Patrząc na Ratzingera...

22.04.08, 01:30
Gdy tak wznosi i opuszcza ręce, potem znów wznosi i znowu opuszcza, a biała jak śnieg szata i szerokie rękawy aniołowi wydają się go upodobniać, wydaje się, jakby był nieziemską jakąś istotą. Dopiero z bliska widać jego prawdziwe podobieństwo do oddanej Ciemnej Strony Mocy postaci ze Star Wars.

Sporo było ostatnio Ratzingera w TV. Nasze media stojące po stronie deklaracji Bóg=dobro=Kościół=papież, zmanipulowane ułudą tego dobra w ludzkiej postaci, nie pamiętały, co ten człowiek ma w swoim CV. A przecież coś ma. Pojechał do kraju, w którym katolicyzm, za sprawą duchownych tej religii, stanął na granicy ludzkiej, dziecięcej krzywdy i poza granicą praw cywilnych, które my wszyscy, ludzie będący bliźnimi swymi ustanowiliśmy jako obowiązujące. Nie były one respektowane przez to dobro najwyższe, reprezentowane przez organizację namiestnika Boga na ziemi. Po tym jak chronił osobiście zbrodniarzy, miał czelność wygłaszać gładkie słówka, o swojej bezpośredniej winie nic nie wspominając.

U nas nie było o tym nic niemal. Autocenzura zamknęła niemal wszystkim dziennikarzom gęby na kłódkę. Ale tam, na miejscu byli tacy, którzy o tym pamiętali. Kogo kryje Watykan
    • rafal.28 Re: Patrząc na Ratzingera... 22.04.08, 07:52
      Zbyszku rece precz od jeziora Gopło!!!!!!!!!!!!!
Pełna wersja