Gość: Pola
IP: *.icpnet.pl
29.11.09, 21:34
Będąc w Tunezji wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę do Tunisu z biurem
Sun&Fun, 19.09.2009. Z Sousse wyjechaliśmy małym retro busikiem o marce bliżej
nieokreślonej:)Naszym kierowcą był młody Tunezyjczyk, słabo mówiący po
angielsku. Po drodze wsiadł na stacji benzynowej nasz przewodnik (bardzo miły
pan). Przez całą drogę kierowca umilał nam czas świetną muzyką:):)Julio
Iglesiasa. Niestety miał tylko jedną płytkę:)Młody kierowca swoim retro autem
wyprzedzał prawie wszystkie pojazdy na autostradzie.W Tunisie zastała nas
deszczowa pogoda. Zwiedziliśmy Kartaginę, Sidi Bousaid, Muzeum Bardo(polecamy)
i centrum Tunisu oraz mediną. Wracając nasz przewodnik wysiadł już w Tunisie,
wcześniej zaproponował abyśmy się złozyli na napiwek dla kierowcy. Wjechaliśmy
na autostradę, kierowca zdawał się chcieć pobić swój rekord prędkości na
trasie Tunis - Sousse. Ponieważ bylismy zmęczeni cześć osób drzemała,
nieświadoma dalszego rozwoju wypadków.
Ponownie zaczęliśmy wyprzedzac wszystkie pojazdy na autostradzie, silnik
ryczał na pełnych obrotach a my dziwnie zaczęlismy podskakiwać, nasz bus wpadł
w silne turbulencje.Nawet muzyka była już niesłyszalna, przez hałas w gnającym
busie jak samolot na pasie startowym.
W pewnym momencie, pasażerowie w tylnej częsci busika usłyszeli głośne
walnięcie dochodzące z tyłu busa. Oczywiście kierowca zachował spokój, jak
gdyby nigdy nic. Następne uderzenia były słyszalne dla wszystkich pasażerów.
Rozejrzelismy się wokół i zobaczylismy strach w oczach współtowarzyszy
wycieczki. W pewnej chwili, przy kolejnym huku jeden z pasażerów oglądając się
za tylnią szybę spostrzegł ze gubimy jakieś części podwozia:(Wzburzony
krzyknął do kierowcy po angielsku, ze cos jest nie tak z busem.Kierowca ze
spokojem, jakby to było normalne odrzekł, że wie i uspakajał nas
bezskutecznie.Po nakazach z naszej strony zatrzymał wóz, wysiadł i obejrzał
tylnie koło.Wrócił do auta, nakazał aby wszyscy przesiedli się na prawą stron
busa i ruszył dalej.Nikt już nie drzemał:)Strach w nas narastał z każdym
kolejnym kilometrem.Podejrzewalimśy brak jednego z podwójnych tylnich kół.
Kierowca na szczęście zwolnił. Cali dotarlismy do hotelu.
Tej wycieczki nigdy nie zapomnimy:)Dała nam ona zdecydowanie więcej wrażeń niż
jazda na wilbłądach:)