Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze?

11.08.06, 06:24
Pomaganie dziecku to największe zło tego świata.
Ciekawi mnie kogo Bóg zalicza do darczyńców?
Dorosły człowiek to ekonomiczny idiota rozumuje on, że płaci podatki na
dzieci (dziecko), jeśli jednak to dziecko w czasie swojego życia zapłaci
większe podatki od niego to tak zwany socjal spływa na darczyńcę nie
obdarowanego!


Jeśli znajdziemy dziecko (noworodka, na którego wychowanie matka nie miała
środków) na śmietniku i wspólnie (przy pomocy domu dziecka) go wychowamy
udzielając mu "pomocy" do osiemnastego roku życia, która to "pomoc" zamyka
się kwotą na przykład 250000 zł a następnie dziecko to będzie pracownikiem,
który zapłaci największą z nas kwotę w podatkach, to mu pomogliśmy?
Polacy! To wasze rozumowanie potrzebuje pomocy, to wasza komunistyczna
ekonomia która umożliwia pomaganie najlepszym powinna trafić do lamusa.
Bóg nie może tak liczyć jak wy, że ci co wcześniej urodzeni pomogli tym co
później!
Kto nie zwraca kosztów swojego wychowania następnym dzieciom ten te dzieci
okrada, a to jest podstawowa ekonomii zasada!
Może dzieci doczekają się kiedyś równouprawnienia?
    • vitmik Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 11.08.06, 07:06
      powiem tak, jesteś zdrowo pierdolnięty.
      zanim admin to skasuje chcę żebyś to przeczytał. i pisze to jako wierzący a nie
      ateista.
      • polubu Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 11.08.06, 07:40
        Wierzących jest dużo a uczciwych mało!
        • billy.the.kid Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 11.08.06, 15:52
          gonić bachory do roboty. od 7 roku zycia.
          • polubu Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 11.08.06, 18:43
            Może Ty od siedmiu lat pracowałeś?
            • billy.the.kid Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 12.08.06, 20:32
              polubeńki-chiba do tego wzywasz??
              • polubu Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 13.08.06, 06:23
                Wszyscy mogą pomagać dziecku a ono umrzeć z głodu ale wystarczy, że jeden odda
                mu to co sam w dzieciństwie dostał i będzie żyło bez niczyjej pomocy. To na tym
                polega zdecydowana przewaga oddawania nad pomaganiem. Oddać muszą wszyscy bo
                wszyscy byli dziećmi a pomagać nikt nie musi a to tylko jest NORMALNOŚĆ!
                Polacy jednak wybrali pomaganie, mogą dać złotówkę i darczyńcą zostać zamiast
                oddać 250000 zł (koszt własnego dzieciństwa) i nie zostać złodziejem!


                • billy.the.kid Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 13.08.06, 20:21
                  prtzekonałeś mnie. komu mam oddać lub gdzie wpłacić te 250 tys.plnów. jakis
                  numer konta. czy dac jakiemus bachorowi na ulicy? no z inflacją niech będzie
                  300. ja czasem dostawałem pączki i inne łakocie, niech bedzie 350. ALE JAKIS
                  NUMER KONTA.
                  • polubu Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 13.08.06, 20:45
                    Jednak dalej nic nie rozumiesz. Tak jak złe jest okradanie tak samo złe jest
                    zwracanie kradzionego. Okradzieni już lepsi nie będą (resocjalizacja jest dla
                    idiotów). Co złego wyrządziliśmy okradając, już się nie cofnie, ta kara już nas
                    sięgnie. Zła wyrządzonego przez okradanie już nie da się cofnąć.
                    Możesz jednak od jutra zaprzestać okradania, jeśli zostało Ci pięć lat pracy to
                    wystarczy jak w tym okresie już nie będziesz okradał.
                    Jeśli wszyscy przestaniemy okradać dzieci zyskamy nie wydając na więzienia,
                    sądy, policję, zabezpieczenia i wiele innych niepotrzebnych wydatków.
                  • polubu Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 13.08.06, 20:53
                    Czy ja innej matematyki uczyłem się w szkole? Jeśli pomagamy dziecku, które
                    następnie zostaje przeciętnym pracownikiem to jest to pomoc?
                    Co wy za komunistyczną ekonomię preferujecie w której przeciętny wymaga pomocy
                    a nawet najlepszemu z nas trzeba pomagać?
                    • kociak40 Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 13.08.06, 22:02
                      Polub!

                      Jakoś nie jest zrozumiałe to co głosisz, czy możesz jeszcze raz to wszystko
                      dokładnie opisać? Tak od A do Z.
                      • billy.the.kid Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 17:00
                        patrz,q...a,już myślałem że zrozumiałem-a tu dupa.
                        • tombra7 Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 17:03
                          dyskutując ze schizofrenikiem popełniacie błąd,chyba że jesteście
                          psychiatrami,a.. to co innego-proszę bardzo!
                          • billy.the.kid Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 17:11
                            łojezuniu-nie bądz taki zasadniczy.
                            • tombra7 Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 17:16
                              po prostu nie jestem zwolennikiem żartowania sobie z osoby chorej
                              jemu najwyżej można współczuć,oraz skierować do specjalisty.
                              • billy.the.kid Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 17:38
                                to taki nieszkodliwy zajob.
                                • polubu Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 19:03
                                  Zajobów jest jednak więcej.
                                  Zwracaj Polaku dotychczas "kradzione" dzieciom a i Tobie będzie lepiej!

                                  Po co tyle kroków wykonała ludzkość jak wystarczał jeden- nie okradać
                                  dziecka! Próbując ogólnie-i najkrócej-określić kierunki ewolucji praw
                                  dzieci- od edyktu Walentyniana do Konwencji o Prawach Dziecka ONZ-jak się
                                  wydaje odnotować trzeba przede wszystkim:

                                  uznanie, że dzieciom w ogóle należą się określone prawa,

                                  uznanie dziecka za podmiot prawa(przestało ono być własnością człowieka
                                  dorosłego, stało się obywatelem),

                                  zmianę sytuacji dziecka w rodzinie- z nieograniczonej podległości władzy ojca
                                  do ustanowienia instytucji władzy rodzicielskiej wyznaczonej zasadą dobra
                                  dziecka',

                                  poszerzenie tzw. katalogu (zbioru) praw dzieci - od prawa do dziedziczenia
                                  (okres starożytny)i prawa do życia po prawa dotyczące wszystkich aspektów życia
                                  dziecka (Konwencja o Prawach Dziecka ONZ),

                                  ustawowe zrównanie praw wszystkich dzieci, w tym pozamałżeńskich,

                                  ustanowienie osobnych (łagodniejszych) procedur postępowania w odniesieniu do
                                  dzieci i młodzieży niedostosowanej społecznie,

                                  ustanowienie szczególnej ochrony, opieki i pomocy dzieciom specjalnej troski,
                                  dzieciom uchodźców i mniejszości narodowych,

                                  przejmowanie przez państwo ciężaru zapewnienia dzieciom ochrony ich praw (przy
                                  pomocniczej jedynie roli stowarzyszeń i organizacji),

                                  wzrost roli społeczności międzynarodowej w wysiłkach na rzecz efektywnej
                                  ochrony praw dzieci na całym świecie (BALCEREK 1986),

                                  Do tego zatem doszła współczesna cywilizacja i wyraźnie widać jak daleką drogę
                                  przeszła od Walentyniańskich czasów. I wydaje się, że tego rodzaju postęp o
                                  wiele bardziej odmienił oblicze naszego świata niż najnowocześniejsze
                                  konstrukcje mostów, jeśli porównamy je z rzymskimi akweduktami...

                                  Czy jednak faktycznie Konwencja o Prawach Dziecka ONZ, jak częstokroć twierdzi
                                  się, formułuje PEŁNY katalog praw dzieci? Czy z chwilą urzeczywistnienia
                                  wszystkich postanowień Konwencji na całym świecie(co oczywiście jest niezwykle
                                  trudne i trwać będzie kolejne dziesiątki lat, jeśli cywilizacja w ogóle
                                  ewoluować będzie w tym kierunku)dzieci doświadczą pełnego respektowania ich
                                  praw, a co za tym idzie-pełnej emancypacji?

                                  Odpowiedź na tak sformułowane pytanie musi być negatywna. Weźmy przykładowo
                                  miłość i zrozumienie jako podstawę właściwego rozwoju dziecka, wyspecyfikowane
                                  w Deklaracji Praw Dziecka z 1959 roku, a zapomniane' niejako w Konwencji.
                                  Okazuje się przeto, że Konwencja-wypadkowa zróżnicowanych grup nacisku-
                                  ustanawia lub sankcjonuje pewne normy, na przykład priorytet wychowania
                                  rodzinnego, ale z różnych względów unika wniknięcia w głąb' tych norm. Co
                                  bowiem lepsze z punktu widzenia dobra dziecka: wspólnota rodzinna z rodzicami,
                                  z którymi brak jakiejkolwiek więzi emocjonalnej, czy może opieka zastępcza ze
                                  strony osób kochanych przez dziecko, ale obcych'(rodzice zastępczy)? Dylemat to
                                  bynajmniej nie banalny, ale zgodnie z postanowieniami Konwencji właściwa
                                  odpowiedź mogłaby być tylko jedna- lepszy' znienawidzony rodziciel niż kochany
                                  inny opiekun...

                                  To wszakże jeden z przykładów obrazujący, że ONZ-owska Konwencja nie jest
                                  bynajmniej panaceum na każdą sytuację.

                                  Na początku lat siedemdziesiątych pojawił się nowy nurt refleksji
                                  humanistycznej- antypedagogika, radykalnie włączająca się do ruchu na rzecz
                                  ochrony praw dzieci. I choć częstokroć chciano by traktować ją jak niegroźne
                                  dziwactwo', to jednak nazwiska sławnych jej przedstawicieli- wybitnych
                                  psychologów Abrahama Maslowa, Alice Miller czy Carla Rogersa, pedagoga
                                  Alexandra Neilla, czy przywoływanego przez antypedagogów prekursora ruchu-
                                  Janusza Korczaka, nakazują traktować ten nurt z większym respektem.

                                  • polubu Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 19:12
                                    c/d.W kwestii ochrony praw dzieci antypedagodzy twierdzą, iż po uzyskaniu
                                    równouprawnienia przez Murzynów i kobiety, dzieci są ostatnią dyskryminowaną
                                    grupą istot ludzkich. Generalnie deprecjonują oni wszelkie akty prawne
                                    określające prawa dzieci(w tym akty międzynarodowe takie jak Konwencja o
                                    Prawach Dziecka), twierdząc że mimo deklaracji o podmiotowości dziecka ujmują
                                    one zagadnienie praw wyłącznie w kategoriach opieki, jaka dzieciom przysługuje.

                                    W Polsce stanowisko takie najwyraźniej wyraża prof. Aleksander Lewin, sukcesor
                                    dorobku pedagogicznego Janusza Korczaka i przewodniczący Polskiego Komitetu
                                    Korczakowskiego: Mimo wielu deklaracji o podmiotowości, dzieci ciągle są
                                    traktowane przede wszystkim jako przedmiot opieki, jako konsumenci, którym
                                    trzeba dostarczać wszelkiego rodzaju dóbr(materialnych i duchowych)... nawet
                                    Deklaracja Praw Dziecka ONZ z r. 1959- przy całym niewątpliwym znaczeniu- ma
                                    charakter jednostronny, protekcjonistyczny, ujmuje zagadnienie praw dzieci
                                    wyłącznie w kategoriach opieki, jaką dorośli powinni zapewnić dzieciom. Okazuje
                                    się- i jest to zjawisko nieco paradoksalne- że rozwój form opieki oznacza
                                    najczęściej jeszcze większe uzależnienie dziecka i ograniczenie jego
                                    praw'(LEWIN 1990, s.49).

                                    Aby taki stan rzeczy przezwyciężyć należy- zdaniem antypedagogów- z jednej
                                    strony rozpoznać obszary dziecięcej dyskryminacji, z drugiej zaś- postulować
                                    prawa, które by te dyskryminacje wyeliminowały; należy uprawomocnić faktycznie
                                    pełny katalog praw dzieci, a więc katalog, który uwzględniałby immanentne prawa
                                    dziecka jako osoby ludzkiej.

                                    Zauważamy zasadniczą różnicę w podejściu do praw dzieci we wszystkich
                                    dotychczasowych rozwiązaniach w porównaniu z decyzjami antypedagogów. Omawiana
                                    ewolucja praw dzieci była de facto powiększaniem zbiorów praw PRZYZNAWANYCH
                                    dzieciom- od prawa do życia po cały kompleks praw ujętych w Konwencji o Prawach
                                    Dziecka ONZ. Tymczasem antypedagodzy twierdzą, że dzieciom praw przyznawać nie
                                    można- bowiem wizja świata, która się za tym kryje jest wizją gdzie ktoś(np.
                                    dorośli) komuś(np. dzieciom)może jakieś prawa przyznawać czy odbierać, co jest
                                    ewidentnym świadectwem nierówności i humanitarnego- w najlepszym przypadku-
                                    protekcjonizmu. Tymczasem każda jednostka ludzka, a więc również dziecko,
                                    posiada określone prawa nie z czyjegoś nadania, ale z samej natury swojego
                                    istnienia.

                                    Zasadniczym zatem prawem każdego człowieka - a więc i dziecka - jest prawo do
                                    samostanowienia - i o nie przede wszystkim upominają się antypedagodzy. Co
                                    zawiera w sobie to prawo?

                                    Richard Farson z Western Behavioral Science Institute w La Jolla w USA
                                    twierdzi, iż samostanowienie w odniesieniu do dzieci oznacza między innymi:

                                    prawo do swobodnego wyboru środowiska życia-gwarantujące możliwość opuszczenia
                                    domu rodzinnego i życia w środowisku zastępczym(jak wiadomo, ostatnio decyzja
                                    jednego z sądów amerykańskich umożliwiła chłopcu zmianę środowiska rodzinnego
                                    na JEGO WNIOSEK, co w precedensowym prawie amerykańskim otwiera drogę do
                                    powszechnego zagwarantowania tego prawa);

                                    prawo do uczestniczenia w życiu politycznym- gwarantujące bierne i czynne prawa
                                    wyborcze(bo jakie jest racjonalne wytłumaczenie tego, że np. nie może wybierać
                                    osoba, która ma 17 lat i 364 dni, a może osoba, która ma 18 lat i 1 dzień?
                                    Dlaczego nie może wybierać 17- latek(będący-co się zdarza-studentem nauk
                                    politycznych), a może(co również się zdarza) 100-latek kojarzący jedynie własne
                                    imię i nazwisko?

                                    prawo do działalności gospodarczej-gwarantujące możliwość prowadzenia własnych
                                    firm(np. mycia samochodów - na całym świecie dzieci to robią, ale dzieje się to
                                    na ogół nielegalnie: są niezarejestrowani, nie odprowadzają podatków, nie
                                    chronią ich związki zawodowe, etc.)

                                    Przytoczone powyżej niektóre z postulatów antypedagogów brzmią dzisiaj
                                    abstrakcyjnie; nie zmienia to jednak faktu, iż samostanowienie jest celem, w
                                    kierunku którego- czy chcemy tego, czy nie-ewoluować zapewne będzie doktryna
                                    praw dziecka. Już dziś nie dziwi nas, że kilkunastolatek sam decyduje o swojej
                                    fryzurze(nie do pomyślenia w mojej młodości!). Mniej oczywiste, ale są też
                                    tacy, których nie dziwi, że dziecko w momencie rozwodu rodziców może w
                                    niektórych krajach(niestety bardzo rzadko w Polsce)zadecydować, przy którym z
                                    rodziców pragnie pozostać- choć to niezwykle ważna i mająca najdalej idące
                                    skutki decyzja.

                                    Być może więc kiedyś, w dalekiej przyszłości, dzieci nie będą mogły uwierzyć,
                                    że były ongiś takie czasy gdy prawa do samostanowienia - w majestacie krajowych
                                    i międzynarodowych rozwiązań legislacyjnych - nie przyznawano 1/3 ludzkości.
                                    • xxara Re: Może Bóg za pomaganie dziecku nas karze? 15.08.06, 21:23
                                      Ale o co Ci chodzi?
                                      Prpzac? Trawka/ Hasz? Czy tylko alkohol?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja