grgkh
02.02.09, 13:00
Od nudnej, ponurej, pozbawionej nie dającej się wypatrzeć nadziei - dla niektórych ludzi często - rzeczywistości uciekamy w świat iluzji. Ale czy to rozwiązuje problemy?
Bajka o idealnym księdzu
Cytat
Przystojny, mądry i wykształcony, ale bez problemu łapiący kontakt z każdym, wysportowany, absolutnie nie przywiązujący wagi do własnych spraw materialnych i w dodatku pobożny, ale nie przesadnie.
(...)
Czy w tej sytuacji rację ma Karolina Korwin-Piotrowska, twierdząc, że Episkopat Polski powinien sponsorować "Ojca Mateusza", bo pokazuje ucieleśnienie ideału księdza, jakiego każdy katolik chciałby mieć w parafii? Czy nowy serial poprawi wizerunek polskiego duchownego, a w konsekwencji również Kościoła katolickiego w naszej ojczyźnie? Na to pytanie można odpowiedzieć pytaniem: A czy również bijący rekordy popularności serial "Na dobre i na złe" poprawił wizerunek służby zdrowia w Polsce?
(...)
Dlaczego Polacy (w ogromnej większości katolicy mniej lub bardziej praktykujący) od razu pokochali księdza z bajki? Pewnie z tych przyczyn, o których mówi prof. Godzic. Bo kiedy polscy katolicy idą do swojej parafii, na ogół nie spotykają księży przystojnych jak Artur Żmijewski. Ich proboszcz nie jeździ rowerem, tylko samochodem, który niejednokrotnie zasługuje na miano "wypasionej fury". Nie pałęta się po okolicy, wypatrując, komu by tu pomóc (nawet wbrew jego woli), tylko zamyka się niczym w twierdzy na plebanii, a przyłapany po Mszy, niecierpliwie wskazuje na tabliczkę z godzinami urzędowania kancelarii parafialnej. No i wciąż stawia jakieś żądania, poczynając od kartki ze spowiedzi, aż po zapłatę za miejsce na cmentarzu. Nie wspominając już, że co chwila moralizuje i uważa, że najlepiej wie, co myśli Pan Bóg, także w kwestiach wspierania konkretnych partii politycznych. A już z pewnością nie będzie ryzykował narażenia się biskupowi (który w "Ojcu Mateuszu" też radykalnie odstaje od tego wizerunku członka polskiego episkopatu, jaki na co dzień serwują nam media).
Ale i tak jestem w stanie bardziej akceptować takie, pozytywnie zakłamujące rzeczywistość baśnie, niż inne, straszne, w których ludzi odrzucających tę religię - lub wszystkie naraz (ateistów) - przedstawia się jako potwory. Jeśli czuję, że fałsz służyć ma manipulującemu wpływowi na kogoś, a ja to widzę, czuję, to odchodzę na bok ignorując temat i ewentualnie ostrzegając innych, może mniej spostrzegawczych, że taka groźba istnieje.
Myślę, że ludzie nie są tacy głupi. Na przykładzie księdza Mateusza widzą "jaki powinien być ich kapłan", a trzeźwiącą ich prawdę mają na codzień tuż obok. "Star Wars" cieszyło się też ogromną popularnością, ale mało kto pod wpływem tej epopei skłonny był oddać część zawartości swojego portfela na badania kosmiczne (kongres USA i budżet NASA). Tacy jesteśmy. Ale raczej dobrzy niż źli. I chcielibyśmy, żeby świat wokół nas też był lepszy. Może dlatego tak lubimy pozytywne bajki.