marcin_z_lasu
19.07.09, 19:21
16 lipca 2009 roku wróciliśmy z Tunezji z hotelu Bella Vista. Byliśmy z dwójką dzieci 7 i 9 lat. Hotel rzeczywiście położony jest bardzo blisko lotniska. Transfer trwa max. 5 minut (zaraz po wyjeździe z parkingu lotniskowego jest rondo, po drugiej stronie którego jest już Bella Vista). Startujące i lądujące samoloty zupełnie nie przeszkadzają a wręcz przyjemnie czasem popatrzeć jak przelatują nad plażą. Mogę dodać, że obok hotelu biegnie również linia kolejowa i przejeżdżające pociągi znacznie bardziej hałasują niż samoloty (ale na terenie hotelu pociągów nie słychać, tylko w czasie gry w tenisa czy piłkę). Hotel wizualnie wygląda dość ładnie (jednak dość skromnie jak na 4* - mam porównanie z hotelem Samara w Sousse, który był 3* w czasie, kiedy w nim byliśmy a recepcja wyglądała znacznie okazalej), chociaż tereny otaczające go są niezagospodarowane i zarośnięte. Otrzymaliśmy pokój w części czerwonej – czyli niby tej nowszej – i w sumie bez żadnego proszenia czy zostawiania kasy w paszporcie. Niestety myśleliśmy o czymś co da nam trochę więcej intymności – dodatkowe pomieszczenie jest oddzielone ścianką z plastikową szybką (nie przezroczystą) i sięga ona ¾ wysokości pokoju (sądzę, że głównym powodem jest oszczędność – 1 klima na oba pomieszczenia) a drzwi są składane harmonijkowe. Pokój jest ogólnie czysty, łazienka i ubikacja również – chociaż znaleźliśmy jednego sporego karalucha (ale chyba w każdym hotelu jakieś robale można znaleźć). Panie sprzątające są uśmiechnięte, niektóre nawet polskie „dzień dobry” mówiły rano. Po każdym sprzątaniu mieliśmy czyste ręczniki.
Koszmar zaczynał się na stołówce – regularny brak naczyń (zwłaszcza bulionówek do zupy / płatków dla dzieci czy filiżanek / kieliszków do napojów) i sztućców. Czasem czekało się 10 minut a czasem zdążyliśmy się najeść i jeszcze nie przynieśli. Zdarzyło mi się nawet samej nakryć stół (zmiana obrusu, podanie sztućców i serwetek – czyli rzeczy, które normalnie robią kelnerzy, gdy do stołu siadają kolejni wczasowicze). Kelnerzy uwijali się jak w ukropie, ale było ich zdecydowanie za mało dla takiej ilości gości. Inna sprawa, że Polacy byli u nich na końcu kolejki (przykład: przyszliśmy na kolację, siedliśmy do stołu i sami zadbaliśmy o jego czystość i świeże sztućce, po kilkunastu minutach przyszła grupa Francuzów i usiadła przy stoliku obok, natychmiast do nich przyleciał kelner z czystymi kieliszkami , podał napoje… do nas nie podszedł żaden aż do końca kolacji a przecież siedzieliśmy obok – to niestety nagminne a nie przypadkowe, oczywiście podejrzewam, że inaczej by nas traktowano jakbyśmy im co chwilę po dinarku dawali tym bardziej, że zaraz na pierwszym posiłku kelner już nam proponował, iż codziennie zapewni nam stolik jak mu zapłacimy…szkoda, że się już więcej nie pojawił :P). Mimo takiej a nie innej obsługi jedzenie było smaczne i zróżnicowane (chociaż słabo przyprawione, nam najbardziej czosnku brakowało) niestety estetyka przyrządzania potraw przygotowywanych na bieżąco jak np. naleśniki odbiegała od przyjętych u nas norm (pani smażąca wycierała spocone czoło ręką a chwile później poklepywała tą samą ręką naleśnika na patelni). Bar przy plaży budził grozę - płyty, na których smażono hamburgery nie były chyba od lat myte (oklejone spalonymi resztkami mięsa, które przyklejało się do świeżo smażonych kawałków), pan owłosionymi rękoma rzucał surowe, ociekające mięso na płytę a potem rozrywał bułki i układał na talerzu sałatę, wszędzie latały muchy (to chyba normalne, ale tam jakoś bardziej to przeszkadzało).
Napoje dostępne były niemal wszędzie, ale zwykle o zimnej coli można było pomarzyć. Piwo zazwyczaj było zimne, tylko na stołówce raczej ciepłe. Dzieci często były ignorowane w kolejce po picie, a co najdziwniejsze ludzie stojący bezpośrednio za nimi nie zwracali uwagi „nalewaczom”, że przed nimi jeszcze ktoś stoi.
Piasek na plaży jak to w Tunezji drobniutki, rewelacyjny do piaskowych budowli, niemniej wielka szkoda, że plaża czyszczona była bardzo rzadko i co śmieszne czyszczenie polegało na wrzuceniu zgrabionych na brzegu wodorostów w głąb morza (wiadomo jak się to kończyło następnego dnia :D). Leżaków brakowało codziennie, pomijam fakt bezczelności ludzi, którzy wcześnie rano rezerwowali np. 3 leżaki kładąc ręcznik a potem przez cały dzień się na plaży nie zjawiali. Woda w morzu w miarę czysta (chociaż pływające woreczki czy kubeczki nie były super rzadkością) i co najważniejsze cieplutka. Baseny przyzwoite, duży czysty a te mniejsze trochę zapiaszczone i czasem zdarzały się kubeczki i inne gadżety pływające tu i ówdzie. Leżaki przy basenie to raczej marzenie ściętej głowy… o 7 rano już nie było nic wolnego.
Na temat klubu Skanbo ciężko cokolwiek konkretniejszego powiedzieć, ponieważ moje dzieci były w sumie 2 razy i stwierdziły, że wolą pływać, zjeżdżać czy grać w piłkę niż rysować, oglądać bajki czy pluskać się w brodziku. Niemniej jednak są dni, w których jest mini olimpiada (z daleka wyglądała na dość nudną niestety, ale może dzieciom się spodoba – moi wytrzymali 30 minut i dali sobie spokój), dzień pirata czy gra w mini golfa. Z pewnością nie mieliśmy zastrzeżeń do pań opiekunek, bo widać było, że się starały, były miłe dla dzieci i zapewniały im dobrą opiekę. Na wieczornym mini disco też zawsze były i bawiły się razem z dzieciakami. Samo mini disco trochę monotonne, ale dzieciom najwyraźniej to zupełnie nie przeszkadzało bo codziennie szalały z uśmiechem na twarzy. Na temat animacji dla dorosłych nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo nigdy na nich nie zostawaliśmy.
Ogólnie moja ocena tego hotelu (i w sumie obsługi również) jest dość krytyczna, ale mam porównanie z Egiptem czy Turcją. Tunezyjczycy to niestety ludzie, dla których liczą się tylko WYSOKIE napiwki. Na każdym kroku wyciągali rękę po dinara narzekając, że daliśmy za mało. W Polsce ludzie takie czynności wykonują z dobroci serca a tam wszystko przelicza się na kasę. Pragnę zaznaczyć, że przecież tradycja bakszyszu obowiązuje również w Turcji czy Egipcie a jednak tam nikt do nas ręki nie wyciągał. Tunezyjczykom się chyba wydaje, że nam kasa z nieba spada a przecież tak samo jak oni ciężko pracujemy, żeby na te wakacje zarobić. Jak wcześniej wspominałam Polaków traktowali często pogardliwie, dla nich liczyli się tylko Francuzi czy Niemcy. Były to dla mnie drugie wczasy w Tunezji i raczej ostatnie… nie polecam tego kraju ludziom, którzy podzielają moje poglądy a hotel Bella Vista mogę polecić jedynie cierpliwym.
żona marcina_z_lasu :D