"Państwo w pozycji strusia"

31.12.07, 11:35
Mirosław Czech spłodził artykuł pod takim właśnie tytułem. Trochę cytatów:
"Problem w tym, że władze państwowe robią wszystko, by uniknąć zajęcia
jakiegokolwiek stanowiska w kwestiach spornych z Episkopatem. Rządzący chcą
mieć spokój, nawet za cenę dalszych ustępstw"
"Musimy rozwiązać problemy proste, jak choćby miejsce religii w procesie
oceniania uczniów. I kwestie zasadnicze, jak problem ingerencji medycznej w
sposób narodzin człowieka"
"W tej fundamentalnej debacie opinia publiczna nie może liczyć na partię
rządzącą. Dla społeczeństwa abdykacja władzy ze swoich powinności to zła
wiadomość. Naprzeciw rosnącego w siłę Episkopatu nie ma komu stanąć ..."
"Jeszcze nie jest za późno. Rządzący mają czas, by się ocknąć i podjąć trud
rozwiązywania realnych problemów. Byleby przestali chować głowę w piasek ..."

Zawsze było dla mnie jasne, że w spawach Państwo-kościół, PO różni się od PIS
tylko stosunkiem do imperium rydzyka. Za godny pochwały uważam apel Czecha o
ocknięcie, aczkolwiek jestem pewny, że nie odniesie on żadnego skutku.
Przecież PO to partia złożona z dobrych, wiernych katolików. Nawet ich lider
zdążył się nawrócić przed wyborami prezydenckimi.
Jednak żenuje mnie coś innego.
Mirosław Czech jest sprawdzonym i wiernym poddanym kościoła. To jego partia
(UW, UD) wprowadziła do szkół religię i podpisała wiernopoddańczy konkordat.
On i jego towarzysze dawali klerowi wszystkie przywileje, jakich sobie
zażyczył. W artykule nazywa to "kompromisem w sprawie obecności kościoła w
życiu publicznym".
Panie Czech. Nazywaj Pan sobie kompromisem co się Panu podoba. Ja jednak
nazywam to bezwstydnym i bezrozumnym dawaniem dupy.
Pełna wersja