Gość: Ania & Marek
IP: *.chello.pl
30.06.07, 01:28
Jest to w zasadzie ostrzeżenie dla chcących wykupić wycieczkę do tego
„hotelu”, ponieważ wyjeżdżającym już niewiele można pomóc.
Ten tekst jest opisem faktów, bez emocji i prywatnych odczuć, które dla
każdego mogą być inne. Tak więc po kolei :
1. Hotel.
Cztery gwiazdki to chyba dostał daaaaawno temu i jakaś powołana w tym celu
komisja zapomina to co jakiś czas sprawdzać. Mocno naciągane TRZY (bungalowy
chyba dwie, ale wiemy to tylko z opowieści, nie byliśmy wewnątrz). Szkoda
tylko, że Scanholiday tego nie sprawdza, albo udaje aby móc wyłudzić więcej
pieniędzy za wycieczkę.
2.Położenie.
To jeden z dwóch plusów tego hotelu. Blisko do morza, z dala od miasta i to tyle.
3.Przyjazd i organizacja.
Po przyjeździe spędziliśmy co najmniej godzinę w recepcji, aby dostać pokój z
powodu niekompetencji obsługi, która nie panowała nad sytuacją. Z położenia
pokoju, który dostaliśmy (w budynku głównym), byliśmy zadowoleni. Stało się
tak dlatego, że dwa razy płaciliśmy za niego (raz w Polsce Scan’owi za widok
na morze, drugi raz „w łapę” panu z recepcji za budynek główny). Chciałbym tu
jednak dodać, że panu w recepcji opłacało się zapłacić za budynek główny,
natomiast zapłacenie prawie 400zł za widok na morze Scan’owi to największa
PORAŻKA !!! Morze było widoczne jako malutkie fragmenciki gdzieś w oddali,
przysłonięte bungalowami i palmami. Na dole postu zdjęcie „widoku na morze” ;)
Przez dwa dni po przyjeździe nie mogliśmy zrobić nic co wiązało się z
finansami, ponieważ kantor hotelowy nie miał waluty w godzinach urzędowania.
Radzili, aby przejść się do sąsiedniego hotelu !!
Sejf hotelowy w recepcji o wymiarach pozwalających zmieścić jedynie dokumenty
i pieniądze, więc przez dwa tygodnie byliśmy przywiązani np. do kamery i
aparatu nawet na posiłkach (słyszeliśmy wcześniej o zdarzających się tam
kradzieżach, więc baliśmy się zaryzykować zostawienie w pokoju).
4.Klub Fan Scan czyli hotel dla rodzin z dziećmi :)
Nie ma podjazdów dla wózków przy żadnych schodach, winda psująca się kilka
razy dziennie. W ofercie All Inclusive jedyne napoje dla dzieci to woda, cola,
fanta, sprite. Wszystkie soki płatne!!!
Drugim i ostatnim plusem hotelu są animacje dla dzieci w Klubie Słonika Scanbo.
Bardzo sympatyczne animatorki (serdecznie pozdrawiamy Kamilę i Martynę).
Dzieci po prostu lgną do nich i nie chcą wracać z zajęć.
Tu rada dla Scanholiday’a: trzymajcie się tych Pań rękami i nogami a najlepiej
potrójcie im pensję i dodajcie premię, bo bez nich ten hotel to totalna klapa!!!!
Robiły co mogły mimo fatalnych warunków w jakich musiały zajmować się naszymi
dziećmi. W namiocie gdzie prowadzone są zajęcia, temperatura sięgała 50 stopni
(brak klimatyzacji), a o wodę dla dzieci Panie musiały się dopraszać. Nie
zawsze to skutkowało, więc prosiły rodziców o zaopatrzenie dzieci w picie na
zajęcia.
5.Pokój
Ręczniki, które zabierano rano na wymianę, oddawano po południu (często ok.
godz. 17-18), czyli prawie cały dzień nie było się czym wytrzeć. Jeśli chodzi
o papier toaletowy, to byli bardzo oszczędni :) . Wymieniali po jednej rolce i
to jak się skończyła poprzednia, skutkiem czego musieliśmy nieraz
(przypominam, że w czterogwiazdkowym hotelu) zwijać papier z toalety ogólnej w
recepcji, ponieważ nie mieliśmy go w pokoju przez cały dzień. Sprzątanie
polegało chyba tylko na wymianie pościeli, ponieważ ten sam brud na podłodze
obserwowaliśmy przez dwa tygodnie. Jedna mała kosteczka mydła na dwa tygodnie
na 4 osoby (nie dano nam drugiej do końca pobytu, mimo że przez tydzień leżała
resztka na umywalce). Panie sprzątające mimo płaconych codziennie napiwków
lubiły używać naszych kosmetyków, ukraść jakiś drobiazg typu papierosy czy
spinka do włosów.
Zdarzały się też poważniejsze kradzieże. Podczas naszego pobytu w ciągu
jednego dnia zostało okradzionych 8 pokoi, zginęły pieniądze, telefony a nawet
ciuchy i buty.
