Prawa przyrody

06.07.07, 02:15
"Prawdziwym początkiem jest definicja uniwersalnych praw fizyki, które
obowiązywały jednako przed WW, na etapie WW jak i obecnie. Bo jest to ta sama
fizyka." - grgkh

Jak można z tego rozumieć, przed Wielkim Wybuchem nie było nic, były tylko
uniwersalne prawa fizyki. Które z tych uniwersalnych praw fizyki, które były
przed WW, w trakcie WW i obecnie, dopuszcza np. powstanie energii z niczego?
    • grgkh Re: Prawa przyrody 06.07.07, 15:02
      Zero dyskusji z Tobą na tematy naukowe.

      Ty i tak z reguły "nie możesz pojąć o co chodzi".

      Ale jedno Ci powiem.

      Nie znasz i nie rozumiesz pojęcia NAUKA. Prawem i obowiązkiem nauki jest
      dochodzenie do prawdy. Można tą drogą kroczyć tylko wtedy, gdy człowiek jest
      gotów zakwestionować KAŻDĄ regułę, która ma status prawdy. Tak właśnie
      pozbyliśmy się dogmatów o płaskości ziemi, potem o Ziemi jako centrum
      Wszechświata, o cudownym eterze wypełniającym przestrzeń wokół nas, o ulepieniu
      z gliny Adama i o arce, a także i o tym, że przestrzeni nie można
      zniekształacać, a upływ czasu jest względny, bo mierzymy go nie jako
      bezwzględną wartość, ale w odniesieniu do pewnych (zmieniających się) wzorców.
      Zapewne nie wierzysz w płaską Ziemię, osadzoną na grzbietach słoni, które stoją
      na wielkim żółwiu, ale uważasz, że na niektóre z aksjomatów rzeczywistości nie
      da się inaczej spojrzeć, bo są to prawdy absolutne, objawione i takimi muszą
      pozostać, bo Ty tak chcesz. Otóż NIE, da się to zrobić. Trzeba chcieć, trzeba
      szukać. Inne od powszechnie akceptowanych rozwiązania są, istnieją i to wcale
      nie takie trudne do odgadnięcia. Gdyby nie ludzie, którzy - pozornie wbrew
      zdrowemu rozsądkowi - sprzeciwili się od zawsze dogmatom, nie wiedzielibyśmy
      wiele więcej od prostych dzikusów z dżungli.

      Prawa przyrody są takie jakie są. A my ich treść możemy jedynie odgadywać. Kto
      chce, niech to robi, a komu wygodniej uważać, że JUŻ WSZYSTKO WIE, niech sobie
      tak nadal uważa.
    • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 15:49
      Kociaku40 i Grgkh.
      zamiast dyskutowac skaczecie sobie do gardeł.
      Po co? mie wiem....
      Podstawą zasad dyskusji nie jest przekonanie interlokutora do swojej prawdy,
      tylko wyciągnięcie ogólnych wniosków.
      Wasze rozmowy są ciekawe do momentu gdy zaczynacie sobie wymyślać od ......
      pozdrawiam serdecznie
      • grgkh Re: Prawa przyrody 06.07.07, 15:55
        Nie ja ustanowiłem zasady, według których teraz rozmawiamy.
        • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 15:58
          zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego mój post jest przede wszystkim pod postem
          Kociaka40.
          Jednakowoż żal jest, że Wasze ineteresujące rozmowy kończą się inwektywami.
          pozdrawiam serdecznie
          • grgkh Re: Prawa przyrody 06.07.07, 16:09
            I mnie też kiedyś było żal. Teraz jest mi to obojętne.
            • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 16:14
              rozumiem Cię.
              tylko ktoryś z Was musi pierwszy wyciagnąć rękę aby pięknie się różnić!
              pozdrawiam serdecznie
              • grgkh Re: Prawa przyrody 06.07.07, 18:22
                Wyciągałem rękę i nic to nie dało. Teraz tylko ograniczam okazje do zaczepek.
                • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 18:25
                  widze, a szkoda
                • bing_bang Re: Prawa przyrody 06.07.07, 18:31
                  grgkh napisał:

                  > Wyciągałem rękę i nic to nie dało. Teraz tylko ograniczam okazje do zaczepek


                  Odpowiedz, czy nauka zna prawa fizyki,które obowiązywały przed WW i w czasie
                  WW.Ja,zarzuciłem Ci,że piszesz nieprawdę.Udowodnij,że jest inaczej.
                  Mój zarzut został sformułowany krótko,ale wystarczająco.
                  • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 18:37
                    i udowodniłeś wlasnie, że jesteś kociak40
                  • wanda43 Re: Prawa przyrody 06.07.07, 21:15
                    troll znow miesza.
                    • bing_bang Re: Prawa przyrody 06.07.07, 21:18
                      wanda43 napisała:

                      > troll znow miesza.



                      Kto jest tym trollem?
    • bing_bang Re: Prawa przyrody 06.07.07, 16:45
      Znalazł się "kryształowy" rzecznik porozumienia.Co za czasy,co za obyczaje.
      • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 16:49
        koleś? co się czepiasz Kociaka40? przeszkadza Ci On?
        nic rzeczowego nie napisałes.....
        • bing_bang Re: Prawa przyrody 06.07.07, 16:53
          Koleś, nie czepia się kociaka40,nie pamiętam abyś coś rzeczowego kiedykolwiek
          napisał,prócz tego co było najpierw "kura czy jajko?" choć i to pytanie jest
          jednoznaczne z poziomem twojego intelektu.
          Wróć do czytania "O sierotce Marysi i siedmiu krasnoludkach"
          • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 16:54
            jesli chcesz mi nawymyslac to prosze pisz maile a nie wyglupiaj sie tutaj
          • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 16:57
            tresci tamtego watku nie jestes w stanie zrozumiec w bezgranicznej pustce
            kosmosu Twego umyslu
    • bing_bang Re: Prawa przyrody 06.07.07, 17:28
      Wyjaśnił w końcu / w języku polskim / co było najpierw kura? czy jajko?
      a może kura z jajkiem.
      • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 17:32
        ja zadałem takie pytanie i czekam na odpowiedź
        pozdrawiam
    • beretelwi Re: Prawa przyrody 06.07.07, 17:48
      do kociak40
      obserwacja tego co sie dzieje na forum jest z natury tchorzostwem. Brakuje Ci
      jaj albo czasu......
      pozdrawiam
    • kociak40 Re: Prawa przyrody 06.07.07, 17:58
      "Zero dyskusji z Tobą na tematy naukowe.

      Ty i tak z reguły "nie możesz pojąć o co chodzi". - grgkh


      Więc dlatego grzecznie się pytam tylko - które z praw przyrody, które było
      według Ciebie przed WW, było w trakcie i teraz, dopuszcza i jest przyczyną
      powstania energii z niczego? Ja takiego nie znam więc chcę rozszerzyć swoją
      wiedzę. Dlaczego robisz z tego tajemnice?

      Nie chcesz dyskutować ze mną na tematy naukowe (tak piszesz) bo jak
      stwierdzasz, i tak nic nie rozumiem z Twoich wywodów. A jest tu ktoś na forum
      co to rozumie?

      Stale podkreślasz, nie wiedza rzeczywista, konkretna, tylko logika, sama logika
      się liczy. Zbyszku, sama logika to ułuda, prowadzi na manowce, powoduje mylne
      wnioski. Masz przykłady z nauki, że nieraz coś wydające się logiczne, jest
      nieprawdziwe.
      • bing_bang Re: Prawa przyrody 06.07.07, 18:01
        grgkh - nie ma racji odnośnie praw fizyki przed WW i w czasie WW,wyjaśniłem
        to w skrócie w osobnym wątku.
        • grgkh Re: Prawa przyrody 06.07.07, 20:20
          Daj link. wink

          Podałem tu, poniżej, swoją wizję. Podważ ją.
      • grgkh Teoria Wszystkiego 06.07.07, 20:18
        > Więc dlatego grzecznie się pytam tylko - które z praw przyrody, które było
        > według Ciebie przed WW, było w trakcie i teraz, dopuszcza i jest przyczyną
        > powstania energii z niczego?

        > Ja takiego nie znam więc chcę rozszerzyć swoją
        > wiedzę. Dlaczego robisz z tego tajemnice?

        To nie tajemnica. Mówiłem o tym już nie raz.

        Czy akceptujesz fakt, że fizycy, którzy opisują Wszechświat jako zbiór "strun"
        (wirtualne obiekty opisywalne podobnymi parametrami jak struny) mają rację i
        rzczywiście Wszechświat czymś takim jest? Nie materią. Nie energią. Ale
        strunami, które raz widzimy "jako materię", a drugim razem "jako energię".
        Przestrzeń jest pewnym parametrem podzbiorów strun.

        Zakładam więc, że akceptujesz taką możliwość. A więc nie ma tajemnicy i nie
        jest ta informacja moją wyłączną własnością.

        Czym jest powstanie Wszechświata?

        Utworzeniem się strun, których wcześniej nie było. Czy sam fakt ich utworzenia
        nie przeczy prawu zachowania materii i energii? Czy "tworzenie", jako proces
        ciągły lub jednorazowe "utworzenie", wszystkiego naraz, tak bardzo, ze względu
        na to prawo, różni się od siebie? Zawsze powstaje coś, czego nie było.
        Powstający Wszechświat swym powstaniem, samym aktem, przeczy zasadzie
        zachowania. Powinno niczego niebyć, bo przecież przed początkiem właśnie taki
        był stan.

        Czy to jest logiczne, czy uważasz, że za trudne, by należało się tym
        zagadnieniem zajmować, bo i tak go nie pojmiemy? Ja tak nie uważam, bo logikę
        stawiam na pierwszym planie.

        Myślmy dalej logicznie.

        Na którą wersję powstania świata się zdecydujemy? Od razu całego, czy jakoś tak
        po trochu, no nie-od-razu-wszystkiego?

        Wersja pierwsza wymaga jakiegoś "rozrusznika", czegoś, co go rozchybocze, da
        początkowy impet do zmienności, jaka jest cechą jego historii. Ponadto nie
        powinien to być jakiś pojedyńczy i mało złożony impuls, bo obserwujemy
        zadziwiającą, wręcz oszałamiającą nas róznorodność naszego otoczenia. Co
        miałoby być tym impulsem numer dwa (pierwszy to akt utworzenia)? Dlaczego dwa
        impulsy? Czy było coś, co je "synchronizowało"? Jeśli nie, to dlaczego mamy
        uważać, ze zadziałał on w "odpowiednim" momencie, a więc wtedy gdy skończyło
        się tworzenie, a nie weszło na sam akt tworzenia? Wygląda to na chaos. A więc
        synchronizacja była. Synchronizacja jest NADRZĘDNYM prawem włączającym pierwszą
        akcję, wyłączjącą ją i włączającą drugą.

        I druga wersja. Mnie się podoba, bo jest bardziej prosta, "elegancka".
        Zakładając, że powstawanie (ustaliliśmy, że mogło zachodzić nie od razu w
        całości Wszechświata), z racji zmieniajacego otoczenia strun, które już
        wcześniej powstały, wywoływało na nie wpływ. Otoczenie się zmieniało i zmieniał
        się wpływ. Początkowo był to jakiś mały impuls, o elementarnej wartości, jednak
        w miarę dochodzenia coraz to nowych, z coraz większej "odległości" (albo z
        następstwa czasowego, bo to przecież właśnie z tego wynika pewnego rodzaju
        tożsamość czasu i przestrzeni w jedność czasoprzestrzeni). Ten impuls
        początkowy, niewielki, to stan po WW, niemal jednorodność Wszechświata,
        zapisany w promieniowaniu tła. Sam akt kreacji - materii-energii i przestrzeni,
        to WW lub stan jemu bliski. A potem? Kreacja wymknęła się poza horyzont
        czasoprzestrzenny. Wewnątrz niego zapanowało niepodzielnie prawo zachowania
        materii i energii. Ale impulsy z zewnętrza, które jest związane w sposób ciągły
        z naszym otoczeniem, bez przerw, bez określonych granic, w miarę zmienności,
        którą nazywamy upływem czasu, przychodziły nakładając się na te wcześniejsze.
        To one spowodowały, jak fale w ośrodku płynnym, lokalne zaburzenia, wzmacniając
        się w jednym obszarze przestrzeni, a wygaszając w innym.

        Ta wersja nie wymaga wielu impulsów początkowych niezbędnych do powstania
        Wszechświata i wyjaśnia jego skłonność do różnicowania się. Pozwala samej
        kreacji przypisać wszystko, powstanie i przyczynę ruchu. Zamyka całość
        nieskończonej jego objętości wewnatrz nieskończonej ilości dowolnie
        konfigurowalnych rejonów, które ze swych centrów są ograniczone w dopływie
        informacji horyzontem czasoprzestrzennym.

        Jeśli tak jest, to nasze miejsce w całości Wszechświata może być niemal
        nieskończenie odległe od jego prawdziwego początku, centrum, od którego zaczęła
        się ta pierwotna kreacja. Te kilkanaście miliardów lat, to tylko historia
        NASZEGO, z nami w centrum, wyznaczonego horyzontem czasoprzestrzeni, rejonu
        absolutnej nieskończoności.

        W nasz rejon świata ta pierwotna kreacja już nie zawita. Zakończyła się tutaj
        dawno i dlatego materia i energia nie powstaje z niczego i bez śladu nie znika.

        > Nie chcesz dyskutować ze mną na tematy naukowe (tak piszesz) bo jak
        > stwierdzasz, i tak nic nie rozumiem z Twoich wywodów. A jest tu ktoś na forum
        > co to rozumie?

        OK. Jeszcze raz robię wyjątek. Może to dobrze, bo za każdym razem opisuję to
        nieco inaczej. Może tym razem będzie jaśniej.

        > Stale podkreślasz, nie wiedza rzeczywista, konkretna, tylko logika,
        > sama logika się liczy.

        Nie sugeruj, że odrzucam wiedzę konkretną. Jest przeciwnie. Ale chcę ją
        porządkować posługując się logiką. zadaję sobie elementarne pytania i ŻĄDAM od
        siebie na nie odpowiedzi. Odpowiedź MUSI istnieć. I MUSI być logiczna. Logika
        stoi ponad wszystkim.

        > Zbyszku, sama logika to ułuda, prowadzi na manowce, powoduje mylne
        > wnioski. Masz przykłady z nauki, że nieraz coś wydające się logiczne, jest
        > nieprawdziwe.

        Nauka w swych poszukiwaniach musi się błąkać, także i po manowcach. Musi, bo na
        początku nie wiemy. Najpierw teza, potem sprawdzenie czy jest prawdziwa. A bez
        logiki na tych manowcach zostalibyśmy na zawsze. Bez pytań także.
        • kociak40 Re: Teoria Wszystkiego 06.07.07, 23:13
          Bardzo podoba mi się Twój post i odpowiem na niego po pewnym zastanowieniu,
          gdyż wydaje mi się, że trochę zaczynam Ciebie rozumieć, w tym znaczeniu, że
          Twoje przemyslenia są bardziej ogólne. Jutro odpiszę Ci.

          Obecnie mam do Ciebie pytanie, jako do chemika, bo nie mam tego z kim
          skonsultować, więc korzystam niejako z okazji.
          Mam przed sobą "Tele świat" nr 27 (tygodnik ilustrowany z programami
          telewizyjnymi) gdzie na stronie 97 jest ciekawy artykuł pod tytułem - "Organizm
          w równowadze". Dotyczy on zachowania równowagi kwasowo-zasadowej w organiźmie.
          Jest dla mnie dlatego ciekawy, gdyż podaje, że jednym z powodów kamicy nerkowej
          jest zbyt duże zakwaszenie organizmu. Ja od bardzo wielu lat mam tą
          dolegliwość, stale te kamienie nerkowe się tworzą u mnie. Jest porada w tym
          artykule, że należy w jadłospisie uwzględniać potrawy o odczynie kwaśnym pH (0-
          6), pH 7 - odczyn obojętny (czysta woda) i zasadowe pH (8-14).
          Po lewej stronie są wymienione potrawy, ktore pomagają podnieść kwasowość
          organizmu, po lewej - zasadowość. W potrawach, które podnoszą zasadowość (czyli
          mają odczyn zasadowy) jest wymieniony ocet. Nie pisze jaki, jest tylko "ocet".
          Rozumiem, że taki do zastosowań gospodarczych jaki kupuje się w sklepie
          spozywczym. Zawsze myślałem, że ocet to kwas octowy, który ma silny odczyn
          kwaśny (jako kwas). Tu jest wymieniony w potrawach o odczynie zasadowym.
          Czy jest to pomyłka w tekscie, czy ja zle rozumowałem? Dużo używam octu do
          róznych sałatek i miałem przekonanie, że jest szkodliwy na nerki, z artykułu
          wynika, że przeciwnie, ma odczyn zasadowy i pomaga w kamicy nerkowej.
          Jak to jest z tym "octem"?
          • grgkh Ocet 07.07.07, 01:27
            A propos octu. Nie chce mi się pisać czegoś swojego. Zacząłem, ale musiałem brnąć w zbyt dużą litanię pojęć, które musiałbym definiować, a potem znó przytaczać definicje do występujących w tych definicjach nowych pojęć technicznych... itd.

            A więc tylko w skrócie i tylko o tym, co mi się wydaje nieprawdą.

            > Dotyczy on zachowania równowagi kwasowo-zasadowej w organiźmie.

            Wydaje mi się, że organizmy żywe potrafią samodzielnie, w dość dużych granicach stężeń omijać zakwaszanie lub alkalizowanie. W samym żołądku, w zależności od tego czy jest to przed, czy po jedzeniu odczyn pH jest albo mocno kwaśny albo zasadowy. Gdyby tak nie było, to jedzenie kwaśnych jabłek zakwaszałoby nas ze szczętem, a przecież niczym tego kwasu nie musimy neutralizować. A więc równowagę kwasowo-zasadową zdrowy organizm reguluje sobie sam. A chory? Czy i jak można tym sterować od zewnątrz? Jeśli to upośledzenie jest "poważne", to sprawa jest też bardzo trudna. Ale to już najlepiej będą wiedzieli medycy, może gastrolodzy, a nie (być może przypadkowy) amator, autor jakiejś popularnej publikacji.

            > podaje, że jednym z powodów kamicy nerkowej
            > jest zbyt duże zakwaszenie organizmu.

            No, to jednak muszę coś o kwasach...

            Kwasy w środowisku rozpuszczalnika (polarnego) rozpadają się na jony. O ich kwasowości decyduje stopień dysocjacji przekłądający się liczbowo na stężenie jonów wodorowych (ujemny logarytm z tej wartości to własnie pH). Słaby kwas - mała dysocjacja i mało kationów H+ (a właściwie H3O+, bo kation H+ nie występuje osobno lecz jako połączony z cząsteczką wody). Te kationy mogą pochodzić z różnych kwasów. Także z kwasu solnego, którego jest bardzo dużo w żołądku. A w żołądku pH zmienia się w bardzo dużej rozpiętości, od kwasowego do zasadowego, a zależy to od fazy trawienia - przed lub po jedzeniu. Tak że opisana przez Ciebie rola kwasu octowego wydaje mi się niejasna.

            Przypominam sobie, że ważniejsze w przypadku kamicy nerkowej jest nie to, że zakwaszenie zdarza się lecz że powoduje je określony związek chemiczny. Kamienie powstają za przyczyną tworzenia się złogów nierozpuszczalnych (tak się mówi czasem, ale są to bardzo słabo rozpuszczalne) w środowisku wodnym soli. Sól powstaje z kwasu, a dokładniej z reszty kwasowej, która pozostaje jako anion (jon ujemny) po odszczepieniu kationu wodorowego H+. Takie aniony łączą się z kationami (jonami dodatnimi) niektórych metali - często np. wapnia.

            Kwasu szczawiowego (szczaw, szpinak, rabarbar) należy więc unikać, żeby nie prowokować sytuacji, w której organizm w nieprawidłowy sposób gospodarujący szczawianami i nie umiejący ich stopniowo wydalać, odkładał je w ziarnach, albo i kamieniach. Ale jaka mogłaby być w tym rola kwasu octowego, to nie potrafię sobie wyobrazić.

            > należy w jadłospisie uwzględniać potrawy o odczynie kwaśnym pH (0-6),
            > pH 7 - odczyn obojętny (czysta woda) i zasadowe pH (8-14).

            Nie radziłbym nikomu, najgorszemu wrogowi, spożywać niczego o odczynie bliskim "0" lub "14", gdyż kontakt delikatnej błony śluzowej przełyku z żrącym kwasem lub ługiem skończyłby się poważnym poparzeniem, a potem zejściem śmiertelnym w strasznych męczarniach.

            > W potrawach, które podnoszą zasadowość (czyli
            > mają odczyn zasadowy) jest wymieniony ocet.

            To oczywisty błąd.

            > Zawsze myślałem, że ocet to kwas octowy, który ma silny odczyn
            > kwaśny (jako kwas).

