
          > atomów, że znowu, będzie pani miała świadomość swego isnienia, swoje myśli
          itd.
          >
          > być może w innym wymiarze, czy jak skonstruował taką maszynę nie może innej?
          > Pani zadaniem jest "przenieść geny przez czas", to pani wie, zrobi to pani
          > dobrze, czy nie należy się wtedy nagroda od "konstruktora"?
        • mala_cholera Re: I jeszcze jedno 22.01.06, 20:05
          Panie Kociaku

          Zrozumialam, byc moze teraz po czesci, pana zagadke. Nigdy abstakcjonista nie
          bylam. Na nozkach stoje. Prosze mi wybaczyc jezeli nie potrafie swojej osoby do
          maszynki porownac, maszynka z reguly zaprogramowana, z instrukcja obslugi, a ja
          na dwoch nozkach, wrecz przybitych do ziemi i nie do przewidzenia, taka moja
          cholerno-kobieca rola. Byc moze nie tak dawno skonstruowana maszynka, malo
          doswiadczone urzadzenie, chociaz pare kilometrow na liczniku mozna sie doliczyc.
          • kociak40 Re: I jeszcze jedno 22.01.06, 20:55
            Nie sądzę aby pani cokolwiek chciala zrozumieć, ale już można uznać,
            ze czas na koniec naszej dyskusji, przynajmniej w tym temacie.
Pełna wersja