6.Basen
Ilość leżaków zaspokajała potrzeby mniej więcej połowy gości hotelowych.
Trzeba było więc wstać ok. 7 rano, żeby taki leżaczek sobie zarezerwować
prywatnym ręcznikiem. Woda nie wymieniana przez co najmniej dwa tygodnie (bo
tyle byliśmy) przy kilkuset kąpiących się dziennie, jedynie codziennie
dosypywano do niej chloru. Plaża nad morzem prawie pusta, ponieważ przebywając
na niej nie można było się na niej napić nawet wody. Jedyny bar tam położony w
formule All Inclusive był płatny o czym Scan zapomniał wspomnieć w swojej
ofercie. W barze przy basenie non stop kolejka po napoje.
7.All Inclusive
Z ludźmi, których poznaliśmy w Ruspinie nazwaliśmy go „All Inclusive ale…”.
Napoje oferowane w ofercie to woda, cola, fanta, sprite (o których już
pisaliśmy). A dla dorosłych cienkie piwko oraz bukha i cetratine, lokalna
wódka i likier, które nie nadawały się do picia. Podawane były ciepłe (nie
licząc piwa) w plastikowych kubkach, które po wypiciu były myte lub nie i
używane wielokrotnie. Z ilością naczyń hotel nie mógł sobie poradzić przez
całe dwa tygodnie naszego pobytu, przez co jak tylko wypiło się ostatni łyk,
kelner z przed nosa zabierał szklankę. Aby natomiast coś zamówić trzeba było
poczekać dobre pół godziny. Obsługa udawała, że nas nie widzi. Wieczorami czas
oczekiwania na zamówienie wydłużał się znacznie, jakby chcieli ograniczyć nam
ilości wypijanych napojów. Nie wspomnę już o tym, że nie można było zamówić
większej ilości, ponieważ byliśmy ograniczani do zamówienia na raz jednej
szklanki (kubka) na osobę.
8. Restauracja i wyżywienie.
Jedyne co dało się zjeść na śniadanie to omlet (olbrzymia kolejka
oczekujących), oraz płatki z mlekiem dla dzieci. Reszta to nieidentyfikowalne
papki w różnych kolorach. Stale brak talerzy, sztućców i kubków. Obsługa nie
wyrabiała się ze sprzątaniem stolików. Reasumując, idziesz na śniadanie,
czekasz 15min na przygotowanie stolika, 20min w kolejce po omlet a następnie
20min w kolejce po kubek do herbaty. Dopiero po tym czasie możesz spokojnie
(!) usiąść i zjeść swój zimny już omlet. Na obiady staraliśmy się nie chodzić
do restauracji tylko jeść w barze przy basenie. Godziny 12-14 to szczyt upału,
średnio przyjemnie więc kiedy podczas obiadu w restauracji bez klimatyzacji
pot leje się po plecach a z czoła kapie do talerza. Do tego w menu znowu
jakieś papki i kawałki twardego mięsa. Mniejszym złem było zjedzenie obiadu
przy basenie. Mniejszy upał choć zestaw dań przez całe dwa tygodnie ograniczał
się do ryżu, makaronu ze śladową ilością sosu, pizzy, która składała się
głównie z ciasta oraz shawarmy, której wystarczało dla pierwszych 10 osób,
przez co mniej cierpliwi jedli ją prawie na surowo aby ich nikt nie ubiegł. Na
kolację prawie to samo co na obiad tylko mniejszy upał. Jeśli chodzi o napoje
do posiłków to kelner podchodził do stolika pod koniec jedzenia, więc napoje
przynosił już po posiłku. W ramach „atrakcji” dwa razy w ciągu pobytu można
zjeść kolację w restauracji raz włoskiej, raz tunezyjskiej. Brzmi dumnie, lecz
jak się okazuje nie są to inne lokale tylko wydzielona część „stołówki”. Na
początek wybraliśmy tunezyjską. Czas oczekiwania na danie główne to 2 godziny
w międzyczasie podają przystawki z restauracji głównej. Kelnerzy nieudolni, bo
ci ze stołówki. Mylą zamówienia, rozlewają, nakładają rękami !!!! Z włoskiej
baliśmy się skorzystać aby nie zmarnować kolejnego wieczoru.
To chyba wszystkie nasze obserwacje a przynajmniej większość. Chętnie
odpowiemy na ewentualne pytania.
Na koniec chcieliśmy podziękować i pozdrowić naszą ekipę z Ruspiny czyli
Agnieszkę i Jacka, Monikę i Pawła, Asię, Daniela i Iwonę a także Martynę i
Kamilę z którymi stworzyliśmy nasze „własne wczasy” i byliśmy ponad tym
wszystkim co wyżej opisane. Tylko dzięki nim i z nimi mimo wszystko było
fajnie :).
A to nasz widok na morze : <a href="img524.