kociak40
11.11.08, 18:22
Po co "łamać sobie głowę" jakąś fizyką, czarnymi dziurami,
względnością czasu i podobnymi "mądrościami", które dla religii są
nieprzydatne. Kto chce to niech sobie wierzy w Boga, kto chce to nie
wierzy, to prywatna sprawa każdego z nas.
Mnie osobiście bardzo podoba się postawa profesora Religi (ten
kardichirurg), który publicznie w TV stwierdził, że jest niewierzący
ale "coś" musi być, bo wszystko to istnieje i nie można tego naukowo
wyjaśnić. Nie martwi się więc o nic, nie potrzebuje
żadnych "dowodów", nie wierzy i już. Jak inni to "coś" uważają za
Boga, to niech sobie wierzą i z tym trzeba się pogodzić.
Wierzy ten co chce wierzyć, a nie wierzy ten co chce nie wierzyć i
po co te niekończące się spory, nikt nikogo nie przekona w żadną
stronę.
Porównałbym to do muzyki poważnej (nie znoszę jej), jedni ją lubią i
mogą słuchać bez końca, drudzy radio gaszą jak ją słyszą. Czy jest
powód, żeby dzieliła ludzi? Jak ktoś mieszka w bloku, gdzie za
scianą z każdej strony są amatorzy takiej muzyki, to albo pogodzić
się z tym i kupić sobie stopery do uszu lub zmienić miejsce
zamieszkania. Ja mieszkam obok kościoła i stale muszę słuchać
wygrywanych melodii kościelnych przez dzwony, denerwowało mnie to
kiedyś, obecnie już przyzwyczaiłem się i nie przeszkadzają. Jak są
chętni do mszy w kościele, to ksiądz musi dzwonić, jakby ich nie
było, to by nie dzwonił.
Proponuję raczej dyskusję o korzyściach jakie widzą niewierzący w
ateizmie i korzyściach jakie widzą wierzący w wierze, ale w formie,
że każda strona jest sobie równa i trzeba dane przekonanie równo
szanować. Jest to trudne ale może mozliwe?