0golone_jajka
06.11.07, 08:11
serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64807,4641452.html
Od dwóch dni w kościelnej zakrystii w Leśnej obok kadzidła i szaf z ubraniami liturgicznymi wisi defibrylator - urządzenie przywracające normalną pracę serca.
- W czasie nabożeństw zdarzają się zasłabnięcia. Czasami bywa to omdlenie, czasami zawał. Od momentu, gdy jestem w tej parafii, w kościele zmarły już cztery osoby. Karetka pogotowia do odległej wioski jedzie o wiele dłużej, niż do wezwania w mieście. Chcę zrobić wszystko, aby przynajmniej próbować ratować ludzi w takich sytuacjach - tłumaczy ks. Sadkiewicz.
Hmm, gdyby zamknął kościół, to by chyba bardziej się przyczynił do tego by ci ludzie żyli. Widać jego kazania są śmiertelnie nudne

)