bugmenot2008_2
16.10.09, 13:44
W miarę postępów we wprowadzaniu równouprawnienia dyskryminacja zaostrza się.
Niczego sobie parafraza, co? :) Kto zgadnie, czyich słów?
No właśnie... jak to jest, że im kobiety są mniej ciemiężone, tym mocniej trzeba walczyć z dyksryminacją? Jak to jest, że w czasach rzeczywistej dyskryminacji prawa wyborcze dla kobiet zdołała wywalczyć garstka sufrażystek, natomiast z dzisiejszą dyskryminacją nie jest w stanie poradzić sobie cała Unia Europejska z zastępami dyspozycyjnych intelektualistów, mediów oraz hordami biurw i urzędasów? Czy równouprawnienie nie jest przypadkim czymś w rodzaju linii horyzontu, do której nie sposób dojść? I że już zawsze trzeba będzie pompować gigantyczny szmalceson w rozmaite równościowe projekty? Czy dyskryminacja pozytywna (nie mylić z dyskryminacją!), jak to zazwyczaj bywa z rozwiązaniami przejściowymi, będzie stosowana po wsze czasy?
Na te i inne pytania odpowiedzą już po krótkiej przerwie nasze gościnie – feministki z forum dla feministek. Zapraszamy!