Gość: Bajka
IP: *.4web.pl
31.07.09, 17:52
Tunezja to kraj skrajności.
Z jednej strony przepiękne hotele, gorące morze, wspaniała upalna pogoda a z
drugiej brud, walające się masy śmieci na ulicach, odpychający smród.
Jak tylko wysiedliśmy z samolotu w Tunezji poczuliśmy ten dziwny zapach,
zapach kraju ciepły, słodkawy, oliwkowy ale i „odorowaty” – to pierwsze
doznanie jakie odczuwają turyści zaraz po wylądowaniu.
Potem Tunis, wielkie lotnisko a poza nim masa walajacych się butelek i
reklamówek, zrujnowane domy – to oblicza tej „normalnej” Tunezji.
Nasz hotel – Ruspina 4* jest w hotelowej części Monastiru przy samej plaży.
Śliczny zadbany o ciekawej architekturze – nie „molochowaty” jak niektóre inne
hotele ale bardziej kameralny – osoby wchodzące tu z plaży z innych hoteli
dawali mu więcej gwiazdek niż miał w rzeczywistości.
Miał wspaniałe baseny, super zjeżdżalnie dla dzieci i dorosłych i masę innych
atrakcji.
Jest on typowo nastawiony na rodziny z dziećmi.
Położony zaraz przy samej plaży która od basenów dzieliło około 20 – 30 metrów.
Hotel posiadał super animatorów, którzy dwoili się i troili by zapewnić zabawę
dla turystów.
Animacje były zarówno w dzień jak i w nocy w amfiteatrze.
Jedzenie dość regionalne, w bardzo dużych ilościach i rodzajach, większość
dzieci nie tylko nasza córeczka jadło w kółko i to samo nieprzyzwyczajone do
smaku ichniejszych potraw – było to zazwyczaj na śniadane, kanapki,
jajecznica, jajko na twardo lub naleśniki. Obiad pizza. Podwieczorek naleśniki
i lody a na kolacje spagetti. Po kilku dniach miało się dość i dzieci prawie
przestawały jeść.
Tamtejszy klimat temperatury dochodzące w II połowie lipca do 50 st. C w
słońcu i klimatyzacja w hotelu połączone z zimnymi napojami oraz nieznaną dla
naszych organizmów florą bakteryjną dawały się we znaki znacznej większości
turystów.
Zapalenia gardła, biegunki, wymioty, zapalenie spojówek, gorączka bez innych
objawów dochodząca do 40 st zwłaszcza u dzieci „umilały” wypoczynek.
Lekarz biegał po hotelu od jednych do drugich – zastrzyk jeden dwa lub trzy,
dzień bez słońca ewentualnie antybiotyk i znów na baseny.
Pokój w hotelu mieliśmy super z wielkim tarasem ale były też w nim słabsze
pokoje w ogóle bez balkonów, tak samo było w bungalorach, niektóre rewelacyjne
– lepsze niż w hotelu a niektóre mało ciekawe bo np. były mrówki.
Trzeba najpierw iść i zobaczyć co dają zanim się zapłaci za pokój, bo czasami
można zamienić nieświadomie lepsze na gorsze.
Nas na recepcji od razu Pan zapytał gdzie chcemy, powiedzieliśmy że w hotelu i
10$ załatwiło sprawę.
Klimatyzacja jest w całym obiekcie sterowana indywidualnie, w pokojach TV z
polską stacją telewizyjną – więc wiadomości można poogladać :)
W hotelu są sklepy, jak dobrze się potarguje to ceny są te same co na
targowisku w mieście.
Napoje i alkohole podawane są dowoli nie ma na nie ograniczeń.
Generalnie ja bardzo polecam ten hotel – jak bym miała jechać jeszcze raz do
Tunezji to tylko do Ruspiny.
Na prawdę warto zwłaszcza dla rodzin z dziećmi.
Natomiast prawdziwa Tunezja pokazywała się naszym oczom po opuszczeniu terenu
hotelu.
Wychodziliśmy za bramę którą pilnowała ochrona i walające się śmieci psuły nam
nastroje.
W Tunezji nie ma ulicznych śmietników, jak coś zjesz czy wypijesz albo
wysmarkasz nosa wyrzucasz na ziemie tam gdzie stoisz. Nikt tego nie zbiera,
nie dba o czystość tak jak w Polsce.
Monastir to brudna miasto z „piękną” starówką która jest tak brudna i
zniszczona, że się nie chce po niej chodzić.
Tamtejszemu społeczeństwu brakuje jeszcze wielu lat by wykształcić podstawowe
normy ludzich zachowań i sposobu życia.
Reasumując – wakacje były bardzo udane – hotel wspaniały, masa Polaków, masa
dzieci.
Do Tunezji warto pojechać ale nie w środku sezony, bo upał jest tam
niesamowity a co za nim idzie powoduje ta pogoda masę chorób.
Poza tym przy takim upale nigdzie się nie chce jechać, czegoś oglądać – gorąco
zabija nawet najlepsze chęci – hotelowy basen i klimatyzacja w hotelu to
najlepsze miejsce na wypoczynek w tym okresie.