Gość: abcdefg
IP: 62.233.167.*
26.09.09, 05:43
Witam,
Dwa tygodnie temu wróciłem z Tunezji, byłem dokładnie w Port el Kantaoui (obok
Sousse). 14 dni w kraju gdzie ponoć mieszkańcy są bardzo sympatyczni a słońce
świeci prawie cały czas.
Niestety piękne foldery i zdjęcia nie oddaje tego co kryje się na miejscu.
Zacznijmy od tego, że jest kraj w którym panuje bród, smród, sodoma i gomora.
Restauracje, fastfoody po godzinie 20 wylewają pomyje przed sklep w związku z
czym zwiedzanie miasta przypomina slalom. Jest to i tak nic w porównaniu do
miejscowych naciągaczy i oszustów. Tam nie da się przejść w ciągu dnia
spokojnie przez ulicę ponieważ zostaniesz zaczepiony przez 3 taksówkarzy
którzy chcą ci wcisnąć swoje usługi. Nie pomaga machanie ręką, zwykłe "no,
thanks". W ekstremalnych przypadkach potrafią zatrzymać auto w taki sposób aby
uniemożliwić przejście przez ulicę. Załóżmy jednak, że Ci się udało. Chcesz
przejść dalej np. na plażę. Tutaj zaczyna się prawdziwa bitwa sprzedawców
chińskiej podróby, importerów pękniętego garnka, "autoryzowanych" sklepów
Armaniego, sraczkogennych restauracji i wciskaczy katamaranów. Jeśli się
zatrzymasz - po tobie. Zaraz wychodzi 10 karakanów z kalkulatorami
wyciągającymi ręce po pieniądze, jeśli zrezygnujesz zostaniesz wyzwany od
bandytów marnujących ich czas lub biedaków których na to nie stać "you don`t
buy `cause it is too much expensive for you". Tunezyjczycy to nie tylko banda
naciągaczy na podróbki i szmirę. To również oszuści. W port el kantaoui
znajduje się wesołe miasteczko. Mimo, iż warunki pogodowe nie pozwalały na
uruchomienie oferowanych niesamowitych atrakcji (deszcz) sprzedali bilety. W
momencie chęci skorzystania z usługi odmówili. Przy próbie odzyskania
pieniędzy odmówili. Po wezwaniu policji pierwsze co zrobili podali sobie ręce.
Wiadomo już było czym to się skończy