kociak40
28.10.07, 00:01
Byłem dzisiaj z żoną w ogromnym domu handlowym Tesco. Żona robiła
zakupy żywnościowe, które są poza moją wytrzymałością psychiczną.
Np. jak jest 100 szt opakowań boczku, to zona musi wszystkie
obejrzeć i tak ze wszystkim. Ona już wie, że moja odporność
psychiczna do tego typu zakupów jest zbyt niska i od razu po wejści
kazała mi się oddalic do stoisk, które mnie interesują. Z kolei ona
nie rozumie jak mogę przez godzinę stac przed scianą z telewizorami
LCD i plazmowymi. Chodze sobie własnie przed taką scianą z
telewizorami i nagle podchodzi do mnie pani z ubsługi, w takim jakby
mundurze. "Może mogłabym panu w czymś pomóc?!"
"proszę pani, o ile potrzebowałbym jakiejś pomocy, to wyłącznie
finansowej, ma pani coś "na oku", może pani pomóc?" Jeszcze nie
skończyłem, a z jej ust wyrwał sie spontaniczny okrzyk - "ja też!!!!"
Był tak głosny, że wyrażał tysiące takich pragnień, jak nie więcej.
"O! to mamy wspólny problem pomocy, może razem go rozwiążemy!" O
dziwo, pani była chętna do tego. Zrobiłem jej krótki wykład, że taki
problem radykalnie rozwiązuje, chora, stara i bogata teściowa lub
ksiądz proboszcz w rodzinie. Będzie o tym pamiętać.