Bóg mu nie pozwolił

13.04.07, 17:48
Powiesz Andrzeju,że się czepiam.....i będziesz miał rację.Czepiałeś się
Ty,teraz kolej na mnie.Od dawna wiadomo,że profesor Lepper to Twój idol.Trole
na forum
mają Cię niemal za Boga.
Cieszę się na samą myśl,że mną pogardzasz,bo jestem zupełnie pewny,że napewno
nie pochodzimy "od tej samej małpy". Dlatego Ty,jesteś "wielki format" a
ja,mały.Bardzo mnie to satysfakcjonuje.

wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8818085&rfbawp=1176478819.842
    • billy.the.kid Re: Bóg mu nie pozwolił 13.04.07, 17:58
      jakoś tak smiesznie dla ciebie chtóś chto lubi tych gamoni których ty lubisz są
      w porzo ludkowie. ci co jeijm siem lepper podobuje totrolle.

      lepperek jest dokłądnie taki sam jak 95% -przeprazszam za wyrażenie-
      polskich "polytyków". więc ło cóż siem rozchodzi??
    • esaul1981 Re: Bóg mu nie pozwolił 13.04.07, 19:00
      Panie Ryszardzie Pan z pewnością nie pochodzisz od małpy.Pan pochodzisz
      od...trolla!smile
      Powienien mieć Pan nicka "trollowy król"smile
      • wcalenietakimaly Re: Bóg mu nie pozwolił 13.04.07, 19:53
        O zaraz "trollowy krol".

        Pan Ryszard juz kilka razy czysto sie wyrazil i przekonywal co lezy u podstaw
        jego trollowania.
    • kociak40 Re: Bóg mu nie pozwolił 13.04.07, 22:33
      ryszard511 napisał:

      > Powiesz Andrzeju,że się czepiam.....i będziesz miał rację.Czepiałeś się
      > Ty,teraz kolej na mnie.Od dawna wiadomo,że profesor Lepper to Twój idol.Trole
      > na forum
      > mają Cię niemal za Boga.
      > Cieszę się na samą myśl,że mną pogardzasz,bo jestem zupełnie pewny,że napewno
      > nie pochodzimy "od tej samej małpy". Dlatego Ty,jesteś "wielki format" a
      > ja,mały.Bardzo mnie to satysfakcjonuje.

      Ryszardzie, ja nikim nie pogardzam, a Ciebie lubię i cenię, zaliczam nawet do
      jednych z najbardziej zaangażowanych osób na tym forum i to nie żart, uważam,
      że masz większy horyzont wiedzy ode mnie, rozpatrując to ogólnie. Ja nie mam,
      żadnej pretensji do tego, nie jestem omnibusem. Takie dziedziny jak
      psychologia, filozofia, ekonomia i wiele innych, to jestem w nich jak noga
      stołowa, poważnie, i to w najgrubszym miejscu. Coś tam wiem, z fizyki,
      mechaniki, matematyki, bo wydział mechaniczny kończyłem. Piszę to po to, bo żal
      mi się zrobiło Cibie, nie musisz czuć żadnej "niższości" do mnie. Ten mój
      zwrot "o mniejszym formacie" nie dotyczy wiedzy, lecz tego, że nie dorównaż mi
      w żarcie. Ja piszę sobie lekko, dla śmiechu (własnego), dla rozrywki, a Ty
      denerwujesz się, wysilasz nad ośmieszeniem mnie, bez przerwy ostrzysz na
      mnie "brzytwę". Nie możesz znieść, że "atakuję" Twojego idola (to jak go
      wyzwałeś, to nie mogłem pracować w tym dniu, bo pokładałem się ze śmiechu). To
      jest ten "format", sposób reakcji na kpinę. To co napisałeś wyżej, z tą małpą,
      to roześmiałem się nad dennoscią Twoich wysiłków. Mógłbym to bardzo łatwo
      skontrować, pośmiać się, Ciebie jeszcze więcej zdenerwować, ale już nie chcę
      tego robić, bo w tym "formacie" (kpin) jesteś zbyt słaby do mnie. Rozumiesz
      teraz?
      • grgkh Zagadka 13.04.07, 23:12
        Mały, zawistny człowieczek, cieszący się z tego, że komuś może zrobić przykrość, pokładający się z tego powodu ze śmiechu przez cały dzień, pozbawiony empatii i wyrozumiałości, obdarzony czymś, co nazywa poczuciem humoru, ale co często jest od niego bardzo odległe. Kto to jest? wink
        • kociak40 Re: Zagadka 13.04.07, 23:41
          Nawet śmaiłem się z tego, że staremu wilkowi, który straszył bezkarnie
          terminami fizycznymi na forum, udało mi się wyrwać zęby. Już terminów
          fizycznych, których nie rozumiał, nie uzywa. Ostatni Twoj "dowód na
          nieistnienie Boga" był bez fizyki, tak jak te wcześniejsze , pełne "mądrych"
          terminów, nie masz już czym straszyć. Podłością rzucisz, pomówieniem, ale nie
          ugryziesz.
          • grgkh Re: Zagadka 14.04.07, 00:24
            Robię w tym miejscu wyjątek. Odpowiadam, ale nie Tobie. W przestrzeń. Z Tobą nie będę już rozmawiał. Rozpętałeś wojnę, której nie chciałem i przed którą długo się broniłem. Kiedyś było inaczej i naprawdę chciałem, by tak pozostało. Nie wyszło. Determinizm. Takie mamy charaktery i tak się musiało potoczyć. Ja przeczuwałem, że może to jakoś podobnie wyglądać, a Ty, czego się spodziewałeś? Nie można atakować nie licząc się z możliwością przegranej. To się przecież może zdarzyć...

            Ja naprawdę mam w życiu dziesiątki, a może i setki zainteresowań i to forum jest wyłącznie areną mojej konfrontacji z religią. Nie potrzebuję od tego miejsca niczego. Ludzie, których tu spotkałem, a którzy okazali się mili, sympatyczni, takimi zapisali się w mojej pamięci i lubię ich na tyle, że gotów byłbym spotkać się z nimi w realu, a na pewno i tam spędzilibyśmy miłe chwile.

            Obecność na tym forum i, chyba, parę już tysięcy postów na wszystkich forach internetowych w ogóle dało mi ogromnie dużo. Zmieniłem się i ewoluuję nadal. Uczę się od ludzi, uczę się przy okazji i uczę się jak z ludźmi być, byśmy mieli z tego obopólną satysfakcję. Do tego właśnie dążę, bo jest to zgodne z zauważoną przeze mnie główną zasadą życia, które ma być harmonijnym współpistnieniem. Szukam, co może tą harmonią być i chyba znajduję. Szukam jak współistnieć i cieszę się, gdy mi się to udaje.

            Ja mojego życia nie uzależniam od tego na jaką wysokość się wdrapię po trupach innych. Wolę być obok, wolę być z kimś. Daję siebie i mogę brać, co oferują inni. Gdy widzę jakąkolwiek cierpiącą istotę, czy to zwierzę, czy człowieka, to czuję, jakby i mnie to dotykało.

            Fizyka, matematyka, informatyka - to podstawa wszystkiego. Mój kontakt z nimi, to kontakt z "tajemnicą", z magią. Nie potrzebuję niczyjego zdania o tym, co umiem, co zapomniałem, bo sam sobie dobrze zdaję sprawę z tego. Jeśli się tymi dziedzinami wiedzy interesuję, to jestem z nimi sam na sam. I kiedyś, nagle zrozumiałem na czym polega Teoria Wszystkiego. Bez szczegółów, ale jaki jest jej sens, choćby tyle. Cieszę się, że co jakiś czas przychodzą mi do głowy w związku z tym nowe pomysły. Nie udało mi się znaleźć nikogo do towarzystwa, bo nikt nie chce się zajmować takimi dziwactwami... Szkoda. Może jeszcze kiedyś to się zmieni. To drobiazg.

            Jak mówiłem jest tyle innych równie fascynujących zagadnień. Cieszę się, że żyję w dzisiejszych czasach. Nauka nabiera niewyobrażalnego rozmachu. Niemal co dzień jest coś nowego do przeczytania, do poemocjonowania się i nie przeszkadza mi, że jest to nauka w wersji lekkiej, popularnej.

            A na razie? Za parę dni będę mieszkał w nowym miejscu. To jest teraz ważne. wink Będzie dobrze. I wszystkim, absolutnie wszystkim, życzę tyle życiowego optymizmu, ile ja mam teraz w sobie. smile))
            • kociak40 Re: Zagadka 14.04.07, 01:18
              Sam ze sobą dyskutuj, sam się chwal do siebie - to już choroba umysłowa.
            • ryszard511 Re: Zagadka 14.04.07, 07:47
              grgkh napisał:

              Jeśli się tymi dz
              > iedzinami wiedzy interesuję, to jestem z nimi sam na sam. I kiedyś, nagle zrozu
              > miałem na czym polega Teoria Wszystkiego. Bez szczegółów, ale jaki jest jej sen
              > s, choćby tyle. Cieszę się, że co jakiś czas przychodzą mi do głowy w związku z
              > tym nowe pomysły. Nie udało mi się znaleźć nikogo do towarzystwa, bo nikt nie
              > chce się zajmować takimi dziwactwami... Szkoda. Może jeszcze kiedyś to się zmie
              > ni. To drobiazg.


              Właśnie rozpocząłem lekturę Johna D.Barrow- Teoria wszystkiego,kiedy na forum
              rozpętała się "wojna",którą wywołałem swoim wejściem gdyż dość już miałem
              czytania postów pisanych "jedną ręką" wiadomo o co chodzi.
              Wracam do tej lektury,choć teraz wyjeżdżam w góry.

              > A na razie? Za parę dni będę mieszkał w nowym miejscu. To jest teraz ważne. wink
              > Będzie dobrze. I wszystkim, absolutnie wszystkim, życzę tyle życiowego optymizm
              > u, ile ja mam teraz w sobie

              Tego samego i ja Ci,życzę...powodzenia.

      • ryszard511 Re: Bóg mu nie pozwolił 13.04.07, 23:35
        kociak40 napisał:

        > Ryszardzie, ja nikim nie pogardzam, a Ciebie lubię i cenię, zaliczam nawet do
        > jednych z najbardziej zaangażowanych osób na tym forum i to nie żart, uważam,
        > że masz większy horyzont wiedzy ode mnie, rozpatrując to ogólnie. Ja nie mam,
        > żadnej pretensji do tego, nie jestem omnibusem. Takie dziedziny jak
        > psychologia, filozofia, ekonomia i wiele innych, to jestem w nich jak noga
        > stołowa, poważnie, i to w najgrubszym miejscu. Coś tam wiem, z fizyki,
        > mechaniki, matematyki, bo wydział mechaniczny kończyłem. Piszę to po to, bo żal
        >
        > mi się zrobiło Cibie, nie musisz czuć żadnej "niższości" do mnie.



        Ja,Ci udowodnię,że potrafię sie wznieść ponad wszystkie urazy.Mogę schować
        "miecz" i zakończyć tę pyskówkę.Ale nie mów mi,że mnie nie poniżałeś,jak
        przejrzysz swoje posty do mnie w ciągu ostatnich dni,to nawet teraz zaprzeczasz
        sam sobie.
        Mam poczucie humoru,nie jestem śmiertelnie poważny,ale potrafię być też
        dokuczliwy,szczególnie jak ktoś mi "nadepnie na odcisk"potrafię być wtedy nawet
        ordynarny,choć wcale mnie to nie satysfakcjonuje.
        Koniec więc dalszych pyskówek,tym bardziej,że w niedzielę wyjeżdżam .

        Wracam jeszcze raz do postu,który miał być wstępem do długiej dyskusji,ale
        odpowiedziałeś mi pytaniem na pytanie.Tymczasem ja,wyszedłem od dowodu na
        istnienie Boga,sformułowanego przez Tomasza z Akwinu.Zakładał on m.innymi
        (wróć do tego wątku) istnienie tzw.pierwszej przyczyny.Podałem przykład
        z cząsteczkami gazu.Czy musi istnieć pierwsza przyczyna i pierwszy poruszyciel?
        Mam w domu 2 tomy Fizyki Robert Resnick,David Halliday,jeżeli znasz to wiesz
        że jest to fizyka za poziomie wyższym niż średni.Dlatego mogłeś sobie darować
        te pytania,które mi zadałeś,to miał być wstęp do dłuższej dyskusji.


        Teraz wklejam Ci tekst z Tygodnika Powszechnego

        Fizycy i astronomowie (przynajmniej ci, którzy się tym interesują) są skłonni
        poszukiwać na nie odpowiedzi w prawach fizyki. Jeżeli było tak, że świat kiedyś
        nie istniał, to czy prawa fizyki mogły go wyprodukować z niczego? Znaną próbą,
        zmierzającą w kierunku znalezienia twierdzącej odpowiedzi na to pytanie, był
        model kosmologiczny zaproponowany w 1983 r. przez Jima Hartle’go i Stevena
        Hawkinga (spopularyzowany przez tego ostatniego w bestsellerze „Krótka historia
        czasu”wink. W ramach tego modelu, posługując się znanymi obecnie prawami fizyki
        kwantowej, można wyliczyć, jakie jest prawdopodobieństwo wyłonienia się danego
        stanu Wszechświata z nicości. Carl Sagan, komentując model Hartle’go-Hawkinga
        napisał, że Pan Bóg nie ma w nim nic do roboty. We wszystkim wyręczają go prawa
        fizyki.
        Inni sądzą, że likwidując problem początku, likwiduje się problem „Pierwszej
        Przyczyny”. Taka była filozofia Andrieja Lindego, gdy konstruował on swój model
        wiecznej, chaotycznej inflacji. Wszechświat macierzysty, znajdujący się
        początkowo w stanie przyspieszonej ekspansji (to właśnie kosmologowie nazywają
        inflacją), produkuje światy potomne, również znajdujące się w stanie inflacji.
        Wprawdzie każdy z wszechświatów może istnieć przez skończony okres czasu, ale
        cały proces ich proliferacji jest wieczny – nie miał początku i nie będzie mieć
        końca. Pierwsza Przyczyna jest niepotrzebna.
        J. R. Gott III i Li-Xin Li wprowadzili – ich zdaniem – istotną poprawkę do
        modelu Lindego. Ogólna teoria względności dopuszcza możliwość zamkniętego czasu.
        Dlaczego więc nie przyjąć, że któryś z wszechświatów potomnych jest tożsamy z
        „wszechświatem wyjściowym”? W ten sposób nie tyle eliminuje się Pierwszą
        Przyczynę, ile raczej świat staje się swoją własną Pierwszą Przyczyną.


        Chciałbym poznać Twoje zdanie na ten temat.
        • kociak40 Re: Bóg mu nie pozwolił 14.04.07, 01:00
          "Mam w domu 2 tomy Fizyki Robert Resnick,David Halliday,jeżeli znasz to wiesz
          że jest to fizyka za poziomie wyższym niż średni"

          Znam ten podręcznik, te dwa grube tomy "jak cegły". Pierwszy jest autorstwa
          Resnik, Halliday, drugi odwrotnie (nie pamiętam kolejności). Kupiłem go kiedyś,
          dużo przepłacając, bo był rozreklamowany i trudnodostępny. Ogromnie się
          zawiodłem na nim, bo jest zbyt rozwlekły, niby tak trochę "łopatą do głowy" ale
          przez to mało zrozumiały. Ma dużo rysunków, ale sposób pisania jest za mało
          skondensowany. Przejrzałem i odsprzedałem, żle mi się by z niego uczyło.
          Pamiętam (tyle lat temu) pewną ciekawostkę tam podaną, a mianowicie wyliczenie
          prawdopodobieństwa, mozliwości, że w upalny dzień staw zamarznie. Jak poszukasz
          to znajdziesz, nie pamiętam, w którym to było tomie. Tu chciałem Ci wyjasnić
          dlaczego tam zakładano taką możliwość. On był pisany w czasie, gdy ucieczka
          galaktyk nie była powszechnie uznana i zakładano, że wszechswiat istniał zawsze.
          Jesli tak, to degradacja energii, czyli tendencja przechodzenia na niższy
          poziom z obniżeniem temperatury, musiałaby w końcu doprowadzić do tz. śmierci
          energetycznej, czyli zapanowania 0 tem. w skali Kelvina, gdzie żadna energia
          nie może być przekazana. W takiej tem. entropia jest 0, żaden atom, cząsteczka,
          nie drga, energia kinetyczna jest zero (ruch elektronów w jądrze atomu jest).
          Jeśli w wieczności tak się nie stało, to znaczy, że musi zachodzić proces
          odwrotny, czyli samoistny przekaz energii od ciała zimniejszego do cieplejszego.
          I właśnie tam podano takie wyliczenie prawdopodobieństwa takiego zdarzenia.
          Tu na marginesie taka rada, do tych podręczników postaraj się dodatkowo -
          "Fizyka" autorstwa Marty Skorko (profesor, w swoim czasie kierownik katedry
          fizyki), napisała go dla studentów dla pracujących, czyli mających mniej czasu
          na naukę i przez to bardziej dostępniej.
          Tomasz z Akwinu, pisał w czasie, gdy poziom wiedzy na temat praw fizycznych był
          żaden, nie znano praw mechaniki, termodynamiki itd. nie było znane pojęcie z
          punktu fizycznego - ciepło, energia, temperatura itd. W jego czasie rozwinięta
          była matematyka (bez rachunku rózniczkowego) i filozofia. Samoistny ruch
          cząsteczek gazu był niezrozumiały, do jego wyjaśnienia, a także innych
          niemożliwych do wyjaśnienia zjawisk, Tomasz (żył chyba XII, XIII? wiek?)
          zastosował pojęcia filozofii i wiary. Tego nie można przenosić do wiedzy
          obecnej, w tej formie jakiej była formuowana wówczas. Obecnie wiemy, że
          temperatura to energia kinetyczna drgających atomów i cząsteczek, że ciepło to
          rodzaj energii, że energia to miara zdolności układu do wykonania pracy, że nie
          możemy jej zmierzyć metodami bezpośrednimi (skalar), ale oblicza się jako pracę
          wykonaną w przemianach odwracalnych, prowadzacych do stanu równowagi
          termodynamicznej, że energia może być przekazywana na odległość na dwa sposoby
          (obecnie to wiemy, w przyszłosci może się to zmienić - teoria falowa i
          kwantowa). Obecnie wiemy, że nie tylko jest ruch atomów w gazie, ale wszystko
          drga we wrzechswiecie. Już nie trzeba tego tłumaczyć działaniem boskim ale
          energią jaką otrzymał wszechswiat w chwili Wielkiego Wybuchu. Co się zmieniło
          według mnie? "poprzeczka" się tylko podniosła. Z teorią jaką opisałeś na końcu,
          nie podejmuję się polemizować, bo to znowu próba wplecienia filozofii do nauki
          scisłej. Zadowala Cię moja odpowiedz, czy też nie?
          • ryszard511 Re: Bóg mu nie pozwolił 14.04.07, 07:37
            kociak40 napisał:

            > "Mam w domu 2 tomy Fizyki Robert Resnick,David Halliday,jeżeli znasz to wiesz
            > że jest to fizyka za poziomie wyższym niż średni"
            >
            > Znam ten podręcznik, te dwa grube tomy "jak cegły". Pierwszy jest autorstwa
            > Resnik, Halliday, drugi odwrotnie (nie pamiętam kolejności). Kupiłem go kiedyś,
            >
            > dużo przepłacając, bo był rozreklamowany i trudnodostępny. Ogromnie się
            > zawiodłem na nim, bo jest zbyt rozwlekły, niby tak trochę "łopatą do głowy" ale
            >
            > przez to mało zrozumiały. Ma dużo rysunków, ale sposób pisania jest za mało
            > skondensowany. Przejrzałem i odsprzedałem, żle mi się by z niego uczyło.
            > Pamiętam (tyle lat temu) pewną ciekawostkę tam podaną, a mianowicie wyliczenie
            > prawdopodobieństwa, mozliwości, że w upalny dzień staw zamarznie. Jak poszukasz
            >
            > to znajdziesz, nie pamiętam, w którym to było tomie. Tu chciałem Ci wyjasnić
            > dlaczego tam zakładano taką możliwość. On był pisany w czasie, gdy ucieczka
            > galaktyk nie była powszechnie uznana i zakładano, że wszechswiat istniał zawsze
            > .
            > Jesli tak, to degradacja energii, czyli tendencja przechodzenia na niższy
            > poziom z obniżeniem temperatury, musiałaby w końcu doprowadzić do tz. śmierci
            > energetycznej, czyli zapanowania 0 tem. w skali Kelvina, gdzie żadna energia
            > nie może być przekazana. W takiej tem. entropia jest 0, żaden atom, cząsteczka,
            >
            > nie drga, energia kinetyczna jest zero (ruch elektronów w jądrze atomu jest).
            > Jeśli w wieczności tak się nie stało, to znaczy, że musi zachodzić proces
            > odwrotny, czyli samoistny przekaz energii od ciała zimniejszego do cieplejszego
            > .
            > I właśnie tam podano takie wyliczenie prawdopodobieństwa takiego zdarzenia.
            > Tu na marginesie taka rada, do tych podręczników postaraj się dodatkowo
            "Fizyka" autorstwa Marty Skorko


            Andrzej,ja mam wydanie czternaste fizyki R.Resnick,D.Halliday z 1999 roku
            i nie spotkałem się tam z takim problemem,który opisujesz.Badania nad ucieczką
            Galaktyk,rozpoczęto w 1912 r,a w 1929r E.Huble sformułował swoje słynne prawo.
            Przełomową datą w badaniach prędkości radialnych galaktyk był rok 1931, gdy
            Humason zastosował do 2,5-metrowego teleskopu spektrograf zaopatrzony w
            krótkoogniskową kamerę. Spektrografem tym mógł on zaobserwować widma galaktyk aż
            do 18m (magnitudo) jasności gwiazdowej.
            Tak więc,nie mogę zrozumieć,że nie uznawano wtedy prawa ucieczki Galaktyk.
            Nie wiem tylko kiedy napisano wydanie pierwsze tego podręcznika.

            Mam jeszcze inne podręczniki do fizykiCz.Bobrowski..Fizyka-krótki kurs z 1995r
            oraz Fizykę (dla kandydatów na wyższe uczelnie tech.) M.Jeżewskiego.


            Obecnie wiemy, że
            > temperatura to energia kinetyczna drgających atomów i cząsteczek, że ciepło to
            > rodzaj energii, że energia to miara zdolności układu do wykonania pracy, że nie
            >
            > możemy jej zmierzyć metodami bezpośrednimi (skalar), ale oblicza się jako pracę
            >
            > wykonaną w przemianach odwracalnych, prowadzacych do stanu równowagi
            > termodynamicznej, że energia może być przekazywana na odległość na dwa sposoby
            > (obecnie to wiemy, w przyszłosci może się to zmienić - teoria falowa i
            > kwantowa). Obecnie wiemy, że nie tylko jest ruch atomów w gazie, ale wszystko
            > drga we wrzechswiecie. Już nie trzeba tego tłumaczyć działaniem boskim ale
            > energią jaką otrzymał wszechswiat w chwili Wielkiego Wybuchu. Co się zmieniło
            > według mnie? "poprzeczka" się tylko podniosła.


            Andrzej,ja chciałem tylko zainicjować dyskusję i dlatego rozpocząłem od tego
            dowodu.Chciałem również żeby w tę dyskusję wszedł Zbyszek i inni.
            Przykład z gazem był tylko pierwszym z przykładów.
            Zbyszek rozwija to dalej ....i to mi chodziło.Kiedy pisano Biblię,również
            nie znano praw mechaniki,termodynamiki,teorii względności,mechaniki kwantowej
            a wystarczyło i wystarcza do dzisiaj uznawać tę książkę,jako napisaną pod
            "boską inspiracją" uznawać ja,do dzisiaj za świętą.

            Już nie trzeba tego tłumaczyć działaniem boskim ale
            > energią jaką otrzymał wszechswiat w chwili Wielkiego Wybuchu. Co się zmieniło
            > według mnie? "poprzeczka" się tylko podniosła.

            Zgadzam się,teraz pozostaje odpowiedź na pytanie..skąd się wzięła ta energia
            w momencie WW - czy do tego potrzebna była boska ingerencja?





            • grgkh Re: Bóg mu nie pozwolił 14.04.07, 12:50
              ryszard511 napisał:

              > teraz pozostaje odpowiedź na pytanie..skąd się wzięła ta energia
              > w momencie WW - czy do tego potrzebna była boska ingerencja?

              Znikąd się nie musiała brać. Inicjacją, pierwotnym "rozedrganiem" wszystkiego jest sam "akt tworzenia" (nie wiem jak to nazwać, żeby nie gwałcić istniejących, przez innych już używanych pojęć) i jego niejednoczesność. Zmieniała się konfiguracja, inicjowały się wpływy, których jeszcze "moment wcześniej" nie było.

              My nie jesteśmy w centrum Wszechświata, ani nie jesteśmy (już) na jego peryferiach, choć był taki czas, że tymi peryferiami najprawdopodobniej) byliśmy. Jesteśmy gdzieś pomiędzy, zarówno w sensie geometrii przestrzeni jak i upływu czasu (stopnia zaawansowania ewolucji tego regionu). Jego dość dobra jednorodność wskazuje, raczej, na dość dużą odległość od "centrum inicjacji wszystkiego" i masową - czyli w miarę rónoczesną - prokreację jego elementarnych składników (lub, jeśli nie prokreację, to "uruchomienie procesu ich zmienności").

              Boska ingerencja sugeruje "wykreowanie" i "uruchomienie" jako oddzielne akcje. Tymczasem nasz świat nie podlega żadnym dualnym, obserwowanym przez nas oddziaływaniom, ponieważ - według naszej percepcji - wszystko, co wiemy o świecie jest "rzutowane na jedną przestrzeń naszego widzenia tego świata". Ona jest zwornikiem wszystkiego. I właśnie ta zasada zwornika czyli jednolitości widzenia i rozpoznawania czyli po prostu istnienia wszystkiego, co nazywamy Wszechświatem nie pozwala na rozdzielanie tego, co jego dotyczy, na jakieś niezależne części lub jego działania, na oddzielne od siebie akcje. Logika mówi, że jeśli akcje miałyby być oddzielne, to zakończenie jednej i rozpoczęcie następnej musi być koordynowane z zewnątrz za pomocą akcji nadrzędnej, a to już łączy te dwie pierwsze w całość i ustala jedną fizykę dla aktu kreacji i całej historii jego funkcjonowania.
            • kociak40 Re: Bóg mu nie pozwolił 14.04.07, 15:46
              Widzisz Ryszardzie, można podyskutować.
              Tamto wydanie Resnicka, o ktorym Ci wspomniałem, było gdzieś z roku ~ 1970 i to
              też nie pierwsze wydanie. Jak z tego wynika jest krekta podręczników w stosunku
              do rozwoju wiedzy i tak powinno być. Ryszardzie, podręcznik - Fizyka dla
              kandydatów na wyższe uczelnie techniczne jest najlepszy (ja sam dużo
              skorzystałem przygotowując się do egzaminów wstępnych z takiego, tylko
              autorstwa Kamińskiego). Podana jest tam wiedza skomasowana, są zadania, wzory
              (i to bez wyprowadzeń całkowych, które tylko "ściemniają") i to całkowicie
              wystarcza aby znać fizykę, ktora ma zastosowanie w rzeczywistosci, która Cię
              otacza. Chcesz więcej, masz podręcznik o większym zakresie. Pamiętaj też o tym,
              że żaden poziom znajomosci fizyki nie da Ci odpowiedzi wiążącej - "czy jest
              Bóg, czy nie?" Taką odpowiedz możesz otrzymać ewentualnie (i to tylko dla
              siebie) przez wgłębienie się w filozofię, które uformuje Twoje przekonanie, w
              połączeniu w Twoją wiarą w to.
              Na ostatnie pytanie skąd się wzięła ta energia wszechswiata, już nie muszę
              odpowiadać, bo masz bardzo dokładny wywód grgkh i jeśli zrozumiałeś, to teraz
              już wiesz. Jeśli tak, to teraz Ty masz nade mną przewagę, bo Ty wiesz, a ja
              nie, bo nie zrozumiałem tego. To i dobrze, Ty teraz mi pomożesz, bo grgkh już
              do mnie się nie odezwie, a mam pytanie. Przyjmując jako sprawcę wszystkiego
              informację lub przyczynę, jest pewien problem. Wielki Wybuch, buuuuuum!
              powstaje materia, energia, lecz jak teraz z posiadanej informacji wiemy, wtedy
              była inna informacja (może być informacja z informacji? chyba może). Masy się
              odpychały. Po jakimś czasie i to dość szczególnym, odpowiednim, nastąpiła
              zmiana informacji i masy zaczęły oddziaływać na siebie przeciwnie, odpyczają
              się. Wiemy to po rozkładzie nieciągłym mas we wszechswiecie jakie obecnie
              dostrzegamy. My mamy ciągłośc informacji, wiemy że była inna informacja,
              później inna informacja, która usuneła tą pierwszą informacje i zastąpiła inną
              informacją. Zaplątałem się w tych informacjach, więc przechodze na bardziej
              zrozumiałe informację. Masz przystanek autobusowy, spisujesz rozkład jazdy,
              czyli stałeś się posiadaczem informacji, która umożliwia Ci odpowiednie
              działanie (wiesz kiedy czekać na przystanku, planować dojazd itd.).
              Przychodzisz, patrzysz, a tu wiaty nie ma. Wiesz, że tamta informacja już nie
              jest potrzebną informacją, masz nową, stąd już nie pojedziesz. Ciągłość
              informacyjną też masz, bo korzystałeś z tego przystanku, wiesz jak było,
              dlatego masz żal, że przystanek skasowali. Przechodzień, przypadkowy, takich
              informacji nie miał, żalu nie ma, nie planował stąd odjazdu. Jest już pewna
              różnica, Ty załujesz, on nie. Wiesz równie dobrze jak i ja, że przyczyną zmian
              tych informacji byo MZK. To jego sprawka. A, komu przypisać przyczynę zmiany
              tego prawa fizycznego we wszechswiecie? Samemu pojęciu przyczyny? To może Bóg
              jest tą przyczyną? Nie może tak być, bo załozyłes, że Boga nie ma. Więc może,
              przyczyna jest Bogiem? Tez nie, nie może coś być tym czego nie ma. Pozostaje
              więc uznać, że przyczyna to przyczyna, a ta może być, bo jest przyczyną.
              Wyjaśnij mi ten problem, a jest ich więcej, dlaczego materia musi "słuchać" tej
              przyczyny, co jest jej nosnikiem? O to nie należy pytać, bo przyczyna jest
              przyczyną i ją pytania nie dotyczą? Była zawsze!!!. Wiesz co Ryszardzie, chyba
              już jestem ateistą.
              • volteire25 Re: Bóg mu nie pozwolił 14.04.07, 18:27
                I właśnie za takie posty jak ten naprawdę bardzo cenię Pana kociaka40,post
                konkretny,z dystansem i humorem,widać że autor wie o czym mówi i w
                przeciwieństwie do niektórych NIE JEST dogmatykiem.
                Serdecznie pozdrawiam Panie Andrzejusmile
                • kociak40 Re: Bóg mu nie pozwolił 15.04.07, 01:59
                  Panie voltere25

                  Cała awantura z Ryszardem, zaogniła się, nabrała "rumieńców", właśnie za ten
                  zwrot powitalny jaki skierowałem do Pana w poście innego tematu. Ryszard, jak
                  sam pisał, nie mógł znieść, że do trolla (tak Pana ocenił, co jest zrozumiałe,
                  bo zbyt mały zachwyt przejawiał Pan w stosunku do wywodów grgkh, a nawet trochę
                  wiecej). Nie mógł się pogodzić, że ja własnie do Pana wyraziłem taki szacunek,
                  zamiast warknąć. Ja nie kieruję się niczyjmi ocenami, mam swoje własne. Bardzo,
                  inaczej, aby podkreślić wyższy stopień, cholernie lubię ludzi błyskotliwych, bo
                  po tym określam inteligencję u ludzi, ktorych nie znam i nic o nich nie wiem.
                  Wystarczył mi jeden pański post, aby taki "błysk" dojrzeć (nie wiąże się to czy
                  ktoś mnie chwali, czy nie, mam własną ocene ludzi inteligentnych, a takich
                  cenię). Tak Pana określiłem i opinia innych mnie nie obchodzi. Wiem, że Pan
                  dobrze dostrzega, kiedy kpię i dlaczego, czego nie mogą zrozumieć "sławy" tego
                  forum.
                  Również serdecznie pozdrawiam
                  • ryszard511 Re: Bóg mu nie pozwolił 15.04.07, 08:22
                    kociak40 napisał:

                    > Panie voltere25
                    >
                    > Cała awantura z Ryszardem, zaogniła się, nabrała "rumieńców", właśnie za ten
                    > zwrot powitalny jaki skierowałem do Pana w poście innego tematu. Ryszard, jak
                    > sam pisał, nie mógł znieść, że do trolla (tak Pana ocenił, co jest zrozumiałe,
                    > bo zbyt mały zachwyt przejawiał Pan w stosunku do wywodów grgkh, a nawet trochę
                    >
                    > wiecej).



                    Kompletna bzdura,nie dlatego.....jesteś adminem na tym forum,przytocz te posty
                    na jakiś czas.....Ten,voltere25...zna się tak na fizyce-jak ja,na balecie.



                    Nie mógł się pogodzić, że ja własnie do Pana wyraziłem taki szacunek,
                    > zamiast warknąć. Ja nie kieruję się niczyjmi ocenami, mam swoje własne. Bardzo,
                    >
                    > inaczej, aby podkreślić wyższy stopień, cholernie lubię ludzi błyskotliwych, bo
                    >
                    > po tym określam inteligencję u ludzi, ktorych nie znam i nic o nich nie wiem.
                    > Wystarczył mi jeden pański post, aby taki "błysk" dojrzeć




                    To już się niestety nie nadaje do komentarza.Zamieściłem wczoraj wątek do
                    Andrzeja i Zbyszka.....bez odpowiedzi,z Twej strony.Nie czytasz jak zwykle
                    wszystkich wątków,nawet tych skierowanych di Ciebie,lecz jak zwykle łasy na
                    pochlebstwa odpowiadasz na te,gdzie pieją "peany" pochwalne na Twoją cześć.

                    Pisałem,że wyjeżdżam w góry,chociaż tam gdzie będę,będę miał dostęp do
                    komputera,założyłem sobie,że nie wejdę na żadną stronę internetową.Może
                    w ogóle nie "wejdę" na komputer.Jak wrócę,czy wrócę na forum ?
                    W tej kwestii zacznę od milczenia.

                    • kociak40 Re: Bóg mu nie pozwolił 15.04.07, 11:07
                      "Pisałem,że wyjeżdżam w góry,chociaż tam gdzie będę,będę miał dostęp do
                      komputera,założyłem sobie,że nie wejdę na żadną stronę internetową.Może
                      w ogóle nie "wejdę" na komputer.Jak wrócę,czy wrócę na forum ?
                      W tej kwestii zacznę od milczenia." - ryszard511

                      Życzę dobrego wypoczynku, nie sądzę, żebyś miał tam ochotę i czas na wchodzenie
                      do internetu. Piekne widoki, czyste powietrze, atrakcyjne osoby, czego trzeba
                      więcej? Ja nie lubię gór, zawsze chodzisz, albo z "góry", albo "pod górę".
                      Nie ma to jak równiny, tam możesz poruszać się ruchem jednostajnym. Zawsze w
                      górach miałem dylemat (jak byłem w sanatorium), gdzie iść na spacer z nowo
                      poznaną panią (zyczę takich znajomości, choć z umiarem), czy "pod górę", czy
                      z "góry", zawsze musiałem określac ich "atrakcyjność" przed tą decyzją. Dlatego
                      nie lubię gór, musiałem stale myśleć.
                  • grgkh Re: Bóg mu nie pozwolił 15.04.07, 20:49
                    kociak40 napisał:

                    > Panie voltere25

                    Jesteście swoimi klakierami? wink A może to nawet ta sama osoba? wink Zgadłem?

                    Ale nie ciesz(cie) się, nie czytam waszych peanów więcej niż 2, 3 zdania. Na początku i ewentualnie na końcu. A i to tylko czasem, gdy mi się rozwinie lista zawartości wszytkich postów. Tego po prostu "nie daje się czytać". wink
                    • kociak40 Re: Bóg mu nie pozwolił 15.04.07, 23:07
                      Panie Voteire25

                      Patrz Pan, trochę ochonął i znowu zaczyna. Zęby stracił, to sztucer sobie kupił.
                      Teraz dwóch ma nas na celowniku. Ręka mu się trzęsie więc nie trafi, a jakby co
                      to zgniemy w dobrym towarzystwie.
                      • grgkh Re: Bóg mu nie pozwolił 15.04.07, 23:20
                        kociak40 napisał:

                        > Panie Voteire25
                        >
                        > Patrz Pan, trochę ochonął i znowu zaczyna.

                        Tak, trochę już ochłonąłem. Miałem dziś, przy niedzieli, sporo zajęć.

                        Ale humor mam dobry i nikogo uśmiercać nie zamierzam. smile A Was, występujących tu w dwóch osobach, choć natury identycznej, głaszczę po główkach na dobranoc. Luli, luli, laj, miłych snów... wink
                      • volteire25 Re: Bóg mu nie pozwolił 16.04.07, 08:04
                        Panie Andzreju!
                        Mi również w dobrym towarzystwie nie żal będzie umierać jak nas szczerbaty wilk
                        ustrzeli ze sztucera....ale.....wydaje mi się że prędzej niż nas ustrzeli przez
                        pomyłkę Ryszarda,ktorego tylko pozornie nie ma...Ryszard jak to Ryszard czai
                        się gdzieś w krzakach i bacznie obserwuje...gdy tylko będzie szansa nas dopaść
                        to wyskoczy uzbrojony w jakiś topór lub kastet z dzikim wrzaskiem....jeśli
                        staremu wilkowi puszczą nerwy to trafi swegosmile
        • grgkh Re: Bóg mu nie pozwolił 14.04.07, 02:29
          ryszard511 napisał:

          (1)
          > wyszedłem od dowodu na istnienie Boga,
          > sformułowanego przez Tomasza z Akwinu.
          > Zakładał on m.innymi (wróć do tego wątku)
          > istnienie tzw.pierwszej przyczyny.

          Początek MUSIAŁ być, ponieważ istnieje zmienność. Istnieje także, i widać to wyraźnie, pozytywna ewolucja, któa jest rozwojem, powstawaniem coraz bardziej złożonych struktur, a nie ich wyłączną degradacją. Możemy się myślowo cofać ku domniemanemu początkowi, pod prąd czasu. Fizycy to robią. Aproksynując tę zmienność określili stan, który nazwali Wielkim Wybuchem. To, co było przed nim, było zasadniczo różne w swoich właściwościach od tego, co widzimy we Wszechświecie obecnie. A to, co było przed WW, też było historią świata, choć znacznie bliższą praprzyczynie, rzeczywistemu początkowi. Tamta fizyczność świata była znacznie uboższa, a więc NA PEWNO sam początek był mozliwie najbardziej prymitywny w swojej rozmaitości. Jedyną praprzyczyną, która eliminowałaby dodatkowy impuls potrzebny do zainicjowania zmienności Wszechświata jest NIERÓWNOCZESNOŚĆ powstawania wszystkiego, z czego on się dziś składa. I to jest, jak mi się wydaje, ta pierwsza przyczyna.

          (2)
          > Czy musi istnieć pierwsza przyczyna i pierwszy poruszyciel?

          Poruszyciel nie musi istnieć, ale przyczyna tak.

          -=-=-=-

          (3)
          > Jeżeli było tak, że świat kiedyś
          > nie istniał, to czy prawa fizyki mogły go wyprodukować z niczego?

          "Kiedyś" jest punktem na osi czasu i dotyczy wewnętrznej zmienności Wszechświata. Na zewnątrz od niego nie ma "kiedyś". Świat istnieje od swego początku i będzie istniał dotąd, dokąd pozwalają na to prawa jego zmienności.

          Jeśli na początku go nie było, a potem był, to bez zachowania (!!!) "prawa zachowania materii/energii" powstawał, czyli przybywało tego, czego kiedyś nie było. Nie wiemy, czy ta sama reguła, działająca w odwrotnym kierunku, nie spowoduje kiedyś całkowitego zniknięcia wszystkiego. Brzmi to może trochę absurdalnie, ale jest to wyłącznie logiczne rozważanie. Poza tym - rozsądniej wygląda powstawanie od formy mało złożonej (a więc i mniejszej) ku bardziej skomplikowanej (i większej ilościowo) niż na odwrót.

          Wyprodukowanie jest procesem, w którym powinniśmy się posłużyć jakimś "surowcem". Zastanówmy się, o co należy pytać, bo nie jest możliwe wyprodukowanie czegoś z niczego (jest to wbrew zasadom zachowania), ponieważ nie wiadomo, co to za surowiec, skąd się wziął i ile go było potrzeba. Znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem jest przyjęcie, że wszystko jest wyłącznie informacją, a ta, zarówno przed rozpoczęciem "produkcji", jak i później, może być przetwarzana w dowolny sposób.

          Co do zasad zachowania, to można przyjąć, że w horyzoncie czasoprzestrzennym nam dostępnym proces powstawania zakończył się na tyle szybko i dawno (wcześnie), że nie mamy obecnie żadnej możliwości zaobserwować naruszania tych zasad.

          (4)
          > W ramach tego modelu, posługując się znanymi obecnie
          > prawami fizyki kwantowej, można wyliczyć, jakie jest
          > prawdopodobieństwo wyłonienia się danego stanu Wszechświata z nicości.

          To nie jest możliwe, bo nie znamy rzeczywistych rozmiarów Wszechświata, a także nie mamy możliwości (fizycznej) sięgnięcia poza horyzont czasoprzestrzeni, który określa fizyka naszego rejonu Uniwersum (główną rolę odgrywają tu prędkość światła, wiek Wszechświata i szybkość jego inflacji), choć nie jest wykluczone, że ten horyzont może się nadal w nieskończoność rozszerzać.

          (4)
          > Carl Sagan, komentując model Hartle’go-Hawkinga
          > napisał, że Pan Bóg nie ma w nim nic do roboty.
          > We wszystkim wyręczają go prawa fizyki.

          To prawda. Istnieją tylko prawa fizyki, które można porównać do jednego i jedynego algorytmu obsługującego najmniejsze elementy Wszechświata.

          (5)
          > Inni sądzą, że likwidując problem początku,
          > likwiduje się problem „Pierwszej Przyczyny”.

          Początek - pierwsza przyczyna. A to nie jest... masło maślane? Czyli w gruncie rzeczy to samo?

          (6)
          > Wszechświat macierzysty, znajdujący się
          > początkowo w stanie przyspieszonej ekspansji
          > (to właśnie kosmologowie nazywają
          > inflacją), produkuje światy potomne,

          To jest pomieszanie definicji. To nie są wszechświaty potomne, ale - najwyżej (!!!) - odizolowane fragmenty wciąż tego samego, naszego Wszechświata. Jako takie, powinny mieć tę samą, inicjującą je, fizykę. Bo przecież fizyka gazu we wnętrzu balonika wypełnionego powietrzem i wnętrze gwiazdy neutronowej podlega tej samej fizyce, tym samym algorytmom, choć warunki określane liczbami dość zasadniczo się różnią.

          (7)
          > Wprawdzie każdy z wszechświatów może istnieć
          > przez skończony okres czasu, ale cały proces
          > ich proliferacji jest wieczny – nie miał początku
          > i nie będzie mieć końca.
          > Pierwsza Przyczyna jest niepotrzebna.

          To nic nie zmienia dla samej praprzyczyny, dla punktu zerowego na osi czasu wspólnego dla całości. Początek PIERWSZEGO z tak powstałych "wszechświatów" musiał kiedyś zaistnieć i wiadomo, że był on bardzo ubogi informacyjnie.

          (8)
          > Ogólna teoria względności dopuszcza możliwość zamkniętego czasu.
          > Dlaczego więc nie przyjąć, że któryś z wszechświatów potomnych
          > jest tożsamy z „wszechświatem wyjściowym”?
          > W ten sposób nie tyle eliminuje się Pierwszą Przyczynę,
          > ile raczej świat staje się swoją własną Pierwszą Przyczyną.

          To jest typowe "błędne koło", które wycina początek, a brak początku jest nieistnieniem wszystkiego. A przecież Wszechświat istnieje.
Pełna wersja