Dodaj do ulubionych

Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet).

IP: *.chello.pl 29.08.08, 20:15
Choć już koniec sezonu za pasem, jeśli jeszcze komuś przydadzą się
informacje, to pytajcie a chętnie odpowiem.
Obserwuj wątek
        • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 31.08.08, 00:15
          Pokoje i jedzenie właśnie opisałem obok, ale naprawdę to są
          nieistotne szczegóły przy dużych, czystych basenach, plaży bodaj
          najładniejszej i najczystszej w całym Hammamecie i mnóstwie
          rozrywek, z których b. wiele jest bezpłatnych na czele z animacjami
          dla dzieci i dorosłych trwającymi od rana do późnej nocy. Że nie
          wspomnę o wycieczkach i fajnych zakupach, tylko trzeba się ostro
          targować :-).
          Co do sklepów, to jest kilka w pobliżu jak i w samym hotelu, ale
          drogie (zwłaszcza te ostatnie). Normalniejsze ceny są w starym
          Hammamecie i w Yasmine - do obu miejsc dojedziesz taksówką spod
          hotelu za 4 dinary (a nie 5, jak tu obok ktoś podaje - tzn. jak
          chcesz, to za 5 też mogą zawieźć hehe). W każdej z tych miejscowości
          istnieje zarówno targowisko w medinie jak i zwykłe sklepy
          ze "stałymi cenami", które nie zawsze są wywieszone, bywają
          elastyczne i nie dla każdego takie same (w Yasmine przy głównej alei
          w pobliżu "Cartaghelandu" i mediny, a w starym - w "centrum
          handlowym", czyli takim pasażyku z butikami vis a vis mediny), gdzie
          można kupić nie tylko pamiątki, ale również odzież, obuwie, wyroby
          skórzane i kosmetyczne oraz różne inne gadżety. Moim zdaniem
          najfajniej się kupuje w medinie starego Hammametu, bo wybór jest
          największy a wytrwałe targowanie pozwala uzyskać cenę niższą niż w
          sklepach. Sprzedawcy zagadują po polsku, niemal siłą wciągają do
          swoich sklepików i niewiele pomaga tłumaczenie, że chcesz tylko
          zwiedzić zabytki (jest tam stary meczet i forteca), bo jeszcze przed
          wejściem do mediny spotkasz faceta, który rzekomo pracuje w Twoim
          hotelu i zaczyna cię bez pytania "oprowadzać" po tym labiryncie, co
          kończy się wizytą w jego sklepie. Radzę taką gadkę od razu uciąć
          krótkim "no family shop!" - wtedy się odczepi i można oglądać towary
          wszędzie i bez żadnych zobowiązań.
          W jednym i drugim jest też supermarket: w Yasmine koło portu i
          lodowiska "Blue Ice", a w starym - przy wejściu do
          wspomnianego "centrum handlowego", z cenami podobnymi jak w Polsce,
          ale zapewne w dzielnicach nieturystycznych jest taniej.
          Walutę wymienia się w hotelu przy recepcji tylko w określonych
          godzinach otwarcia kantora, które są wywieszone, jak również tabela
          kursów kupna i sprzedaży, ale nie licz na kwitek, bo a to się
          drukarka popsuła a to papier się skończył ... Kurs oficjalnie niby
          jest jeden w całej Tunezji ale wstąpiłem do pierwszego z brzegu
          kantora w Hammamecie i tam był nieco gorszy niż w hotelu.
          Byłem z biurem Sun&Fun, do którego nie mam większych zastrzeżeń,
          poza tym, że ich przedstawicielka na lotnisku w Polsce była
          nierozpoznawalna (bo jeszcze nie dorobili się wywieszek ani
          emblematów) a rezydentka Ewa była wybiórczo zasadnicza tzn. jej
          wierność zasadom polegała głównie na nieudzielaniu zniżek na
          wycieczki dzieciom, które właśnie skończyły 12 lat, a już nie na
          dopilnowaniu właściwego zakwaterowania, o czym już pisałem obok.
      • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 30.08.08, 20:14
        Przede wszystkim nie mogę się powstrzymać od uwagi, że Twoje
        pierwsze pytania dotyczą rzeczy wg mnie najmniej istotnych – żeby
        wygodnie pomieszkać, poleżeć i dobrze pojeść, można się wybrać
        znacznie bliżej i taniej. Moim zdaniem w Tunezji szkoda na to czasu
        i atłasu. Ale oczywiście nie zaszkodzi wcześniej wiedzieć co na ten
        temat, więc z przyjemnością relacjonuję:

        1. Zakwaterowanie:
        Część mieszkalna hotelu jest dość rozległa i składa się z
        jednopiętrowych budynków i parterowych bungalowów, co powoduje
        znaczne różnice w odległości od basenu plaży i estrady: jedni mają
        do basenu dosłownie kilka metrów, inni nawet ponad 100. Ci pierwsi
        mają b. fajnie, o ile nie lubią chodzić spać z kurami, bo tam trwa
        show i zabawa niemal do północy. (My mieszkaliśmy stos. daleko, za
        to dość blisko bramy, kortu, strzelnicy i mini-golfa.) Różnice są
        też podobno w wielkości, strukturze i standardzie pomieszczeń: w
        bungalowach są apartamenty dwupokojowe z niby-kuchnią, ale podobno
        obskurne, o czym wiem tylko z internetu, ponieważ nie zwiedzałem
        innych pokoi poza własnym, który mieścił się na piętrze a też był
        obskurny, więc trochę żałowałem, że nie mam bungalowu, bo
        przynajmniej mielibyśmy 2 pokoje zamiast jednego.
        Było dość ciasno, bo prawie całą sypialnię zajmowały 4 łóżka (duże i
        wygodne, ale słyszałem, jak ktoś inny awanturował się o łóżko
        piętrowe bez zabezpieczeń przed spadnięciem), poza tym kilka starych
        i siermiężnych podstawowych mebli: szafa, stół, stolik i ze 2 szafki
        nocne. Brak telefonu, telewizora, lodówki (można chyba wynająć za
        dopłatą, tylko po co?)
        Fajny balkon z 4 fotelikami ogrodowymi i stolikiem, z możliwością
        rozwieszenia sznura do bielizny.
        Osobno łazienka i ubikacja (ta ostatnia o pow. max 1 m2). W łazience
        umywalka i duża wanna z ceratowa kotarą, oberwanym uchwytem od
        prysznica i niezbyt drożnym odpływem. Za to gdzieś spod wanny często
        wyciekała woda na podłogę, w której nie było widać żadnego dla niej
        ujścia. Wypisz wymaluj: Dom Turysty PTTK lat 80-tych. Ciśnienie i
        temperatura wody – zmienne.
        Klima udawała, że działa: nastawiona na 5 stopni „chłodziła” do ok.
        30.
        Oświetlenie porządne tylko w przedpokoju, łazience i kiblu – w
        sypialni dwie słabe, nisko usytuowane lampy ścienne, tak, że czytać
        się raczej nie dało po zmroku. Przy drzwiach był jeszcze jeden
        pstryczek, który nie działał – zapewne od światła na balkonie.
        Gniazdka pasujące do polskich wtyczek.
        Żadnych problemów z insektami: sporadycznie spotkało się
        pojedynczego żuka, pajączka czy komara, raz widziano jednego
        karalucha w okolicy stołówki. Na naszym balkonie zamieszkiwała w
        dziurze w ścianie jakaś skrzydlata mrówa o gabarytach szerszenia,
        ale nie wchodziliśmy sobie w drogę. Mam jednak wrażenie, ze owady
        ujawniały się w momentach ochłodzenia, więc możliwe, że we wrześniu
        będzie ich więcej.
        Sprzątano zasadniczo codziennie i po kolei, więc np. nasz pokój na
        końcu korytarza był sprzątany dopiero ok. 16:00. Dostaliśmy
        wywieszkę na drzwi z napisem „proszę posprzątać” na jednej stronie
        i „proszę nie przeszkadzać” na drugiej. Niemniej gdy się wywiesiło
        tę drugą, sprzątaczka i tak wchodziła. W takich wypadkach
        wystarczyło poprosić, żeby nie sprzątała albo przyszła później, z
        tym, że raczej na migi, bo nawet po francusku słabo rozumiała.
