Dodaj do ulubionych

To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Katolicy

28.04.06, 22:11
Chcialem sie was spytac jak mamy ze soba wspolzyc . My katolicy i my
ateisci . Pamietajac ze kazdy ma prawo wyznawac co chce ale osoby niewierzace
maja prawo krytykowac podstawy wiary i religii a takze pokazywac absurdy
wiary ( cos takiego jest zapisane w trybunale praw czlowieka w strasburgu -
jezeli nie pomylilem nazwy ) .
Obserwuj wątek
    • bez_senna Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 29.04.06, 21:13
      Gdyby była realizowana idea wielokulturowości, gdyby ludzie byli świadomi, że
      różnorodność to generalnie fajna sprawa, a z perspektywy jednostki ta różność
      czyni ją bogatszą, to nie byłoby żadnego problemu ze współżyciem ateistów i
      katolików (btw. dlaczego tylko katolików? powiedzmy ogólnie: wierzących,
      agnostyków, poszukujących itd.). Byłaby to tylko kwestia prywatnego szacunku dla
      drugiego człowieka i jego przekonań (co nie oznacza przekreślania możliwości
      polemiki z tymi przekonaniami). Problem polega na tym, że tak nie jest, bo w
      przestrzeni publicznej jedna tożsamość nawet nie tyle dominuje, co po prostu
      jest jedyną obecną. To dytyczy także przekonań religijnych. U nas tym "jedynym
      głosem" jest właśnie katolicyzm. Dopóki (my, w domyśle: ateiści - przepraszam za
      skrót myślowy) nie zadeklarujemy otwarcie swoich przekonań, jesteśmy
      automatycznie uznawani za katolików. Taki zabieg jest też przy okazji
      fałszowaniem rzeczywistości, bo tak naprawdę osób, którzy są katolikami z
      wyboru, przekonania, mających świadomość tego, w co wierzą, jest o wiele mniej
      niż sugeruje opinia publiczna.
      Takie pokojowe współżycie jest możliwe, lecz bez tej dominacji, o której pisałam
      powyżej, gdyż sam fakt jej istnienia sprawia, że nasza (ateistów - znów skrót)
      opinia może zostać usłyszana tylko przez krzyk, prowokację, ogromną wyrazistość
      - czyli to, co lubi się nazywać obecnie "obrazą uczuć religijnych" - w
      przeciwieństwie do opinii katolików, która jest obecna sama z siebie i oczywista.
      W takiej sytuacji to współżycie robi się trudniejsze. Też czasami czuję się
      trochę rozdwojona, bo jednocześnie nie będę udawać, że jest mi dobrze w
      systemie, który wyklucza moje doświadczenie jako osoby niewierzącej i czyni je
      niewidzialnym, ale też przy tym nie chcę umniejszać wartości doświadczenia osoby
      wierzącej. Bez tej dominacji jednej opinii nad drugą sama różnica w poglądach
      jest rzeczą piękną, jak dla mnie bardzo przyjemne są te wielogodzinne rozmowy,
      dociekanie, poznawanie poglądów drugiej osoby, co też przecież nie przekreśla
      możliwości wzajemnej krytyki postaw.

      --
      www.spacerpodachu.blog.pl
      • markiz.de.sade Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 29.04.06, 21:34
        Katoliokom w Polsce we łbach się od tej monokultury częstochowskiej
        poprzewracało. Dlatego dobrze, że ostatnio coraz częściej jeżdżą do
        cywilizowanych krajów na wykopki - mają okazję zobaczyć, jak ich wartości
        polsko-katolickie traktowane są gdzie indziej. Stąd potem te telefony do Radia
        Maryja z zagranicy - oj zdechrystianizowana ta Europa, zdechrystianizowana wink
      • watanabe.miharu Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 30.04.06, 01:44
        bez_senna napisała:

        > Takie pokojowe współżycie jest możliwe, lecz bez tej dominacji, o której pisała
        > m
        > powyżej, gdyż sam fakt jej istnienia sprawia, że nasza (ateistów - znów skrót)
        > opinia może zostać usłyszana tylko przez krzyk, prowokację, ogromną wyrazistość
        > - czyli to, co lubi się nazywać obecnie "obrazą uczuć religijnych" - w
        > przeciwieństwie do opinii katolików, która jest obecna sama z siebie i oczywist
        > a.
        > W takiej sytuacji to współżycie robi się trudniejsze.

        Bez_senna, bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź, naprawdę. To jest dokładnie to,
        co ja też odczuwam. Powiem to tak - dobrze, że jedni ludzie sobie wierzą w boga,
        a inni nie, i tak jak piszesz, teoretycznie powinno to być wzbogacajacym,
        pozytywnym doświadczeniem. A że tak nie jest, zawdzięczamy to nie tyle ciasnocie
        horyzontów katolików, tylko temu, że dominują w kraju. Więc wydaje im się, że to
        normalna sytuacja, i że mają jedynie słuszne poglądy. Ja się z tymi poglądami
        nie zgadzam, i żeby to pokazać, niejako wbrew sobie, muszę użyć nieco
        agresywnego tonu. A przynajmniej tak to jest odbierane - jako arogancja
        ateistów, nieprawdaż? Gdyby wierzący nie włazili mi w paradę, tobym pewnie
        siedziała cicho i tyle. A tak to trzeba walczyc, nie dać się stłamsić...
      • kociak40 Re: wypierdalać! 29.04.06, 23:11
        Jakaś tolerancja być musi. W każdej chwili wierzący może stać się ateistą, a
        ateista wierzącym, dużo jest takich przykładów. Najlepiej (tak mi się wydaje)
        być katolikiem (chrześcijaninem?) zmodyfikowanym, czyli neutralnym, tak jak ja.
        Nie muszę nigdzie wyjeżdzać.
        • no_no Re: wypierdalać! 01.05.06, 16:08
          kociak40 napisał:

          > Jakaś tolerancja być musi. [...] Najlepiej (tak mi się wydaje)
          > być katolikiem (chrześcijaninem?) zmodyfikowanym, czyli neutralnym,
          > tak jak ja.
          ~~~~
          Kociak40 w wielu swoich listach przekonuje o swojej neutralności.
          Zastanówmy się może nad tym, jak jest "prawda"?
          Pisząc o swojej tolerancji i neutralności - w nawiasie zaznacza - że tak się mu
          tylko wydaje. Dobrze, że stawia znaki zapytania, bo rzeczywiście, tylko jemu się
          tak wydaje.

          Gdybyś Kociaku40 oderwał się od matematyki i cyferek, stał się na chwilkę
          'humanistą' i sięgnął do słownika języka polskiego, musiałbyś dojść do
          oczywistego wniosku, że twoje zadeklarowanie przynależności do jednego z tysięcy
          kościołów, do określonej religii - wyklucza twoją "neutralność" - albowiem to
          słowo znaczy nie opowiadanie się po żadnej ze stron; Ty natomiast, wybierając za
          swój światopogląd ideologię katolicką, automatycznie opowiedziałeś się po jednej
          z nich. Nie możesz więc być bezstronnym, chociaż usilnie starasz się siebie
          i nas o tym przekonać. Czy to jest jasne i logiczne?smile

          Piszesz: "Najlepiej (tak mi się wydaje) być katolikiem (chrześcijaninem?)
          zmodyfikowanym, neutralnym, tak, jak ja."

          Postawiłeś znak zapytania przy słowie "chrześcijaninem" - jak rozumiem -
          mając wątpliwości, czy bycie katolikiem automatycznie oznacza pozostawanie
          chrześcijaninem?
          Myślę, że warto byłoby w końcu rozwiać te znaki zapytania. A nie jest to wbrew
          pozorom takie trudne, zwłaszcza żeby wyciągnąć prawidłowy wniosek, nie musimy
          uciekać się do liczb i skomplikowanych wzorów matematycznych; wystarczy
          przedzierzgnąć się w rolę humanisty i czytać, czytać, i jeszcze raz czytać.
          A literatury aż nadto.

          Moim zdaniem - ani katolik, ani katolik "zmodyfikowany", ani "neutralny" -
          nie może nazywać siebie chrześcijaninem - albowiem katolicyzm ma się do
          chrześcijaństwa, jak pięść do nosa, i jest zupełnie inną religią niż ta,
          której nauczał Jezus z Nazaretu. Gdyby ten z grobu wstał, nie uwierzyłby,
          jak wypaczono jego słowa.

          no_no - tylko chómanistasmile
      • kociak40 Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 30.04.06, 00:30
        nelsonek napisał:

        > A czy w swojej neutralnosci dopuszczasz krytyke ateizmu?
        >

        Wszystko dopuszczam, ale co mam krytykować w ateiźmie? Zarówno w wierze jak
        i ateiźmie jeżeli nie jest to narzucająca forma, ale raczej konstruktywna, to
        jest porządana. Formy fanatyczne są groźne bo są nietolerancyjne. Dla mnie nie
        ma różnicy, czy człowiek jest wierzący, czy ateista, raczej oceniam ich po
        konkretnej wiedzy i to w każdej dziedzinie, doceniam trud jej zdobycia, bardzo
        lubię ludzi, ktorzy reprezentują jakiś poziom w tej wiedzy i to nie tylko tz.
        szkolnej, ale i tz. fachowej, życiowej itd. jednym słowem - ludzi mądrych.
        • markiz.de.sade Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 30.04.06, 00:34
          kociak40 napisał:

          > Dla mnie nie
          > ma różnicy, czy człowiek jest wierzący, czy ateista, raczej oceniam ich po
          > konkretnej wiedzy i to w każdej dziedzinie, doceniam trud jej zdobycia,
          bardzo
          > lubię ludzi, ktorzy reprezentują jakiś poziom w tej wiedzy i to nie tylko tz.
          > szkolnej, ale i tz. fachowej, życiowej itd. jednym słowem - ludzi mądrych.


          Taaaak, to bardzo interesujące. Nie wątpię, że każdego tutaj obchodzi, jakie są
          Twoje kryteria oceny ludzi wink
        • nelsonek Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 30.04.06, 00:39
          Kociak40: Wszystko dopuszczam, ale co mam krytykować w ateiźmie?

          Nelsonek: Nie pytalem czy ktos bedzie krytykowal ateizm. Pytalem czy Adam dopuszcza krytyke ateizmu. A ze Ty sie udzielilas - w sumie bardzo dobrze - bo tak po przemysleniu to pytanie bylo skierowane do wszystkich. Zadanie takiego pytania nie oznacza, ze nagle przestalem tym ateista byc.

          --
          1. Wszystko płynie jak powiedział Pan Tarej. smile
          2. Duży wpływ na rozwój religii mial Cyryl i jego metodysmile
          3. Sztuczna inteligencja jest lepsza od naturalnej głupoty.
          • kociak40 Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 30.04.06, 01:51
            nelsonek napisał:

            > Kociak40: Wszystko dopuszczam, ale co mam krytykować w ateiźmie?
            >
            > Nelsonek: Nie pytalem czy ktos bedzie krytykowal ateizm. Pytalem czy Adam
            dopus
            > zcza krytyke ateizmu. A ze Ty sie udzielilas - w sumie bardzo dobrze - bo tak
            p
            > o przemysleniu to pytanie bylo skierowane do wszystkich. Zadanie takiego
            pytani
            > a nie oznacza, ze nagle przestalem tym ateista byc.
            >

            Myślałem, że to do mnie jest skierowane, bo wyzej napisałem (nie jestem panią)
            że jestem neutralny. Ateista, wierzący, bez różnicy, każdy spłaci Panu Bogu
            dług - oddając ducha. Nawet niewierzący mają pobożne życzenia.
        • markiz.de.sade Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 03.05.06, 13:54
          adam81w napisał:

          > hm no wlasnie jak sie czlowiek polaczy w pare z kims o odmiennym
          > swiatopogladzie to chyba problemy moga byc jak chrzczenie/nie chrzczenie
          > dziecka , slub koscielny/nie slub koscielny itd.

          Na dodatek mogą być problemy z ewentualnym rozwodem. Aż strach pomyśleć -
          katoliczki po czterdziestce (albo wcześniej) zwykle zamieniają się w moherowe
          berety. Do pewnego momentu stwarzają pozory albo po prostu jeszcze młoda krew
          dominuje w nich nad kruchcianym fanatyzmem. Ale to się kończy i klops - z
          moherem do grobowej deski. Brrr...
          Poza tym, katoliczki zwykle negatywnie nastawione są do swingowania, więc nuda
          i tak przychodzi bardzo szybko wink
          --
          Kronika Polski
          • no_no Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 03.05.06, 14:58
            markiz.de.sade napisał:

            > Poza tym, katoliczki zwykle negatywnie nastawione są do swingowania, więc nuda
            > i tak przychodzi bardzo szybko wink
            ~~~~
            Na pytanie, jak mają koegzystować ze sobą ateiści i katolicy, miałem w pierwszej
            chwili odpowiedzieć: No jak to jak? Po bożemusmile. Ugryzłem się jednak w język, bo
            przypomniała mi się autentyczna historia.
            Otóż mój kolega(ateista) ożenił się z bardzo ładną, zgrabną, i zdawałoby się
            wykształconą kobietą, tyle że katoliczką. Kiedyś, w przypływie szczerości,
            po kilku już latach małżeństwa - na pierwszy rzut oka zdawałoby się szczęśliwego
            - zdradził mi, że ma ogromny problem. Bo chciałby kochać się z żoną na różne
            sposoby, a ta, niezmiennie od lat, powtarzała: Nie! Nie! Tylko TY, ale tylko
            i wyłącznie, po bożemusmile Panie, a gdzie tam jakieś grzeszne fanaberie, typu -
            od tyłu, z boku, w rozkrokusmile, ciepły lodzik, czy tym podobne ewolucje. Ha!
            Panie, nie uchodzi! Nie muszę chyba dodawać, że kolega popadał w coraz większą
            frustrację, topiąc niespełnione żądze w alkoholu. Później oboje wyjechali do
            innego miasta, i nie wiem, czy udało mu się namówić żonę na jakąś inną pozycję,
            niż misjonarskasmile
        • kasiulek70 Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 03.05.06, 20:55
          Dlaczego problemy jak już pisałam 8 lat tak sobie żyjemy w pełnej zgodzie
          On katolik (jego rodzice bardzo religijni ojciec jest szafarzem jedna siostra
          jest zakonnicą ,jedna katechetką a ta ostatnia niestety zakon pozbył się jej bo
          za często chorowała)ja ateistka
          No chyba że to różnica czy to facet jest katolikiem czy kobieta?
    • kamajkore Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 04.05.06, 13:15
      > Chcialem sie was spytac jak mamy ze soba wspolzyc . My katolicy i my
      > ateisci .
      też się nad tym zastanawiam.
      i na razie dochodzę do smutnego wniosku, że najlepiej na chłodno, nieszczerze i
      z daleka... sad
      przyjaźń raczej wykluczona.

      --
      - niech kształt mój rodzi się ze mnie,
      niech nie będzie zrobiony mi! -
      • markiz.de.sade Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 05.05.06, 13:45
        kamajkore napisała:


        > i na razie dochodzę do smutnego wniosku, że najlepiej na chłodno, nieszczerze
        i
        > z daleka... sad
        > przyjaźń raczej wykluczona.

        Czy ja wiem... Oddzieliłbym aktywistów od zwykłych ludzi, którzy coś tam sobie
        roją o bogu i niebie, bez specjalnego przekonania. Z wątpiącym katolikiem można
        się dogadać i to dogadanie się wcale nie musi oznaczać przekonania do swoich
        racji. Po prostu warto pomijać w rozmowach temat religii.
        Natomiast z katolickimi talibami, którzy "żyją wiarą", lepiej się nie zadawać.
        Oni zresztą również nie lubią przestawać z ateistami, więc można w tej kwestii
        mówić o sojuszu ponad podziałami wink


        --
        Kronika Polski
        • kamajkore Re: To jak mamy koegzystowac ?My ateisci i My Kat 05.05.06, 15:59
          > Czy ja wiem... Oddzieliłbym aktywistów od zwykłych ludzi, którzy coś tam
          sobie
          > roją o bogu i niebie, bez specjalnego przekonania. Z wątpiącym katolikiem
          można
          >
          > się dogadać i to dogadanie się wcale nie musi oznaczać przekonania do
          swoich
          > racji. Po prostu warto pomijać w rozmowach temat religii.
          no właśnie - ja się dogaduję świetnie z ludźmi, którzy wierzą sobie w 'cośtam'
          - ale oni są antyklerykałami i za katolików się nie uważają.

          > Natomiast z katolickimi talibami, którzy "żyją wiarą", lepiej się nie
          zadawać.
          > Oni zresztą również nie lubią przestawać z ateistami, więc można w tej
          kwestii
          > mówić o sojuszu ponad podziałami wink
          a z Talibami do czynienia mam właśnie dużo bo jestem talibką z pochodzenia :p,
          moja rodzinka to talibowie - i dlatego tak mi smutno, że przez ich religię
          nasze więzi musiały się bardzo spłycić i poluzować crying

          --
          - niech kształt mój rodzi się ze mnie,
          niech nie będzie zrobiony mi! -

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka