grgkh
15.12.06, 13:22
Religii nie daje nam bóg, ponieważ ZAWSZE, każdy człowiek (poza marginalnymi wyjątkami) dowiaduje się o bogach od innych ludzi. Gdyby jakiś bożek naprawdę istniał i zależałoby mu (a po co?) na tym by o nim wiedziano, to zadbałby o to. I dlatego nie ma na świecie jednej religii, ale jest ich mnóstwo, choć atrybuty bożków są podobne.
I z tej cechy podobieństwa bóstw łatwo można dociec skąd się religia bierze i dlaczego wciąż jeszcze wśród ludzi trwa.
Nasze poglądy to zbiór idei wziętych od innych ludzi oraz wydedukowanych na zasadzie prostego rozumowania. Pomińmy dla uproszczenia ludzkich geniuszy, którzy tworzą znacznie więcej od przeciętnego człowieka, ponieważ są rzadkim zjawiskiem, a my się musimy zająć "szarą masą".
Dziecko nie wie o świecie nic i pod tym względem przypomina pierwotnego, żyjącego w jaskiniach człowieka. Wiedzy o świecie nie da się zbudować w takich mózgach od teorii względności, bo jest ona za bardzo złożona. A więc poznawanie świata zaczynamy od prymitywnych uproszczeń. W przypadku neandertalczyka lub kromaniończyka całkowita wiedza o świecie nie mogła być w późniejszym życiu zweryfikowana przez zasoby zgromadzone przez naukowców, bo ich nie było. Obecnie istnieje taka możliwość i w krajach, gdzie nie dopuszcza się do nadmiernej i nieuczciwej promocji religijnych bzdur, gdzie spółeczeństwa są mądre, potrzeba uzupełniania światopoglądu wiarą w bóstwa słabnie i zanika.
Człowiek pierwotny, tak jak i my obecnie, ma już od dziecka naturalną potrzebę poznawania, tłumaczenia sobie zjawisk świata, uzasadniania przyczyn ich zachodzenia, po prostu racjonalizmu, z którym się rodzimy. Kiedyś nie istniała wiedza, którą dziś kwalifikujemy jako naukę i świat tłumaczono poprzez działanie sił "nadnaturalnych", a czasem je antropomorfizowano. I tak się narodził bóg, a także dlatego jest tych wyobrażeń boga taka mnogość, bo w różnych miejscach różnie sobie ludzie bogów wyobrażali.
Pierwotny człowiek był jak dziecko, a dziecko w dzisiejszym świecie jest jak pierwotny człowiek. I często jest tak, że ludzie mimo osiągnięcia wieku dojrzałego pozostają umysłowo na poziomie okaleczonego dziecka. Okaleczonego, bo pozbawionego chęci do poznawania, krytycyzmu i racjonalnego myślenia.
Ludzie żyli w grupach, w których pewne czynniki wpływały na potrzebę zaistnienia struktury hierarchicznej. Tak było zawsze, a najpierwotniejszą organizacją tego typu jest zależność rodzicielska, która istnieje w niezmienionej niemal postaci do dziś. I stąd pochodzi potrzeba uznania źródła wiedzy jako autorytetu. A z autorytetu i profitów, które on daje pochodzi atrakcyjna dla zbiorowisk władza i jej wynaturzenie - żądza włądzy. A te przejęła religia.
Religie i bóg dawały możliwość skonstruowania autorytetu absolutnego, kwintesencji ewolucji autorytetu i dlatego religie z reguły ewoluują w kierunku podporządkowania sobie wszystkiego, co w ludzkim światopoglądzie istnieje. I dlatego, jeśli nie udawało im się wykorzystać wiedzy typu stricte naukowej dla siebie, to były w opozycji do niej. Stawały się narzędziami do panowania nad ludzkimi masami poprzez swój autorytet, którego broniły fałszywymi filozofiami nadając im, z braku podporządkowania logice, status jakiejś niezrozumiałej dla naszych umysłów nadlogiki.
Stosunki między ludźmi systematyzują zasady moralne. Są one zasadami współżycia w grupie, obowiązują stada zwierzęce, biotopy, a ludzka religia zawłaszczyła sobie ich rozumowe pojmowanie, prawo do nich przypisując je bogom. Odcina w ten sposób nasze prawdziwe korzenie pochodzące od natury, ale buduje dla siebie autorytet moralny. Tak jest prościej, bo można te zasady wbić w głowę dziecka ucząc je przy okazji, że należy przyjmować wiedzę tego typu bezmyślnie.
Nasza obecna wiedza o świecie jest wiedzą o TYM świecie, a nie jakimś innym. Podczas gdy religie analizują istotę czegoś, czego nie ma, ponieważ tego nie ma tutaj, to nauka zajmuje się wszystkim, co właśnie tutaj jest. A więc w religii stworzono idealny myślowo świat, którego nie ma. Tymczasem nasza wiedza powstaje nie wskutek obdarowania nas nią przez kogoś, ale dzięki mozolnej pracy myślowej wszystkich ludzi, którzy dotąd żyli i przyłożyli się do tego. Nasza wiedza jest taka jaka jest, bo jest zweryfikowanymi domniemaniami, a jedynym i ostatecznym celem jej gromadzenia jest nasze przetrwanie. Jako osobników i gatunku.
Człowiek w sensie umysłowym, jako skończona jaźń, istnieje każdy niezależnie od innych ludzi, a jednak istnieje także dzięki temu, że dostaje swoją porcję wiedzy zgromadzonej w zasobach naszej kultury i uczestniczy w jej przekazywaniu swoim potomkom. Religia marginalizuje sens tej zbiorowości sprowadzając ją do usługowego dla jednostki istnienia, natomiast budzi w człowieku nieuzasadniony strach przed końcem, obiecując wieczne trwanie. Istniały, choć nieczęsto, społeczeństwa, gdzie te role były bardziej naturalne, odwrócone. Nie wszędzie i nie zawsze ludzie bali się śmierci, a strach przed nią jest dziełem i narzędziem religii. Ale religia dba wyłącznie o te elementy ludzkiej kultury, które potrafi włączyć dla swojego pożytku do swojego systemu. I pod tym względem jest bezkompromisowa, a więc wydaje walkę wszystkim innym, zagrażającym jej systemom oraz tym, którzy cokolwiek w niej podważają, jak choćby ateistom, negującym dogmat istnienia boga.
Systemy religijne sprawujące w ludzkich zbiorowiskach swoją rolę porządkującą relacje międzyludzkie (choć na zasadzie zastraszania i pustych obietnic), szczególnie gdy mają możliwość indoktrynacji od dziecka (a przecież regułą jest, że mają) posiadają większą szansę na rozpowszechnianie się niż systemy, które nie opierają się na powyższych regułach. Istotą religii jest więc przymus i podporządkowanie: w niedostatku właściwie rozwiniętych więzi społecznych i poczucia wspólnoty międzypokoleniowej, religia buduje erzac wspólnoty z duchami innych ludzi i z najwyższym autorytetem boga. Oferuje także ułudę możliwości otrzymania "kiedyś" tego wszystkiego, czego ludziom za życia brakuje. Szczęścia. Przyjemności. Współobecności ze wszystkimi, z którymi jej za życia pożądamy, a także z samym najwyższym autorytetem.
Żaden inny system, nigdy, niczego takiego nie jest w stanie obiecać.
I choć jest to oszustwo, to potrzebą każdego człowieka jest mieć nadzieję, a więc ludzie chętnie mu ulegają. Tracimy przez to siebie, ludzkość w prawdziwie ludzkim wymiarze, ale rzeczą systemu jest trwać, a przetrwa ten, który najlepiej kłamie.
A przecież taką mamy naturę, zawsze do czegoś dążymy, czegoś oczekujemy. Pozostaje jednak wybór, czy więcej dla siebie, czy może dla innych, podobnych nam. Religia dąży do unifikacji - jeden system dla wszystkich, wszyscy dla jednego systemu. Ponieważ inne systemy mają podobne założenia i w naszych umysłach trwa nieustająca walka o to, który z nich osiągnie przewagę. A wygrywają te, które przewagę osiągają bardziej skutecznie, bez względu na osobnicze koszty tej rywalizacji.
I dlatego religie były od zawsze i tak trudno ludzkości się z nimi rozstać.