        Ręczniki codziennie zabierała i przynosiła „świeże” tj. przede
        wszystkim suche (w jaki sposób je „odświeżali” – lepiej nie
        wnikać). Zostawialiśmy 1-2 dinary w te dni, kiedy chcieliśmy
        sprzątania, ale w pozostałe i tak sprzątała jeśli nas nie zastała w
        pokoju. Sprzątają dość porządnie, choć wybiórczo (lustra nie tknęła
        chyba przez cały turnus), co jakiś czas zmieniają pościel, układają
        z ubrań „motylki”, czasem posypią kwieciem.
        Czy dawać w łapę na lepszy pokój? Nie mam doświadczenia, bo choć
        liczyłem się z taką opcją, w końcu sam nie dałem z następujących
        powodów:
        1) Nie wiedziałem jaki mam wybór: pokój większy czy lepiej
        położony mógł być brzydszy lub gorzej wyposażony (vide bungalowy) i
        nie było okazji zasięgnąć informacji na ten temat w chwili przybycia.
        2) Nie wiadomo było komu dać, bo na recepcji wrzało jak w ulu,
        przy zakwaterowaniu kilku różnych pracowników wykonywało różne
        czynności.
        3) W ciemno włożyłem w paszport 10 €, ale paszportów w ogóle
        nie brali.
        4) Wkrótce okazało się, że samo otrzymanie pokoju jest sukcesem
        i wyróżnieniem, bo dla naszej grupy zabrakło pokoi i część
        powędrowała do innych hoteli bądź koczowała u znajomych daremnie
        próbując skontaktować się z rezydentką biura „Sun&Fun”, która tego
        dnia profilaktycznie nie odbierała telefonu i zjawiła się dopiero
        następnego. Tak, że cieszyłem się jak opętany, że w ogóle mam pokój,
        ponieważ byłem chyba ostatnim z naszej grupy, który dostał klucz.
        5) Później zapewne miałem okazję zmienić pokój albo zażądać
        naprawy wspomnianych usterek, ale zwyczajnie to olaliśmy, bo pokój
        służył nam wyłącznie nocą do spania i naprawdę szkoda było czasu i
        energii na zawracanie głowy sobie i innym takimi drobnostkami.
        Reasumując: jeśli koniecznie chcesz dać coś na wejściu, to włóż to w
        voucher z kartą meldunkową (wypełnianą zaraz po przybyciu), warto
        jednak zastanowić się czy nie lepiej się wstrzymać i najpierw
        obejrzeć otrzymany na początku pokój, a nawet spróbować w nim
        pomieszkać i później na spokojnie zdecydować czy zgłaszać jakieś ew.
        usterki (bezpłatnie, co najwyżej dać mały napiwek temu, kto
        naprawi), o ile będą ewidentne i istotne dla Ciebie, bądź w dogodnej
        chwili wywiedzieć się czy są albo kiedy będą jakieś lepsze pokoje (i
        jakie) do ew. zamiany (tu już raczej trzeba coś dać od dychy w
        górę). W każdym przypadku zalecam dyplomację, tj. uśmiech i spokój,
        nie histeryzować i awanturować się na wejściu. Przydaje się
        znajomość języków – recepcja mówi po francusku i angielsku.

        2. Wyżywienie:
        Muszę stwierdzić, że wszystko co tu dotychczas na ten temat
        napisano, zarówno pozytywnego jak negatywnego, to prawda. Wszystko
        zależy od:
        - indywidualnego gustu: nikt nie powinien chodzić tam głodny, bo
        jedzenie jest praktycznie w nieograniczonych ilościach i b.
