Niezrozumienie

12.05.07, 01:42
Dziwi mnie bardzo (choć jestem wierzący trochę inaczej), że ludzie bardzo
wierzący, praktykujący, uprawiajacy wszelki zalecany ceremoniał, wykazują
jakiś brak zrozumienia dla 5 przykazania kościelnego (te które zostało
zmienione i obecnie głoszące, że jest grzechem nie dbanie o potrzeby
materialne kościoła). W mojej parafii właśnie zrobiło sie "gorąco". Ten brak
zrozumienia i właściwej interpretacji 5 przykazania kościelnego, wywołał
pewne oburzenie wśród ludzi. Proboszcz od lat zapowiada (i zbiera datki na
ten cel) zbudowanie super-hiper "Drogi Krzyżowej". Ma być to
prawdziwe "cudo". Mają być jakieś stacje z ołtarzami, figurami. Ma być
ogromny pomnik JPII, który łaskami swymi zaćmi Licheń itd. Sama droga ma być
wyłożona jakimś specjalnym materiałem (żeby dobrze chodziło się na kolanach),
ma być ........ itd. To ma być, datki są zbierane od dawna, ludzie
dobrowolnie opodatkowali się, nie mogą się doczekać. Drogi nie ma, nawet nie
wiadomo gdzie ma być, a proboszcz własnie wymienił sobie 5-letnie Daewoo-
Leganze na nowego Hyundaia-Sonate. Wydało się to przypadkowo, bo proboszcz w
urzędzie komunikacji chciał stare tablice rejestracyjne (z tej 5-letniej
wiśniowej Leganzy) przenieść, na też wisniowego, nowego Hyundaia-Sonate.
Osobiscie co do tych samochodów, nie mam zastrzeżeń, bardzo dobre auta.
Stara Leganza "poszła" do rodziny, a nowy Hyundai-Sonata ze starymi numerami,
miał służyć proboszczowi (liczył, że stare numery zamaskują tą podmiankę).
Niestety, pomimo dużych chęci urzędników, nie dało się starych numerów
przenieść na Hyundaia. Trochę podniósł się "szmer", tych, co tak czekają na
tą drogę krzyzową. Muszę teraz wyjaśniać za proboszcza, że "droga krzyżowa"
nie zając, nie ucieknie, są pilniejsze potrzeby. Ci co uważają, że 5-letnia
Leganza mogła jeszcze słuzyć proboszczowi są w wielkim błędzie, nie rozumieją.
Dla przykładu, jedziemy taką Leganzą i nagle traaaach! poszła skrzynia
biegów, czy coś się stało wielkiego? Nic, stajemy na poboczu, sciągamy lawetę
i po kłopocie. Co innego u proboszcza, jedzie z posługą do umierającego, tu u
niego w samochodzie traaaach! a tam poooooszła! dusza i to bez tych olejów
swięconych. A co warta jest dusza bez tych olejów? Tyle co nic, a ile kłopotu
dla rodziny, ile to później zachodu aby taką duszę z Czysca wydobyć, ile to
pieniędzy trzeba na te msze gregoriańskie, które łagodzą męki czyścowe,
okropne straty i to przez taką "głupią skrzynie biegów". Czy nie ważniejszy
nowy samochód od tej "drogi krzyżowej"? Taka droga nic umierającemu nie da, a
nowy samochód u proboszcza jednak da bardzo dużo. Ludzie są strasznymi
egoistami, tylko by dla siebie chcieli, chcieliby łaski wyjednywać dla
siebie "chodząc" na kolanach, a tu trzeba myśleć i o innych.
    • grgkh Re: Niezrozumienie 12.05.07, 10:16
      Czytam to coś tu napisał, uśmiecham się do siebie i już naprawdę nie wiem, czy
      się nad tymi otumanionymi religią ludziskami litować, czy... nie warto. A
      jednak to przecież ludzie, może więc powinni mysleć jakoś racjonalniej, po
      ludzku, zasługując na miano homo sapiens. Powinni? Dlaczego? Ktoś musi być
      naiwny (naiwniejszy), głupi (głupszy) itp. Pogarsza się jedynie ogólnie jakość
      całej naszej populacji. Ale czy coś z tego dla nas wynika? Może tak, może w
      związku z tym i nam coś bardziej zagraża. Może z tego wynika ta litość. Jest
      więc i ona tylko pozorem, jak altruizm, który w czystej postaci nie istnieje?
      • kociak40 Re: Niezrozumienie 12.05.07, 10:52
        Zbyszku!

        "Świat jest teatrem, aktorami ludzie", a KK serwuje nam nieustający spektakl.
        Ludzie potrzebują widać "przedstawień" i nie ma się co nad ich głupotą litować,
        raczej zasługują tylko na usmiech.
        • grgkh Re: Niezrozumienie 12.05.07, 11:32
          Zaciekawiło mnie, w jaki sposób rozumiesz użyte przez Ciebie
          słówko "potrzebują" (Ludzie potrzebują widać "przedstawień" i nie ma się co nad
          ich głupotą litować, raczej zasługują tylko na usmiech.)

          Potrzeby muzułmanina, katolika lub kanibala z górskiej dżungli Nowej Gwinei, a
          także i moje, są zgoła różne. Chyba coś je kreuje. Co? (to retorycznie, bo się
          tego domyślam). Czy powinniśmy tak zupełnie bez chęci zaangażowania się w
          zjawisko, obojętnie przechodzić obok niego? Ech, to chyba też retorycznie, ale
          mam chęć coś jeszcze tu popisać... wink
Pełna wersja