kociak40
07.07.07, 17:56
Każdy ma takie uczucia, pojawiają się i meczą czlowieka. Mnie w takich
sytuacjach bardzo pomaga religia, może nie tyle sama, co raczej cierpienia
osób duchownych. Są one dla mnie przykładem, że kazdy mój smutek i stres,
jest bez porównania mały ze stresem sług bozych, że nich trzeba brać przykład
znoszenia cierpliwie tych niepowodzeń losu, okazać ich chart ducha.
Zdałem sobie sprawę w pełni z tego w sobotę. Pojechałem samochodem do pewnej
hurtowni (po sprawdzeniu telefonicznym, że czynna), ktora mieści się na takim
trochę odludziu. Zaparkowałem, wszystko dobrze, nabyłem artykuły biurowe,
wsiadam do samochodu, przekręcam kluczyk i słyszę tylko taki cichy jęk, jakby
pies zdechł. Wiem, to zdechł akumulator, staruszek, już dawno spodziewałem
się jego "zgonu" ale żeby własnie teraz i to w takim miejscu?. Nie ma
autobusów, niczym odjechać, gdzie teraz kupic nowy? Zdenerwowało mnie to
strasznie, co robić? Pracownik tej hurtowni poinformował mnie, że 3 kilometry
dalej jest inna, tam mogą być akumulatory, że może mnie podwieźć, bo jedzie w
tamtym kierunku. Pojechałem, kupiłem, był tylko jeden rodzaj "Topla Energy"
made in Slovenija, jakieś wapniowe (oznaczenie Ca/Ca). Ciezki cholernie,
dobrze, że ma rączkę. Dzwigam go, te 3 km, to z "hakiem", pot oczy mi zalewa,
cały w nerwach. Nagle pomyslałem sobie o tych biednych Betankach, co mają być
wygnane z siedziby. Bardzo podobne do historycznego już wygnania, bardzo
dramatycznego, które one znają i bardzo muszą to przeżywać. Tam też zjawił
sie przedstawiciel władzy z "mieczem ognistym" i precz wypędził tych
pierwszych rodziców. Chyba to był archanioł Gabriel, pewności nie mam, w
końcu co za róznica jak się nazywał, liczy się działanie. Tu też pojawi się
przedstawiciel władzy, i to nie jeden, i wygonią te biedne kobiety, które
nawet znaku zycia nie dają. Tylko ten jeden dymek z komina świadczy, że są.
Wygonią precz i za co? To dopiero zmartwienie, nawet nie ma porównania do
tego dzwigania akumulatora. A ten biedny przeor klasztoru Jasnogórskiego? Ten
co ma te policzki twarzy szersze niż kaptur. On cały czas martwi się, że
głodne dzieci w Afryce umierają. Nie może zasnąć bez relanium z tej zgryzoty.
(tu doradziłby mu nitazepam, w szpitalu na spanie dają, działa). A wieczne
zmartwienie prałata Jankowskiego? Mogę sobie to dobrze wyobrazić. Siedzi
zapewne w tym fotelu z czarnego dębu, łzy mu po policzkach płyną, bo polskie
dzieci umierają na białaczke, pieniędzy brak na leki. A prymas Glemb? Cały w
nerwach i to bez przerwy, czas leci, on coraz starszy, a budowa światyni
Opaczności stoi. Pielęgniarki dzwonią tym bilonem w butelkach, robią hałas,
zamiast dać go na tą światynie, zeby wiatr na budowie nie hulał. One
przynajmiej mogą mieć nadzieję w modlitwie, że Bóg im wynagrodzi, Glemb
takiej nadziei nie ma, Bóg na światynie nie da. To dopiero zmartwienie.
Przełozyłem akumulator do drugiej ręki, troche jakby lżejszy, jednak celu
jeszcze nie widać, okazuje się, że to dużo więcej niż 3 km. Tak się już
niecierpliwię, a co te biedne dusze czyścowe mają powiedzieć, jak całe we
łzach muszą czekać i to nie wiadomo ile, na te msze gregoriańskie po 1200 zł
(cena sprzed 3 lat), które na chwilę ulgę przynoszą. To ja ma się martwić, że
jeszcze trzeba nieść 2 km, a jak się to ma do gigantycznego cierpienia
naszego ukochanego JPII, który w końcu dołączył do tej trójki czekającej na
czwartego, w samej paszczy Lucyfera. Teraz licytuje 4 bez atu i zawsze jest
bez jednej, i to z rekontrą. Znam to gigantyczne cierpienie, bo w pokera z
karetą asów przgrałem. Drugi raz tego bym nie przeżył, mogę nie grać, on
musi. I tak porównując cierpienia i stres jakoś szybko znalazłem się przy
samochodzi i muszę przyznać, że obecnie mam inne podejscie do niepowodzeń.
Religia bardzo pomaga, zwłaszcza kapłani.