            Kwas octowy, jak praktycznie wszystkie kwasy organiczne jest słabym kwasem (słaby, to nie w 100% zdysocjowany, czyli nie wszystkie jego cząsteczki ulegają rozpadowi na jony).

            > Tu jest wymieniony w potrawach o odczynie zasadowym.
            > Czy jest to pomyłka w tekscie, czy ja zle rozumowałem?

            Tak. To błąd. Podejrzana jest też cała reszta treści tego tekstu.

            > Dużo używam octu do
            > róznych sałatek i miałem przekonanie, że jest szkodliwy na nerki, z artykułu
            > wynika, że przeciwnie, ma odczyn zasadowy i pomaga w kamicy nerkowej.
            > Jak to jest z tym "octem"?

            Ocet szkodzi żołądkom, które mają skłonności do choroby wrzodowej, ale jak jest z kamicą (też są jej różne odmiany) to niech Ci powie Twój lekarz.
            • kociak40 Re: Ocet 07.07.07, 16:52
              Wielkie dzięki za taki trud, tu nic dodać, nic ująć, "widać" chemika.
              Ja z chemii pamietam już niewiele, nie miałem jej w uzyciu zawodowym, kiedyś
              umiałem ten zakres jaki był w liceum i jeden semestr na PW, trochę "osłupiałem"
              czytając, że ocet ma odczyn zasadowy. Podany przeze mnie zakres pH jest
              zakresem całkowitym skali, potrawy zaczynają się od pH 4 do pH 10.
              Lekarzy się już pytałem i to wielorotnie, nawet profesorów (w klinice
              urologicznej leżałem z 15 razy), nie wiedzą jakie są tego przyczyny.
              Sam sobie tak kojarzę, że jak mieszkałem przez 26 lat w takiej starej kamienicy
              gdzie wodę czerpano ze studni, woda była bardzo twarda, mydło się nie pieniło,
              trudno było coś w niej wyprać, żadnych kamieni nerkowych nie miałem.
              Genetycznie też nie występowały one u moich przodków, tak ze strony ojca jak i
              matki. Wszystko zaczęło się jak przeprowadziłem się na bloki, gdzie woda jest
              tz. miejska z Wisły (dość miekka) i już po roku jej używania zaczął sie problem.
              Mój brat i siostra, też mieli kamicę nerkową jak zamieszkali w blokach.
              Nie wiem czy twardość wody lub jej miękkość ma jakieś znaczenie.
              Obecnie do picia używam wodę butelkowaną, a do herbaty i potraw gotowanych
              oligoceńską (przed blokiem mam ujęcie takiej wody).
        • kociak40 Re: Teoria Wszystkiego 10.07.07, 03:01
          Przeczytałem jeszcze raz, to co napisałeś o swojej teorii, zobowiązałem się
          odpowiedzieć na nią i to robię. Ogólnie nawet podoba mi się, trudno cokolwiek
          zrozumieć. Ja jednak wolę inną, taką jaką przedstawiają w programie Discovery
          Science. Mówią o niej naukowcy, nawet ten słynny fizyk co siedzi w tym fotelu
          inwalidzkiem. Ich teoria bardziej mi się podoba. Wszystko pochodzi od
          nieskończenie gorącego punktu. Buuuuuuch, Wielki Wybuch. To jest to. Skąd taki
          wybuch? Co jest jego przyczyną? Przedstawiają takie porównanie powstawania
          pęcherzyków pary we wrzątku. Mamy nieskończenie coś gorącego i powstają sobie
          te Wrzechświaty, tak jak pęcherzyki pary we wrzątku, ktorych nie było.
          Bardzo "zgrabne" i bardziej zrozumiałe. Z czego powstają? Tu przedstawiany jest
          cylinder i laseczka magika. Z tego cylindra powstają sobie te pęcherzyki.
          Ty twierdzisz (tak zrozumiałem), że z informacji, ktora też musiała z czegoś
          powstać. I tak bez końca. Lepszy jest ten cylinder, przynajmniej skraca to "bez
          końca", bo i tak tego się nigdy nie dowiemy.
          Natomiast zaciekawiło mnie Twoje stałe twierdzenie - logika. Jak to rozumiesz?
          Dam przykład abyś lepiej zrozumiał o co mi chodzi. Taki jaki nasuwa mi się
          teraz pisząc ten tekst. Mijały czasy, pojawiali się wielcy mysliciele, nie
          można zaprzeczyć w ich posiadaną logikę, jakąś się posługiwali. Np. Tales,
          Archimedes itd. Wszyscy oni i także inni, na "wyczucie", na logikę,
          przyjmowali, że ciała cięzsze szybciej spadają od lżejszych (używam tu określeń
          poźniejszych, bo nie wiem jakie terminy były za ich czasów). Było to tak
          oczywiste i logiczne, że nikt tego nie kwestionował ale też nikt nie sprawdził.
          Galileusz chcąc ując to w formę matematyczną zaczał robić próby z
          tym "spadaniem". Podobno z wierzchołka pochyłej wieży w Pizie (świetnie się do
          tego nadawała) puszczał on jednocześnie ciała o róznych cięzarach i zauważył ze
          zdumieniem, że jeśli wyeliminować opór powietrza (i siłę wyporu dla lżejszych
          od powietrza), to czas spadania jest jednakowy. Nie znał jeszcze prawa
          powszechnego ciążenia, bo Newton urodził się dopiero po jego śmierci, wiec
          tylko ujął to w twierdzenie, tak jest, dośc dziwne ale prawdziwe. Newton
          powtórnie zrobił takie doświadczenia ale, że miał wieksze możliwości (moze nie
          chciało mu się jechać do tej wiezy) przeprowadził to w zamkniętej szklanej
          rurze, z ktorej wypompował powietrze. Galileusz musiał dla róznych ciał
          (drewno, glina, stal, ołów itd.) robić kule aby uzyskać jednakową objętośc dla
          jak największego wyeliminowania oporów powietrza, Newton mogł robic to dla
          dowolnych kształtów, bo powietrza pozbył się w rurze. Mógł teraz ując to we
          wzory matematyczne, bo był autorem prawa ciązenia. Stwierdził, że ruch
          spadających ciał jest ruchem jednostajnie przyspieszonym i wystarczy we wzorze
          V=at za a podstawić przyspieszenie ziemskie i mamy to co trzeba V=gt.
          Jeśli popatrzysz na wzór siły cięzkosci Q=mg, to dalej on trochę myli ludzi,
          którzy w fizyke się nie zagłebiają. Jesli w tym wzorze m będzie większe to i
          siła działająca na ciało jest większa. Zadałem Ci pytanie o ciężar jaki
          będziesz miał jak np. wypadniesz z samolotu? I tu własnie trzeba wiedzieć, że
          cięzar ciała materialnego - to siła równa wypadkowej siły ciążenia działającej
          na ciało oraz pozornej wynikającej z ruchu układu odniesienia.
          Q=mg gdzie np. g=/g1-a/, g jest wypadkowym przyspieszeniem wynikającym z
          wektora odejmowania przyspieszenia grawitacyjnego g1 i przyspieszenia ukladu
          odniesienia a. Jak wypadniesz z samolotu a=g1 i Twój ciężar związany z ukladem
          w ktorym spadasz jest równy zero. Zostawmy to, moje pytanie jest co do tej
          logiki. Czy Archimedes nie myslał logicznie bo nie doprowadziło to go do tego
          prawdziwego wniosku? Kto i co ocenia logikę? Zapewne Archimedes też mówił o
          sobie - myslę logicznie, a przyjmował i wierzył w nieprawdziwe przypuszczenie.
          • grgkh Re: Teoria Wszystkiego 10.07.07, 14:23
            kociak40 napisał:

            > Przeczytałem jeszcze raz, to co napisałeś o swojej teorii, zobowiązałem się
            > odpowiedzieć na nią i to robię. Ogólnie nawet podoba mi się, trudno cokolwiek
            > zrozumieć. Ja jednak wolę inną, taką jaką przedstawiają w programie Discovery
            > Science. Mówią o niej naukowcy, nawet ten słynny fizyk co siedzi w tym fotelu
            > inwalidzkiem. Ich teoria bardziej mi się podoba. Wszystko pochodzi od
            > nieskończenie gorącego punktu. Buuuuuuch, Wielki Wybuch. To jest to.

            Przeczytaj Jak_bije_puls_Wszechświata. To kolejna przymiarka do opisu czegoś, co było wcześniej, ale wciąż ucieka ona od odpowiedzi na pytanie: co było na samym początku.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja