"bo do Kościoła trzeba chodzić"

17.05.07, 20:38
Jestem młodą mężatką-razem z małżonkiem i synem mieszkamy u teściów.Na
punkcie wiary mają totalne schizo-obowiazkowe Msze niedzielne,Różańce,Gorzkie
żale,itd.Jeszcze przed ślubem chodziliśmy na Msze,potem jednak "do kościoła"
szliśmy na spacer,gdyż po prostu nie chciało nam się.Pózniej,gdy to odkryli
zrobili nam awanturę.Obecnie nie odczuwam potrzeby uczęszczania na Msze-i tak
myśle o innych sprawach,co chwila zerkam na zegarek,marze żeby juz stamtąd
wyjść.Oczywiście teściowie mają wielkie pretensje,nie rozumieja moich
argumentów,że sami powinniśmy chciec i czuć taką potrzebe,a pod przymusem to
przeciez nie ma sensu.W moim rodzinnym domu nikt nigdy nikogo nie
zmuszał,kazdy chodził jak i kiedy chciał.Czasem naprawde mam ochotem tam
pójść,choć niekoniecznie w trakcie Mszy-tak na spokojnie sobie porozmawiać z
Bogiem.Jak przekazać to teściom?Kiedy schodzimy na temat religii i
praktykowania to od razu zaczyna się we mnie gotować.Nie chcę się z nimi
kłócić,tylko żyć w zgodzie.Jak im to wytłumaczyć???
    • aor Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 17.05.07, 21:32
      Proponuję uzbierać na własne lokum, chociaż to coraz trudniejsze zadanie
      zwłaszcza dla łże elit (lekarzy , nauczycieli ). Pozostaje spokojna rozmowa z
      teściami i obserwowanie reakcji męża, czy chłop ma jaja ( czyli swoje
      niezależne zdanie). Tego problemu nie mam, ale teściowie których czasami
      odwiedzamy na weekend brną w postawę typowo polską-czyli nie rozmawiają na ten
      temat. A jak jest jakaś gadka na temat kościoła i religi to nie okazuje sie że
      nie mają własnego zdania, tylko klepią te frazesy o wielkości Wojtyły, czy
      matki tereski. Dyskusja jest niemożliwa, a żona prosi mnie żeby się nie unosić.
      I tak w koło. Wytrzymujemy ze sobą najwyżej 2 dni. Życzę wytrwałości.
      • 0golone_jajka Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 18.05.07, 09:08
        Ja mialem podobnie, choc nie musialem mieszkac z tesciami, na szczescie.
        Niemniej moja tesciowa to typowa dewotka - 2 razy w tygodniu do kosciola i
        tylko dlatego tak malo ze jeszcze pracuje zawodowo, ale jak tylko przejdzie na
        emeryture to bedzie ganiac codziennie - jak jej tesciowa.
        No wiec ja od samego poczatku dalem wyrazny odpor jej katolackim zapedom. O
        slubie koscielnym w ogole nie chcialem slyszec, choc rzekomo obiecalem ze jak
        zona bedzie chciala to sie zgodze. Nie przypominam sobie tego, ale mialem to
        potem wypominane. Zona, niestety, dla swietego spokoju chciala pojsc mamie na
        reke, choc do kosciola nie chadza, nie modli sie, zabobonow nie uprawia. No ale
        czego sie nie robi dla mamy. Tym bardziej, ze tesciowa czesto powtarzala, ze
        modli sie za nas i martwi sie, ze sama nie bedzie zbawiona, bo corki na
        porzadna katoliczke wychowac nie potrafila!!! W kazdym razie slubu koscielnego
        nie bylo. Ale przed samym slubem cywilnym tesciowa chciala nas poblogoslawic i
        poprosila bysmy klekneli, na co ja zrobilem wielkie oczy i zdecydowanie
        odmowilem. Po jakims czasie na swiat przyszly dzieci. I tesciowa znow z gadka,
        ze mialem nie sprzeciwiac sie chrztowi dzieci. Ja powiedzialem, ze jesli zona
        by byla wierzaca i praktykujaca katoliczka, jesli by jej zalezalo to przelkne
        sline i sie zgodze, ale nie bede w szopce bral udzialu. Tymczasem, zona do
        kosciola chadza tylko na sluby i pogrzeby (ja czekam na koniec mszy), 10
        przykazan nie zna, o koscielnych nie mówiac, wiec zadna z niej katoliczka.
        Powiedzialem, ze w zwiazku z tym chrztu nie bedzie. CALA RODZINA na mnie
        naskoczyla. To byl po prostu zmasowany atak. A jedyne uzasadnienie koniecznosci
        chrztu: bo tak. Zero zrozumienia. Totalne zindoktrynowanie. Kompletny brak
        myslenia. Tesciowa posunela sie nawet do tego, ze powiedziala ze jak sie zgodze
        na chrzest dzieci to mi kupi najnowszego notebooka!!! Ja jej powiedzialem, ze
        jak mi ochrzci dzieci to ona sie bedzie nimi zajmowac, gotowac, robic zakupy
        itd, bo skoro tak dba o dobro dzieci, to niech dba do konca. Byl placz,
        zalamanie, ale chrzest zostal odwolany. No bo, czego jeszcze nie napisalem,
        tesciowa zawiadomila mnie podczas jakiejs imprezy rodzinnej, ze za tydzien czy
        dwa odbywa sie chrzest moich dzieci i zebym wpadl!!! Co za bezczelnosc!!!
        Nie wiem, co prawda, czy aby potajemnie mi dzieci nie ochrzcila, ale nie mam
        jak tego sprawdzic. W kazdym razie ta historia byla dla mnie bodzcem do
        wypisania sie z kosciola - niedlugo pozniej zlozylem akt apostazji i wystapilem
        z "czarnych szeregow". Czego i Tobie zycze.
        • facet123 Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 18.05.07, 11:25
          Fajnie to opisałeś. Dodam tylko, że autorce wątku może być nieco trudniej
          walczyć z teściami ponieważ jest kobietą. Napięcia synowa-teściowa są zawsze
          większe niż zięć-teściowa. Zresztą skoro ona mieszka z teściami, to właściwie
          sprawa jest beznadziejna. Słyszałem różne historie i nie wyobrażacie sobie jak
          teściowa (jeszcze do tego dewotka) jest w stanie zatruć życie synowej i synowi.

          Absolutnie musicie zacząć od wyprowadzenia się od nich. Jeżeli nie ma mowy o
          kredycie, to wynajmijcie coś, cokolwiek.

          Oczywiście musisz mieć w tym wsparcie męża. Jeżeli jemu nie śpieszno z
          wyprowadzką od rodziców, to obawiam się, że podjęłaś złą decyzję i pozostaje ci
          tylko rozwód.
        • varna771 Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 20.05.07, 14:11
          0golone_jajka napisał:

          > Ja mialem podobnie, choc nie musialem mieszkac z tesciami, na szczescie.
          > Niemniej moja tesciowa to typowa dewotka - 2 razy w tygodniu do kosciola i
          > tylko dlatego tak malo ze jeszcze pracuje zawodowo, ale jak tylko przejdzie
          na
          > emeryture to bedzie ganiac codziennie - jak jej tesciowa.
          > No wiec ja od samego poczatku dalem wyrazny odpor jej katolackim zapedom. O
          > slubie koscielnym w ogole nie chcialem slyszec, choc rzekomo obiecalem ze jak
          > zona bedzie chciala to sie zgodze. Nie przypominam sobie tego, ale mialem to
          > potem wypominane. Zona, niestety, dla swietego spokoju chciala pojsc mamie na
          > reke, choc do kosciola nie chadza, nie modli sie, zabobonow nie uprawia. No
          ale
          >
          > czego sie nie robi dla mamy. Tym bardziej, ze tesciowa czesto powtarzala, ze
          > modli sie za nas i martwi sie, ze sama nie bedzie zbawiona, bo corki na
          > porzadna katoliczke wychowac nie potrafila!!! W kazdym razie slubu
          koscielnego
          > nie bylo. Ale przed samym slubem cywilnym tesciowa chciala nas poblogoslawic
          i
          > poprosila bysmy klekneli, na co ja zrobilem wielkie oczy i zdecydowanie
          > odmowilem. Po jakims czasie na swiat przyszly dzieci. I tesciowa znow z
          gadka,
          > ze mialem nie sprzeciwiac sie chrztowi dzieci. Ja powiedzialem, ze jesli zona
          > by byla wierzaca i praktykujaca katoliczka, jesli by jej zalezalo to przelkne
          > sline i sie zgodze, ale nie bede w szopce bral udzialu. Tymczasem, zona do
          > kosciola chadza tylko na sluby i pogrzeby (ja czekam na koniec mszy), 10
          > przykazan nie zna, o koscielnych nie mówiac, wiec zadna z niej katoliczka.
          > Powiedzialem, ze w zwiazku z tym chrztu nie bedzie. CALA RODZINA na mnie
          > naskoczyla. To byl po prostu zmasowany atak. A jedyne uzasadnienie
          koniecznosci
          >
          > chrztu: bo tak. Zero zrozumienia. Totalne zindoktrynowanie. Kompletny brak
          > myslenia. Tesciowa posunela sie nawet do tego, ze powiedziala ze jak sie
          zgodze
          >
          > na chrzest dzieci to mi kupi najnowszego notebooka!!! Ja jej powiedzialem, ze
          > jak mi ochrzci dzieci to ona sie bedzie nimi zajmowac, gotowac, robic zakupy
          > itd, bo skoro tak dba o dobro dzieci, to niech dba do konca. Byl placz,
          > zalamanie, ale chrzest zostal odwolany. No bo, czego jeszcze nie napisalem,
          > tesciowa zawiadomila mnie podczas jakiejs imprezy rodzinnej, ze za tydzien
          czy
          > dwa odbywa sie chrzest moich dzieci i zebym wpadl!!! Co za bezczelnosc!!!
          > Nie wiem, co prawda, czy aby potajemnie mi dzieci nie ochrzcila, ale nie mam
          > jak tego sprawdzic. W kazdym razie ta historia byla dla mnie bodzcem do
          > wypisania sie z kosciola - niedlugo pozniej zlozylem akt apostazji i
          wystapilem
          >
          > z "czarnych szeregow". Czego i Tobie zycze.


          Moja koleżanka zdecydowala sie na akt apostazji,poszla do parafii w której
          zostala ochrzczona,a proboszcz powiedzial Jej,iż procedura musi sie odbyc w
          obecności dwóch świadków: rodziców lub rodziców chrzestnych, tu pojawił sie
          problem, kumpela boi sie,że mama która jest slabego zdrowia zdenerwuje się,a
          rodzice chrzestni(cała rodzina) nie muszą wiedzieć,w koncu czy ktoś wierzy czy
          nie,czy popiera instytucje kościoła lub też nie to prywatna osobista sprawa ,a
          mame chce powoli przygotować i delikatnie powiedzieć Jej. Mam pytanie : czy też
          musiałeś miec świadków składając akt apostazji??


          " Ja kurwa leje z deserów " by Johny
          • 0golone_jajka Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 20.05.07, 16:42
            O ile wiem, świadkowie NIE MUSZĄ BYĆ rodzicami czy rodzicami chrzestnymi. Mnie w ogóle o świadków nie pytano. Koleżanka może przyprowadzić 2 dowolnych świadków, albo wręcz poprosić księdza i jego kumpla by świadczyli. Niestety wielu księży robi kłopoty, bo to psuje im statystyki. Pozostaje wówczas list do Kurii, a jak nie to Urząd Ochrony Konsumenta czy Rzecznik Praw Obywatelskich... Całe szczęście, że u mnie to gładko przeszło.
    • facet123 Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 18.05.07, 11:05
      Z teściową sobie życia nie ułożysz. Musicie się wyprowadzić.
    • adam81w Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 18.05.07, 11:27
      sandro z takimi zacietrzewionymi tesciami zycia sobie chyba nie ulozysz.
      • gringo68 Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 18.05.07, 11:43
        Radzę się zastanowić nad soba i określić czy jest się osobą wierząc, a jeśli
        tak czy chczesz przynależeć do Kościoła. Jeśli tak to powinnaś chodzić
        dotrzymywać przykazań i chodzić do kościoła. Wiary nie można traktować jak
        supermarket, z którego wybiera się tylko to co lekkie, łatwe i przyjemne.

        Jeśli nie wierzysz lub wierzysz w swój własny sposób porozmawiajcie z teściami
        i przedstawcie im swoje stanowisko. Proste...
    • stary_zgred1 Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 18.05.07, 11:46
      No cóż - stare drzewa ciężko przesadzić, więc nie przypuszczam aby tesciowie
      dali się w sprawie chodzenia do kościoła lekko "urobić". Tak jak sugerowali
      poprzednicy - najlepszym rozwiązaniem byłoby uniezaleznienie się od teściów i
      ograniczenie kontaktów. Zakładam jednk że jest to dla ciebie dośc trudne do
      wykonania. Mozna iśc za przykładem Ogolonego_Jajka - i 'postawić się" tesciom -
      co w rezultacie przywiedzie do otwartej wojny. A wojna jak to wojna - wygrywa
      silniejszy.
      • jowita771 Re: "bo do Kościoła trzeba chodzić" 20.05.07, 08:58
        wiesz, ja myslę, że tu nie chodzi o przesadzanie starych drzew. niech teściowie
        sobie chodzą do kościoła, ale niech nie zmuszają innych.
        ja mam podobnie pod względem chrztu córki. moi teściowie delikatnie zagadywali,
        postawiłam się i zakończyli temat. mam jeszcze tylko na głowie ciotke i babcię
        męża, ale z nimi nie zamierzam dyskutować. z babcią nie chcę się kłócić ze
        względu na jej wiek i stan zdrowia, po prostu nie odpowiadam na pytania,
        zmieniam temat. ciotka męża to jest dopiero babsko - niedawno mąż bawił się z
        córką, a ona powiedzxiała, żeby nie podrygiwał, bo jest post. córka miała rok,
        no sttraszny grzech po prostu. powiedziałam, że dziecko jest niewierzące i mu
        wolno. żałuje, że nie powiedziałam, że większy grzech jak ktoś chla w poście,
        ciotka pije codziennie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja