miwido
18.07.11, 22:45
Witam!
Parę dni temu wróciłam z tego hotelu. W skrócie wypunktuję niektóre rzeczy:
1. Transfer - z lotniska w Enfidha trwa ok 1,5 h lub 3 ha (jeżeli wysadzacie lub zabieracie po drodze turystów z innych hoteli). Trochę daleko, ale w zamian ląduje się na najnowocześniejszym lotnisku w Afryce, co daje poczucie bezpieczeństwa, a dla takich panikar jak ja jest to bezcenne :-).
2. Miejscowość - oprócz hotelu nic tam nie ma.
3. Baseny - czyściutkie, płytkie dla maluszków, głębokie dla "staruszków", świetne w wystarczającej ilości.
4. Aqua park - dodatkowo płatny (5 dinarów za os./dzień) można wychodzić na posiłki i do baru bez obaw, że trzeba zapłacić ponownie. Warto!
5. Plaża - fantastyczna, piasek jak nad Bałtykiem tyle, że bez petów i baaardzo gorący, woda w morzu cieplutka i czysta. Płycizna ok. 60m w głąb morza - dla dzieciaków rewelacja.
6. Jedzenie - to pięta achillesowa tego hotelu. Mięsa nie zaznasz (w kuwetkach z napisem mięsko leżą tylko jakieś tłuste ścinki z kośćmi - niezjadliwe), zupy masakra, makarony, ryże, sosy i zmielone warzywa w ogromnej ilości, ale jakoś brak chętnych. Jest stoisko z jedzeniem dla dzieci, ale odniosłam wrażenie, że ktoś zapomniał zdjąć kartkę z tym napisem, bo był tam tylko makaron, ryż i dwa bezmięsne sosy. Przy plaży i przy basenie serwowano coś na kształt pizzy (jak ktoś wystał swoje) - zjadliwe. Rybką się strułam (i kilka innych osób) więc nie polecam. Za to ciasta i lody (gałkowe) rekompensują wszystko - do tej pory nie mogę zrozumieć jak w takim upale można przyrządzić takie słodkie pyszności. Reasumując: najeść się nie można, napchać słodyczami owszem, dla dzieci z jedzeniem jest problem i jeszcze jedno: Kochani Panowie! nie chodźcie za swoimi żonami z fochem, że JA nie mam co zjeść, bo one i tak nieźle się muszą nagłowić, żeby nakarmić dzieciaki - Panowie trochę klasy :-)
7. Pokoje - absolutnie nie dawać w paszporty żadnej kasy. Daliśmy (ni tylko my) a i tak zakwaterowali nas gdzie chcieli. Na początku dostaliśmy bungalow na końcu końca hotelu. Daleko jak diabli, z widokiem na mur, ciemny, zawilgocony z 1 kanałem TV, komarami, mrówkami i karaluchami. Po całym dniu walki, z nieodzowną pomocą rezydentki Oasis (tej czarnej, ruda miała to gdzieś) dostaliśmy pokój w budynku głównym, przy basenach i restauracji. Pokój dwupoziomowy ze sprawnym telewizorem, dużą łazienką i trochę cienką klimą (ale zimno to ja mam w Polsce więc luzik) i humor na resztę urlopu już był.
Jeśli chodzi o sejf: mieliśmy baterię z Polski (taką dużą prostokątną) ale za cholerę nie chciał działać. Zgodnie z wytycznymi z recepcji udaliśmy się do banku, gdzie za 11 dinarów dostaliśmy taką samą baterię i szyfr do sejfu, który był numerem pokoju, wprowadzanym przy pierwszym użyciu przed naszym kodem. Także bateria z Polski jest dobra, tylko pamiętajcie o numerze pokoju i kodzie i będzie działać :-)
Podsumowując: było fajnie (mimo tego zgrzytu z pokojem na początku). Hotel jest duży, animatorzy świetni, jest co robić. Alkohole ok - takie same jak w Egipcie.
Jeżeli macie jakieś pytania chetnie odpowiem (o ile bedę znała odpowiedź).
Pzdr