Wybór czy decyzja

26.10.09, 15:10
Bardzo madrze - jak zwykle - pisze Nowicka o roznicy
miedzy 'wyborem' a 'decyzja' w sprawie aborcji oraz o tym, czy
granica aby na pewno przebiega tam, gdzie sporo mysli, ze
przebiega. Akurat dzis o tym wlasnie myslalam. Nowicka akurat ma
duze mozliwosci do obserwacji.

Wszystkie wyżej wymienione przyjęły za bezdyskusyjny pewnik, że
dla jednych kobiet aborcja stanowi problem etyczny, a dla innych
nie. I wszystkie uznały z irytującym tonem wyższości, że w tym
miejscu przebiega linia podziału między feministkami, a normalnymi
kobietami czy społeczeństwem w ogóle (Agnieszka Holland) lub między
skrajnymi feministkami, a feministkami środka (??) (Agnieszka
Graff).

Nie uważam, żeby był to realny podział. Podczas długoletniej pracy
w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, a także
wcześniej, gdy pomagałam swoim przyjaciółkom, zetknęłam się z
dziesiątkami kobiet stojącymi przed problemem niechcianej ciąży, i
w związku z tym pożądanej aborcji. Jednak nie zetknęłam się z
żadną, u której sytuacja, w której się znalazły, nie wywołałaby
dylematów moralnych, wahań i wątpliwości. Nawet te, które od samego
początku wiedziały, że kontynuacja ciąży nie wchodzi w grę, nie
kryły emocji i stresów związanych z tą trudną, a czasem
dramatyczną sytuacją. Dla żadnej decyzja o aborcji nie była decyzją
łatwą, jak przysłowiowe wyrwanie zęba. Kobiety, dla których była to
pierwsza ciąża, często czuły, że coś tracą, że być może już nigdy
nie będą miały dziecka, nawet wtedy, gdy będą gotowe na
macierzyństwo. Z kolei te, które miały już dzieci, miały
świadomość, bez względu na światopogląd, że rezygnują z czegoś, co
mogło się z czasem stać kolejnym ukochanym dzieckiem.

Odczuwanie dylematów moralnych oznacza przede wszystkim to, że
kobieta jest podmiotem moralnym, tzn. jest zdolna do podejmowania
decyzji i ma prawo podejmować decyzje moralne, tzn. że musi
wybierać między różnymi wartościami, jak chcą niektórzy, między
mniejszym i większym złem, jak mówią inni. Nikt nie twierdzi, że
zdolność i prawo do podejmowania decyzji, bardzo często niezwykle
trudnych, czyni nas szczęśliwszymi. To tylko czyni nas podmiotami,
dzięki czemu mamy kontrolę nad naszym życiem, ale też ponosimy
konsekwencje, nie zawsze przyjemne, własnych decyzji.

Dlatego też w publikacjach i działaniach Federacji domagałyśmy się
raczej prawa do decydowania, niż prawa wyboru, bowiem wybór
zakłada aspekt pozytywny, że wybieramy między pożądanymi dobrami, o
czym w przypadku aborcji trudno mówić. Tymczasem decyzja zawiera w
sobie wszystkie negatywne aspekty decydowania o sobie i swoim
życiu, to jest że często musimy podejmować decyzje niezwykle trudne
przy bardzo ograniczonym wyborze.

Cieszy mnie bardzo, że ostatnio w środowisku feministycznym
pojawiło się kilka inicjatyw, które mogą ożywić debatę wokół
aborcji i innych zagadnień dotyczących zdrowia i praw
reprodukcyjnych i seksualnych. Nie dziwi też, że nowe pokolenia
próbują wnieść do debaty jakieś nowe wątki i pomysły, jak na
przykład niezwykle ciekawa próba wprowadzenia do polskiego dyskursu
pojęcia sprawiedliwości reprodukcyjnej – koncepcji propagowanej od
paru lat przez amerykańskie feministki kolorowe.

Jednak próba zróżnicowania feminimów ze względu na to, który jest
bardziej moralny jest nie tylko fałszywa, ale i krzywdząca.
    • easz Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 15:58

      > Odczuwanie dylematów moralnych oznacza przede wszystkim to, że
      > kobieta jest podmiotem moralnym, tzn. jest zdolna do podejmowania
      > decyzji i ma prawo podejmować decyzje moralne, tzn. że musi
      > wybierać między różnymi wartościami, jak chcą niektórzy, między
      > mniejszym i większym złem, jak mówią inni. Nikt nie twierdzi, że
      > zdolność i prawo do podejmowania decyzji, bardzo często niezwykle
      > trudnych, czyni nas szczęśliwszymi. To tylko czyni nas podmiotami,
      > dzięki czemu mamy kontrolę nad naszym życiem, ale też ponosimy
      > konsekwencje, nie zawsze przyjemne, własnych decyzji.

      Zwłaszcza to. Mimo to uważam, że określenie 'wybór' też jest tu
      ważne, może inaczej do jego znaczenia, do tego co za nim stoi
      podchodzę?

      Czy to jest fragment większej całości?

      Przy okazji - ktoś linkował na forum obok tekst o macierzyństwie
      feministek (?) Pada tam m.in. stwierdzenie, że kobieta w ciąży staje
      się jakby dobrem wspólnym, dobrem ogółu, traci podmiotowość. Kiedyś
      spotkałam się też z tekstem na blogu autorstwa ciężarnej, która
      opisywała jak to kupowała wino w markecie, obok innych dużych
      zakupów i jak pani w kolejce obok, czy kasjerka na nią spojrzała i
      nawet chyba skomentowała podejrzliwie - ale sama to pić tego nie
      będzie, a? Dziewczyna nie kryła oburzenia, że normalnie społeczna
      policja ciążowa. Tak niby obok, ale to jest fakt, myślę, że nie
      tylko ja sie z tym spotkałam w takiej, czy innej formie, i ma się
      tutaj.

      Przy okazji 2 - nie mogę się niestety powstrzymać, choć bym chciała,
      bo wciąż mi się gdzieś ciska przed oczy - niestety nie rozumiem
      wciąż, że o podejmowanie samodzielnych decyzji w związku z
      dokonywaniem aborcji jest sensownie walczyć, ale jeśli chodzi o
      równie samodzielne podejmowanie decyzji, czy się poddać badaniom,
      tak, intymnym, czy nie oraz - jako że nic wciąż nie wiadomo
      dokładnie - kiedy to zrobić, gdzie, u kogo itp., to już jest
      antykobiece, głupie i nie ma racji bytu. IMO tak samo chodzi i o
      ciało, i o zdrowie, i o podmiotowość, i o samodzielną decyzję
      dorosłej osoby. Mam wrażenie, że nawet feministki już porzuciły tę
      kwestię i bardzo mnie to przygnębia, i wprowadza dysonans.
      • bene_gesserit Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 16:22
        > Przy okazji - ktoś linkował na forum obok tekst o macierzyństwie
        > feministek (?) Pada tam m.in. stwierdzenie, że kobieta w ciąży
        staje
        > się jakby dobrem wspólnym, dobrem ogółu, traci podmiotowość.
        Kiedyś
        > spotkałam się też z tekstem na blogu autorstwa ciężarnej, która
        > opisywała jak to kupowała wino w markecie, obok innych dużych
        > zakupów i jak pani w kolejce obok, czy kasjerka na nią spojrzała
        i
        > nawet chyba skomentowała podejrzliwie - ale sama to pić tego nie
        > będzie, a? Dziewczyna nie kryła oburzenia, że normalnie społeczna
        > policja ciążowa. Tak niby obok, ale to jest fakt, myślę, że nie
        > tylko ja sie z tym spotkałam w takiej, czy innej formie, i ma się
        > tutaj.


        Takie tam 'dobro wspolne', jak wszystkie dzieci nasze sa -
        dopoki sa ladne, zdrowe i z loczkami oraz nie wydaja dzwiekow w
        miejscach publicznych. Tylko wtedy ludnosc uznaje sie za stosowne
        wtracic w zycie matki, kiedy ludzkosci wygodnie. Bo kiedy chodzi o
        przywileje matki (miejsce ustapione w autobusie, przedzial dla
        matek w PKP, ochrona prawem pracowniczym ciezarnej, miejsce dla
        dziecka w przedszkolu) to owszem - nalezy je zlikwidowac, bo jak
        chce sie miec bachora, to trzeba myslec o konsekwencjach, a nie
        domagac sie szczegolnego traktowania
        . Noi 'ciaza to nie
        choroba, hehehe' oraz 'a coz to niby za bohaterstwo dziecko
        urodzic'.

        Czyli - nie chodzi tu o dziecko ani o matke, ale o dobre
        samopoczucie wielu bezmyslnych osob, ktore wykorzystaja kazda
        okazje, zeby we wlasnych i ewentualnej widowni oczach zrobic z
        siebie dobrego czlowieka.
        • benek231 Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 16:36
          bene_gesserit napisała:
          >
          > Czyli - nie chodzi tu o dziecko ani o matke, ale o dobre
          > samopoczucie wielu bezmyslnych osob, ktore wykorzystaja kazda
          > okazje, zeby we wlasnych i ewentualnej widowni oczach zrobic z
          > siebie dobrego czlowieka.
          >
          >
          *Wlasnie. Mysle, e trafilas w dziesiatke. Dodalbym jeszcze poczucie obowiazku
          czlonka tradycyjnej wspolnoty. W takiej "kazdemu" wydaje sie, ze upowazniony
          jest do wpieprzania sie wszystkim do wszystkiego, i pouczania. Dla wspolnego
          dobra, ma sie rozumiec. Zwlaszcza, ze osobnik taki uwaza, iz wlasnie tak dobrze
          spelnionego obowiazku spoleczenstwo od niego oczekuje.
          >
        • easz Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 17:01

          > Noi 'ciaza to nie
          > choroba, hehehe' oraz 'a coz to niby za bohaterstwo dziecko
          > urodzic'.

          Znów oglądałam odcinek tego programu o edu seksualnej po angielsku -
          było sporo tym razem o ciaży, z autentycznymi bohaterkami na
          pordówce. Były koedukacyjne rozmowy w studiu, tym razem między
          dorosłymi. Na koniec - panowie, fakt, że głównie młodzi mezczyźni, w
          szoku, że z tą ciążą i porodem to aż TAK! Czapki z głów itp. Jak
          widać jeszcze w paru problematycznych kwestiach taka edukacja,
          rzetelna i u nas by się przydała.

          > Czyli - nie chodzi tu o dziecko ani o matke, ale o dobre
          > samopoczucie wielu bezmyslnych osob, ktore wykorzystaja kazda
          > okazje, zeby we wlasnych i ewentualnej widowni oczach zrobic z
          > siebie dobrego czlowieka.

          Póki jest sobie takie ludowe, to można się oburzać, może być
          nieprzyjemnie, jeśli wnika dalej, a dziwnym trafem się tak dzieje,
          nie wiem jak? to zaczynamy mieć coraz fajniejsze prawo. Jak raz
          wlezie w zapis... Sonda na temat zwalniania ciężarnych już została
          zapuszczona.
      • easz Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 16:39
        easz napisała:

        > Przy okazji - ktoś linkował na forum obok tekst o macierzyństwie
        > feministek (?) Pada tam m.in. stwierdzenie, że kobieta w ciąży
        staje się jakby dobrem wspólnym, dobrem ogółu, traci podmiotowość.

        Albo ten pomysł, coby ciężarnym nie wolno było oglądać
        horrorów.
        Możliwe, że to dobro wspólne się rozciąga i poza okres ciąży, wszak
        kobieta jest do pewnego wieku stale 'ciężarna potencjalnie', a
        propos tekstu z wątku Ciało w ciąży, kij ma dwa końce plus nie taka
        to jeszcze wciąż przeszłość. I kwestia tych akurat badań też się tu
        ładnie imo ma, w Polsce.

        Tekst bardzo mądry. Szkoda, że nie ma więcej o tej próbie
        wprowadzenia do naszego dyskursu pojęcia sprawiedliwości
        reprodukcyjnej, chyba że nie widzę. A film Pdziemne Państwo Kobiet
        ma ponoć jeździć po Polsce.

        Jednak próba zróżnicowania feminimów ze względu na to, który jest
        bardziej moralny jest nie tylko fałszywa, ale i krzywdząca.


        Nie wiem, czy to dla niektórych wystarczy? tj. uznanie 'decyzji'
        nad 'wyborem'.
    • bene_gesserit Link do zrodla 26.10.09, 16:14
      Bo zapomnialam podac:
      tinyurl.com/yfsgh2l
    • benek231 Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 16:22
      bene_gesserit napisała:

      "Dlatego też w publikacjach i działaniach Federacji domagałyśmy się
      raczej prawa do decydowania, niż prawa wyboru, bowiem wybór
      zakłada aspekt pozytywny, że wybieramy między pożądanymi dobrami, o
      czym w przypadku aborcji trudno mówić. Tymczasem decyzja zawiera w
      sobie wszystkie negatywne aspekty decydowania o sobie i swoim
      życiu, to jest że często musimy podejmować decyzje niezwykle trudne
      przy bardzo ograniczonym wyborze."

      *Interesujace spojrzenie, ale jak na moj gust nieco przedobrzone. Wprawdzie sam
      od lat glosze na rzecz prawa kobiety do decydowania o wlasnej ciazy,
      niemniej podswiadomie utozsamialem zawsze decyzje z wyborem. Dla
      mnie posiadac prawo do decydowania na rzecz ciazy lub aborcji to
      dokladnie to samo co prawo do wyboru pomiedzy pozostaniem w ciazy a
      aborcja. Decyzja jest jednoczesnie wyborem, oraz na odwrot.

      Idac za mysla autorki rownie dobrze mozna by powiedziec, ze decyzje mozna
      podejmowac dobre albo zle, i natychmiast dokopac sie podobnie moralnych
      skojarzen - jak w przypadku wyboru.
      • easz Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 16:45

        Chyba wzięło się to ze zbyt kategorycznego stawiania rozgraniczenia -
        że może być tylko tak, albo tak i że tak jest ok i my ok, a tak źle
        i wy nie ok. To - jak zwykle - nie taka prosta prostacko sprawa,
        choć w sumie jak widać bardzo prosta i oczywista - mieć równe prawa.
        Wszyscy czujemy, tylko różnie, na różnych poziomach i w różnych
        sytuacjach. Ale prawo mamy takie samo i tak samo jesteśmy dorośli.
        Brzmi jak banał:/
        • benek231 Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 17:02
          easz napisała:

          >
          > Chyba wzięło się to ze zbyt kategorycznego stawiania rozgraniczenia -
          > że może być tylko tak, albo tak i że tak jest ok i my ok, a tak źle
          > i wy nie ok. To - jak zwykle - nie taka prosta prostacko sprawa,
          > choć w sumie jak widać bardzo prosta i oczywista - mieć równe prawa.
          > Wszyscy czujemy, tylko różnie, na różnych poziomach i w różnych
          > sytuacjach. Ale prawo mamy takie samo i tak samo jesteśmy dorośli.
          > Brzmi jak banał:/
          >
          *Znaczy, nie mam nic przeciwko postawieniu na decyzje, a o wyborze
          zagadnalem w ramach czysto akademickiej dyskusji. Moim zdaniem kobieta tak samo
          decyduje jak wybiera. Jak go zwal tak zwal, ale kobieta i tak staje przed
          problemem z ktorym raczej - co za roznica z jakich powodow - wolalaby sie nie
          spotkac.
      • swojski_fr_1 Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 16:47
        znowu towarzystwo wzajemnej adoracji...
        trzy nicki gadajace ze soba...

        a gdzie prawo do wyboru np tej malej feministki, ktora chcecie miec
        prawo wyskrobac , a ona chcialaby miec prawo by zyc ?


        benek231 napisał:

        > bene_gesserit napisała:
        • mijo81 Re: Wybór czy decyzja 26.10.09, 19:52
          Ulubione powiedzenie feministki:
          "Każdy sobie rzepkę skrobie" :)
    • easz Re: Wybór czy decyzja 27.10.09, 17:07
      O, kolejny tekst. Chyba się zrobi tendencja.
      Wsadzać
      stopę między drzwi.


      Czy to z tym wyborem (dobro, zło, mniejsze zło) nie wzięło się stąd,
      że język rozmowy o aborcji został dawno temu zawłaszczony i
      feministki może dopiero teraz zaczynają to zmieniać, starając się
      stworzyć swój własny język, czy wreszcie język wspólny, albo
      poprowadzić rozmowę wreszcie na zasadach, na których ustanawianie
      też mają/chcą mieć wpływ?
Pełna wersja