adam81w
27.04.07, 03:10
Złoty interes księdza
Ksiądz Julian N. nie ma sobie nic do zarzucenia /Telewizja PolsatPoniedziałek,
16 kwietnia (13:06)
- Księdzu zależało tylko na pieniądzach. Zbudował umieralnię, a nie dom
spokojnej starości - mówi Mieczysław Karasiński, były mieszkaniec gdańskiego
Domu Opieki "Złota Jesień". Pensjonariusze od lat procesują się z założycielem
ośrodka, księdzem Julianem N. Mówią, że wpłacili po kilkadziesiąt tysięcy
złotych, bo duchowny obiecywał im mieszkania na własność. Teraz okazało się,
że są tylko najemcami.
Pan Mieczysław wprowadził się do domu pogodnej starości "Złota Jesień" w
Gdańsku wraz z chorą żoną pod koniec 2000 roku. Byli przekonani, że w domu
wybudowanym przez księdza znajdą spokój i odpowiednią opiekę. Ksiądz Julian N.
obiecał im też, że będą mogli wykupić na własność lokal, w którym mieli
zamieszkać.
- Początek był obiecujący. Warunki były dobre, obiecano rehabilitację w razie
choroby. Zamieszkaliśmy tam z żoną - mówi Mieczysław Karasiński były
mieszkaniec Domu Opieki "Złota Jesień" w Gdańsku.
Jak się okazało, państwo Karasińscy w domu "Złota Jesień" nie otrzymali
opieki, na którą tak liczyli. Właścicielami mieszkania także nie zostali.
Pani Krystyna również zdecydowała się na zakup mieszkania w "Złotej Jesieni".
Wpłaciła pieniądze na mieszkanie - około trzydziestu tysięcy złotych. Jednak
mimo obietnic księdza właścicielką mieszkania nigdy nie została.
- Nie chciałam być sama. Pomyślałam, że w domu budowanym przez księdza będzie
mi dobrze - mówi pani Krystyna, była mieszkanka Domu Opieki "Złota Jesień".
Pokrzywdzeni zdecydowali się zgłosić sprawę w prokuraturze. Jednak
postępowanie umorzono. Niedoszli właściciele mieszkań zaskarżyli więc parafię
księdza Juliana z powództwa cywilnego.
Mieczysław Karasiński i kilka innych osób odzyskało wpłacone pieniądze, ale
niektóre sprawy przeciwko parafii toczą się do dziś. Część pensjonariuszy
rozpraw nie doczekała. Jeden z mieszkańców powiesił się w domu opieki księdza
Juliana.
- Wisiał cały tydzień. Sprzątaczka poczuła straszny smród, ruszyła klamką i go
zobaczyła. Ciało podobno było już w rozkładzie. On żądał zwrotu pieniędzy,
które wpłacił. Był samotny i chciał się gdzieś przenieść. Niestety, kłótnie
nie przyniosły żadnego efektu i doszło do tragedii - mówi pani Krystyna, była
mieszkanka Domu Opieki "Złota Jesień" w Gdańsku.
Poszkodowani liczą na to, że władze przyjrzą się bliżej księdzu Julianowi i
jego "złotej działalności". *
* skrót materiału
Reporter: Joanna Pecht jpecht@polsat.com.pl
fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/zloty-interes-ksiedza,895767,2943