        urozmaicone (brak żółtego sera i chyba jakiejkolwiek wieprzowiny,
        miejscową wędlinę polecam jedynie jako poczęstunek dla miejscowych
        kotków, poza tym w zasadzie wszystko jest), ale w końcu może komuś
        nie smakować albo się znudzić;
        - nastawienia: ktoś tu już dobrze radził, że najlepiej się wyluzować
        i wszelkie niespodzianki traktować z humorem jak lokalny folklor a
        nie jako złośliwość personelu. Mającym obsesję na punkcie czystości
        naczyń i sztućców radzę najlepiej w ogóle omijać Tunezję, bo tam
        panuje swoiste poczucie higieny, ale warto pamiętać, że jednak jakoś
        z tym żyją;
        - przywiązywanej do tego wagi. Poza stołówką i pokojem czeka tyle
        atrakcji, że ledwo starcza dwóch tygodni pobytu, by z nich
        wszystkich skorzystać, więc czy warto się skupiać na jedzeniu?
        My mieliśmy opcję All inclusive i skierowano nas do restauracji na
        górze. Jak było w tej na dole oraz w opcji H/B – nie mam wiedzy.
        Śniadanie było od 6:30 do 10:00, obiad 12:30-14:00, kolacja 19:00-
        21:00.
        Jeśli chodzi o organizację posiłków, to panuje samoobsługa, ale
        również taki obyczaj, że na początku wypada poprosić kierownika sali
        o przydzielenie stolika wraz z kelnerem, który się będzie
        nami „opiekował” i... oczekiwał gratyfikacji - sądzę, że minimum to
        1 dinar dziennie od stolika, choć taki Niemiec pewnie daje więcej, a
        kelner też może „starać się o podwyżkę” coraz bardziej nadskakując,
        wymyślając specjalne dekoracje stołu, przynosząc frykasy niedostępne
        dla ogółu itd., i można prowadzić z nim taką grę w zwiększanie
        napiwku w zależności od tego co wymyśli, jeśli oczywiście kogoś na
        to stać. Żeby gości zachęcić do tak
        • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 30.08.08, 22:44
          c.d. poprzedniego postu: Żeby gości zachęcić do takiego systemu,
          kelnerzy nakrywają do stołu dopiero gdy się o to poprosi, względnie
          w rezerwacji dla konkretnego klienta. Tak, że siadając gdzie
          popadnie zazwyczaj albo nie ma się sztućców i szklanek, albo prędzej
          czy później zostanie się wyproszonym od stolika przygotowanego na
          kogoś innego. Tym, którzy żywcem nie mają na napiwki, doradzam
          lawirować siadając za każdym razem w innym rewirze i co posiłek
          prosić o nakrycie innego kelnera (wtedy znacznie łatwiej wykręcić
          się od napiwku niż przy „własnym”, stałym kelnerze), albo dyskretnie
          zabierać sztućce i szklanki z innych stolików. Ale za dinara
          dziennie opłaca się pozbyć niepotrzebnego stresu i kombinowania.
          Przekąski między posiłkami, podawano w restauracji na dole (wstęp
          tylko w ubraniu), rano jeśli nawet były, to my nie korzystaliśmy, bo
          zaraz przecież był obiad, na podwieczorek od 15:30 dawali lody,
          ciasto, kawę i słynnego naleśnika, po którego się stało ok. godziny
          w kolejce (jak ktoś w życiu nie jadł naleśnika z dżemem, to polecam
          spróbować, względnie po powrocie odwiedzić bar mleczny), natomiast
          żadnej pizzy, „spaghetti bolognaise” itp. bzdur powtarzanych w
          ofertach wszystkich biur podróży nie uświadczyliśmy.
          Bar „All inclusive” jest jeden dla dorosłych czynny do ok. 24:00 i
          osobny dla dzieci, czynny do ok. 22:00. Kolejki bywają długie, ale
          szybko się posuwają – najwyżej kilka minut stania. Obsługę cechuje
          pośpiech, co jest zaletą, ale przez to nie zawsze reagują na
          indywidualne życzenia i leją to co mają pod ręką. Oczywiście
          miłośnicy drinków mogą napiwkami zwiększyć wrażliwość barmanów, ale
          uwaga: jest ich ze czterech! Nam nie zależało na ich specjalnych
          względach, więc nie dawaliśmy, niemniej niektórzy na pewno dają, bo
          w związku z tym np. Niemcy czasem tworzyli z drugiej strony „kolejkę
          dla uprzywilejowanych” – wtedy ja też stawałem w tej ich krótszej
          kolejce.
          Napiwki zalecam dawać boyowi sprzątaczkom i kelnerom, animatorów (b.
          ofiarnych) można wspomóc kupując od nich płytę lub koszulkę (ja
          zamówiłem płytkę z przebojami tunezyjskimi, które tam ciągle
          puszczali za 15 TND - niezbyt tanio, ale traktowałem to w
          kategoriach wdzięczności za ich starania).
          Oprócz tego na wycieczkach fakultatywnych daje się napiwki kierowcom
          i nie tylko.

          Radzę zabrać z domu:
          - ręczniki plażowe, bo hotelowych nie wolno wynosić, zresztą
          sprzątaczki lubią je zabierać z rana i przynosić dopiero pod wieczór
          w liczbie i rozmiarach nie zawsze odpowiadających wymaganym
          (oczywiście można to korygować, ale wpierw trzeba się z nią dogadać);
          - zapas mydła na cały pobyt, bo pewnie będziesz miała okazję poznać
          najmniejsze mydełko na świecie (My pierwszego dnia dostaliśmy na 4
          osoby 2 takie mydełka, używaliśmy ich tylko do mycia rąk i skończyły
          się po paru dniach, po kolejnych kilku dniach daremnego oczekiwania
          na nowe, dopiero napisany po francusku odpowiedni list do
          sprzątaczki poskutkował ... otrzymaniem jeszcze JEDNEGO takiego
          mydełka;
          - sznur w raz z kompletem „żabek” do suszenia strojów kąpielowych,
          ręczników itp.;
          - materace dmuchane – zamiast bić się o bezpłatne leżaki przy
          basenie lub płacić za nie na plaży (w Polsce kosztują od 4 zł a w
          Hammamet widziałem po 8 dinarów);
          - walizki z zamkiem szyfrowym, żeby zaoszczędzić na sejfie (2 dinary
          dziennie), od którego kluczyk można przecież zgubić a to podobno
          duży problem;
          - walutę a najlepiej dolary, w tym przynajmniej jeden banknot
          jednodolarowy dla boya hotelowego, który nas zaprowadzi do pokoju
          pierwszego dnia, gdy nie będziemy mieć jeszcze dinarów (uprzedzam,
          że takie banknoty raczej nie występują w polskich kantorach)
          - Laremid na problemy żołądkowe;
          - ew. przełączkę do cieńszych gniazdek – na wszelki wypadek (w
          hotelu powinno być spoko, ale może na jakiejś wycieczce być
          potrzebna)
          - ew. repelent na komary – j.w.

          p.s. Jeszcze o pokojach: Mój syn wyczaił, że dodatkowy wyłącznik
          przy drzwiach był od światła w korytarzu, a na balkonie też podobno
          była lampa, której ja nie zauważyłem, co jest dowodem na to, że
          większośc czasu spędzałem poza pokojem.

          To na razie tyle. Jeśli sobie jeszcze coś przypomnę to dopiszę, a
          jeśli masz Ty lub ktoś inny jeszcze jakieś pytania, to śmiało!
    • Gość: winiolka Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 30.08.08, 09:34
      Własnie wróciłam z Boustena :-)
      Pobyt zaliczam do bardzo udanych!!!!!
      Jeden minus to to że początek wycieczki spędziliśmy 12 godzin na
      lotnisku z powodu oczekiwania na samolot.
      co do samego hotelu:
      1) na początku przydzielono nam pokój w którym smierdziało wilgocią
      i zbutwielizną, ale wystarczyło dac panu , który nosił walizki zeby
      dostać lepszy( my załatwialiśmy z Abdulem )daliśmy 10 dolarów.
      2)hotel oddaloy jest od lotniska ok 1,5 godziny jazdy
      3)położony jest blisko plazy i to jest duży plus
      4) masa ludzi w 80% Polacy, na stołówce tłok ale idzie to sprawnie,
      czsami tylko widac pobrudzony obrus, ale szybko to zmieniają(tz.
      odwracają na drugą stronę:-)
      5) animacje wieczorne i te w ciągu dnia rewelacja!!!!!!
      6) jedzenie: sniadania monotonne ale to jak w większoći hoteli:
      jajka, mortadela,ser kozi, sałatki i rogaliki+ dżemy+ gagietka, zupa
      mleczna dla dzieci na obiad dużo mięsa, warzyw, ziemniaki, makarony
      itp. kolacja podobnie.
      7) przy opcji all inclusiv napoje bez ograniczeń, woda wydawana w
      1,5 litrowych butelkach bez ograniczeń
      8) hotel czysty, na miejscu sklep z pamiątkami ale słabo
      zaopatrzony+ sklep z art. spozywczymii jubiler.
      9)baseny rewelacja , czysta woda, leżaki warto zaklepać rano bo nie
      jest ich za dużo, ale wiem że jak za wczesnie połozy sie na nich
      ręcznik to potrafią zdjąć
      10)na prawo od hotelu można pojechać taksówką do mediny w Hammamecie
      my płaciliśmy 4 dinary, fajnie polecam
      11) na lewo Hammamet Jasmin ekskluzywna dzielnica dojazd za 5
      dinarów, warto zobaczyć park rozrwyki Cartaland
      12) w hotelu zaczepają panowie którzy proponują dodatkowe wycieczki,
      my zdecydowaliśmy sie na 1/2 dnia w karawanie i polecam bo super
      zabawa za4 osoby dorosłe i 3 dzieci płaciliśmy 50 euro a na miejscu
      moc atrakcji, lącznie z jedzeniem pieczonego barana+ przebraniem w
      stroje ludowe i tańcami
      13) jesli bedzie okazja wykupienia nocy beduińskiej to tez polecam:
      poczęstunek pyszny, pokazy tanców , fakir, połykacz ogni, zaklinacz
      węży itp.
      14) w hotelu serwowane są lody i nalesniki, trzeba troche na nie
      poczekać ale warto, reszty przekąsek nie było , jest pizza ale
      odpłatna
      15) jedliśmy wszystko, piliśmy drinki z lodem nikt z naszej 7
      osobowej grupy nie miał problemów żolądkowych
      16)tunezyjczycy przesympatyczni,targujcie mocno bo bardzo zawyżają
      ceny, np za róże pustyni jedną chcieli 25 dinarów a ostatecznie za
      dwie bardzo duże daliśmy tylko 5 dinarów, z reszta podobnie.
      17) pani która sprzątała nam pokój zostawialiśmy codzienie 1
      dinara , za to mielismy piekne dekoracje na łózkach w postaci
      kwiatków, fantazyjnie ułożonych reczników

      Jesli bedziecie mieć jakieś jeszcze pytania piszcie chętnie odpowiem.
      Zazdroszczę wam bo jeszczew raz bym sobie tam pojechala.
      Nie nastawiajcie sie tylko na luksusy, tam trzeba wczuć się w ich
      klimat, tam dopiero od 1998 powstaje cywilizacja, ale własnie dla
      takich spartańskich , czasem szokujących widoków warto pojechać.
      pozdrawiam

      • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 31.08.08, 00:59
        ad 10) Małe sprostowanie: taksówka do Yasmine też pojedzie za 4
        dinary, choć kierowca początkowo życzy sobie 5, ponieważ jest trochę
        dalej i pod mediną taksometr pokazuje prawie 5, więc dlatego trochę
        stęka, ale godzi się na 4 od razu. Z kolei do mediny w starym
        Hammamecie wychodzi nieco mniej niż 4, ale komu by się chciało
        wykłócać o milimy? Taksówki są tanie, bo benzyna tam kosztuje 2 zł z
        hakiem za litr.
        Jeszcze taniej jest autobusem (ok. 0,5 dinara od osoby), którym
        pojechałem raz z ciekawości i za namową rezydentki i... nie polecam
        zwłaszcza w upalne dni, bo na przystanek idzie się ok. kilometra,
        potem można tam czekać pół godziny w niepewności, bo żadnego
        rozkładu jazdy tam nie ma, aby w końcu po 20 minutach powolnej jazdy
        dotrzeć na miejsce w stanie uwędzenia. Tyle samo czasu może zająć
        spacer plażą, a jest przyjemniejszy i całkiem za darmo.

        ad 11-12)
        Nie byłem akurat na tych wycieczkach, ale ja z kolei polecam statek
        piracki (b. zabawne animacje, skoki z burty i kąpiel na pełnym
        morzu, możliwość spotkania delfinów). Przy kupowaniu wycieczek od
        faceta w hotelu też warto się potargować a dostanie się dużo lepszą
        cenę niż początkowa, choć akurat w przyp. statku najtaniej wyszłoby
        samemu dostać się do portu (przed 9:00 rano) i tam na miejscu
        załatwiać z załogą.
        Poza tym polecam Saharę i Tunis, które można kupić niestety tylko u
        rezydentów bądź w biurach turystycznych.
        • Gość: magdam110 Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.08, 13:30
          Lelek dzięki za obszerną relację. Jestem osobą niewymagającą
          luksusów ale spać nie chciałabym w slamsach. Także jeśli jest
          czysto w pokoju i łóżka są w miarę wygodne to nam wystarczy. Ja
          również mam nadzieję intesywnie spędzać czas a nie siedzieć w
          pokojach. Mam tylko jedno pytanie czy łatwo jest znależć dworzec
          kolejowy? Chcielibyśmy indywidualnie pozwiedzać Tunezję ale Sahara
          oczywiście obowiązkowo z biurem( myślimy o Sahelu)
          • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 31.08.08, 21:40
            Saharę z "Sahelem" gorąco polecam!
            Co do szczegółów podróżowania koleją to dośc nietypowe pytanie i
            radziłbym je zadać rezydentowi albo właśnie przewodnikowi
            z "Sahela", który nam obszernie tłumaczył gdzie co i jak, choć ja
            niezbyt uważałem, bo mnie to nie interesowało. Inna możliwość, to
            odwiedzenie biura informacji turystycznej w Yasmine (na tyłach
            mediny - idąc wzdłuż muru "Carthagelandu" w stronę portu, skręcić w
            lewo tak jak mur i jeszcze raz to samo na nastepnym rogu) lub w
            Hammamecie (domek na końcu alejki palmowej biegnącej od mediny w
            stronę Yasmine) i dopytać się po angielsku lub francusku.
            Ale najprawdopodobniej z "El Bousten" do stacji trzeba jechać
            taksówką, co podwyższa koszty, więc może warto rozważyć wynajęcie
            taksówki na cała wycieczkę. Hotelowy facet od statku pirackiego
            (taki niewysoki, ciemny, szczupły i łysy) mówił, że to by kosztowało
            np. do Tunisu z Kartaginą i Sidi Bou Said 120 TND (a myślę, że i do
            stówy by zeszli), co przy 4 osobach dorosłych daje oszczędność ponad
            50% w stos. do wycieczki wykupionej w biurze. Jest też oszczędnosc
            czasu: autem można to wszystko obskoczyć w jakieś 7 godzin czyli
            wyjechać po obiedzie i jeszcze zdążyć na kolację. Ale już z dziećmi
            koszty te prawie się wyrównują, bo np. 2+2 zapłacą w "Sahelu" 189
            TND (po zniżcze 10% za udział w Safari) a taksówka + bilety wstępu
            wyniesie niewiele mniej. Przy 6 osobach można pomyśleć o louage
            czyli takiej większej taksówce.
    • Gość: dziaberoo Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.toya.net.pl 31.08.08, 20:12
      oprocz fajnych animacji koszmar moich wakacji odliczalismy dni z 7 dniowego
      pobytu glodowalismy bo zarcie niezjadliwe i nie chcialo nam sie stac w all po
      dwa nalesniki to bylo ponizajace ta 50 osobowa kolejka kilku gosci obslugujacych
      napojami kilkuset gosci nie polecam tego chotelu i zrazilam sie do tunezji wole
      porzadny chotel w bulgarii niz w tym syfie za takie pieniadze
        • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 17.09.08, 19:11
          Uważam, że jest względnie bezpiecznie, zwłaszcza ze strony
          personelu, który ma obowiązek sprzątać przy drzwiach otwartych na
          oścież i przypuszczam, że ochrona sprawdza ich przy opuszczaniu
          obiektu. Ale nikt Ci nie zagwarantuje, że Cię nie okradną (podobnie
          jak w innych krajach!). Poza tym dokonanie kradzieży zależy chyba
          bardziej od czyjejś skłonnosci do niej i od okazji, niż od wartości
          przedmiotów, więc niewykluczone, że prędzej zginie coś małego niż
          duża "lustrzanaka", którą trudniej wynieśc i ukryć. Tak czy owak
          odradzam zostawianie czegokolwiek wartościowego na widoku -
          najlepiej trzymać to w walizce zamykanej na szyfr - złodziej
          musiałby ja całą wyniesć i być z nią łatwo zauważonym. Można też
          skorzystać z odpłatnego 2 TND dziennie sejfu hotelowego, na co
          bardzo nalegała rezydentka, ale pamiętajmy, że kluczyka od takiego
          sejfu też trzeba pilnować ...
          • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: *.chello.pl 17.09.08, 19:33
            Aha, jeśli chodziło Ci o kradzieże uliczne, to unikałbym
            zatłoczonych miejsc jak medina w starym Hammamecie czy w Tunisie i
            szczególnie uważałbym na bandy dzieciaków wciskające turystom
            kwiatki jaśminu - ona mają lepkie ręce! Poza tym raczej spoko, a
            nasz przewodnik w Tunisie sam chodził z takim wielkim, wypasionym
            aparatem (ale do mediny z nami nie wszedł).
          • Gość: lelek Re: Właśnie wróciłem z "El Bousten" (Hammamet). IP: 87.204.150.* 18.09.08, 14:15
            Na jedzenie i napoje nie powinniście nic wydać (nawet wodę min. w
            butelkach wydają w barze za darmo).
            Co do reszty, to doradzam jako minimum:
            1) na napiwki:
            1 USD dla boya 1. dnia
            5,50 USD dla sprzątaczek (7 x 1 TND)
            5,50 USD dla kelnera (7 x 1 TND)
            12 USD dla animatorów za nagranie płytki z muzyką (15 TND)

            2) na taksówki:
            20 USD za 1 kurs do Hammametu i 2 do Yasmine tam i z powrotem, chyba
            że piechotą lub autobusem, ale to strata czasu( 3 x 2 x 4 TND)

            3) na zakupy:
            ok 100 USD (=125-130 TND i powinno starczyć na 2 porządne wyroby
            typu torebka/teczka/plecaczek, 2 fajne koszulki z wyszytym
            napisem/wzorem, 1 drobiazg ze srebra i trochę drobnych pamiątek,
            pocztówek itp.)

            4) wycieczka do Tunisu + Kartaginy + Sidi Bou Said (do Kairouanu +
            El Jem + Monastiru koszt podobny):
            115 USD (=148 TND z napojami, napiwkiem kierowcy i biletami za
            fotografowanie. Nt. opcji taksówkowej pisałem już powyżej w tym
            wątku.)

            To daje razem ok. 260 USD, z czego raczej niewiele da się
            zaoszczędzić. Natomiast można wydać znacznie więcej robiąc większe
            zakupy i/lub korzystając z niewymienionych tu atrakcji jak np.
            - odpłatne usługi w hotelu , z których ja nie miałem potrzeby
            korzystać (sejf, leżaki na plaży, masaże itp.)
            - odpłatne gry i zabawy w hotelu (bingo, bilard itp.)
            - odpłatne rozrywki na plaży (spadochron, holowanie motorówką itp.)
            - lokalne rozrywki z oferty agentów i rezydenta (statek piracki,
            quady, wieczorek folklorystyczny itp.)
            - dyskoteki
            Zważywszy, że (odpukać!) wizyta lekarska kosztuje ok. 50 TND (bez
            lekarsw), na wszelki wypadek radzę Wam zabrać jako absolutne minimum
            na dwoje 300 USD, a najlepiej też karty płatnicze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka