grgkh
31.03.08, 16:38
Haiti - wyznawcy Voodoo
"Co roku w wielkanocny weekend setki wyznawców Voodoo pielgrzymują do maleńkiej miejscowości Souvenance na Haiti, aby tam oddać cześć duchom (loa). Podczas uroczystości wierni składają ofiary ze zwierząt, śpiewają i tańczą przy hipnotyzujących rytmach bębnów, a wielu z nich wpada w religijny trans.
Voodoo powstało na Haiti gdy niewolnikom przybyłym z zachodniej Afryki próbowano narzucić katolicyzm w wyniku czego połączyli oni swoje rdzenne wierzenia z elementami nowej religii. Obecnie na Haiti, Voodoo jest jedną z trzech oficjalnych religii, obok katolicyzmu i protestantyzmu."
Biczowanie_i_ukrzyżowanie_na_Filipinach
"W Wielki Piątek w miejscowości San Pedro Cutud na Filipinach odbyło się misterium upamiętniające mękę Chrystusa. 20 osób biczowało się i uderzało bambusowymi kijami. Potem uczestnicy misterium poddali się ukrzyżowaniu. Wśród nich byli nastolatkowie i kobieta. Ta tradycja nie jest pochwalana przez Kościół katolicki."
-=-=-=-
Ludziom TEGO potrzeba. Czego?
Czujemy się częścią - rodziny, swojego środowiska, Wszechświata. Utożsamiamy się ze strukturą i szukamy w niej swojego miejsca - rządzimy i chcemy by nami ktoś kierował. Czujemy rytm - muzykę, powtarzalność obrzędów ze śpiewami, recytacją modlitw, mantrę, litanię, różaniec. Rytm narodzin i śmierci.
Co takiego daje nam religia, czego nie możemy mieć bez niej? Co jest normalne dla ludzkiego zachowania, a co już wynaturzeniem?
Przynależność daje poczucie potęgi i władzy. Dobrze, gdy łączy, źle, gdy dzieli i gdy jest źródłem agresji. Czy agresja wobec swojego ciała nie jest ujściem agresji zinstytucjonalizowanej, wynikającej z oddania siebie grupie i zatracenia się w tej grupie? Czyż nie stajemy się wtedy fizycznym orężem idei, dla której jako jednostki nie stanowimy już żadnej wartości?