Lekcja feminizmu - 1

IP: *.chello.pl 21.01.04, 14:10
Widzę ze antyfeminiści są jak dzieci we mgle, wytaczaja argumenty typu:
feminstki są "przeciw", feminizm to ideologia totalitarna wywodzaca się z
lat 60, feministki toczą walkę płci itd itp. Jednym słowem bzdury.
Oczywiście nie popierają tych rewelacji zadnymi tekstami.

Tu trzeba zacząć od abc.

1. Wojna płci.

Już to mówiłam i nie tylko ja. Wojnę płci wymyślił niejaki J.J. Bachofen.

Praca domowa: zapoznać się z tekstem: J.J. Bachofen "Matriarchat".

"Dzieło" to wyszło w 1861 roku spod pióra człowieka, którego feministą nie
da się w zadnej mierze nazwać. To on wymyślił wizję społeczeństwa
ewolującego poprzez walkę płci i uznał za jej pierwszy etap całkowity chaos,
jako etap późniejszy - matriarchat - a etap koncowy i bardziej zaawansowany -
pariarchat.

Ktos kto twierdzi ze feministki wymyśliły i propaguja waklę płci nie zna
faktów historycznych. Prawdą jest natomiast ze zainteresowały się teorią
Banchofena i analizowały ją, jako jedną z mozliwych teorii. Ale nie
wszystkie.

A teraz coś z naszego rodzimego podwórka. Już w 9 lat po wyjściu ksiązki
Bachofena, nasza Eliza Orzeszkowa odrzuciła jego teorię jako przestarzałą i
potraktowała z pobłazliwością. Jakoś nasi antyfeminiści tego nie zauważyli.
Minęło 130 lat a oni o tym nadal nie wiedzą :).

A teraz zamieszczam fragmenty teksu Orzeszkowej z 1870 roku. Jest to jeden z
wazniejszych i starszych tekstów feministycznych napisanych w Polsce przez
kobietę. Pierwsze pokolenia naszych feministek wychowały się własnie na nim:

[cytat]

Kilka słów o kobietach

przez
Elizę Orzeszkową (1)

Jedną z najpospoliciej roztrząsanych w wieku naszym idei, jest tak ważna
idea emancypacji kobiet.

Komuż choćby raz nie zdarzyło sę widzieć starej piastunki, otoczonej
słuchającymi ją dziećmi, i powtarzającej im tę odwieczną bajkę: "Chodziła
czapla na wysokich nogach po desce, czy mówić jeszcze? Dzieci słuchają i
daremnie wyczekują dalszego ciągu historyi tego ptaka, co to wedle
bajkopisarza trochę slepy, trochę krzywy, daremnie sądzą, że opowiadanie
piastunki uniesie w końcu czaplę z po nad tej deski, po której ona tak długo
chodzi i w szerokim licie skrzydła jej rozwinie, daremnie słuchają i
czekają, czapla chodzi i chodzi, w orlicę się nie zmiena i jednostajnym
ruchem swoich wysokich nóg co po desce kroczy, usypis tych którzy się od
niej szedokiego spodziewali lotu.

Sprawa emancypacyi kobiet odgrywa w ludzkości rolę podobną tej, którą ma
bajka o czapli w drobnych kółkach dziecięcych otaczających piastunki.

Powtarzana przez wszystkie usta, płynąca z pod każdego pióra, spoczywająca i
rozrabiająca się we wszystkich światłych umysłach, żywotnem tentnem
pulsująca w potrzebach tegorocznego społeczeństwa, w zastosowaniu jest ona
ciągle: "trochę ślepa, trochę krzywa" i zamiast rozwijać się w lot śmiały i
szeroki - kroczy ciągle czaplemi krokami po drgającej i chwiejącej desce,
utoczonej z najróżniejszych poglądów, przesądów, obaw jednych a przesady
innych.

Na dzwięk wyrazu: emancypacja kobiet, przed oczami niektórych ludzi
przesuwają się niemiłe często śmieszne, niekiedy bardzo smutne obrazy. Oto
naprzykład w pokoju napełnionym gestą mgłą tytoniowego dym, w wyzywającej
postawie, z cygarem lub fajką w ręku a w ustach z głośnym śmiechem
bluźnierczym najświętrzym w świecie rzeczom, spoczywa kobieta lwica. W koło
niej atmosfera kordegardy, w słowach jej cynizm Parnych i Diderotów, w
ruchach jej bezporządekwcielony, a jednak kobieta owa podnosi z dumą głowę i
mówi jestem emancypowaną!

To znowu kaprysna i rozpieszczona w bogactwie pani, pustą z próżnowania
wylęgłą fantazją lub chwilowym szałem wiedziona, zrywa związki rodzinne,
zrzeka sie powinności żony, matki i obywatelki i bez innych powodów oprócz
rozdrażnionej i zepsutej próżnowaniem i czytaniem ognistych romansów
wyobraźni, rzuca sie w świat awantur a na pytanie kim jest i co czyni?
odpowiada, jestem kobietą emancypowaną!

To znowu jak na klassycznym trójnogu starożytna Pytya na nowożytnej kanapie,
z ustami pełnemi nadętej mądrości, a głosem nakazującym milczenie zasiada
kobieta pseudo-uczona, kobieta która po francuzku nazywa się bas
blue. "Milczcie wszyscy bo ja mówię. Słuchajcie mię bom śród was jedynie
mądra, bo czytałam Bakona, Kartezjusza, Lejbnotza, Kanta, Hegla itd. bo
mówię wam o ekonomji politycznej, filantropij, idealizmie, materjalizmie,
realizmie itd. Ile z tego wszystkiego rozumiem, ile z tych wszystkich
brzmiących wyrazów z całej tej uczonej nomenklatury, potrafię dla was i dla
siebie wyciągnąć pojęć zdrowych i treści rozumnej, to do was nic nie należy.
Wiedzcie tylko, że jak w składach teatralnych pozwijane dekoracyjne płótna,
tak w głowie mojej leżą ogromne zapasy mórz i horyzontów, ogrodów i okolic,
miast i pałaców. które do woli rozwinąć przed wami mogę. Gdy zgasną światła
moich salonów, jak po końcu przedstawienia dekoracye teatralne, zwiną się
moje morza i horyzonty i pójdęą spać w mojej głowie bez ruchu i pożytku. Ale
tymczasem, nędzni śmiertelnicy, dopóki raczę zstępować ku wam z wysokości
moich - patrzcie, słuchajcie i podziwiajcie mię."

(1) - Z dzisiejszym numerem rozpoczynamy rozprawę pani Elizy Orzeszkowej
dotyczacą kobiet, na którą szczególną zwracamy uwagę naszych Czytelniczek.
Przedmiot ten tak ważny, tak będący na czasie, przez Szanowną Autorkę
rozebrany z gruntowną znajomością rzeczy, odpowiedniemi studjami i z
serdeczną miłością powszechnego dobra, zajmie zarówno dziewicę, żonę, matkę,
jak i każdego myślącego mężczyznę. Nic w nim nie pominięto, o niczym nie
zapomniano, począwszy od niemowlęcego wieku dziewczynek aż do czasu
dorzałości, aż do chwili gdy skromna dziewica stając się matką obywatelką,
ma przejść w grono matron, dostojnością swą budzących powszechny szacunek.
Jest to pierwsze w kwestji tej tak wyczerpująco napisana rozprawa, i
pierwsza pani Orzeszkowa przedstawia ją w całości, a rozbiorem dokładnym
każdego szczegółu czem powinna być kobieta i jak do tego dążyć.

c.d.n.


    • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 c.d. IP: *.chello.pl 21.01.04, 14:13
      [c.d. cytatu]

      Tak mówi kobieta sawantka, jak Rzymianin w togę drapuje się w Olimpijską
      powagę i uroczysztość. W koło niej rozlewa się atmosfera nudy i pychy, a ona
      na zapytanie jaką na tej ziemi gra rolę, jakie spełnia powinności i zadania
      odpowiada: jestem kobietą emancypowaną.

      Nie dziw że gdy podobne obrazy staną przed wyobraźnią ludzi, wyraz emancypacja
      kobiet brzmi w ich uszach jednoznacznie z brakiem przyzwoitości, pogardą
      obowiązków rodzinnych i pozbyciem się najmilszej z zalet - prostoty - i że
      wzmianka i tej emancypacji sprowadza szyderczo uśmiechy lub ściąga surowe
      nagany nawet od ludzi obdarzonych światłem i postępowym umysłem. Nielogiczne
      entuzjastki rozmiłowane w dźwięku słowa, którego treści nie pojmowały -
      zacofały na długie lata postęp idei, której sztandarem pokrywać chciały swoje
      dziwaczne lub występne wybryki. Nic nie ma zgubniejszego dla jakiegokolwiek
      pojęcia, które zaledwie zrodzone w ludzkości jeszcze się w niej ugruntować nie
      zdołało, jak rzucony nań cień śmieszności. A śmiesznością właśnie pokryły
      pojęcie o emancypacji kobiet Lwice z fajkami i cynizmem w ustach. Pytje ze
      zwijanemi i rozwijanemi horyzontami w głowach i tem podobne pojęcia tego
      fałszywe apostołki i przedstawicielki.

      Nienależy więc dziwić się zrażeniu wielkiej części ogółu ludzi do idei
      emancypacji kobiet, ale należy wierzyć iż prawda oddzielną być może od fałszu,
      rozum od śmieszności, prawdziwe światło spływające na ziemię dla naprawienia
      złego od wybryków, a choćby i występków ludzkiej głupoty i słabości.

      Spójrzmy na mnóstwo moralnych i materjalnych nędz psujących połowę
      społeczeństw ludzkich, na zwiędłe w próżności umysły i zepsute w bezczynności
      serca kobiet bogatych, na zbladłe w niedostatku twarze i upadające w obawie o
      przyszłość moralne siły kobiet ubogich, a zapomniawszy o Lwicach i Pytjach,
      które coraz rzadziej zjawiają się e zjawiać będą między nami, rozważmy czy tym
      istotnym i niezaprzeczonym nędzom i nieszczęściom jakie wciąż nauwają się
      przed oczy, trafnie pojęta i zastosowana emancypaca kobiet zapobiega lub
      przynajmniej w części zmniejszyć ich nie zdoła.

      Słowo jest tylko uwydatnieniem idei: skoro istnieje musi być w społeczeństwie
      pojęcie które dało mu powód bytu. Pojęcie zaś każde rodzi się z wielkiego
      tchnienia, jakie płynie z łona ludzkości wtedy, gdy ludzkość ta potrzebuje i
      pragnie czegoś a dąży do spełnienia swych pragnień i zadość uczynienia swoim
      potrzebom.

      Wyraz tedy: emancypacja kobiet powstał z pojęcia o istniejącej w ludzkości
      potrzebie zrzucenia z kobiet jakiegoś jarzma, uwolnienia ich od jakichś
      krępujących je więżów.

      Jakie jarzmo potrzebują zdjąć z siebie kobiety? Z jakiech ogniw skute są
      kajdany od których uwolnić się one pragną? Jarzmo to miałożby jak dowodzono
      ongi być tyranją mężczyzn, tych okrutników narzucających kobietom mocą
      fizycznej siły, swoją brutalską powagę? Tak utrzymywano niegdyś, ale dziś
      urojone wyobrażenie o tyranji mężczyzn względem kobiet, doświadczyło także
      losu: "czapli na wysokich nogach". Uśpiło nudę tych co o niem słuchali i
      przestało zajmować wszystkich. Dziś każda rozsądna kobieta wie dobrze, iż ten
      okrutny, tak niegdyś okrzyczany rodzaj męzki jest sobie zwyczajnie zbiorem
      ludzi w którym są wielcy i mali, źli i dobrzy.

      Dziś wszyscy rozsądni ludzie wiedzą iż w klassie oświeconej przynajmniej
      mężczyźni nie są wcale tyranami względem kobiet, a jęśli między niemi znajdzie
      się jaki naśladowca okrutnego Barbe-Blue, co też wzajem i między płcią piękną
      bywają panie, mające przy pantofelkach żelazne podkóweczki i takie o których
      to opowiadał powieściopisarz: "Pan pułkownik poprowadził na spacer pieski pani
      pułkownikowej" (Druga żona Korzeniowskiego).

      Jeżeli więc mężczyzni nie są tyranami względem kobiet, chyba wyjątkowo - cóż
      jest jarzmem ciążącem kobietom? Byłożby niem życie rodzinne? byłyżby niem
      obowiązki i zatrudnienia codziennego, domowego życia? Ależ życie rodzinne to
      węgielny kamień obyczajów na których opiera się gmach społecznego porządku i
      publicznej moralności, to przybytek cichy i poświęcony w którum kobieta chroni
      się od burz świata, jakieby ją samotnie idącą, koniecznie dotknąć musiały;
      życie rodzinne to dla kobiet źródło gorących a niewinnych radości, to droga
      śród której jeśli się nawet zmęczy i zachwieje, wesprze ją dłoń męzka i
      kochająca, pokrzepo i podniesie uśmiech dziecięcia i cicha piosnka nad jego
      wyś piewaną kolebką. Bez rodziny nie ma oświeconej i moralnej społeczności,
      bez rodziny nie ma mężów od dzieciństwa hodowanych w miłości dla kraju i
      cnoty, nie ma niewiast od dzieciństwa zaprawianych do uczuć ludzkich i
      obywatelskich.

      W rodzinie leżą najważniejsze powinności, najwzniślejsze zadania i niabzystrze
      szczęście kobiety, Gdzież więc jest jarzmo, gdzie są kajdany krępujące
      kobiety, skoro za takie uważać nie można ani nie egzystującej już dzoś wcale
      tyranji mężczyzn, ani świętych i miłych zadań rodzinnego życia?

      A jednak istnieje przecie w ludzkości pojęcie, że kobiety emancypować potrzeba
      z pod jakichś więzów, które nie dozwalają im stać się tem, czem stać się mogą
      i powinny dla dobra swego i ogółu.

      Bywają na świecie rodziny śród których jedno dziecię przychodzi na świat
      piękne a słabe i wątłe. Rodzice z zachwyceniem wpatrują się w białe lice
      dziecięcia, a widząc postać jego wątłą i słabowitą, otaczają je mnóstwem
      pieszczot i tkliwych przestróg, nie pozwalają mi stawić kroków o własnych
      siłach, chronią je od słonecznych promieni i od ,roźnych powiewów. Dla niego
      najwytworniejsze lecz najmniej pożywne pokarmy, smakujące podniebiemiu lecz
      niezdrowe słodycze, dla niego cacka - brzękawki, błyskotki; niech się piękna i
      słabowita sziecina bawi a nadewszystko niech nie pracuje.

      Niech nie pracuje, bo praca i zdrowiu zadzkodzić może i pochyli kształtną
      główkę lub pomarszy marmurowe czoło.

      Na cóż pięknemu dziecku wewnętrzne zalety? Sama już piękna postać zdoła
      zachwycić wszystkich i drogę życia gładko utorować przed niem Na co słabemu
      dziecku praca? Na silnych braci, oni dlań pracować będą. I wzrasta ukochana
      dziecina a śród pieszczot słabe jej fizyczne siły, zamiast wzmacniać się
      słabną bardziej, otoczona błyskotkami, zwana aniołem, bóstwem, najpiękniejszym
      tworem przyrody, staje się w końcu nieudolną, próżną i nie mającą ludzkich
      prócz zawnętrznych kształtów istotą.

      Komu nie zdarzyło się widzieć w świecie mnóstwa, w podobny sposób ukochanych i
      rozpieszczonych dziatek?

      Takim pięknym i rozpieszczonem dzieckiem społeczności jest kobieta. Przyszła
      ona na świar piękna i słaba, i marka społeczność uczyniła z nią to co z
      najmilszem dzieckiem czynią nierozsądni rodzice, pieszczotami bardziej jeszcze
      osłabiła jej siły fizyczne, próżnowaniem i błyskotkami zepsuła jej moralne
      władze.

      Niesłusznie kobiety wyrzekają niekiedy że sa upośledzone w społeczności:
      owszem, są one zanadto rozpieszczane i wywyższane, tylko że t jednostronne a
      bezmyślne ich wywyższenie, na największe zło im wychodzi, bo wzbija je w sfery
      anielskie, a ludzkich dróg nie uczy, bo pokłonem przed zewnętrzną ich
      pięknościę zgina czoła ludzkie, ale unicestwia w nich stronę człowieczą przez
      którą same w sobie mogłyby być dumne i mocne.

      W tem jest klucz otwierający tajemnicę wyrazu: emancyoacja kobiet.

      Nie w urojonej tyraniji mężczyzn, nie od świętych i przynoszonych szczęście
      obowiązków rodzinnego życia, nie od przyzwoitości i prostoty ale od słabości
      fizycznej bardziej narzuconej niż od natury wziętej, od braku sił moralnych na
      samoistne i wieczne życie, od klątwy wiecznego niemowlęctwa i anielstwa, od
      wypatywania z cudzej ręki kawałków powszedniego chleba, od wiecznego zamykania
      przed nimi dróg poważnej i użytecznej pracy mają i winny emancypować się
      kobiety.

      • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 kolejny IP: *.chello.pl 21.01.04, 14:24
        [c.d. cytatu]

        ROZDZIAŁ I
        O CELACH I DROGACH KOBIET

        Z jakiegokolwiek stanowiska zapatrujemy się na człowieka, czy z
        ewangelicznego, które się opiera na ogólnej miłości, czy ekonomicznego które
        się opiera na ogólnej korzyści, czy z egiostycznego mającego na względzie
        interes jednostki, zawsze widzimy nieuniknioną dla człowieka potrzebę pewnego
        raz obranego i wytkniętego celu istnienia, jeżeli to istnienie ma być rozumne
        i przynoszące pożytek tak jemu, jak społeczności do jakiej on należy. Jakim
        jest cel ten, zależy to już od wyłącznych usposobień i położenia jednostki,
        ale jakikolwiek on jest, stanowi w życiu człowieka główny punkt na którym
        skupiają się wszystkie siły jego działalności, niby nici zbiegające się w
        środkowym węźle pasma.

        Z natury człowieka i ustroju społeczeństw wynika, że każdy dążący do pewnego
        stałego zakreślonego celu, na drodze swojej napotykać musi zapory, to płynące
        z własnej jego istoty jak na przykład: nieumiejętność, namiętności, brak
        silnej woli i t. d. to leżące w prawach rządzących społecznością, w przesądach
        moralnych lub materjalnych niedostatkach, we wszystkim zresztą, co będąc z
        natury swej złem czy dobrem, odnośnie do jednostki jest utrudzającem jej
        dojście do zamierzonego celu żywiołem. Zwyciężanie, obalanie tych rozlicznych
        zapór jest trudem; aby trud ten ponieść skutecznie trzeba posiadać i siłę do
        przeniesienia go i umiejętności skierowania wysileń swoich tak, aby w danym
        razie nakorzystniejszymi były. Ani z siłą taką, ani z umiejęnością nikt na
        świat nie przychodzi.

        Uczeniem się, pracą mozolnem zaprawianiem się człowiek zdobywa jedno i drugie;
        długo pracować on musi na to tylko aby jak najlepiej pracować umiał, a ta
        udoskonalona z pomocą długich trudów umiejętność pracowania, służy mu do
        osiągnięcia wytkniętego celu.

        Ktokolwiek więc ma wytknięty przed sobą cel życia, musi wiedzieć jakie w
        dojściu doń spotka zapory, jakie trudy przyjdzie mu poniść dla zwyciężenia
        tych zapór, musi uczyć się znoszenia tych trudów, a następnie w wiecznym
        porządku rzeczy jak najumiejętniej i najkorzystniej dla swego celu je ponięść.

        Surowe to jest zapewne i na pierwszy rzut oka niepowabne pojmowanie życia,
        konieczne jednak bo wskazane nam przez wszelkie poglądy teoretyczne i
        praktyczne doświadczenia.

        Ewangelja mówi: "drzewo bezowocne rzucone będzie w ogień na zniszczenie."
        Owocem życia człowieka jest czyn, pojęcie zaś czynu nasuwa myśl i celu dla
        którego czyn jest spełniony i trudu przywiązywanego koniecznie do aktu
        spełnienia.

        Ekonomja polityczna ukazuje nam człowieka, spotykającego w istnieniu swem trzy
        konieczne żywioły: potrzebę - wysilenie - zadowolenie.

        Wysilenie - więc trud, zadowolenie - więc cel, potrzebę - więc wrodzoną
        konieczność trudu i celu. Historja przedstawia nam wspaniały widok ogromnych
        zbiorowych jednostek zwanych narodami, dążących do rozlicznych celów przez
        najróżniejsze a często krwawe zapasy i trudy.

        Dla jednego z narodów tych w skutek czasu i miejsca w jakich żyły i natury
        składających je jednostek, wytkniętym celem był przemysł (Francja nowożytna
        Hollandja) dla innych podboje (starożytnt Rzym) dla innych jeszcze sztuki
        piękne (starożytna Grecja) to znowu doskonałość politycznych i społecznych
        instytucji (Stany zjednoczone, Szwajcarja).

        • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 i jeszcze jeden IP: *.chello.pl 21.01.04, 14:29
          [c.d. cytatu]

          Dobre lub złe stosowne do pojęć różnych czasów i umysłów, zawsze jednak cele
          te były punktami ciążenia ku którym zbiegły się mozolne, często męczeńskie
          wysilenie narodów. A im który jaśniej cel swój widział przed sobą, im
          wytrwalej, wierniej i umiejętniej do niego dążył, tem był potężniejszy:
          wszelkie zaś zboczenia i zachwianoa się czy to wynikłe z rozrzężenia zaszłego
          w jego własnym organiźmie, czy zaszło e skutek parcia zewnętrznych
          okoliczności, stawały mu się powodem nieuniknionego chylenia się ku upadkowi
          albo zupełnego upadku. Przejście wielu lat albo też pochłaniający jednostkę
          widok ogólny całego narodu, wyjątkowo tylko daje nam razróżnić pojedyncze
          dążenia i działalności. Wszakże najprostsze pojmowanie rzeczy wskazuje, że w
          narodach jednostki które je składają, dążą przez trud do celu.

          Wszędzie więc i zawsze, gdziekolwiek rzucimy okiem czy to w dziedzinę
          nauczjących ludzkość i z samejże natury tej ludzkości wysnutych teorji, czy na
          zastosowanie tej teorji w długim przebuegu dziejów różnych społeczeństw,
          widzimy niezbędny, nieunikniony dla człowieczego istnienia cel i konieczny też
          dla dojścia do celu trud.

          A im lepiej jednostki chcą i umieją dążyć do swoich celów, tem prędzej, tem
          skuteczniej ludzkość cała dązy przez postęp ku dobru.

          Jeżeli zatem człowiek chce żyć logiczmnie i rozumnie a pożytecznie dla siebie
          i ludzkości, której jest członkiem powinien 1) znaleść i jasno wytknąć sobie
          cel; 2) poznać i zrozumieć lezące tak w nim samym jak w zewnętrznym świecie
          zapory; 3) nauczyć się najwytrwalej ponosić trud i najumiejętniej kierować
          wysileniami mającymi go doprowadzić do osiągnięcia wytkniętego celu. Takiem
          zdaje się być rozumne czucie człowieczego istnienia - taką rządzącą tem
          istnieniem teorja.

          Przejdzmy na pole praktyki.

          Ile jest na świecie gałęzi działalności ludzkiej w dziedzinach fizycznej lub
          umysłowej pracy, tyle różnych celów odkrywa się przed wchodzącym na drogę
          życia mężczyzną. Zaledwie umysł jego pojmować zaczyna, słyszy on o tem że jest
          człowiekiem, że winien mieć swój cel istnienia w dojściu do którego spotykać
          będzie zapory, że zaport te zwyciężyć i obalić przyjdzie mu z trudem, że zatem
          nabywać winien umiejętności pracowania to jest obalania zapór w dążeniu do
          celu.

          Wchodzący na drogę życia mężczyzna bada swoje skłonności, zdolności, warunki
          społeczeństwa, w jakim żyje, stosownie do własnej natury i zewnętrznych
          okoliczności, co go otaczają, wybiera sobie cel istnienia; pracuje naprzód
          dlatego, aby w przyszłości najlepiej pracować umiał, następnie wchodzi w życie
          znając zapory, jakie leżą w nim i w koło niego; walczy z nimi; wiedząc, jak
          walczyć trzeba, aby zwyciężyć, i o ile nie staną mu na przeszkodzie nie mogące
          być z góry przewidzianymi i obrachowanymi zapory, dochodzi do wytkniętego
          przez się celu.

          Takie właśnie i jedynie takie życie mężczyzny nazywa się życiem logicznym,
          prowadzącym do pewnych pożytecznych wyników i jego jako jednostkę, i
          społeczność, w której żyje.

          Zobaczmy, o ile takie pojęcie życia służy istnieniom kobiety.

          Mało zapewne w wieku, w którym żyjemy, znajduje się ludzi, co by w teorji
          zaprzeczali temu, że kobieta równym mężczyźnie jest człowiekiem. Tyle wreszcie
          i tak długo pisano i mówiono o tej elementarnej prawdzie, której jednak
          ludziom tak trudno się nauczyć, że dziś, gdyby ktokolwiek i powątpiewał o
          niej, skryłby w sobie to powątpiewanie nie chcąc narazić się na nazwę
          zacofanego człowieka. Ogólnie więc, z przekonaniem lub z pozorem przekonania,
          powtarzają wszyscy, że kobieta równym jest mężczyźnie człowiekiem.

          • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 i dalszy IP: *.chello.pl 21.01.04, 14:33
            [c.d. cytatu]

            Pojęcie to jednak istnieje tylko w teorii, a w zastosowaniu kobieta zawsze
            zostaje istotą ludzką wprawdzie, ale niepełnoletnią, naturą swoją więcej
            zbliżona do kwiata, lalki, anioła niż do człowieka.

            Bardzo rzadko i wyjątkowo na początku istnienia swego dowiaduje się o tym: że
            jest człowiekiem w całej pełni i doniosłości tego wyrazu, że zatem winna
            wytknąć sobie cel ludzki, do którego osiągnięcia iść ma przez trud, to jest
            przez pracę myśli i czynu.

            Wprawdzie gdy mowa jest o celu istnienia kobiety, brzmi zwykła, odwieczna, jak
            codzienny pacierz powtarzająca się formuła: kobieta stworzona jest, aby być
            żoną, matką, gospodynią, i brzmią też odwieczne wyrazy: poświęcenia się,
            zaparcia itd. Bywa jeszcze niekiedy mowa o celu estetycznym, o tym, jak
            kobieta ma wyobrażać w ludzkości piękno, sferę idealną itp., co zawsze
            wychodzi na odzianie jej więcej kwiatkową lub anielską niż człowieczą naturą.

            W każdej z tych formuł i w każdym z tych pięknie brzmiących wyrazów leży
            wielka prawda, ale zawsze w zastosowaniu brak im tej zasady: kobieta jest
            przede wszystkim i nade wszystko człowiekiem, cele więc jej muszą być ludzkie
            i, jako takie, spotykać zapory nie dające się inaczej zwyciężyć, jak trudem;
            aby zaś ten trud skutecznie ponieść, kobieta powinna posiadać i używać
            takiejże siły moralnej i umiejętności, jakie w logicznym życiu posługują
            mężczyźnie.

            Kobieta od dzieciństwa słyszy, że przeznaczeniem jej, celem życia jest zostać
            żoną, matką gospodynią, innemi słowami celem kobiety jest życie rodzinne, a
            więc małżeństwo. Ażeby zatem dojść do zamierzonego celu, kobieta powinna wyjść
            za mąż. Ale co to jest to rodzinne życie, jakie w nim leżą sprawy, trudy,
            troski; dla jakich ono pojedyńczych i społecznych celów istnieje, czego
            potrzeba aby pożytecznie a zacnie spełnić jego zadania, jakie wewnętrzne i
            zewnętrzne zapory trzeba na to zwycięstwo i jakim sposobem zwyciężąć je można
            i należy, o tem zaledwie wyjątkowo kobiety w społeczności naszej słyszą i
            wiedzą przed wstąpieniem na tę drgę, która ma je prowadzić do celu życia.

            Małżeństwo przedstawia się zwykle oczom młodej dziewicy, jak rózana tkana
            miłości i wesela, jak nieustanne swięto z błekitnem niebem, z wonią kwiatów, z
            piesniami słowików. Wyraz ten jest dla niej jednoznaczny z idealną sferą
            wiekuistego i niezachwianego szczęscia, dżwiek jego nie usuwa jej mysli zadnej
            troski i zadnego powaznego zadania, ale brzmi w jej uchu niby fruwanie
            motylkowego skrzydła w swobodzie i radości, unoszacego się po nad kwieciem
            róży.

            Pominawszy nawet materjalne wychowanie, które dla różnych przyczyn zbyt często
            powodują sercami młodych kobiet, pominąwszy też pragnienie uswobodnienia się
            płynace koniecznie z zaciśniętego, jakby klauzuralnego sposobu życia na jaki
            zwyczaję wskazują kobiety niezamężne, najpoważniej nawet na pozór i w istocie
            najuczciwiej zapatrujące się ma kwestją małżeństwa, kobiety nie widzą, w niej
            nic wiecej nad kwesje podobania się i niepodobania, nad kwestją tak zwanej
            miłosci którą właściwiej nazwac by mozna półp miłoscią.

            Spytajcie wiekszej połowy kobiet stojących u stóp ślubnego ołtarza: co w
            przyszłym zawodzie swoim widzą po za rózaną mgłą tej miłości, która je tu
            przywiodła?

            Jakie zasoby moralnej siły i umysłowych przekonań, jaką świadomość zadań swych
            i przeznaczeń przyniosły one z sobś na ten próg, który ma je wprowadzić w
            szranki użytecznej dla nich i dla innych działalności? Zdziwione będą pytaniem
            i odpowiedzią: kochamy a więc dosyć!

            • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 - koniec rozdz. 1 IP: *.chello.pl 21.01.04, 16:48
              [c.d. cytatu]

              Piękna na pozór, poetyczna, idealna i anielstwem tchnąca jest ta bezwiedna,
              instynktowna, naiwna i nie kierowana rozumem miłość. Lecz gdzie będzie ona
              wtedy, gdy przed kobietą otworzy się świat cały prób ciężkich, obowiążków
              trudnych, gdy znikną pierwsze uniesienia miłosne, różana mgła złudzeń
              pierzchnie a nieznane życie ukaże się w całej powadze i surowości, w całym
              nieraz smutku i boleści swojej? Gdzie będzie ta naiwna poetyczna i nieświadoma
              miłość, gdy kobieta jako nieodzownych warunków bytu zapotrzebuje siły woli,
              mocy przekonań pojęcia ostrych a koniecznych wymagań istnienia, umiejętności
              zadość uczynienia tym niezbędnym wymaganiom, i gdy jej wszystkich tych władz
              zabraknie i gdy ockniona z marzeń półsennych, zdziwiona rzeczywistością,
              przelękła patrzeć ona będzie w koło siebie ic nie rozumiejąc, błądzić,
              cierpieć na duchu i ciele i upadać fizycznie i moralnie w bezowocnych bo
              bezsilnych i nieumiejętnych walkach? Miłość to wspaniałe słowo, pojęte szeroko
              i rozumnie stanowi dźwignię ludzkości.

              Miłość odkupuje i oczyszcza brzydkie i ciemne strony świata: miłość zbawia
              narody, uszlachetnia jednostki, tworzy bohaterów, podnosi prostaków,
              uszczęśliwia niewiastę. Ale śmiało rzec można, że nie każdy kocha komu się
              zdaje że kocha, że ażeby umieć kochać trzeba wprzód umieć myśleć i że po za
              szczęściem jakie daje miłość, są w związku dwojga ludzi strony surowe a ważne,
              które kobieta rozumieć powinna nim wstąpi w szranki swojego zawodu.

              W życiu rodzinnem miłość jest bodźcem, pociechą, ozdobą stroną poetyczną i
              idealną, ale po za nią stoi wspólność dążeń i interesów, ciągła potrzeba
              ścierania się z twardemi okolicznościami, walka woli pojedyńczej z mnóstwem
              przywiązanych do ludzkiego żywota zapor, cierpień, nędz, a nadewszystko i
              przedewszystkiem, stoją tam dla dwojga połączonych z sobą ludzi, wysokie,
              szlachetne zadania ludzkie i obywatelskie od których spełnienia zależy
              zacność, spokój i dobrobyt narodów. Jakże więc te wszystkie prace i ciężary,
              te zadania i powinności pojmie, poniesie i spełni kobieta, która w życiu
              codziennym widzi tylko spełnienie różnych rojeń rozmarzonej wyobraźni. szuka w
              niem tylko wesela i swobody i zadowolenia własnych, chwilowych najczęściej
              zachcień, które nazywa: wielkim mianem miłości?

              Kobieta z takiem przygotowaniem wstępująca w życie codzienne, nie widzi jasno
              swego celu, ani wie o mających ją spotkać zaporach ani przygotowanną jest do
              trudu. Zatem jako człowiek nie posiada umiejętności i sił na lpgiczne życie.
              Niedostatek ten krzywiącej i ubezwładniającej mnóstwo istnień kobiecych,
              pochodzi ze zbytniego rozwijania w kobietach chorobliwej uczuciowości i
              marzycielstwa i z zaniedbania w wychowaniu ich i całym kierunku, jakiemu od
              dzieciństwa podlegają kształcenia rozumowej strony.

              (c.d.n.)

              [koniec cytatu]

              Ten pierwszy odcinek został opublikowany w 1870 roku, w nr. 40 "Tygodnika
              Mód". Praca jest dużo dłuzsza. I bedę jeszcze nią was męczyła. Choćby z tego
              powodu, że niektóre fragmenty są ciągle aktualne. Poza tym chcę aby
              przeciwnicy, zwłaszcza polskiego feminizmu, mieli pod ręką cytaty i mogli się
              na coś konkretnego powoływać.

              • agrafek Re: Lekcja feminizmu - 1 - koniec rozdz. 1 21.01.04, 20:03
                Hm. Gnany pragnieniem zdobycia wiedzy przeczytałem. Czytało mi się
                sympatycznie, nie powiem. Ale nie widzę innego celu prezentacji tego tekstu niż
                wystawa w muzeum, obawiam się. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że
                dziewiętnastowieczna emancypacja kobiet do współczesnego feminizmu ma się
                średnio. Jeśli mamy się tu grzebać w historii, to może rzeczywiście zerknijmy
                na rozwój kultury minojskiej i zastanówmy się czy miała ona coś współnego z
                matriarchatem czy nie (cokolwiek to słowo będzie w naszej dyskusji znaczyć).
                pozdrawiam.
                • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 - koniec rozdz. 1 IP: *.chello.pl 22.01.04, 18:50
                  agrafek napisał:

                  > Hm. Gnany pragnieniem zdobycia wiedzy przeczytałem. Czytało mi się
                  > sympatycznie, nie powiem.

                  To się bardzi cieszę. Z moich obliczeń wynika, że przeczytały 3 osoby :) Mój
                  trud nie poszedł na marne.

                  >Ale nie widzę innego celu prezentacji tego tekstu niż
                  > wystawa w muzeum, obawiam się. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że
                  > dziewiętnastowieczna emancypacja kobiet do współczesnego feminizmu ma się
                  > średnio.

                  Ja to widzę trochę inaczej. Ale masz praw do twojego zdania.

                  >Jeśli mamy się tu grzebać w historii, to może rzeczywiście zerknijmy
                  > na rozwój kultury minojskiej i zastanówmy się czy miała ona coś współnego z
                  > matriarchatem czy nie (cokolwiek to słowo będzie w naszej dyskusji znaczyć).

                  Tekst który przytaczam ma zaledwie 130 lat, a nie 4.000. Ale to że uważasz go
                  za pozbawionego jakichkolwiek kontrowersyjnych myśli świadczy tylko o tym, że
                  zostały one zaakceptowane w pełniej rozciągłości przez ciebie, a więc myśl
                  feministyczna już się zagnieździła w twojej głowie i nawet jej nie odrózniasz
                  od niefeministycznej (przynajmniej tej z przed 130 lat). To mnie cieszy.
                  Zobaczymy jak będzie z tekstami późniejszymi.

                  • agrafek Re: Lekcja feminizmu - 1 - koniec rozdz. 1 22.01.04, 21:12
                    Śmiem uważać, że to nie myśl feministyczna gnieździ się w mojej głowie ale
                    odrobina zdrowego rozsądku:). Rzecz w tym, że moim zdaniem, o ile feminizm
                    nawet ewoluował z działań emancypantek, to ewoluował przedziwnie i
                    niekoniecznie w właściwym kierunku. Inne pytanie brzmi, czy rzeczywiście
                    ewoluował, czy też feministki nie zatrzymały się w swoich poglądach na świat w
                    okolicach dziewiętnastego wieku właśnie... Ba, dla niektórych i to co działo
                    się przywołane przez Ciebie 4000 lat temu wydaje sie mieć pierwszorzędne
                    znaczenie.
                    Niemniej tak sobie teraz gdybam, czekam na dalsze wykłady. Może mi się rozjaśni.
                    pozdrawiam
                • Gość: linda Re: Lekcja feminizmu - 1 - koniec rozdz. 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 09:59
                  > Hm. Gnany pragnieniem zdobycia wiedzy przeczytałem. Czytało mi się
                  > sympatycznie, nie powiem. Ale nie widzę innego celu prezentacji tego tekstu >
                  > wniż wystawa w muzeum, obawiam się.

                  Z lektury tego forum wynika raczej, że np. takiego tekstu długo jeszcze
                  nie będzie można umieścić w muzeum:

                  "Mało zapewne w wieku, w którym żyjemy, znajduje się ludzi, co by w teorji
                  zaprzeczali temu, że kobieta równym mężczyźnie jest człowiekiem. Tyle wreszcie
                  i tak długo pisano i mówiono o tej elementarnej prawdzie, której jednak
                  ludziom tak trudno się nauczyć, że dziś, gdyby ktokolwiek i powątpiewał o
                  niej, skryłby w sobie to powątpiewanie nie chcąc narazić się na nazwę
                  zacofanego człowieka. "

                  Oj, zdziwiłaby się pani Eliza, gdyby tutaj trafiła.
                  • agrafek Re: Lekcja feminizmu - 1 - koniec rozdz. 1 23.01.04, 13:13
                    Gość portalu: linda napisał(a):
                    >
                    > Z lektury tego forum wynika raczej, że np. takiego tekstu długo jeszcze
                    > nie będzie można umieścić w muzeum:
                    >
                    > "Mało zapewne w wieku, w którym żyjemy, znajduje się ludzi, co by w teorji
                    > zaprzeczali temu, że kobieta równym mężczyźnie jest człowiekiem. Tyle
                    wreszcie
                    > i tak długo pisano i mówiono o tej elementarnej prawdzie, której jednak
                    > ludziom tak trudno się nauczyć, że dziś, gdyby ktokolwiek i powątpiewał o
                    > niej, skryłby w sobie to powątpiewanie nie chcąc narazić się na nazwę
                    > zacofanego człowieka. "
                    >
                    > Oj, zdziwiłaby się pani Eliza, gdyby tutaj trafiła.
                    Oj, jest kobieta równym męzczyźnie człowiekiem, natomiast nie jest t a k i m
                    s a m y m człowiekiem. I tyle. Równość nie zakłada przecież tożsamości.
                    pozdrawiam
                    • Gość: linda Re: Lekcja feminizmu - 1 - koniec rozdz. 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 13:47
                      > Oj, jest kobieta równym męzczyźnie człowiekiem, natomiast nie jest t a k i m
                      > s a m y m człowiekiem. I tyle. Równość nie zakłada przecież tożsamości.
                      > pozdrawiam

                      Oj oj, czyżby jakaś szalona feministka na tym forum twierdziła, że jest
                      mężczyzną?
      • Gość: BD feminoboros IP: 195.136.36.* 22.01.04, 10:01
        Witam,

        Tytuł nawiązuje oczywiście do uroborosa - mitycznego węża zjadające własny
        ogon. Może i kiedyś feminizm wróci do korzeni i to wcześniej niż po 10.000 lat.

        Cyt. z Orzeszkowej:

        > cóż
        > jest jarzmem ciążącem kobietom? Byłożby niem życie rodzinne? byłyżby niem
        > obowiązki i zatrudnienia codziennego, domowego życia? Ależ życie rodzinne to
        > węgielny kamień obyczajów na których opiera się gmach społecznego porządku i
        > publicznej moralności, to przybytek cichy i poświęcony w którum kobieta
        > się od burz świata, jakieby ją samotnie idącą, koniecznie dotknąć musiały;

        Dobre :)

        Feministyczny hard core, że tak powiem.

        > życie rodzinne to dla kobiet źródło gorących a niewinnych radości, to droga
        > śród której jeśli się nawet zmęczy i zachwieje, wesprze ją dłoń męzka i
        > kochająca, pokrzepo i podniesie uśmiech dziecięcia i cicha piosnka nad jego
        > wyś piewaną kolebką. Bez rodziny nie ma oświeconej i moralnej społeczności,
        > bez rodziny nie ma mężów od dzieciństwa hodowanych w miłości dla kraju i
        > cnoty, nie ma niewiast od dzieciństwa zaprawianych do uczuć ludzkich i
        > obywatelskich.

        Ciekawe - to mają być poglądy, no właśnie, jakie?

        Czy uważasz, Moniko, że współczesny feminizm koresponduję z tymi poglądami
        Orzeszkowej? A czy np. Orzeszkowa pisząc o rodzinie ma też na myśli wolne
        związki czy związki partnerkie osób tej samej płci. Jeśli nie, to dlaczego?

        A może - o zgrozo - emancypacja jest antyfeministyczna (w sumie nic nowego, na
        tym forum podobną tezę wysował chyba nadszykownik).

        pozdrawiam,

        BD
        • Gość: Monika Re: feminoboros IP: *.chello.pl 22.01.04, 14:22
          Gość portalu: BD napisał(a):

          > Czy uważasz, Moniko, że współczesny feminizm koresponduję z tymi poglądami
          > Orzeszkowej? A czy np. Orzeszkowa pisząc o rodzinie ma też na myśli wolne
          > związki czy związki partnerkie osób tej samej płci. Jeśli nie, to dlaczego?

          Tak ja uważm ze koresponduje, choć nie wszystkie jego nurty. Feminizmów jest
          wiele.

          Tekst Orzeszkowej jest dużo dłuższy. To co podałam to ok 1/8. Przepraszam
          jesli tego nie wyjasniłam na początku. Jeśli chcesz mogę dać i inne kawałki.
          Nie wiem tylko czy cie interesuje. Jeśli się w niego wczytać to są tam i
          insynuacje na temat potrzeby glebszego poznania się partnerów przed podjeciem
          decyzji o trwałym związku. Więc pierwszy krok w tym kierunku robi.

          > A może - o zgrozo - emancypacja jest antyfeministyczna (w sumie nic nowego,
          > na tym forum podobną tezę wysował chyba nadszykownik).

          A na czym opierasz takie stwierdzenie ?
          >
          > pozdrawiam,
          >
          > BD


          • Gość: BD Re: feminoboros IP: 195.136.36.* 22.01.04, 15:35
            Witam,

            Gość portalu: Monika napisał(a):

            > Tak ja uważm ze koresponduje, choć nie wszystkie jego nurty. Feminizmów jest
            > wiele.

            O tak, bez wątpienia feminizmów jest wiele. Np. na tym forum ciekawy nurt
            feminizmu - socjobiologiczny, prezentuje Doku. Mi ten cytat z Orzeszkowej
            najbardziej pasuje do feminizmu pariotyczno-katolicko-tradycjonalistycznego.

            > Jeśli się w niego wczytać to są tam i insynuacje na temat potrzeby glebszego
            > poznania się partnerów przed podjeciem decyzji o trwałym związku.

            Straszne insytuacje. Głębsze poznanie, no co za perwersja.
            I trzeba było feminizmu by to wymyślić. Wcześniej ludzie żenili się z losowania.

            > > A może - o zgrozo - emancypacja jest antyfeministyczna (w sumie nic nowego
            > > na tym forum podobną tezę wysował chyba nadszykownik).

            > A na czym opierasz takie stwierdzenie

            Emancypacja jest liberalna w klasycznym sensie (równe prawa), feminizm jest
            lewicowy (prawa równiejsze, np. parytety). Emancypacja to liberalizm a la
            Milton Friedman, feminizm to 'liberalizm' a la Jarugi-Nowackiej. Było o tym
            sporo dyskusji na forum.

            pozdrawiam,

            BD
            • Gość: Monika Re: feminoboros IP: *.chello.pl 22.01.04, 15:49
              Gość portalu: BD napisał(a):

              > Emancypacja jest liberalna w klasycznym sensie (równe prawa), feminizm jest
              > lewicowy (prawa równiejsze, np. parytety). Emancypacja to liberalizm a la
              > Milton Friedman, feminizm to 'liberalizm' a la Jarugi-Nowackiej. Było o tym
              > sporo dyskusji na forum.

              Parytety wymyslili mężczyzni. Stworzyli taki instrument i dla nich funkcjonuje.
              Dlaczego nie miałby fukcjonować dla kobiet ?

              Czyli hasło : parytety tylko dla mężczyzn są dobre ! Nasz instrument babom
              wara !

              A może jesteś za całkowitym zniesieniem parytetów, wszystkich ?

              • nadszyszkownik.kilkujadek Zakaz palenia 22.01.04, 19:18
                > Parytety wymyslili mężczyzni. Stworzyli taki instrument i dla nich
                > funkcjonuje. Dlaczego nie miałby fukcjonować dla kobiet ?
                > Czyli hasło : parytety tylko dla mężczyzn są dobre ! Nasz instrument babom
                > wara !

                To bardzo dziwny argument. Czy 'walka płci' jest dla Ciebie jedynym sposobem
                opisu rzeczywistości? Rozwiązania mogę uważać za dobre albo za złe niezależnie
                od płci 'wynalazców'.

                > A może jesteś za całkowitym zniesieniem parytetów, wszystkich ?
                W zasadzie tak. Ale domyślam się, że to podchwytliwe pytanie. Podaj zatem
                przykłady 'wszystkich'. Dla przykładu, jestem zwolennikiem bezwzględnego
                zakazu palenia na stacjach benzynowych. Jednak całkowity i uniwersalny zakaz
                sprzedaży i palenia tytoniu wydałby mi się dużą przesadą. Choć mnie by
                osobiście nie dotknął, bo nie palę.
                • Gość: Monika Re: Zakaz palenia IP: *.chello.pl 22.01.04, 19:51
                  nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

                  > > Parytety wymyslili mężczyzni. Stworzyli taki instrument i dla nich
                  > > funkcjonuje. Dlaczego nie miałby fukcjonować dla kobiet ?
                  > > Czyli hasło : parytety tylko dla mężczyzn są dobre ! Nasz instrument babom
                  > > wara !
                  >
                  > To bardzo dziwny argument.

                  Dlaczego dziwny ? Mnie dziwi że parytet łaczy się z feminizmem.

                  >Czy 'walka płci' jest dla Ciebie jedynym sposobem
                  > opisu rzeczywistości?

                  Jakbyś czytał uwazniej to byś zauwazył, że twierdze coś przeciwnego.

                  > Rozwiązania mogę uważać za dobre albo za złe niezależnie od
                  > płci 'wynalazców'.

                  To nie chodzi o płeć wynalazacy, tylko o to kto i dlaczego może parytet
                  stosować.

                  > > A może jesteś za całkowitym zniesieniem parytetów, wszystkich ?
                  > W zasadzie tak. Ale domyślam się, że to podchwytliwe pytanie. Podaj zatem
                  > przykłady 'wszystkich'. Dla przykładu, jestem zwolennikiem bezwzględnego
                  > zakazu palenia na stacjach benzynowych. Jednak całkowity i uniwersalny zakaz
                  > sprzedaży i palenia tytoniu wydałby mi się dużą przesadą. Choć mnie by
                  > osobiście nie dotknął, bo nie palę.

                  Niezły przykład. Możemy przy nim zostać.
                  Ja też jestem za całkowitym zakazem palenia na stacjach benzynowych. Ale też
                  jestem za tym, że tam gdzie wolno palić moga palić tak kobiety jak i
                  mężczyzni. Jestem przeciwna miejscom w których zezwala sie palić w zalezności
                  od płci, na przykład tylko mężczyznom.

                  • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Zakaz palenia 22.01.04, 22:14
                    > Dlaczego dziwny ? Mnie dziwi że parytet łaczy się z feminizmem.
                    Mnie też to dziwi niepomiernie. Jednak najbardziej prominentne feministki w
                    Polsce robią to nader często, proponując tzw. parytety w imieniu 'wszystkich
                    kobiet'. Albo - w imieniu feministek. Niektóre osoby (na przykład ja) uważają
                    wszelakie systemy kwot za niesprawiedliwe i sprzeciwiają się takim
                    propozycjom.

                    > Jakbyś czytał uwazniej to byś zauwazył, że twierdze coś przeciwnego.
                    Odniosłem zgoła odmienne wrażenie. Jako przykład podam naszą wymianę zdań na
                    temat lekarzy. Nie wiem do tej pory, czmu miało służyć stwierdzenie, że
                    parytet wymyślili mężczyźni. A'propos - skąd wiesz, że mężczyźni?

                    > Ja też jestem za całkowitym zakazem palenia na stacjach benzynowych. Ale też
                    > jestem za tym, że tam gdzie wolno palić moga palić tak kobiety jak i
                    > mężczyzni. Jestem przeciwna miejscom w których zezwala sie palić w
                    > zalezności od płci, na przykład tylko mężczyznom.
                    Mogłabyś podać przykład takiej nierówności wobec prawa? Zastosowanie parytetów
                    polegałoby na ogłoszeniu, że przynajmniej 40% palaczy mają stanowić kobiety.
                    • Gość: Monika Re: Zakaz palenia IP: *.chello.pl 25.01.04, 02:34
                      nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

                      > > Dlaczego dziwny ? Mnie dziwi że parytet łaczy się z feminizmem.
                      > Mnie też to dziwi niepomiernie.

                      To w jednym punkcie się zgadzamy.

                      > Jednak najbardziej prominentne feministki w
                      > Polsce robią to nader często, proponując tzw. parytety w imieniu 'wszystkich
                      > kobiet'. Albo - w imieniu feministek.

                      W niektórych krajach został wprowadzony, w innych trwa nad tym dyskusji.

                      >Niektóre osoby (na przykład ja) uważają
                      > wszelakie systemy kwot za niesprawiedliwe i sprzeciwiają się takim
                      > propozycjom.

                      No to jak sobie wyobrazasz, w Polsce, partie, która wygrywa wybory, powiedzmy
                      30% głosów, tworzy koalicję i nie zapewenia koalicjantom proporcjonalnego
                      udziału w rządzie ?

                      > > Jakbyś czytał uwazniej to byś zauwazył, że twierdze coś przeciwnego.

                      > Odniosłem zgoła odmienne wrażenie. Jako przykład podam naszą wymianę zdań na
                      > temat lekarzy. Nie wiem do tej pory, czmu miało służyć stwierdzenie, że
                      > parytet wymyślili mężczyźni.

                      Co do lekarzy, nie wypowiadałam się na ich temat, zwróciłam tylko uwagę, ze do
                      zajścia w ciąze potrzeba 2 osób i ze obie ponoszą odpowiedzialnośc za nią i ze
                      nie jest to tylko i wyłacznie problem kobiet, jak sugerowałeś.

                      Sprawa sumienia lekarza wydaje mi się problemem związanym z polityką szpitala.
                      Słyszałam, ze w Niemczech, niektóre szpitale nie chcą zatrudniać ginekologów
                      katolików, nie chcą podobnych kłopotów.

                      A'propos - skąd wiesz, że mężczyźni?

                      Choćby stąd, ze zasada parytetu działała jeszcze przed wejsciem kobiet do
                      polityki.

                      >
                      > > Ja też jestem za całkowitym zakazem palenia na stacjach benzynowych. Ale
                      > też
                      > > jestem za tym, że tam gdzie wolno palić moga palić tak kobiety jak i
                      > > mężczyzni. Jestem przeciwna miejscom w których zezwala sie palić w
                      > > zalezności od płci, na przykład tylko mężczyznom.
                      > Mogłabyś podać przykład takiej nierówności wobec prawa?

                      Choćby prawo kanoniczne. Możesz zostać księdzem jesli jesteś mężczyzną, jeśli
                      kobietą nie.

                      >Zastosowanie parytetów
                      > polegałoby na ogłoszeniu, że przynajmniej 40% palaczy mają stanowić kobiety.

                      Czy zasada parytetu działa tylko i wyłacznie wtedy kiedy zostaje
                      usnakcjonowana przez prawo ?

                      • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Zakaz palenia 25.01.04, 03:58
                        Gość portalu: Monika napisał(a):

                        > nadszyszkownik.kilkujadek napisał:
                        >
                        > > > Dlaczego dziwny ? Mnie dziwi że parytet łaczy się z feminizmem.
                        > > Mnie też to dziwi niepomiernie.
                        >
                        > To w jednym punkcie się zgadzamy.
                        Odnoszę wrażenie, że nie bardzo. To była ironia.

                        >
                        > W niektórych krajach został wprowadzony, w innych trwa nad tym dyskusji.
                        Co z tego wynika dla naszej dyskusji?

                        >
                        > >Niektóre osoby (na przykład ja) uważają
                        > > wszelakie systemy kwot za niesprawiedliwe i sprzeciwiają się takim
                        > > propozycjom.
                        >
                        > No to jak sobie wyobrazasz, w Polsce, partie, która wygrywa wybory, powiedzmy
                        > 30% głosów, tworzy koalicję i nie zapewenia koalicjantom proporcjonalnego
                        > udziału w rządzie ?
                        Stworzenie koalicji jest sprawą dobrowolnej umowy. Ustalenie prawem kwot
                        udziału to przymus administracyjny. Czy dostrzegasz różnicę? Nadto,
                        przypuszczam, że przedmiotem negocjacji są wówczas poszczególne stanowiska, a
                        nie 'proporcjonalny udział'.
                        Gwoli wyjaśnienia: uważam polską ordynację wyborczą za wadliwą. Między innymi
                        dlatego, że zmusza do takiej 'koalicyjnej arytmetyki' i doprowadza do rozmycia
                        odpowiedzialności.

                        > nie jest to tylko i wyłacznie problem kobiet, jak sugerowałeś.
                        Nic nie sugerowałem. Chodziło mi wyłącznie o to, że to nie jest problem
                        personelu szpitala. Zaszło nieporozumienie; proponuję przeto do tematu nie
                        wracać.

                        > Słyszałam, ze w Niemczech, niektóre szpitale nie chcą zatrudniać ginekologów
                        > katolików, nie chcą podobnych kłopotów.
                        Szczerze mówiąc - nie chce mi się w to wierzyć. Ani też w to wnikać. Pamiętasz
                        może jednak, że mój przykład dotyczył odmowy wykonywania zabiegów z przyczyn
                        innych, niż religijne.

                        > Choćby prawo kanoniczne. Możesz zostać księdzem jesli jesteś mężczyzną, jeśli
                        > kobietą nie.
                        Prawu kanonicznemu podlegają tylko Ci, co chcą. To nie jest prawo w sensie, o
                        jakim w tej chwili mówimy.

                        > Czy zasada parytetu działa tylko i wyłacznie wtedy kiedy zostaje
                        > usnakcjonowana przez prawo ?
                        Tylko takie przypadki mnie w tym momencie interesują. Tak naprawdę podważam
                        przede wszystkim narzucanie owego 'parytetu' administracyjnie. Uważam się za
                        zwolennika równouprawnienia, ale najwyraźniej mam zupełnie inną wizję
                        funkcjonowania prawa dotyczącego tych tematów, niż Ty.

                        Swoją drogą, temat zapisanych w prawie kwot (udział kobiet we władzach, na
                        listach wyborczych itp.) był tutaj już poruszany i w zasadzie nie było
                        zwolenników takich rozwiązań. Jeśli masz na ten temat inne zdanie, może
                        zechciałabyś je wyłożyć? Tylko, błagam, nie w stylu Orzeszkowej...
              • nadszyszkownik.kilkujadek Re: feminoboros 22.01.04, 19:20
                Gość portalu: Monika napisał(a):

                > Nasz instrument babom wara !
                Tak daleko nie posunąłbym się w żadym razie.
                • Gość: Monika Re: feminoboros IP: *.chello.pl 22.01.04, 19:53
                  nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

                  > Gość portalu: Monika napisał(a):
                  >
                  > > Nasz instrument babom wara !
                  > Tak daleko nie posunąłbym się w żadym razie.
                  >

                  To pocieszaje. Już się czuję lepiej, a na dowód :)))
                  • Gość: Monika Re: feminoboros IP: *.chello.pl 22.01.04, 19:56
                    > To pocieszaje. Już się czuję lepiej, a na dowód :)))

                    tfu, miało być - pocieszające
              • Gość: BD Re: feminoboros IP: 195.136.36.* 23.01.04, 10:24
                Witam,

                Gość portalu: Monika napisał(a):

                > Parytety wymyslili mężczyzni. Stworzyli taki instrument i dla nich
                > funkcjonuje. Dlaczego nie miałby fukcjonować dla kobiet ?

                Wydawało mi się, że poruszony przeze mnie problem dotyczył różnić między
                emancypacją a feminizmem wg kryterium liberalizmu. Myślę, że 'autorstwo'
                parytetów niewiele wnosi do tematu.

                > A może jesteś za całkowitym zniesieniem parytetów, wszystkich?

                Staram się komunikować w zgodzie z logiką konwersacji Grice'a i pisząc o
                partetach i feminizmie mam na myśli pewne konkretne i znane rozwiązania. Bo
                oczywiście małżeństwo heteroseksualne czy osobne toalety dla płci też można
                podciągnąć pod hasło "parytet" i w tym sensie na pewno jestem niekonsekwentnym
                parytetofobem.

                pozdrawiam,

                BD
            • Gość: Monika Re: feminoboros IP: *.chello.pl 22.01.04, 16:58
              Gość portalu: BD napisał(a):

              > > Jeśli się w niego wczytać to są tam i insynuacje na temat potrzeby
              > > glebsze go poznania się partnerów przed podjeciem decyzji o trwałym
              > >związku.
              >
              > Straszne insytuacje. Głębsze poznanie, no co za perwersja.
              > I trzeba było feminizmu by to wymyślić. Wcześniej ludzie żenili się z
              > losowania.

              Zjadło jednen mój post. Więc jeszcze raz. Nie chcę abyś na podtawie moich słów
              kształtował sobie opinię o Orzeszkowej, dlatego poniżej wkleiłam jeszcze
              kawałek jej tekstu.
              • Gość: BD Re: feminoboros IP: 195.136.36.* 23.01.04, 10:36
                Witam,

                Gość portalu: Monika napisał(a):

                > Nie chcę abyś na podtawie moich
                > słów kształtował sobie opinię o Orzeszkowej, dlatego poniżej wkleiłam jeszcze
                > kawałek jej tekstu.

                Fragmenty ciekawe, nie powiem, choć przydługawe. Odnoszę jednak coraz
                silniejsze wrażenie, że Orzeszkowa za główny problem nie uważa meżczyzn,
                patriarchalnego systemu itd. Ona polemizuje z, nazwijmy to, "sentymentalizmem"
                (etykieta na pewien system obyczajowy, nie chodzi mi o prąd literacki przed
                romantyzmem).

                Uważam, że słusznie, bo obyczajwy sentymentalizm to straszna rzecz,
                niepomiernie gorsza od np. romatyzmu. Niemniej, nie ma to wiele wspólnego z
                tysiącami lat rozwoju "systemu patriarchalnego" na świecie. Tak to, jako
                niefachowiec, oceniam.

                pozdrawiam,

                BD
                • Gość: Monika Re: feminoboros IP: *.chello.pl 31.01.04, 12:46
                  Gość portalu: BD napisał(a):

                  > Fragmenty ciekawe, nie powiem, choć przydługawe. Odnoszę jednak coraz
                  > silniejsze wrażenie, że Orzeszkowa za główny problem nie uważa meżczyzn,
                  > patriarchalnego systemu itd. Ona polemizuje z, nazwijmy
                  > to, "sentymentalizmem" (etykieta na pewien system obyczajowy, nie chodzi mi
                  >o prąd literacki przed romantyzmem).

                  Bardzo mnie cieszy, że przeczytałaś, wiem że nie jest łatwo czytać, doceniam.

                  > Uważam, że słusznie, bo obyczajwy sentymentalizm to straszna rzecz,
                  > niepomiernie gorsza od np. romatyzmu. Niemniej, nie ma to wiele wspólnego z
                  > tysiącami lat rozwoju "systemu patriarchalnego" na świecie. Tak to, jako
                  > niefachowiec, oceniam.

                  Nie wiem czy chodzi Orzeszkowej o sentymentalizm, zapewne tez, ale raczej o
                  prawo do edukacji na równi z mężczyznami, a szkoły dla kobiet wtedy były
                  zamknięte, mogły się edukować w domu lub na pensjach, których poziom
                  pozostawał wiele do życzania. Sama Orzeszkowa do konca zycia miała braki
                  edukacyjne, które widać właśnie w jej pracach publicystycznych. Bolała nad
                  tym, ale nie miała jak uzupełnić.

                  Terminu "system patriarchalny" u Orzeszkowej nie znajdziesz. Ona obwinia ojców
                  i matki w tym samym stopniu, jak równe prawa i obowiązki to równa i
                  odpowiedzialność, nieprawdaż ? :)))

                  Niżej wklejam jeszcze dalszy ciąg tekstu. Może i tym razem uda ci się
                  przeczyta?

                  pozdrawiam
                  Monika
            • Gość: Monika Re: feminoboros IP: *.chello.pl 25.01.04, 03:07
              Gość portalu: BD napisał(a):

              > Witam,
              >
              > Gość portalu: Monika napisał(a):
              >
              > > Tak ja uważm ze koresponduje, choć nie wszystkie jego nurty. Feminizmów
              > > jest wiele.
              >
              > O tak, bez wątpienia feminizmów jest wiele. Np. na tym forum ciekawy nurt
              > feminizmu - socjobiologiczny, prezentuje Doku. Mi ten cytat z Orzeszkowej
              > najbardziej pasuje do feminizmu pariotyczno-katolicko-tradycjonalistycznego.
              >
              > > Jeśli się w niego wczytać to są tam i insynuacje na temat potrzeby
              > > glebszego poznania się partnerów przed podjeciem decyzji o trwałym związku.
              >
              > Straszne insytuacje. Głębsze poznanie, no co za perwersja.
              > I trzeba było feminizmu by to wymyślić. Wcześniej ludzie żenili się z
              > losowania.

              Trudno oceniać Orzeszkwą bez kontektu w którym pisała. To był rok 1870. Ona
              widzi i wytyka błedzy w wychowaniu kobiet. W sumie mówi do rodziców: wasze
              wychowanie możeć wyrzucic do kosza, wszystko tam jest złe. Tworzycie potworki
              i wyschniętych mózgach. Sami podcinacie gałąź na której siedzicie, to wy
              przyczyniacie się do rozpadu rodziny. Ona to widziała, większość ludzi jakoś
              nie. Więc widać trzeba było takich głosów jak Orzeszkowej aby to zmienić.

              > > > A może - o zgrozo - emancypacja jest antyfeministyczna (w sumie nic
              > > > nowego na tym forum podobną tezę wysował chyba nadszykownik).
              >
              > > A na czym opierasz takie stwierdzenie
              >
              > Emancypacja jest liberalna w klasycznym sensie (równe prawa), feminizm jest
              > lewicowy (prawa równiejsze, np. parytety). Emancypacja to liberalizm a la
              > Milton Friedman, feminizm to 'liberalizm' a la Jarugi-Nowackiej. Było o tym
              > sporo dyskusji na forum.

              Jakośc tak się składa, że najwięcej praw uzyskały kobiety w USA, a o rządzie
              lewicowym jakoś tam nie słyszałam. W Polsce były rzady lewicowe a ani jedna
              organizacja feministyczna w tamtych czasach nie powstała. Dziwne prawda ?
    • tad9 Re: Lekcja feminizmu - 1 21.01.04, 16:20
      Gość portalu: Monika napisał(a):

      > Widzę ze antyfeminiści są jak dzieci we mgle, wytaczaja argumenty typu:
      > feminstki są "przeciw",

      A są wyłącznie "za"?


      >feminizm to ideologia totalitarna wywodzaca się z
      > lat 60,

      Feminizm współczesny to w znacznym stopniu dziecię lewackiej kontrkultury lat
      60/70-tych

      >feministki toczą walkę płci itd itp.

      Toczą, nie tyle "walkę płci", co wojnę kulturową. Ich "wrogowie" są płci
      obojga.

      > Oczywiście nie popierają tych rewelacji zadnymi tekstami.

      Mylisz się. Jeśli zagłębisz się w to forum, znajdziesz mnóstwo cytytów z dzieł
      feministycznych.

      > Już to mówiłam i nie tylko ja. Wojnę płci wymyślił niejaki J.J. Bachofen.

      I co z tego? Czy ma patent na to wyrażenie? Przypuśćmy, że termin "wojna
      psychologiczna" wymyślił pan X. Czy to znaczy, że termin do niego należy i
      tylko do niego się odnosi? Dajże spokój Moniko!


      >
      • tad9 dodatek 21.01.04, 16:22
        Wybacz Moniko, ale nie obiecuję, że tekst Orzeszkowej przeczytam. Unikam baby
        jak ognia. To bodajże największa nudziara w historii polskiej literatury.
        Niech błogosławiony będzie ten reżyser, który nakręcił "Nad Niemnem"
        wybawiając mnie (i tysiące inych) od konieczności czytania tej lektury w
        szkole.
        • Gość: Monika Re: dodatek IP: *.chello.pl 21.01.04, 16:33
          tad9 napisał:

          > Wybacz Moniko, ale nie obiecuję, że tekst Orzeszkowej przeczytam. Unikam
          >baby
          > jak ognia. To bodajże największa nudziara w historii polskiej literatury.
          > Niech błogosławiony będzie ten reżyser, który nakręcił "Nad Niemnem"
          > wybawiając mnie (i tysiące inych) od konieczności czytania tej lektury w
          > szkole.

          Oczywiście ze wybaczam. Od dawna wiem, że nie musisz czytać by krytykować i
          teoryzować, ty zwyczajnie WIESZ.

          Nie liczyłam na dyskusję z twojej strony, nie jestem aż tak naiwna. Szczerze
          mówiąc mam nadzieję, że ten tekst przeczytają kobiety z tego forum.
    • Gość: Klarysa HHHmmm....Wiesz Moniczko,jest tak.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 16:38
      To forum mało ma wspólnego z rozwazaniami na temat feminizmu.Tutaj można się
      niekiedy fenomenalnie pobawić w rozmyślania:"a co by było ,gdyby zabijano 5
      latki w ramach późnej aborcji" albo "dlaczego obrażacie wartości
      katolickie?".Zdecydowanie jednak rozmawia się na stronach gender i organizacji
      feministycznych,nie tutaj.I może jeszcze maleńka uwaga.Cieszę się,że ktoś
      załączył tu ten tekst,ale autorka żyła w XIX wieku,a co gorsza źle się kojarzy
      w polskiej literaturze.{chłopi,entuzjastki,dwór i wioska na tle opisów
      przyrody...}Może sensowniej byłoby zamieścić tu kawałek "Szczelin istnienia"
      Brach-Czainy?W każdym razie coś nowszego.Ale serdecznie pozdrawiam!!!!!!
      • tad9 Re: HHHmmm....Wiesz Moniczko,jest tak.... 21.01.04, 16:50
        Gość portalu: Klarysa napisał(a):

        > To forum mało ma wspólnego z rozwazaniami na temat feminizmu.

        To forum jest takie, jakim uczynią je jego bywalcy. Nic nie stoi na
        przeszkodzie, by ktoś prowadził tu rozważania feministyczne (np. Ty i Monika)


      • Gość: Monika Re: HHHmmm....Wiesz Moniczko,jest tak.... IP: *.chello.pl 21.01.04, 17:01
        Gość portalu: Klarysa napisał(a):

        > To forum mało ma wspólnego z rozwazaniami na temat feminizmu.

        No i może czas to zmienić.

        > Tutaj można się niekiedy fenomenalnie pobawić w rozmyślania:"a co by
        > było ,gdyby zabijano 5 latki w ramach późnej aborcji" albo "dlaczego
        > obrażacie wartości katolickie?".Zdecydowanie jednak rozmawia się na
        > stronach gender i organizacji feministycznych,nie tutaj.

        Mnie to nie przeszkadza. Zawsze byłam za hasłem Olgi Lipińskiej: "A teraz jak
        kto czuje".


        >I może jeszcze maleńka uwaga.Cieszę się,że ktoś załączył tu ten tekst,ale
        > autorka żyła w XIX wieku,a co gorsza źle się kojarzy w polskiej literaturze.

        Najczęsciej tym którzy jej nie czytali, typu Tad.

        > {chłopi,entuzjastki,dwór i wioska na tle opisów przyrody...}Może sensowniej
        > byłoby zamieścić tu kawałek "Szczelin istnienia"
        > Brach-Czainy?W każdym razie coś nowszego.Ale serdecznie pozdrawiam!!!!!!

        Owszem zgadzam się. Ale ja na wstępie napisałam ze zaczynam od abc dla
        feministycznych analfabetów. Może dojdziemy o do Szczelin, kto wie czy mi
        starczy siły?

        pozdrawiam
        Monika
        • tad9 Re: HHHmmm....Wiesz Moniczko,jest tak.... 21.01.04, 17:32
          Gość portalu: Monika napisał(a):

          > >I może jeszcze maleńka uwaga.Cieszę się,że ktoś załączył tu ten tekst,ale
          > > autorka żyła w XIX wieku,a co gorsza źle się kojarzy w polskiej literatur
          > ze.
          >
          > Najczęsciej tym którzy jej nie czytali, typu Tad.

          Przepraszam, ale przeczytałem ze 3 strony pierwszego tomu "Nad Niemnem". Wiem,
          że Orzeszkowa wielką pisarką jest, ale jak ma zachwycać skoro nie zachwyca?
          • Gość: Monika Re: HHHmmm....Wiesz Moniczko,jest tak.... IP: *.chello.pl 21.01.04, 17:48
            tad9 napisał:

            > Gość portalu: Monika napisał(a):
            >
            > > >I może jeszcze maleńka uwaga.Cieszę się,że ktoś załączył tu ten tekst,
            > > > ale autorka żyła w XIX wieku,a co gorsza źle się kojarzy w polskiej lite
            > > > raturze.

            > > Najczęsciej tym którzy jej nie czytali, typu Tad.
            >
            > Przepraszam, ale przeczytałem ze 3 strony pierwszego tomu "Nad Niemnem".
            > Wiem, że Orzeszkowa wielką pisarką jest, ale jak ma zachwycać skoro nie
            >zachwyca?

            Nie przepraszaj. Ja też wiele ksiązek odłozyłam na półkę i do tej pory czekają.
            Jednak byłoby mi miło, dyskutując o feminizmie, abyś miał jakieś pojęcie na
            temat tego jak się odnosiła na przykład Orzeszkowa do ideii opresyjnego
            patriarchatu, który ona nazywa tyranią mężczyzn.

            Po co ja to mówię ? I tak ty wiesz lepiej. Nieprawdaż ?
      • Gość: jancio wodnik Re: HHHmmm....Wiesz Moniczko,jest tak.... IP: *.aster.pl 24.01.04, 00:26
        > To forum mało ma wspólnego z rozwazaniami na temat feminizmu.Tutaj można się
        > niekiedy fenomenalnie pobawić w rozmyślania:"a co by było ,gdyby zabijano 5
        > latki w ramach późnej aborcji" albo "dlaczego obrażacie wartości
        > katolickie?".Zdecydowanie jednak rozmawia się na stronach gender i organizacji
        > feministycznych,nie tutaj.I może jeszcze maleńka uwaga.Cieszę się,że ktoś
        > załączył tu ten tekst

        gdybys w tym tekscie przerobila nieco styl na bardziej wspolczesny i wyslala go
        w jedno z miejsc o ktorych wspominasz podpisujac sie meskim nickiem obrzucono by
        cie kamieniami.

        Kobiety (tak by ci odpowiedziano) wcale nie sa naiwne i oderwane od
        rzeczywitosci jak chce nam to tu wcisnac autor. Wcale nie sa takie w chmurkach,
        pozbawione planow wlasnych i wyobrazen o tym jak beda konkretne przeszkody
        pokonywac. I oczywiscie drogi autorze (tak by ci odpowiedziano) nie probuj nam
        tu wciskac obrazu mezczyzny jako tego zaradnego maczo co tak ma zaplanowane jak
        ten niby fabrykant inwestujacy co to piszesz, ten rolnik siejacy i inni ktorych
        wymieniasz. I wcale drogi autorze tak nie jest, ze kobiety na spotkaniach to sie
        mniej odzywaja. W ogole samo takie stwierdzenie, ze kobiety mniej to juz jest
        drogi chlopcze (powiedziano by ci) opresyjne. Bo rownie dobrze mozna przeciez
        powiedziec, ze to mezczyzni odzywaja sie w nadmiarze. Czemuz to mezczyzn nam
        jako standard podajesz ha?

        Tak by bylo :-)

        No ale gdybys wyslala oryginalny tekst Orzeszkowej tak jak on jest tu wyslany
        skomentowano by go inaczej. Ze daje do myslenia, ze nic sie nie zestarzal, ze
        odkrywczy...

        jancio wodnik
    • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - cd. Orzeszkowej (41-1) IP: *.chello.pl 22.01.04, 15:24
      Dla zainteresowanych zamieszczam tu jeszcze kilka kawałków tekstu Orzeszkwej.
      Porzednie, już zamieszczone znalazły się w nr. 40 Tygodnika Mód (1870). Te
      tutaj w nr. 41, czyli tydzień później.

      [cytat]

      Kilka słów o kobietach
      przez
      Elizę Orzeszkową

      (Dalszy ciąg)

      Ogólną prawie jest wiarą, że kobiety aby spełnić zadania swoje w życiu
      rodzinnem, nie potrzebuje przygotowawczych umysłowych zasobów jakiemi są:
      wiedza, przekonania, znajomośc świata i siebie samej, umiejętność pracowania,
      bo wszystkiego nauczyć ją ma serce.

      Dla czegóż więc to serce, nie zbawia tylu nawet dobrych z natury kobiet od
      próżności, słabości, przeróżnych przywar i nieszczęść, pochodzacych z
      moralnych upadków? Czemu nie zawsze jest im ono przewodnikiem i siłą, ale
      przeciwnie żadną inną nie wspomagane władzą, wiedzie je nieraz na bezrdroża,
      wtraca w nędze moralną lub materjalną?

      Serce może być zapewne źródłem natchnień pieknych, intuicyią uczuciowej i
      poetycznej strony życia, ale nie wystarczy już samo jedno w tej innej
      codziennej, surowej, która chociaż trudna, chociaż skuwa człowieka z ziemią i
      nie pozwala mu stale zamieszkiwać dziedzinę ideałów, niemniej przeto dobrze
      pojęta i spełniona jest wielką i ważną, wielką i ważną już przez to samo, że
      leży w koniecznym rzeczy porządku.

      To serce samo jedno nie wystarczy także i dla tej innej jeszcze strony życia,
      w której kobieta obywatelka, światłem okiem i szeroką a pojętną myślą, winna
      rozejrzeć się w społeczności, której jest rozumnym i odpowiedzialnym
      członkiem. A jednak tę stronę życia wzniosłą, najwyżej i najprawdziwiej
      ludzką, najjędrniej i najrozumniej poetyczną przyjmuje na się kobieta wraz z
      imieniem żony, matki i gospodyni domu, wraz ze zdjęciem z siebie dziewiczego
      miana, które uwalniało ją dotąd z wszelkiej odpowiedzilności, słowm wraz ze
      wstapieniem w życie rodzinne.

      Przebiegnijmy oczami liczne grono dziwic, uważanych za dostatecznie już
      usposobione do aktu ślubnego, a z których nie jedna nawet nosi może miano
      narzeczonej i zobaczmy, ile jest między niemi takich, któreby w oczekującem je
      zbliska życiu rodzinnem, widziały jasno prozaiczną, codzienną stronę trosk i
      interesów i wzniosłą, ludzką, uszlachetnającą obywatelskich spraw i zadań.
      Nie, one nic wcale o tych dwóch stronach rodzinnego życia nie wiedzą, nie
      myślą o nich, nie rozumieją ich, a jeśli i mają jaki przeczuciowy, intuicyjny
      o nich przebłysk, to już pewno ani pojmują, jak się do ich spełnienia wziąść
      będą musiały, ani się zresztą troszczą o to, ani się nad tem nie zastanawiają.

      Dla nich dosyć jest kilku żywszych uderzeń serca, kilku chwil marzeń wysnutych
      przy promieniach księżyca, kilku podmuchów próżnośći albo zachcianek
      rozbujałej fantazji, aby przybrać powiewny strój panny młodej i frunąć w nim
      do przybytku rodzinego życia ujrzanego z po za mgły złudzeń rojeń i marzeń.

      Czy pojmuje kto mężczyznę któryby nie myślał o tem, jak gdy zostanie rolnikiem
      zasiej rolę, gdy będzie lekarzem zbada organizm chorego, gdy będzie
      przedsiebiorcą włoży w fabryki i handel posiadane kapitały? Jakim rolnikiem,
      lekarzem, przedsiębiorcą byłby mężczyzna, któryby do tych przyszłych zawodów
      swoich nie gotował się pracą myśłi, usilnem zbieraniem stosownej wiedzy,
      rozpoznawaniem znaczenia w społeczności celu, który przed sobą postawił i
      zapór jakie na drodze doń spotkać go mają, ale któryby na te cele i drogi
      swoje patrzył przez zasłonę poważnych złudzeń i gotował sie do nich
      marzeniami, wysnuwanemi przy blasku księżyca? a jednak w ten to właśnie sposób
      do przyszłych zawodów swoich żony, matki, gospodynie i obywatelki gotuje się
      kobieta. I jakże ma być inaczej, gdy aż do chwili w której wchodzi w życie
      rodzinne, to jest wybiera sobie cel i drogi swoiej, najwyższemi jej zaletami
      mają być nieświadomość, naiwność, wszystkie zatem cachy dziecięce, ale nie
      człowiecze? Kobieta aż do zamąż pójścia widzi świat tylko przez okno swego
      pokoju i oczami otaczających ją ludzi. Siebie samej nie zna, ani wie co leży
      na dnie jej własnej istoty, jaka będzie z czasem i jakie najwłaściwsze są dla
      niej drogi. Wiara tych co ją otaczają jej jej wiarą - ich wola jej wolą.

      Życie dla niej to zagadka nad rozwiązniem której głowy sobie przecież nie
      łamie.

      Gdy przyjdzie, zobaczymu - a teraz grajmy sonatę albo haftujmy kołnierzyk!
      Mówi niekiedy o pracy mając zawsze na myśli sonatę, albo haftowanie
      kolnierzyka. Gdy mowa o małżeństwie tym wskazywanym jej celu życia, wstydzi
      się i rumieni a w pokoiku swim, miedzy czterama milczącemi scianami marzy i
      niem. Jak marzy? Któż powie? wszystkiego w tych marzeniach pełno: kwiatów,
      obłoczków, aniołów i wszystkich ideałów.

      (c.d.n.)
      • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - cd. Orzeszkowej (41-2) IP: *.chello.pl 22.01.04, 15:27
        [cytat]

        Upaja się temi marzeniami swemi i potem pierwszy spotkany mężczyzna wydaje się
        jej wcieleniem wyśnionego w samotnych rojeniach ideału, odziewa go od odrazu
        barwami swojej rozmarzonej wyobraźni, egzaltuje się własnem marzeniem i
        patrząc nie na człowieka, który przed nią stoi, ale na twór własnej fantazji,
        wymawia: - kocham. Wymawia to nie z przejęciem sią i śmiałością, jaką nadaje
        wiadomość o wielkości i głębi uczucia, ale także rumienąc się i ze
        spuszczonemi oczami. Aż do dnia ślubu, miłość ta jej jest tajemnicą, której
        wyjawienie przed światem przyniosłoby naganę, niektórzy nawet do tego stopnia
        są miłośnikami nieświadomości i niawności, iż znajdują niewysłowiony wdzięk i
        poezję w tem, jeśli młoda dziewica aż do ślubnego ołtarza przed samą sobą
        wstydzi sie wyznać że - kocha. I taż to miłość wylęgła z marzeń, które za
        jedyne tło miały mgliste promienie księżyca i leciuchne obłoczki pomykające w
        górze, nieswiadoma siebie, nieznająca swegoźródła i celu, lękliwa, zapłoniona,
        w tajemnicy chowana niby grzech śmiertelny, jednym jest bodzcem kobiety
        wstępującej w życie rodzinne i na zawsze już ma zostać jedyną jej wiedzą,
        podporą, siłą moralną w tem gługim życiu pełnem różnorodnych a ważnych spraw -
        trudów, pokus i powinności?

        Edward Laboulaye, ten autor tak dowcipny a tak gruntowny zarazem, w jednem z
        dzieł swoich (Paris en Amerique) w ten sposób odzywa się do młodej
        panny: "Nadewszystko wybieraj człowieka, którego szanujesz i który myśli tak
        jak ty, wybieraj tak abyś mogła być dumną, ojcem twoich dzieci. Miłość ulatuje
        z czasem, wiara w siebie wzajemna i szacunek zostają przy ogniu domowem i
        dojrzewając stają się czemś nad miłość nawet słodszem i zdrowszem".

        Wybrać człowieka któryby tak myślał jak ona?. Ależ ona nie zapytała siebie jak
        ona sama myśli i nie pojmuje wcale jakie zasadnocze, niezmierne w związku
        dwojga ludzi znaczenie ma wspólna wiara w siebie, gruntowny wzajemny szacunek
        i to podobieństwo wyśli, tworzące w życiu codziennym najwyższą i
        najpiękniejszą dwóch dusz harmonję. Ona o tem wszystkim nie wie, a jednak
        przeznaczeniem jej, celem życia jest zostać żoną! Wybierać tak aby być bumną,
        ojcem swoich dzieci! Na samą o tem wzmiankę rumieniec wstydu okrywa lico
        dziewicy. Dzieci! któż o tem mówi wobec panny? To nieprzyzwoicie! A jednak
        przeznaczeniem, celem jej życia jest zostać matką!

        Wyżej przytoczony autor w następny sposób charakteryzuje taki stan rzeczy w
        rozmowie prowadzonej w kółku rodzinnem pomiędzy matką rodziny, córką i ojcem
        tylko co przybyłym z Ameryki.

        "- No moja córko! spytałem, kiedy wyjdziesz za mąż? Johanna (matka) powstała
        jakby za poruszeniem sprężyny, Zuzanna (córka) zarumieniła się po uszy.
        - Nie bądz dzieckiem Zuziu, zawołałem; wkrótce skończysz lat 20 i spodziewam
        się że nie należysz do rzędu tych udanych skromniś, co to przy wzmiance o mężu
        zyzem patrzą na koniec swego nosa. Jeżeli przemówiło już w tobie serce powiedz
        mi o tem; ufam zupełnie twemu rozsądkowi moja droga, i z góry przyjnuję za
        zięcia człowieka któregoś wybrała.
        - Zuzanno! rzekła moja żona ze wzruszeniem, pójdź do mego pokoju i przynieś mi
        stamtąd włóczkę. Wymawiając te słowa dała mojej córce znak porozumienia mający
        znaczyć: zostaw nas samych!
        Zaledwie Zuzia znalazła się za drzwiami Johanna wybuchnęła: Danielu, zawołała,
        jesteś okrutnym człowiekiem! I cóż ci złego uczyniło to dziecię?
        - Jakto, nie mamże prawa zapytać moją córkę o t czyli już pokochała kogo?
        - Córka moja, panie, nikogo nie kocha odpowiedziała Johanna. Jest ona poczciwą
        dziewczyną i postępując za przykładem matki, będzie oczekiwała dnia ślubu, aby
        ukochać małżonka wybranego jej przez rodziców!
        - Dnia ślubu! to trochę zapóźno. Powierzać szczęście całego życia wyborowi
        rodziców, to rzecz niebezpieczna. Nie przyjmuje się męża dla swojej matki ale
        dla siebie. Obowiązek jest piękną rzeczą, ale nie zdoła zastąpić wielkiego
        uczucia serca, które oddało się z własnej woli i własnego wyboru!
        - Nie pojmuję doprawdy zkąd wziąłeś te zasady, sucho rzekła Johanna.
        Powinieneś lepiej szanować dom własny i nie wygłaszać w nim tak zgubnych
        paradoksów.
        - Ależ, kochana przyjaciółko... w Ameryce..
        - Jesteśmyż dzikimi Indjanami? przerwała moja żona."

        (c.d.n.)
        • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - cd. Orzeszkowej (41-3) IP: *.chello.pl 22.01.04, 15:29
          [cytat]

          Czyliż którakolwiek z młodych panien u nas, zdoła bez rumieńca i spuszczenia
          powiek znieść wzmiankę o małżeństwie, tym wskazywanym jej celu życia: lub z
          ręką położoną na sercu, z czołem śmiało wzniesionem otwarcie i z dumą jak
          przystoi rozumnej i dojrzałej istocie, wyznać swą miłość w imię której
          przestąpić ma próg świętego przybytku rodzinnego życia?

          Ta uświęcona zwyczajm nieswiadomość, nieśmiałość i naiwność młodych panien w
          życiu towarzyskim, nawet smutne i niekorzystne dla nich sprawia objawy.

          Dziś myślący i pracujący mążczyzna, nie na samą powierzchowność kobiet zwraca
          uwagę, gdy chce tę kobietę poznać i ocenić: dla wydania o niej sądu musi
          zajrzeć nietylko w piękne jej oczy ale jeszcze w myśl jej i uczucia, aby
          przepedzić z nią czas przyjemnie nie dość mu widzieć w niej piękną kobietę,
          ale potrzebuje jeszcze ujrzeć w niej człowieka.

          On żyje całą pełnią człowieczego życia, myśli, uczy się, rozważa, działa,
          cierpi i raduje się wraz z całą społecznością, której jest rozumnym i
          pracowitym człowiekiem, ztąd zna życie, ludzi, świat, sprawy rodzinnego kraju;
          dla młodej dziewczyny to życie, ten świat, ci ludzie i te sprawy wielkie a
          ważne to karta, która niezrozumiałemi dla niej napisana głoskami, leży przed
          nią niewyczytana, nietknięta, osłoniona mglistą oponą marzeń i złudzeń
          dziecinnych. W jakiż sposób zejdą się myśli tych dwojga ludzi, którzy może
          wreszcie i poczuli ku sobie pociąg tajemny i instynktowny, będący dopiero
          zawiązkiem z jakiego prawdziwe wypłynąć może uczucie? Jak zdoła on przeniknąć
          duszę jej po przez rumieńce i spuszczone powieki? Jakie pojęcia, uczucia,
          przekonania, jaką odpowiedz na zapytania własnego ducha zdoła on znaleźć w
          naiwnych i nieświadomych spojrzeniach i stereotypowym jej ust uśmiechu? To też
          myślący i wykształceni mężczyźni chociażby nawet młodzi, coraz mniej znajdują
          przyjemności w towarzystwie młodych panien. Oni postępują a one stanęły
          przykute do skały średniowiecznego przesądu, oni pełną piersią oddychają
          szerokiem tchnieniem życia społecznego, one zamknięte między salonem i
          garderobą, za krańce świata uważają cztery ściany sali balowej lub dziewiczego
          napełnionego fantasmagorją rojeń pokoiku. Nic też dziwnego że im źle ze sobą,
          że się nie rozumieją, że nie mogą zbliżyć i ukochać nietylko ciałem ale co
          ważniejsze i myślami i najpiękniejszemi uczuciami duszy.

          Ztąd coraz rzadszą u mężczyzn miłość prawdziwa i wielka, i coraz mniej par
          kojarzy się na jej poświęconym gruncie.

          W zebraniach rzadko widzimy młode panny pdznaczające się czymś innym, jak
          wdziękami i pięknym strojem: rozmowy w których drgają tętna myśli żywotnej,
          społecznej miememi tylko widzę je świadkami. Świerzość cery przykryta
          rumieńcem dziecinnego zakłopotania, spuszczone powieki i uśmiech stereotypowy,
          oto wszystko czem odpowiedzieć mogą na pytania mężczyzn pragnących z niemi
          myśli i pojęcia zamienić. To też mężatki takie szczególniej, którym
          okoliczności pozwoliły rozejrzeć się po świecie i nabyć pewnej szerszej
          oświaty, jako istoty więcej myślące, jako bardziej ludzkie zwracają na siebie
          w zebraniach powszechną uwagę ludzi myślących, a ci ostatni spytani o powód
          oddalenia się swego od panien, odpowiadają: nie mamy o czem rozmawiać z niemi!

          Powie kto może, iż towarzyskie życie to drobnostka i niewarto zastanawiać się
          nad tem, kto w niem zajmujący lub nudny, kto przykuwa a kto odtrąca. A jednak
          wszystko w życiu ma ścisły związek.

          Zebrania towarzyskie są polem, na którym spotykają się ludzie mający później
          składać rodziny. Nie mogąc więc lub nie umiejąc poznać siebie wzajem i pojąć
          na tem jedynym polu na jakim dano im siebie widywać, podają sobie ręce
          powodowani instynktowną tylko sympatją i łączą się na ślepo. Rozmarzona
          dziewica w wybranym człowieku widzi ideał własnego utworu, mężczyzna domyśla
          się w wybranej dobrych materjałów, z których obiecuje sobie wykształcić z
          czasem jej moralną istotę.

          (c.d.n.)
          • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - cd. Orzeszkowej (41-4) IP: *.chello.pl 22.01.04, 15:31
            [cytat]

            Czy ludzie w ten sposób podający sobie dłoń dla dążenia do wspólnych celów,
            mogą logicznie dojść do nich? Czy nie zawodzą się zbyt częsyo, czy na takim
            gruncie zawarte małżeństwo tworzy w następstwie rodzinę w całem jej wielkim i
            świętem tak dla jednostek jak dla społeczeństwa znaczenie?

            Spojrzmy po świecie bez uprzedzeń i przesądów, a ze szczerem pragnieniem
            ujrzenia prawdy na szali rozumu i sumienia, zważmy nieprzeliczine bóle
            nurtujące głębię rodzin, zrachujny owe tajemne drammata łamiące nieraz
            istnienie całe, nie poprzestając na spokojnej nieraz powierzchowności,
            zajrzyjmy na dno wzburzone falami rozpaczy grzechów, fałszu i nędznego bo
            bezowocnego targania się w fatalnie zakreślonym kole, a znajdziemy, na to
            pytanie smutną odpowiedź.

            Jeden z autorów francuzkich tak określa rodzinę i przygotowania się do niej
            nłodech panien:

            "Ojciec, matka, dziecę oto ideał rodziny, w trzech osobach jedność wcielona.
            Jak doścignąć ideał tego jeżeli nie całkiem to choć w części? Pytanie to zadał
            wiek nasz, starajmy się znaleźć na nie odpowiedź. Gdy w wioskach śród niby
            pierwotnej prostoty wiejskiej? Ależ włościanka to niewyraźna dusza we wcześnie
            zwiędłym śród prac ciele. Bo na słońcu, na kurzu, pasie ona trzody, oczyszcza
            ona pole, hoduje ptactwo, zbiera siano, żnie, gotuje. Nie ma spoczynku chyba w
            niedzielę, nie ma snu spokojnego, jeżeli chce zwiększyć i dopełnić swą biedę,
            pojmuje męża...
            "Inaczej dzieje się w stanie rzemieślniczym. Rzemieslnik żeni się z popedu
            serca i obchodzi się z zoną jak towarzyszką. zarabia na chleb codzienny i
            nieco grosza odkłada na przyszłość: ona udzadza gospodarstwo i ozdabia
            mieszkanko z myslą przypodobania się męzowi. w niedzielę cała rodzina robi
            wycieczkę na wieś do dąsiedniego gaju, uzywa słonacznych promieni jak świeta i
            chłonie je w siebie, aby rozrać istnienie na przyszły tydzień pracy.
            "Nie taki jest jeszcze dla ludzkosci ideał rodziny. Człowik, a kto mówi
            człowiek, rozumie pod tym wyrazem i kobietę, bez umysłowego świata nie żyje w
            pełni i wyższego szczebla życia dościga wtedy dopiero, gdy ma czas wolny
            kształcenia myśli.
            "Tylko więc klassa wykupiona od pracy obecnej praca juz doknaną, posiada
            istotnie przywilej nauku. Ale w uswobodnionej tej klasie nie ma jak w innych
            prototypu rodziny.
            "Oto jak wychowują pannę, a raczej jak ją przygotowuja do małżeństwa:
            "Naprzód studjuje ona tajemnice toalety, potem uczy sie szyć, hafrować,
            zawiązać wstążkę, przypiąć śpilkę, włożyć kwiat we włosy. Ale nie dosyć jest
            mieć zdobiącą wszystko dłoń czarodziejską, trzeba jeszcze posiąśc sztukę
            uwydatniania własnej pieknosci. Panny tedy ucza się chodzić z wdziekiem to
            jest płynąć chodząc, trzymać się prosto ale bez sztywności, umieć zawse
            dopomódź naturze, to udawać, tamto ukryć, w porę sie uśmiechnąć, w porę oczy
            spuścić, mieć wyrac twarzy skromny a postawą swoją w każdej chwili mówić:
            jestem piekną.
            "Ale mówic to, jak przystoi dobrze wychowanej pannie z dziewiczą świadomością
            prostoty.
            "Obok tego, panna na wydaniu posiada kilka przyjemnych talentów.Umie tanczyć,
            z przyzwoitą bezwładnością wykonywa balanse kadryla, okazuje też pretnesje
            muzykalne i tak długo meczy fortepian, aż wymęczy zeń coś nakształt sonaty.
            "Jeżeli ma słodki głosik skowronkowy, różanemi nateczkami saczy drobne,
            piosenki, ale gdy posiada głos silny dochodzi do najtrudniejszych arji. Jezeli
            nie ma głosu rzuca się do rysunku: rysuje i szkoicuje, szkicuje nawet pejzaż z
            natury.
            "Co do właściwej nauki, rok albo dwa lata uzywała powietrza na pensji. Tam
            ułozyła naprędce mały tłomoczek wiadomości, nauczyła się pisać prawie
            ortograficznie, przypuszcza że ziemia obraca się dokoła słonca, jest w stanie
            twierdzić na pewno, że dwa a dwa to cztery i niekiedy z pełna znajomością
            przedmiotu zdoła sprawdzić rachunek kucharki.
            "A może nawet żądna chluby matki, rzuciła ją w naukę angielskieg lub
            włoskiego, języka, ale ten wielo-językowy zbytek jest oznaką pedanterji,
            śmieszniścią, która się zostawia hrabiom i guwernantkom.
            "Co do pojęć, panna na wydaniu jest całkiem niezapisaną kartą; świata, życia,
            ćzlowieka, siebie samej nie rozumie, albo rozumie w ten sposób w jaki pojęła
            katechizm; gdyż katechizmu uczyła się na pamięć i nic w nim nie posiadało dla
            niej tyle wagi i powabu jak przygotowanie do pierwszej komunji, tago aktu
            odbywanego w białej muslinowej sukni.
            "Od czasu do czasu bawi się nieco czytaniem ale historja ją utrudza,
            moralistyka nudzi, romans tylko znajduje łaskę u jej umysłu: trzymając w ręku
            Marzeczoną z Lamermour nie dba o deszcze jesienne i przecina kartki, aby co
            predzej dojść do rozwiązania.
            "I z takim to zasobem umysłowym i moralnym wprowadzają dziewczynę w nieznana
            krainę małżeństwa!
            "Ze wszystkich władz duszy ludzkiej rozwinęto w niej tylko zalotność i
            wyobraźnię. Zda się że wychowujacy ja pragnęli raz jeszcze sprawdzić
            orzeczenie że kobieta jest najwięcej piekną ułomnością natury.
            "Ta to młoda dziewczyna na wyjść, wyjdzie wktórce na najpowazniejszą drogę
            rodzinnego życia, a jednak pod czaszką tej romantycznej czeczotki nie ma ani
            jendej myśli powaznej, ani jednej powaznej skłonności umysłu
            Umie tylko podobac się i marzyć. Cóż znajdzie u kresu swojego marzenia? Jakie
            przeznaczenie ją czaka?"
            (Eug. Pelletan, La mere)

            I któż beż uprzedzania piszacy, w tych słowach francuzkiego pisarza nie ujrzy
            obrazu wiekszej częsci młodych panien do naszej należączych społeczności? Co
            każda z istot tych znajdzie u kresu swijego marzenia? Nieubłaganą
            rzeczywistość której ne nauczono ja poznawać, z którą stanie ona do walki bez
            sił i umiejętności, która ja zwycięzy i przygniecie fizycznie i moralnie.

            Jakie przeznaczenie ja czeka? Zostać niescześliwą istotą, chorą na ciele i
            duchu, zawiedzioną, rozczarowana, niezrozumianą przez świat i świata
            nierozumiejącą, albo Lwicą albo motylem, albo co najiecej kucharką lub
            ochmistrzynią, ale nigdy człowiekiem, nigdy żoną, matką i obywatelką w całem
            wiekiem wyrazów tych znaczeniu. Przeznaczeniem jej będzie wyrzekać, chorować,
            nudzić się, szukać pociechy i rozrywki w próznych a rujnujących noralnie i
            materjalnie połyskach; całem życiem swem sprawdzać pozornie to mniemanie
            fałszywe, że kobieta ani gruntownie mysleć ani pożytecznie działać nie jest
            zdolna.

            (c.d.n.)
            • ggigus Re: Lekcja feminizmu - cd. Orzeszkowej (41-4) 22.01.04, 21:19
              Fajny tekst! Chociaz musze przyznac, ze sporo czasu zajelo mi przyzwyczajenie
              sie do jezyka.
              Pewnie, ze lepiej czytac cos takiego niz jakze pasjonujaca dyskusje dotyczaca
              kwestii zabijania pieciolatek i pieciolatkow w ramach opoznionej (??) aborcji
              (swoja droga dobre, ale pokazuje, jakie to swietne argumenty maja zwolennicy
              aborcji).
              I do Brach- Czainy z czasem dojdziemy.
              pozdrawiam
    • Gość: barbinator Dla odmiany: tekst antyfeministyczny (krótki!! :)) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.04, 22:30
      "Wciągnięcie w wir życia politycznego oderwałoby kobietę od właściwego jej
      powołania. Można by przypuszczać, że udział kobiety w życiu społecznym wpłynie
      łagodząco na walkę partyjną, ale tak nie jest. Kobieta kieruje się daleko
      bardziej uczuciem niż rozsądkiem i dlatego, w razie udziału jej w życiu
      partyjnym, walki staną się jeszcze bardziej namiętne, w walkach tych zginąć
      może cały wdzięk kobiecośc".
      (...)
      "Kobieta jest daleko mniej rozwinięta umysłowo, a zwłaszcza politycznie; udział
      jej w walkach politycznych musi wpłynąć ujemnie na poziom umysłowy posłów, a
      bardzo często, zwłaszcza w krajach katolickich, wzmocni panowanie klerykalizmu,
      gdyż kobiety daleko bardziej od mężczyzn podlegają wpływowi kościoła"



      Polecam ten cytat uwadze wszystkich przeświadczonych o tym, że dzisiejszy
      feminizm nie ma nic wspólnego z emancypacją, której cele zostały już ponoć
      dawno temu osiągnięte zaś feministki same nie wiedzą czego chcą - ale z całą
      pewnością nie chodzi im o emancypację i równouprawnienie.
      Powyższy cytat pochodzi z roku 1905 i jest doskonałą ilustracją postawy i
      poglądów ówczesnych antyfeministów będących wówczas wsród mężczyzn w
      zdecydowanej większości. Jednak każdy bywalec (a może raczej bywalczyni) tego
      forum z pewnością zauważy, że anno domini 2004 brzmi on zadziwiająco
      współcześnie - po prostu w ciągu minionych stu lat zmianiło się prawie wszystko
      w otaczającym nas świecie i tylko antyfeminiści i ich argumenty (??) pozostały
      takie same. Czytaj: tak samo żałosne... (oczywiście z wyjątkiem tego smacznego
      kąska o klerykalizmie, który zostawiłam ot tak, dla zabawy :)) Forum Feminizm
      jest pełne postów wyrażających prawie identyczny stosunek do kobiet: są "zbyt
      emocjonalne" by zajmować się biznesem, za mało "rozbudzone intelektualnie" by
      być politykami, ich obecność źle wpływa na innych członków grupy (armia
      zawodowa) itd itp, długo by można wymieniać. Sto lat minęło i nic się nie
      zmieniło w mentalności antyfeministów. Jest tylko jedna ważna różnica: sto lat
      temu takie poglądy były wśród mężczyzn powszechne. Dzisiaj stanowią pewien
      relikt minionej epoki, na tym forum co prawda dość licznie reprezentowany ale w
      realu znacznie rzadszy.
      Dlatego bardzo proszę nie rozśmieszać mnie twierdzeniami, że emancypacja kobiet
      już się dokonała, wszystko zostało zrobione - bo zagwarantowano nam "prawa".
      Prawa to niestety nie wszystko. Nawet najlepsze prawo nie zagwarantuje nam
      równoprawnego traktowania dopóki jakaś (na szczęście malejąca) grupa mężczyzn
      prezentuje poglądy wyrażone w tym - przypomnę, że mającym prawie 100 lat - lecz
      zatrważająco aktualnym tekście.
      BTW
      Autor tych słów był socjalistą i marksistą. Polecam tę ciekawostkę wszystkim
      entuzjastom tezy mówiącej o głębokich ideologicznych związkach feminizmu z
      marksizmem i komunizmem...;))
      Drugie BTW: proponuję wprowadzić nowy termin "normalny mężczyzna" stosowany na
      określenie mężczyzny nie będącego antyfeministą. Jeden warunek: będzie wolno go
      uzywać wyłącznie wobec panów stosujących analogiczny podział kobiet na "kobiety
      normalne" oraz feministki.

      Pozdr. B.
      • mlody.panicz Re: Dla odmiany: tekst antyfeministyczny (krótki! 23.01.04, 23:57
        (emocjonalnie?) rownasz feminizm z kobietami, co nie ma zadnego uzasadnienia w
        rzeczywistosci. krytykujac feminizm wielu uczestnikow forum wykazuje totalny
        brak zwiazku miedzy tym, czego chca kobiety (jesli w ogole mozna twierdzic o
        jakiejs 'woli kobiet'), a postulatami feministek. gdyby wcielono je w zycie,
        skutki bylyby rownie oplakane dla mezczyzn, jak i kobiet.
        natomiast antyklerykalizm i wola budowy nowego swiata w oderwaniu od tradycji
        wyznawane przez czolowe feministki przypisuja je jednoznacznie do lewicy.
        naprawde, B., po tak dlugiej obecnosci na tym forum moglabys wreszcie - w
        swoim znanym wszystkim obietkywizmie - przestac temu przeczyc.
        pozdrawiam
        mp
        ps. ktora partia wprowadzila procentowo najwiecej kobiet do Sejmu? ktore radio
        zyskalo renome rozglosni 'rozhisteryzowanych dewotek'?
        mp
        • Gość: Piter Re: Dla odmiany: tekst antyfeministyczny (krótki! IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 24.01.04, 06:56
          A ja dorzuciłbym jeszcze: Z list których partii dostało się do Sejmu najwięcej
          działaczek feministycznych?
        • Gość: jancio wodnik Re: Dla odmiany: tekst antyfeministyczny (krótki! IP: *.aster.pl 24.01.04, 08:11
          Czyli wskazujesz na fakt, ze twierdzenie o silniejszym wplywie kosciola na
          kobiety niz na mezczyzn jest prawdziwe. No i ja sie bym ogolnie rzecz biorac z
          tym zgodzil i nawet to mozna rozszerzyc. Z przyczyn ktore dostatecznie juz
          naswietlila Orzeszkowa kobiety w swojej masie w ogole sa bardziej niz mezczyzni
          sklonne wierzyc autorytetom. Meskim.

          Dzieje sie tak dlatego, ze caly proces wychowania od poczatku ustawia je w
          takiej roli. Trudno sie wiec dziwic, ze latwiej im zaakceptowac slowa meskich
          autorytetow cokolwiek im one przez radio M. czy z ambony powiedza niz puscic sie
          na bezkresne i niebezpieczne wody samodzielnego myslenia.

          Czy popieranie takiej postawy (to wlasnie robisz) nie u kobiety, czy mezczyzny
          ale po prostu u c z lo wi e k a jest czyms fajnym? Rzecz gustu. Ale moj zmysl
          estetyczny to razi.

          jancio wodnik
      • nadszyszkownik.kilkujadek Szanowna Pani B. 24.01.04, 07:17
        Generalnie wciąganie w wir ma to do siebie, że odciąga nas od właściwego
        powołania, którym jest płynięcie z prądem w kierunku morza.
        W kwestii drugiego cytatu służę historyjką z życia rodzinnego. Otóż moja Babcia
        (niechże jej zdrowie dopisuje) jest słuchaczką Radia M. Babcia słucha ojca
        Rydzyka i rzecz jasna głosuje tak, jak ojciec Rydzyk naucza. Kiedy jeszcze żył
        Dziadek, niechaj mu Światłość..., Babcia głosowała tak, jak nauczał Dziadek -
        był to bowiem człowiek o wielkim darze przekonywania. Zatem - przedtem słuchała
        męża, teraz słucha o. Rydzyka.
        Należy przy tym stwierdzić, że moja Babcia jest bez wątpienia kobietą. Ba, jest
        kobietą wielokrotną, bo wydała na świat liczne córki - w tym jedna
        półfeministkę. Chyba, że prawdziwą Kobietą jest się tylko do czterdziestki; dla
        prawdziwych feministek, tak jak dla generałów, okres służby byłby nieco
        dłuższy.
        Jakie z tego płyną wnioski? Po pierwsze - nie wszystkie kobiety chcą być
        reprezentowane przez feministki. Po drugie - nie każda opresja kobiety przez
        jej męża wychodzi feminizmowi na złe. Po trzecie w końcu - prawdziwym sukcesem
        feminizmu byłoby dopiero przeciągnięcie o. Rydzyka na słuszną stronę. Czego
        oczywiście bardzo sobie życzę, bo podstawową funkcją świata jest dostarczać mi
        rozrywki.

        Swoją drogą, zauważyłem, że po okresie względnej równowagi, zaczynasz się
        spowrotem radykalizować, droga Barbinator. Czyżby pod wpływem Orzeszkowej? Mnie
        też nadmiar fin-de-sieclowej stylistyki odbiera dech, ale bez przesady...

        Powiadasz, że 'prawa' są nic nie warte, bo 'istnieje grupa'...? Śpieszę donieść
        (wstrzymaj oddech), że wśród Murzynów też są rasiści. Wiem, widziałem i
        rozmawiałem.
        • Gość: Piter Re: Szanowna Pani B. IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 25.01.04, 01:27
          He, Drogi Tadzie, Barbinator nie jest, jak sama wyznała, zakażona bakcylem
          polit-poprawności, wobec czego kwestie murzyńskie jej "zwisają", co sama
          napisała i jest do sprawdzenia. Jako wolna od bakcyli poprawnościowych
          zwolenniczka feminizmu (nie: feministka!) ma prawo wygłaszać rasistowskie
          stereotypy. E..., barbidwójmyślenie...
          • nadszyszkownik.kilkujadek Przyznam, Piterze... 25.01.04, 03:37
            ...że zupełnie nie mam pojęcia, o co Ci chodzi.

            (-) Kilkujadek

            -
            Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
            • Gość: Piter Re: Przyznam, Piterze... IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 25.01.04, 12:33
              Wybacz, Oberszyszkowniku, nieludzka godzina zamieszała mi we łbie. Chodziło mi
              o wypowiedź barbinator "...a ponadto nie cierpię na śmiertelną chorobę
              politycznej poprawności, która
              zapewne kazałaby mi w tej sytuacji straszyć cię sądem, "jurystami" i karą Bożą
              jeśli natychmiast nie odwołasz sugestii jakobym była rasistką.
              Na szczęście mnie to zwisa."
              na wątku "Radio Maryja " /TV "Trwam "/"Fronda" .
              Upraszam o wybaczenie
            • Gość: Piter Re: Przyznam, Piterze... IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 25.01.04, 12:40
              Zamęt trwa. Zapomniałem tytułu wypowiedzi Barbi: "przyczynek do filozofii
              Kalego", po którym zapytałem ją: "Dlaczegu w tytule postu posługujesz się
              tak obraźliwym dla Czrnych, rasistowskim stereotypem?". Ot, całe
              wytłumaczenie...
              Zapominalski jestem
              • Gość: barbinator Re: Przyznam, Piterze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.04, 10:05
                Nie wiem jak Kilkujad, ale ja nadal nie rozumiem o co ci chodzi.
                Zapewne winne są jednak moje ograniczenia umysłowe nie zas twój tekst, który
                jak zwykle jest składny, przemyślany i na temat.

                Pozdr. B.
                • Gość: Piter Re: Przyznam, Piterze... IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 27.01.04, 06:03
                  Ja też Cię lubię...
        • Gość: barbinator Szanowny Kilkujadzie! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.04, 11:00
          > Swoją drogą, zauważyłem, że po okresie względnej równowagi, zaczynasz się
          > spowrotem radykalizować, droga Barbinator. Czyżby pod wpływem Orzeszkowej?
          Mnie
          >
          > też nadmiar fin-de-sieclowej stylistyki odbiera dech, ale bez przesady...



          Po prostu wczułam się w atmosferę wątka. Przyznasz chyba, że nie tylko Monika z
          Orzeszkową są tutaj radykalne - inne głosy też. Widzisz, gdy ktoś tak jak ja
          uważa feminizm za rzecz ważną, dobrą i konieczną (co nie znaczy, że nie
          dostrzega jego błędów) to raczej trudno mu w sposób "mało radykalny" odpowiadać
          na teksty w stylu "feminizm nie ma nic wspólnego z kobietami i w ogóle z
          równouprawnieniem". Dla mnie jest to stawianie sprawy na głowie.



          >
          > Powiadasz, że 'prawa' są nic nie warte, bo 'istnieje grupa'...? Śpieszę
          donieść
          >
          > (wstrzymaj oddech), że wśród Murzynów też są rasiści. Wiem, widziałem i
          > rozmawiałem.




          nie napisałam, ze "prawa są nic nie warte" tylko że "prawa to niestety nie
          wszystko". Różnica ogromna, nie sądzisz?
          A co do rasizmu...
          Którys z prezydentów USA powiedział kiedyś tak:
          Walka z rasizmem ma zawsze trzy etapy. W pierwszym wprowadzamy równe prawa i
          zakazujemy pod groźbą sankcji karnych znieważania ludzi innej rasy. W tym
          etapie duża część obywateli nadal jest rasistami, ale przynajmniej boi się
          dawać temu wyraz.
          W drugim etapie nikt już nie kwestionuje zasady równości praw dla białych i
          czarnych, rasistowskie uwagi w towarzystwie są uznawane za niewłaściwe i budzą
          raczej zażenowanie - jednak nadal spora część ludzi myśli kategoriami
          rasistowskimi.
          W etapie trzecim zasada karania za wyrażanie treści rasistowskich staje się
          wyłącznie martwą literą prawa, gdyż większości ludzi nawet nie przychodzi do
          głowy myślenie w kategoriach rasistowskich (nie rozumieją jak w ogóle można tak
          myśleć), zaś nieliczni którym jednak przychodzi wstydzą się tego tak bardzo, że
          nie wypowiadają słowa "czarnuch" nawet do siebie przed lustrem.
          Moim zdaniem z antyfeminizmem (rozumiem go jednak inaczej niż ty) jest
          dokładnie tak samo - a w tej chwili jesteśmy w "drugim etapie".

          Pozdr. B.
      • tad9 Re: Dla odmiany: tekst antyfeministyczny (krótki! 25.01.04, 09:44
        Gość portalu: barbinator napisał(a):


        > Powyższy cytat pochodzi z roku 1905 i jest doskonałą ilustracją postawy i
        > poglądów ówczesnych antyfeministów będących wówczas wsród mężczyzn w
        > zdecydowanej większości.

        Na jakiej podstawie opierasz twierdzenie o "zdecydowanej większośći"? Obawiam,
        się, że nie masz racji. Większość nigdy nie bywa tak rozsądna jak autor tekstu,
        który zacytowałaś.

        > Pozdr. B.
        • Gość: barbinator Re: Dla odmiany: tekst antyfeministyczny (krótki! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.04, 09:58
          > Na jakiej podstawie opierasz twierdzenie o "zdecydowanej większośći"?
          Obawiam,
          > się, że nie masz racji. Większość nigdy nie bywa tak rozsądna jak autor
          tekstu,



          A co, nawet wtedy byli w mniejszości?
          Tym lepiej, to mnie utwierdza w sympatii do całego rodzaju męskiego. Tak
          trzymać, panowie!

          Pozdr. B.
        • Gość: Monika Re: Dla odmiany: tekst antyfeministyczny (krótki! IP: *.chello.pl 26.01.04, 19:52
          Tad mam pytanie.
          Skoro znowu nas odwiedziłeś na tym wątku, to może rzuciłeś okiem na to co
          napisała Orzeszkowa ?
      • Gość: barbinator Kilkujadek, M.Panicz, J.Wodnik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.04, 10:01
        Mam wrażenie, ze zaden z panów (pań? nie wiem kim jest wodnik) nie zrozumiał o
        czym jest mój post. Na początek o czym nie jest: z całą pewnością nie jest o
        wrodzonym ponoć klerykalizmie kobiet, a już za kuriozum uważam przypisanie MNIE
        poglądów wyrażanych przez Wodozowa (to z niego był cytat) - ja przecież w ogóle
        nie zaprezentowałam swojego poglądu w tej kwestii!
        Nie pisałam też o tym, czy feministki reprezentują wszystkie kobiety czy też
        może tylko ich część.
        Pojęcia nie mam też jakie znaczenie dla tej rozmowy miałby mieć udział kobiet
        na listach wyborczych różnych partii. Chyba już zresztą kiedyś pisałam, że
        obserwując nasz parlament już dawno doszłam do wniosku, że najwięcej
        antyfeministów jest w SLD (a dawniej w PZPR) - co zresztą stanowi kolejny
        interesujący przyczynek do prawdziwości tezy o "głębokim, organicznym związku
        feminizmu i komunizmu";))
        Teraz przypomnę o czym tak naprawdę był mój post.
        Na FF stale padają sugestie jakoby proces równouprawnienia i emancypacji kobiet
        dawno się już zakończył (w momencie uzyskania przez nie pełni praw formalnych) -
        a stąd wniosek, że feminizm nie ma z emancypacją nic wspólnego. Takie
        podejście uważam za bzdurne - i wyjasniłam dlaczego. Teraz rozwinę temat: to
        oczywiste, że emancypantki walczyły o zmianę niekorzystnego dla kobiet prawa
        (wyborczego, majątkowego, rodzinnego itd) Zapewne nawet część z nich sądziła,
        że wystarczy zmienić prawo by automatycznie zmieniła się ludzka mentalność.
        Teraz już wiemy, że były to nadzieje bardzo naiwne. Oczywiście ludzka
        mentalność zmienia się i to całkiem szybko - jednak nawet dzisiaj pewna część
        mężczyzn aprobuje co prawda stan prawny (a mają inne wyjście? ;)), jednak w
        gruncie rzeczy uważa równouprawnienie i emancypację kobiet za coś "niezgodnego
        z naturą" a nawet wręcz za "zgubę cywilizacji" (liczne dowody dostępne w
        archiwum forum - pewno starczyłoby na doktorat :) Dlatego własnie przytoczyłam
        cytat sprzed stu lat zwracając uwagę na jego zadziwiające podobieństwo do
        postów pisanych na tym forum. Dla jasności dodam, że nie miałam na mysli postów
        żadnego z trzech panów wymienionych w tytule - których nb nie uważam za
        antyfeministów według mojej definicji tego terminu.
        Wracając do tematu: skoro argumenty przeciwników równouprawnienia kobiet
        niewiele się przez te lata zmieniły mimo wprowadzenia korzystnych dla kobiet
        PRAW FORMALNYCH, to znaczy że sam proces e. i r. też nie może zostać uznany za
        zakończony. Oczywiście pocieszające jest to, że antyfeminiści (wg mojej
        definicji, zgodnej zresztą z encyklopedyczną) są grupą coraz bardziej niszową i
        coraz bardziej nieakceptowaną w dobrym towarzystwie - niemniej jednak nadal
        istnieją panowie twierdzący, że kobiety nie nadają się na szefowe bo są "zbyt
        emocjonalne" ani do polityki bo są "nierozbudzone intelektualnie" ani do wojska
        bo "ich obecność źle wpływa na innych" ani do nauki, bo nie myślą analitycznie,
        nie powinny się też bronić przed agresją fizyczną bo "mężczyzna i tak jest
        silniejszy"itd itp - a w ogóle to kobiety mają rodzić dużo dzieci (czego
        zresztą chcą najbardziej, tylko niektórym, takim jak ja, feministki namieszały
        w tych głupich, kobiecych głowach ;) i "tworzyć mężczyznom przytulne ognisko
        domowe" bo inaczej cywilizacja upadnie i zaleją nas arabowie.
        A dopóki są tacy jak oni to walka o emancypację i równouprawnienie pozostaje
        najważniejszą częścią składową feminizmu i żadne odwracanie kota ogonem tego
        faktu nie zmieni.
        Natomiast gdy takie poglądy jak opisane ostatecznie znikną, to ja pierwsza
        powiem "od dzisiaj feminizm jest niepotrzebny"
        Sorry, ze tak długo ale najwyraźniej o najbardziej oczywistych sprawach krócej
        się nie da - mam nadzieję, ze tym razem nikt nie uzna, że tematem mojego postu
        jest klerykalizm ;)

        Pozdr. B.
        • Gość: BD Re: Kilkujadek, M.Panicz, J.Wodnik IP: 195.136.36.* 26.01.04, 11:33
          Witam,

          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Wracając do tematu: skoro argumenty przeciwników równouprawnienia kobiet
          > niewiele się przez te lata zmieniły mimo wprowadzenia korzystnych dla kobiet
          > PRAW FORMALNYCH, to znaczy że sam proces e. i r. też nie może zostać uznany
          > za zakończony.

          Bez sensu. Proces równouprawnienia to proces którego celem jest uzyskanie
          równouprawnienia (jak nazwa wskazuje), a nie zmiany mentalności.

          Proces feministyczny nigdy nie zostanie uznany za skończony, z tego prostego
          względu, że nie pozwolą na to feministki zawodowe (np. akademickie), które
          straciłyby przez to sens swojego bytu. Pisałem też o tym przy omawianiu
          koncepcji mentalności pozycyjnej.

          > - niemniej jednak nadal istnieją panowie twierdzący,

          I kobiety też, pewnie mają fałszywą świadomość.

          > nie powinny się też bronić przed agresją fizyczną bo "mężczyzna i tak jest
          > silniejszy" itd

          Nie wiem jak jest, nie znam się na samoobronie kobiet. Niemmniej uważam, że
          kwestia predyspozycji i preferencji kobiet / mężczyzn powinna podlegać analizom
          empirycznym i teoretycznym, bez jakichś apriorycznych założeń, że "są równo
          zdolni i basta!". Feminizm usiłuje wyeliminować merytoryczną dyskusję pod
          sztandarem ideologii. Podobnie jak poprawność polityczna "udupia" wszelkie
          próby rzeczowej analizy różnic rasowych. Z czego tu być dumnym?

          Zapominasz też, że współczesny feminizm to jednak dużo więcej niż walka o równe
          prawa, to cały paradygmat postrzegania rzeczywistości, łącznie z np. próbą
          analizy fallocentrycznej determinacji praw matematyki. I nie chodzi o żadne
          heterodoksje (jak często twierdzisz) ale o prawdziwy, czysty feminizmu.

          Tak jak prawdziwa fizyka to ta, jaką głoszą fizycy akademiccy, a nie ludzie z
          ulicy, tak prawdziwy feminizm to ten od "fallocentrycznej kultury" a nie Twój.
          Dobrze jest redefiniować - jak robisz to Ty czy EWOK - że feminizm to ogół
          działań dobrych dla kobiet - i w ten sposób sprowadzać antyfeministów do roli
          ludzi co najmniej złośliwych, by nie rzec złych, ale nie tak przebiega linia
          podziału.

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: barbinator Re: Kilkujadek, M.Panicz, J.Wodnik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.04, 20:44
            Gość portalu: BD napisał(a):


            >
            > Bez sensu. Proces równouprawnienia to proces którego celem jest uzyskanie
            > równouprawnienia (jak nazwa wskazuje), a nie zmiany mentalności.



            Jak najbardziej z sensem. Po prostu dla własnej wygody zakładasz, że
            prawo=prawo stanowione - a jesli coś tu jest bez sensu, to własnie takie
            stwierdzenia. Oprócz prawa opisanego w kodeksach istnieje bowiem jeszcze prawo
            obyczajowe, moralne itd.


            >
            > Proces feministyczny nigdy nie zostanie uznany za skończony, z tego prostego
            > względu, że nie pozwolą na to feministki zawodowe (np. akademickie), które
            > straciłyby przez to sens swojego bytu. Pisałem też o tym przy omawianiu
            > koncepcji mentalności pozycyjnej.



            Jestem za prawem każdego do głoszenia dowolnych, choćby i najgłupszych
            poglądów. Dlatego nie domagałam się zamknięcia Leppera, gdy twierdził, ze jest
            gnębiony za sprawa desantu talibów w Klewkach i nie powiem ani słowa na temat
            twojej teorii pt "feminizm jako spisek akademiczek bojących się o utratę posad".
            Ale cichutko się zaśmiać to chyba mi wolno, co?


            >
            > > - niemniej jednak nadal istnieją panowie twierdzący,
            >
            > I kobiety też, pewnie mają fałszywą świadomość.



            Ależ nie, dawno już stwierdzono, że to ja mam fałszywą świadomość, bo uważam,
            że zarówno mężczyźni jak i kobiety powinni realizować swoje ambicje zawodowe i
            że dla jednych i drugich jest to równie ważne - natomiast dom i rodzina powinny
            być najwazniejsze zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn, w równym stopniu.
            To oczywiście tylko moja zafałszowana przez feminizm świadomość każe mi to
            mówić.

            >
            > > nie powinny się też bronić przed agresją fizyczną bo "mężczyzna i tak jest
            >
            > > silniejszy" itd
            >
            > Nie wiem jak jest, nie znam się na samoobronie kobiet. Niemmniej uważam, że
            > kwestia predyspozycji i preferencji kobiet / mężczyzn powinna podlegać
            analizom


            Jasne, jasne - niech sobie panowie naukowcy z AWF analizują do upojenia, kto
            lepiej boksuje (ja i bez tego wiem, że mężczyźni) Ale niech różni kolesie tacy
            jak niejaki "Aguirre gniew Boży" (Herzog w grobie się przewraca) nie wypisują
            głupot o tym, że kobiety nie powinny uczyć się samoobrony.


            >
            > empirycznym i teoretycznym, bez jakichś apriorycznych założeń, że "są równo
            > zdolni i basta!". Feminizm usiłuje wyeliminować merytoryczną dyskusję pod
            > sztandarem ideologii.



            Zachwalana przez ciebie analiza empiryczna polskich mediów a także tego forum
            wykazuje, że to raczej przeciwnicy feminizmu usiłują wyeliminować merytoryczną
            dyskusję pod sztandarem ideologii:))




            Podobnie jak poprawność polityczna "udupia" wszelkie
            > próby rzeczowej analizy różnic rasowych. Z czego tu być dumnym?
            >
            > Zapominasz też, że współczesny feminizm to jednak dużo więcej niż walka o
            równe
            >
            > prawa, to cały paradygmat postrzegania rzeczywistości, łącznie z np. próbą
            > analizy fallocentrycznej determinacji praw matematyki. I nie chodzi o żadne
            > heterodoksje (jak często twierdzisz) ale o prawdziwy, czysty feminizmu.



            Prawdziwy, czysty feminizm to w 90% walka z głupimi wyobrażeniami na
            temat"prawdziwej natury" kobiety oraz jej roli w społeczeństwie. Cała resztę, w
            tym parytety można okreslić jako pomyłki przy pracy (nie heterodoksje, ja bym
            tego nie napisała) w ramach pozostałych 10% - tzn ja akurat tak uważam, ktoś
            inny ma prawo sądzić inaczej.



            > Tak jak prawdziwa fizyka to ta, jaką głoszą fizycy akademiccy, a nie ludzie z
            > ulicy, tak prawdziwy feminizm to ten od "fallocentrycznej kultury" a nie
            Twój.



            Przykład bez sensu, bo fizyka to nauka a feminizm to ideologia. Potrafisz
            autorytatywnie stwierdzić, który liberalizm jest tym jedynym prawdziwym, ten od
            Friedmana czy ten od Keynesa, klasyczny angielski czy francuski? Zapewne nie,
            co najwyżej możesz stwierdzić, który z tych liberalizmów tobie osobiście
            bardziej odpowiada.



            > Dobrze jest redefiniować - jak robisz to Ty czy EWOK - że feminizm to ogół
            > działań dobrych dla kobiet - i w ten sposób sprowadzać antyfeministów do roli
            > ludzi co najmniej złośliwych, by nie rzec złych, ale nie tak przebiega linia
            > podziału.


            Nigdy nie pisałam, ze feminizm to ogół działań dobrych dla kobiet, a i Ewok bym
            o to nie posądzała. Przy takim podejściu nawet telefonia komórkowa musiałaby
            zostac uznana za feministyczną:))
            Owszem, nie mam dobrego zdania o antyfeministach - przy czym definiuję to
            pojęcie zapewne inaczej niż ty. BTW, chyba ciebie jeszcze o to nie pytałam: BD,
            czy uważasz się za antyfeministę?
            Pozdr. B.


            >
            > pozdrawiam,
            >
            > BD
            • Gość: BD Re: Kilkujadek, M.Panicz, J.Wodnik IP: 195.136.36.* 27.01.04, 11:22
              Witam,

              > Po prostu dla własnej wygody zakładasz, że prawo=prawo stanowione - a jesli
              > coś tu jest bez sensu, to własnie takie stwierdzenia. Oprócz prawa opisanego
              > w kodeksach istnieje bowiem jeszcze prawo obyczajowe, moralne itd.

              Oraz prawo kanoniczne, prawo Murphy'ego, prawo grawitacji...

              Lepszych argumentów nie było? Kiedy przejdziesz do przemocy symbolicznej i
              dyskryminacji mentalnej?

              > twojej teorii pt "feminizm jako spisek akademiczek bojących się o utratę
              > posad"

              Feminizm nie jest spiskiem uczonych akademickich. Natomiast część (miernych
              merytorycznie) uczonych widzi w nim drogę do kariery i zależy jej na tym, by
              femomen ten był maksymalnie wyolbrzymiany. Oczywiście nie chodzi tylko o
              feminizm, jest to bardzo duży problem współczesnych nauk społecznych.

              > że dla jednych i drugich jest to równie ważne - natomiast dom i rodzina
              > powinny być najwazniejsze zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn, w równym
              > stopniu.

              Ja na to odopwiadam - nie wiem, acz nie wydaje mi się. Uważam wręcz, że dziwne
              byłoby, gdyby faktycznie kariera była równie ważna dla kobiet i mężczyzn. To
              trochę tak, jakby zakładać, że dwie niezależne liczby losowe muszą być równe -
              mogą, ale nie muszą i bardziej prawdopodobne jest, że nie są.

              > jak niejaki "Aguirre gniew Boży" (Herzog w grobie się przewraca) nie wypisują
              > głupot o tym, że kobiety nie powinny uczyć się samoobrony.

              Dlaczego głupoty? Był tak ciekawy argument o tym, że może to prowadzić do
              większej liczby problemów niż pożytków. To trochę tak jak z posiadaniem w domu
              broni palnej - jak zapewne wiesz, wielu uważa, że to bardziej niebezpieczne dla
              posiadacza niż jej nie-posiadanie. Znowu - wszystko jest kwestią spokojnej
              analizy merytorycznej.

              > Zachwalana przez ciebie analiza empiryczna polskich mediów a także tego forum
              > wykazuje, że to raczej przeciwnicy feminizmu usiłują wyeliminować
              > merytoryczną dyskusję pod sztandarem ideologii:))

              ??? Nie wiem o czym piszesz. Ktoś tu Cię cenzuruje?

              > Prawdziwy, czysty feminizm to w 90% walka z głupimi wyobrażeniami na
              > temat"prawdziwej natury" kobiety oraz jej roli w społeczeństwie.

              Nazwałbym to walką z pewnymi wyobrażeniami na temat "prawdziwej natury" kobiet.
              Nie robią na mnie wrażenia etykiety oceniające, które używasz tej
              dyksusji "słuszne prawa", głupie wyobrażenia" itd.

              > Przykład bez sensu, bo fizyka to nauka a feminizm to ideologia.

              Feminizm ma swoją naukę w postaci 'gender' lub 'women studies'. Usiłuje też
              stworzyć własny paradygmat naukowy typu "ekonomia feministyczna'
              czy 'psychologia feministyczna'. Jest więc czymś więcej niż ideologią - ma
              mocne ambicje naukowe (nawiązując do Twojego przykładu - nie ma psychologii
              liberalnej czy konserwatywnej).

              Nb. czy uważasz, że np. Marian Janion czy Kinga Dunin bardziej od Ciebie,
              mniej, czy tak samo podpadają pod kategorię "feministki", "zwolenniczy
              feminizmu"? I dlaczego?

              > Owszem, nie mam dobrego zdania o antyfeministach - przy czym definiuję to
              > pojęcie zapewne inaczej niż ty. BTW, chyba ciebie jeszcze o to nie pytałam:
              > BD, czy uważasz się za antyfeministę?

              Roboczo używam tutaj tej etykiety wobec siebie, choć ma ona złą prasę. Rozumiem
              przez to krytyczny stosunek do pewnego programu kulturowego, który zgrubnie
              opisałem wyżej. Oczywiście jako Agent 007 jest bardzo pro-kobiecy, więc
              mój "antyfeminizm" wypływa z troski o los kobiet i naszej cywilizacji.

              pozdrawiam,

              BD
              • Gość: jancio wodnik Re: Kilkujadek, M.Panicz, J.Wodnik IP: *.aster.pl 27.01.04, 11:47
                > > jak niejaki "Aguirre gniew Boży" (Herzog w grobie się przewraca) nie wypis
                > ują
                > > głupot o tym, że kobiety nie powinny uczyć się samoobrony.

                > Dlaczego głupoty? Był tak ciekawy argument o tym, że może to prowadzić do
                > większej liczby problemów niż pożytków. To trochę tak jak z posiadaniem w domu
                > broni palnej - jak zapewne wiesz, wielu uważa, że to bardziej niebezpieczne dla
                > posiadacza niż jej nie-posiadanie. Znowu - wszystko jest kwestią spokojnej
                > analizy merytorycznej.

                no w tekscie Aquirry ja sie zadnej spokojnej analizy merytorycznej nie
                doszukalem. A argumenty z serii "nie bron sie to mniej dostaniesz" byly modne w
                latach 70tych i na szczescie odeszly juz do lamusa. Ostatnie ofiary glosicieli
                tych pogladow zostaly juz dawno pobite, zgwalcone, przekonane, ze plod nie jest
                niczemu winien i wychowuja dzieci.

                Tak zwana spokojna analiza merytoryczna o ktorej mowisz polega po prostu na
                zmyslaniu mrozacych krew w zylach sytuacji typu "stukilowy bokser naprzeciw
                nastoletniej okularnicy no i co ona zrobi" i wykazywaniu, ze szkolenie nie
                pozwala na to by ona jego pokonala. Zeby cos spokojnie analizowac trzeba miec
                troche wiedzy o tym jakie sa np. typowe okolicznosci gwaltu, typowe scenariusze,
                znac jakies konkretne przypadki, wiedziec jak przebiegaja szkolenia w roznych
                szkolach...Rozwazanie, czy baba zdazy chlopa kopnac w jaja zanim on ja trafi
                piescia w glowe to nie jest zadna analiza.

                Zreszta jesli ten temat cie interesuje, to wpadnij tu:
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=529
        • Gość: jancio wodnik Re: Kilkujadek, M.Panicz, J.Wodnik IP: *.aster.pl 26.01.04, 13:18
          > Mam wrażenie, ze zaden z panów (pań? nie wiem kim jest wodnik) nie zrozumiał o
          > czym jest mój post. Na początek o czym nie jest: z całą pewnością nie jest o
          > wrodzonym ponoć klerykalizmie kobiet, a już za kuriozum uważam przypisanie MNIE
          > poglądów wyrażanych przez Wodozowa (to z niego był cytat) - ja przecież w ogóle
          > nie zaprezentowałam swojego poglądu w tej kwestii!

          nie widze pokrewienstwa pogladow moich z reprezentowanymi przez dwu pozostalych
          panow, ale skoro juz tak zbiorowo mnie wywolano do tablicy to trzeba sie odezwac.

          Jesli chodzi o mnie i tylko o mnie:

          - wiem, ze nie podzielasz pogladow o klerykalizmie kobiet
          - uwazam, ze klerykalizm kobiet nie jest wrodzony
          - uwazam, ze kobiety statystycznie sa bardziej niz mezczyzni sklonne do ufania
          autorytetom (co tez nie jest u nich wrodzone) przez co moga byc bardziej sklonne
          do demonstrowania pogladow klerykalnych. Szczegolnie w starszym wieku.

          Dalej piszesz o antyfeministach i w podsumowaniu wypowiedzi na ich temat tak:

          > A dopóki są tacy jak oni to walka o emancypację i równouprawnienie pozostaje
          > najważniejszą częścią składową feminizmu i żadne odwracanie kota ogonem tego
          > faktu nie zmieni.

          do czego moj komentarz:
          w moim odczuciu wiecej barier tkwi w samych kobietach niz w tych
          antyfeministach. Zreszta sama pisalas, ze feministki nie reprezentuja wszystkich
          kobiet. Mnie sie wydaje, ze reprezentuja nawet bardzo niewiele kobiet.
          • Gość: barbinator Wodnik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.04, 18:36
            nie widze pokrewienstwa pogladow moich z reprezentowanymi przez dwu pozostalych
            > panow, ale skoro juz tak zbiorowo mnie wywolano do tablicy to trzeba sie
            odezwa
            > c.


            Tak jakoś wyszło... Zresztą jeśli chodzi o ścisłość to dwaj pierwsi panowie też
            dość mocno różnią się od siebie poglądami. Zaś BD jest jeszcze inny...:))



            > Jesli chodzi o mnie i tylko o mnie:
            >
            > - wiem, ze nie podzielasz pogladow o klerykalizmie kobiet
            > - uwazam, ze klerykalizm kobiet nie jest wrodzony
            > - uwazam, ze kobiety statystycznie sa bardziej niz mezczyzni sklonne do ufania
            > autorytetom (co tez nie jest u nich wrodzone) przez co moga byc bardziej
            sklonn
            > e
            > do demonstrowania pogladow klerykalnych. Szczegolnie w starszym wieku.



            Zgoda na wszystkie punkty :)
            Zwłaszcza, ze podkresliłes fakt "niewrodzonej" większej podatności kobiet na
            uleganie autorytetom - ja to rozumiem jako podatność uwarunkowaną kulturowo w
            odróżneniu od uwarunkowanej naturą (jakieś milion dyskusji na FF dotyczyło
            tej "drobnej różnicy", naturalnie konsensusu nie uzyskano :)
            Za dosyć ciekawy uważam fakt, iż (wg moich obserwacji, nie wiem czy statystyki
            to potwierdzają) najbardziej podatne na klerykalizm są dwie grupy: starsze
            kobiety oraz...młodzi mężczyźni. Mówię zupełnie serio, coś w tym jest! Pamiętam
            jak 10 lat temu ZChN walczył z pornografią wysyłając kilkuosobowe "patrole
            obywatelskie" do pilnowania kiosków z gazetami. Zazwyczaj skadały się z 2-3
            emerytek i 2-3 młodych, dość anemicznie wyglądających kolesiów (zupełnie inny
            tym niż współczesne mięśniaki od Giertycha) Jakiś czas temu zobaczyłam w TV jak
            rydzykowcy protestują pod KRRTV - i skład osobowy tłumu był dokładnie taki sam,
            czyli wiekowe ciotki rewolucji i nieciekawi fizycznie panowie przed 30-stką!


            > w moim odczuciu wiecej barier tkwi w samych kobietach niz w tych
            > antyfeministach.


            Oczywiście, że tak. Nie pisałam o tym tylko dlatego, ze trudno w każdym poście
            pisać o wszystkim.


            Zreszta sama pisalas, ze feministki nie reprezentuja wszystkic
            > h
            > kobiet. Mnie sie wydaje, ze reprezentuja nawet bardzo niewiele kobiet.


            A mnie, że jednak trochę więcej niż "bardzo niewiele". Oczywiście to znowu
            zależy od pewnych umownych kwestii: jeśli zapytasz mnie jak wiele kobiet
            reprezentują pewne panie znane wszystkim z prasy i TV a kojarzone jednoznacznie
            z feminizmem to odpowiedź będzie brzmiała: bardzo, bardzo, BARDZO niewiele. Na
            pewno nie reprezentują one mnie. Natomiast jeśli spytasz jak wiele kobiet
            prezentuje poglądy podobne do moich (a ja na tym forum uchodzę za feministkę,
            zdaniem niektórych nawet dość wojowniczą) to odpowiem: takich kobiet jest
            bardzo, bardzo BARDZO WIELE. I mam wrażenie, że forumowi przeciwnicy feminizmu
            własnie tego faktu nie potrafią przyjąć do wiadomości.

            Pozdr. B.



        • nadszyszkownik.kilkujadek Barbinator, Barbinator, Barbinator 27.01.04, 05:51
          Ponieważ już dwóch rozmówców odpowiedziało na Twój zbiorczy adres, śpieszę z
          wyjaśnieniami i ja. Z wyjaśnieniami i ze sprostowaniem. Zacznę od tego
          drugiego. Stanowczo zaprzeczam, jakobym był tepym matołem. Wogóle odnosze
          wrażenie, wybacz dygresję personalną, że nie doceniasz inteligencji swoich
          rozmówców. Nie każda feministka jest okropnym pasztetem; nie każdy
          antyfeminista (przeciwnik feminizmu?) jest patentowanym osłem. Pomijając już
          to, że ja antyfeministą nie jestem.

          Po tym przydługim wstępie możemy przystąpić do rzeczy. Otóż o ile Twoje
          intencje były zupełnie jasne, wnioskowanie przejrzyste już nie jest. Twój wywód
          uważam za wadliwy dokładnie dlatego, że pomijasz podstawowe i, w pewnym sensie,
          mierzalne 'prawa stanowione', kryterium równouprawnienia czyniąc rzeczy tak
          subiektywne i abstrakcyjne, jak 'zmiany mentalności'.

          Tu cytat:
          "Nawet najlepsze prawo nie zagwarantuje nam równoprawnego traktowania dopóki
          jakaś (na szczęście malejąca) grupa mężczyzn prezentuje poglądy wyrażone w tym -
          przypomnę, że mającym prawie 100 lat - lecz zatrważająco aktualnym tekście."

          Nie wiem, czy uświadamiasz sobie, że to właśnie recepta na '...walkę klasową,
          która zaostrza się wraz z...". Zawiadamiam, że 'jakaś grupa' która myśli nie
          tak, jak powinna, istnieć będzie zawsze. Jak rasiści, o których wspomniałem.
          Czynienie z tego probierza 'równoprawnego traktowania' jest kwitem in blanco
          dla 'poprawiaczy mentalności'.
          Oczywiście, jeśli ktoś chce zmieniać swe najbliższe otoczenie, używając
          perswazji, uporu i godności osobistej (ze sztukami walki byłbym ostrożny; to
          jednak osobny temat), to życzę powodzenia i trzymam kciuki za powodzenie. Mogę
          jeszcze wyrazić współczucie (szczere), że czujesz się nierównoprawnie
          traktowana i że jest to dla Ciebie źródłem dyskomfortu. Bardzo niechętny jestem
          natomiast poprawiaczom instytucjonalnym, chcącym stosować przymus
          administracyjny. Rozumiem, że Ty też się temu sprzeciwiasz?

          Co do związków feminizmu z lewicą - opisałem już kiedyś mój pogląd na tę sprawę
          i chyba nie warto tego powtarzać. W każdym razie lewicowość organizacji
          feministycznych jest bliżej związków zawodowych, niż partii marksistowskich.
          Choć o rewolucjonistkach też się czasem słyszy.

          Jeśli zaś mowa o cytatach 'z amerykańskich prezydentów', to ja proponuję
          ten: 'Nie uprawiałem seksu z tą kobietą'. Bliżej rzeczywistości - i można
          dochodzić, czy miał rację, czy nie.

          (-) Kilkujadek

          -
          Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
    • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (41-5) IP: *.chello.pl 25.01.04, 00:39
      [cytaty]

      II.

      W społeczności ze wszech stron odzywają się wyrazy narzekania i podziwu nad
      rozstrojem rodzinnych egzystencji, nad coraz częściej naruszanemi w jawny lub
      skryty sposób zasadami rodzinnego bytu i spokoju. Użalania się te są niestety,
      słuszne.

      Nieprzeliczone bóle nurtują głębie spokojnych nawet na pozór rodzin, nie
      mówiąc juz o tych których życie jak fałszywy akord muzyczny rozlega się i
      razi. Zło podkopujące rodzinny spokój a przez to publiczną moralność i łamiące
      lub co najmniej psujące mnóstwo istnień jest prawdą, ale równie prawdą jest i
      to, nie pomoga nań żadne jeremiady na kantyczkową śpiewane nutę, ani
      machinalnie rzucane przekleństwa na zepsuty wiek dziewiętnasty, ani pociski
      oburzeń salonowych, ani groźby kar wieczystych.

      Nie miotać się bezmyślnie przeciw złemu, nie rzucać kamieniami na tych co się
      go dopuszczają należy, ale dochodzić źródła zła tego i tamować je w samym
      zarodzie. Ta naprzykład lub owa kobieta daje się unosić zgubnem wrażeniem,
      które mącą spokój domowy i zatruwają życie zwiąnego z nią mężczyzny; tamta
      znowu rozmiłowana we fraszkach, w stojach, w błyskotkach tą namiętnością swoją
      niszczy byt materjalny rodziny i zaniedbuje obowiązki gospodyni i matki. Inna
      dom swój napełnia swarliwą gospodarnością i niezdolna pojąć ni prac ni pojęć
      mężczyzny, którego jest żoną, zamiast osłodą i pomocą staje mu się kulą u
      nogi, wiecznym kłopotem i troską.

      Inna jeszcze połowę dnia przepędziwszy przed zwierciadłem, przez resztę czasu
      króluje na tryumfalnych rydwanach zaprzężonych salonowemi próżniakami, a z
      tych Donkiszotowskich wypraw przynosi do ogniska domowego myśl rozstorjoną,
      serce ostygłe, sążniste poziewanie i trzy łokciowy rachunek modniarki.

      Wszyscy widzą te przeróżone ułomności, wady i wystepki kobiet, wszyscy na nie
      narzekają, ale czy wielu jest ludzi którzy położywszy rękę na sumieniu i wzrok
      bezstronny zapuściwszy w naturę ludzką i ustrój społeczny pytają: dla czego to
      kobiety takie są a nie inne? Da czego? Oto pytanie które postawione być winno
      obok każdego złego objawu w ludzkości, bo ono samo tylko może doprowadzić myśl
      ludzką do źródła zła wszelkiego, a źródła właśnie szukać należy chcąc na to
      zło znaleść środki zaradne.

      Dla czego kobieta podlega wrażeniom łamiącym jej życie rodzinne, a które potem
      nieraz opłakuje sama? Bo nie nauczono ją poznawać samą siebie, nie wyrobiono
      lepiej siły i przekonań, nie wskazano jej celu życia i w nim ją nie
      rozmiłowano.

      Dla czego inna córa po wyjściu za mąż, zrzuca z siebie wszelki pozór dobrego
      smaku i kobiecego wdzięku, pogrąża się w drobiazgach i swarliwoścą, ciągłym
      stekaniem a dokuczliwym zachodem, dręczy wszystkich w koło siebie i mąci
      spokój domowy? Bo pojęcia jej są ciasne i nie przekraczjące obrębu spiżarni
      lub garderoby, bo cały jej wdzięk panieński był tylko obsłonką, tymczasowo
      naprędce narzuconą dla zwabienia męża, bo nie nauczono ją szeroko patrzeć na
      świat, spokojnie przenosić troski życia i prace codzienne ozdabiać wdziekiem i
      godnością płynącą z rozumnej myśli. Chcą uczynić z kobiety gospodynię tylko,
      drewno podpalającą gospodarskie ogniski, ale jeśli mąż jej zajmie wysokie
      miejsce w hierarchji myslących i działających, o czem mówić z nią będzie
      wróciwszy wieczorem do domu? Nie powie on jej ani o czynach swych, ani o
      swojej chwale, to jest nie opowie jej najlepszej części samego siebie, i
      patrzeć na nią będzie jak na kobiete obcą sobie duchem, niezdolną pojąc
      zasługi człowieka będącego chluba swego kraju." (Eug. Pelletan). Dla czego
      znowu tamta kobieta, pieniądze ciężko zapracowane przez męża, przenosi z jego
      kieszeni na kontuary magazynierek, a wystrojona w suknie ogonami których
      ciągnie ku rodzinie swojej ruinę i upokorzenie, wdzięczy się do salonowych
      księżyców, które ją słońcem swojem mianują? Bo nie włożono w jej serce miłości
      dla tego co na świecie poważne i prawdziwe pięknie a więc zapełnia je ona
      sobie miłością błyskotek i fraszek, blasku i hołdów; bo mężczyźni uderzają
      przed nia czołem jak przed bóztwem, zapalają u ołtarza jej utrefionych
      kędziorów i ujedwabionej postaci kadzelnice najbezczelniejszych pochlebstw,
      warując sobie że w przyległym pokoju będą mogli nazywać ją próżną, zlaotną,
      płochą i naśmiać się z bliskiej ruiny moralnej i materjalnej, która czeka ją a
      niekiedy męża jej i dzieci.

      To ubóstwianie kobiet, kadzenie im i pochlebianie obłudne najczęściej za
      strony mężczyzn, a używane przez nich dla pustej igraszki lub chwilowego
      wrażenia, jest wraz ze skrzywionem wychowaniem, źródłem przywar kobiecych i
      płynących z nich nieszczęść.

      Chińczycy w kobietach swoich uwielbiają nadewszystko małość nóg, to też
      ściskają je one i do takiej doprowadzają małości, że w końcu i chodzić o
      własnych siłach nie mogą. U nas mężczyźni nie liczący się do rzędu myślących i
      poważnych, a takich w każdej społeczności znajduje się zawsze ilość niemała,
      składają przedewszystkiem hołd pozony wdziękom zewnętrznym, to też kobiety
      myślą o nich tak usilnie, że o czem innem myśleć całkiem przestają.
      Pochlebstwa, nadskakiwania, wybryki rycerskich ofiar, udawane zachwyty i
      szały, oznaki czci średniowiecznej są niby dziedzictwem z pokolenia na
      pokolenie przekazywanem przez społeczność kobietom, a które winien im złożyć w
      dani każdy mężczyzna, chcący zdać przed publicznością egzamin na magistra
      filozofji salonowej i doktora praw obojga płci. W tem dziedzictwie swojem
      kobieta króluje jak niegdyś królowie Merowingowie we Francji. W pałacu wszyscy
      uderzali przed nimi czołem, ale poza pałacem wara było królowi choćby krok
      jeden uczynić wedle woli, bo nad całą przestrzenią kraju panował Mer pałacu
      poddany na pozór, król w rzeczy.

      Dla kobiety wystawiono tron w salonie, ale poza salonem opada a niej szata
      nietylko królewska, ale człowiecza, bo na przestrzeni społecznych działań i
      przywilejów panuke Mer jej pałacu - mężczyzna, a ono bóstwo i monarchini w
      salonie poza nim uznaną jest noedołężnem dzieckiem. "Kobieta nosząca na sobie
      piętno człowieczeństwa i godne miejsce jakie zajmuje w ludzkości, z radością
      zamieniłaby wszystkie złote słówka i hołdy, któremi mężczyzni poetycznie ją
      zabijają, niby okrytemi mirtami Ateńskiemi sztyletami, za pierwsze przyrodzone
      prawo każdej ludzkiej istoty, prawo uzewnętrzniania tego co w niej rozumne"
      Eug. Pelletan

      • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (41-6) IP: *.chello.pl 25.01.04, 01:07
        [cytat]

        Społeczności najwyżej stojące moralnie i umysłowo, nie tak jak my
        przysposabiają kobiety do ważnej i trudnej drogi rodzinnego życia.

        W Anglji i w Ameryce, w tej ostatniej szczególnie, niezamężne kobiety uczą się
        długo i pracowicie nietylko muzyki, tańców i wybrednej toaletwej sztuki, ale
        nauk dających umysłowi szeroki rozwój i zdrowe pojęcie.

        Nie zamknięte jak w klarce w czterech ścianach dziewiczego pokoju, żyją one
        razem z innymi ludźmi, swobodnie przypatrują się radosnym, bolesnym, mozolnym
        przejawom społecznym, wiedząc zawczasu że przeznaczeniem ich jest prędzej czy
        później, czynny wziąć w nich udział.

        Nie rumienią się i niespuszczają oczów na wzmiankę o małżeństwie i miłości, bo
        o tych głównych kwestjach swego życia przywykły od dzieciństwa słyszeć, mówić
        i myśleć bez wstydu i rozmarzenia ale z nadzieją pragnącej zacnego szczęścia i
        z powagą pojmującej sweje cele istoty. Nie chowane w głębi marzeń niby
        słabiutkie kwiatki w cieplarni, nie osłaniane przed oczami mężczyzn, niby za
        firankami cudowne obrazki w kościele, od pierwszych dni sweg życia przypatrują
        się grze społecznych przekonań, interesów, namiętności, a widok ten za wczasu
        uczy je prawd życia i przyzwyczaja widzieć w mężczyźnie nie zbiór ideałów lub
        bohaterów romansowych, ale ludzi z przeróżnymi odcieniami umysłów i
        charakterów. To też gdy przychodzi chwila w której mają wybrać towarzysza
        drogi całego życia, nie są one pensjonarkami grającymi w ślepą babkę i z
        zawiązanymi oczyma chwytającymi pierwszą lepszą połę męzkiego surduta, która
        się im pod ręką nawinie; nie wstępują one jak śpiące lunatyczki na dachy
        nieobliczonych marzeń, i nie biorą jak Donkiszot pierwszego lepszego barana za
        rycerza o stalowej tarczy i złotej przyłbicy. Nauczywszy się rozumieć sebie i
        innych, wiedzą dobrze czego trzeba, aby władza ich serc i umysłów harmonijnie
        zlać się mogły z czuciem i myślą innego człowieka, umieją rozróżnić stosowne
        dla siebie i sprzeczne z sobą żywioły, nie idą omackiem i nie śnią na jawie,
        nie budzą się też potem w rozpaczy że się obudziły zapóźno i na gruzach
        rozwalonych gmachów swych marzeń, nie rozpływają się w łzach i skargach, ani
        się pocieszają zalotnemi uśmiechy, ukrytemi grzeszkami i ogonami u sukien.

        "O wiele przed zupełnem dojściem do dorzałości, młoda amerykanka stopniowo się
        wyswobadza z pod macierzyńskiej opieki; dzieckiem jeszcze będąc mówi już
        swobodnie, z własnego natchnienia a wkrótce potem zaczyna działać samoistnie.
        Przed nią roztoczony ciągle wielki obraz świata, a ci co ją otaczają, nie
        tylko nie starają się ukrywać przed jej oczami tego obrazu, ale owszem coraz
        bardziej zwracają jej uwagę na wydatne jego cechy, ucząc ją zapatrywać się na
        nie śmiało i spokojnie. Wcześnie dowiaduje się ona o złych i niebezpiecznych
        stronach życia, widzi je jasno, sądzi o nich bez złudzeń i spotyka je bez
        trwogi, gdyż wzmacnia ją wiara we własne siły.
        "U młodej amerykanki, nigdy prawie dostrzedz niemożna tej dziewiczej
        nieświadomości, ani tego naiwnego wdzięku znamionującego w europejce przejście
        z dzieciństwa do lat młodzieńczych. Rzadko się przytrafia aby amerykanka
        jakiegokolwiekbądź wieku była nieśmiała lub nieświadoma, również jak
        europejskie dziewice pragnie ona podobać się, ale wie dobrze do jakich
        podobanie się to prowadzi ją wyników. Nie ulega złemu lecz je zna; obyczaje
        jej czystrze są niż myśl jej świadoma wszystkiego, co dzieje się w świecie i
        pomiędzy ludzmi.
        "Łatwo jest spostrzedz, że wśród zupełnej niezależności jakiej używa młoda
        amerykanka, nie przestaje ona nigdy doskonale władać samą sobą, używa
        wszystkich dozwolonych przyjemności, ale żadnej z nich nie oddaje się
        zbytecznie, bo rozum zawsze trzyma na wodzy wrażenia jej uczucia.
        "My wychowujemy kobiety w nieświadomości, w zamknięciu, prawie pod klauzurą a
        potem rzucany je nagle w bezład towarzyski, bez przewodnika i wsparcia.
        "Amerykanie są logiczniejsi.
        Sądzą oni, że niepodobieństwem jest prawie, stłumić w kobiecie
        najprzeważniejsze namiętności serca ludzkiego, i że należy raczej podać jej
        broń, z pomocą której zwalczyćby je ona mogła. Ponieważ nie są w stanie usunąć
        całkiem niebezpieczeństwa, na jakie narażoną bywa godność kobiety, pragną aby
        sama siebie bronić umiała i więcej ufają w swobodną a umiejętnie skierowaną
        moc jej woli, niż w przeszkody które zawsze obalanemi być mogą.
        "Chociaż amerykanie są narodem bardzo religijnym, nie samą tylko religię dali
        kobietom jako oręż do bronienia ich godności przeciw pokusom, ale starali się
        jeszcze uzbroić jej rozum. W tym jak w wielu innych razach, trzymają się oni
        raz obranej metody postępowania. Naprzód czynią wszelkie możebne usiłowania,
        dla doprowadzenia jednostki do jej osobistego i samoistnego rozwoju, a
        doszedłszy dopiero do ostatecznych granic siły ludzkiej, wzywają ku jej
        potrzymaniu religię. (Toqueville de la Democratie aux Etats Unis) To
        praktyczne i samodzielne kształcenie amerykanek nie odziera ich jednak z
        poezji i kobiecego wdzięku.
        • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (41-7) IP: *.chello.pl 25.01.04, 01:26
          [cytat]

          Kobieta w Ameryce jest poetyczną iskrą i promieniem dla swej społeczności.
          Surowy amerykanin kocha ją miłością czułą a zarazem rozumną. Jest mu ona równą
          istotą, jest mu szczęściem, prawdziwą towarzyszką życia, duszą i ozdobą jego
          domowego ogniska. Szukali się oni wzajem wśród tłumu i wolną wolą wybrali
          sobie. Ona przyszła do niego nie ze spuszczonemi oczami, nieśmiała i niema,
          ale z dłonią otwartą i czołem wzniesionem; jest mu ona pomocą, radą, pociechą
          i natchnieniem.

          Piękna, wesoła, strojna lekką ci się wydaje, uśmiecha się di ziemi jak mówi
          Perski poeta, ale męzkie i gruntowne wychowanie wszczepiło w jej serce
          poczucie obowiązku, szlachetną dumę i jakieś nieledwie bohaterstwo w myślach i
          postępkach." (Augusto Langel, les Etats Unis).

          "Ona przyszła do niego nie ze spuszczonemi oczami, nieśmiała i niema, ale z
          dłonią opartą i czołem wzniesinem". Co znaczy , że nie na oślep wybiera sobie
          towarzysza na życie całe, że aktu małżeństwa dokonywała wiedząc dobrze o tem
          co czyni, rozumiejąc tę drogę na którą wchodzi, cel co u kresu drogi tej stoi
          i wszystkie powinności, trudy i uciechy jakie ją na niej czekają. To też nie
          dziw że później z tąż samą śmiałością i świadomością swoich dróg i celów
          postępuje w życiu cnotliwe i spokojne. Miłość która skłoniła ją do wejścia w
          życie rodzinne, nie była przemijającym wrażeniem ani uniesieniem rozmarzonej
          wyobraźni, ale prawdziwem trwałem uczuciem, zatwierdzonem i wspomaganem przez
          rozum. Ten sam rozum nie daje potem wygasnąć łatwo raz powziętem uczuciu, z
          niego to kobieta wysnuwa jasność pojęć i siłę przekonań jako podstawę
          wszystkich swych czynności; rozum ten oparty na gruntownej wiedzy i szerokich
          na rzeczy poglądach, tworzy w niej samej świat pełen treści, który ją chroni
          od próżnowania, nudy, żądzy próżnych a błyskotliwych rozrywek, od zmienności w
          uczuciach i niezdrowych wrażeń, będących wynikiem próżni wewnętrnej i
          bezmyślnych far-niente.

          "Próżnowanie wyradza znudzenie, znudzenie szuka rozrywek, cóż ma czynić
          niezapełniona niczem dusza, skazana na wieczną z samą sobą rozmowę, a nie
          mająca sobie nic do powiedzenia?
          "Trzeba duszy tej dać wewnętrznego obrońcę; niech sumienie jej, niech jej
          rozum będzie dla niej wiecznie obecną i wiecznie strojną strażą przeciw
          niebezpieczeństwom ukrytym, przeciw podszeptom węża-kusiciela.
          "Trzeba w kobiecie utworzyć duszę bogatą we wszystko co piękne i prawdziwe, we
          wszystko święte na ziemi aby w miarę wartości duszy swojej sama siebie cenić
          umiała, i aby z poczucia własnej wartości czerpać mogła szlachetną dumę,
          będącą świadectwem cichej cnoty.
          "Uczyć kobietę mamy uzbrajać ją przeciw wszelkim zasadzkom, wszystko co
          potęguje rozum, służy do osłabienia kaprysu, dusza ludzka ma wstręt do próżni;
          jak koło młyńskie ciągle jest ona w ruchu i jak młyn ziarn do zmlenia,
          potrzebuje coraz nowych do rozdrabniania w sobie żywiołów. Jeżeli do młyna
          duszy nie włożymy myśli zdrowej pójdą doń namiętności."
          (Eug. Pellatan, La mere)

          Daremnie od dzieciństwa kobieta uczy się machinalnie powtarzać ustami zasady
          katechizmowej moralności, daremnie ci co ją wychowują dociągają strunę jej
          duszy do jednego z góry wyznaczonego dla niej i konwenansm uświęconego tonu:
          daremnie jeszcze słyszy ona sakramentalny frazes: "kobieta stworzona jest aby
          zostać dobrą żoną, matką, gospodynią." Dopóki umysł jej nie posiędzie
          gruntownych zasad i szerokiego rozwoju, dopóki myślą nie zespoli się ona z
          całą ludzkością i nie ogarnie dalszych światów jak śpiżarnia, salon lub
          garderoba, dopóki nie zdobędzie głębokiego przedświadczenia o tem, iż jest
          człowiekiem mającym koniecznie do celu jakiegoś dążyć z pracą i
          cierpliwieniem, i dopóki nie nauczy się pracować i cierpieć, dopóty
          katechizmowe morały i sakramentalne frazesy rozwiewać się będą bez śladu, i
          dopóty ogół narzekać będzie na rozstrój rodzin na próżność, złe obyczaje i
          błyskotliwość kobiety.

          (d. c. n.)

    • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (42-1) IP: *.chello.pl 31.01.04, 12:23
      Zapraszam do przeczytania dalszego fragmentu tekstu Orzeszkowej. Dla zachęty
      dodam, że po wojnie w ersji integralnej nigdzie nie był wydany, tu macie
      okazję go przeczytać bez biegania po bibliotekach :)

      [cytat]

      Kilka słów o kobietach

      przez
      Elizę Orzeszkową

      (Dalszy ciąg)

      III.

      Tak się ma z kobietami, które dochodzą do jedynego wskazanego celu -
      małżeństwa. Ale spójrzmy po za tę najliczniejsza falangę złożoną z żon, matek
      i gospodyń i zobaczmy czy oprócz nich nie ma innych jeszcze kobiet, które
      błądzą po świecie daremnie szukając celu, na doścignięcie którego mogłyby użyć
      wszystkich moralnych i umysłowych sił swojej istoty?

      Kobieta powinna być żoną, matką, gospodynią: oto jej cel jedyny, jej
      nieodzowne przeznaczenie, a gdy go nie osiągnie, gdy życie jej innemi pójdzie
      drogami, jest ona śród ludzkości jak niepotrzebna odrośl urodzajnego drzewa,
      istotą, o chybionym życiu, czemś nieokreslonym i nie mogącym zdać sobie i
      innym sprawy dla czego istnieje. Oto teorja ogólna celów i przeznaczeń
      kobiety, oto wyrazy fatalitycznem kołem opasujące istnienie tych parji
      społeczeństw, które w ślepej-babce małżeńskich gonitw, nie mogły lub nie
      chciały pochwycić pierwszej lepszej męzkiej indywidualności, albo które
      nieszczęściem jakiem utraciły ognisko rodzinne.

      Zdarza się niekiedy słyszeć naiwne zapytania dziecięce; po co Bóg stworzył
      muchy, komary i tym podobne żyjątka, które pozornie żadnego nie przynoszą
      użytku a tylko dokuczają ludziom? Na to starsi odpowiadają w kształcie
      objaśnienia że: lubo muchy, komary i tym podobne żyjątka żadnego widocznego
      nie przynosza użytku, są przecie potrzebne światu bo zjadają mniejsze od
      siebie owady, któreby wielką szkodę roślinom lub ludziom wyrządzić mogły.
      Kobiety nieposiadające związków i niepełniące spraw rodzinnych, nie zjadają
      zapewne szkodliwych owadów jak muchy i komary, ale zda się iż społeczność
      mniema, że na to chyba są stworzone, aby wchłaniać w siebie pewną ilość tlenu
      i pewną też dozę kwasu węglowego wydychać, gdyż oinaczej mogłaby się zepsuć
      równowaga gazów, utrzymujących życie roslinne i zwierzęce.

      I otóż nowa kategorja istot ludzkich z przeistoczonym duchem i przyobleczonych
      w obcą sobie naturę. Gdy panna na wydaniu, dążąca dopiero do ukazywanego jej
      za mgłą różaną małżeństwa, jest aniołem nieświadomości, kwiatkiem a raczej
      pączkiem kwiatka zwijającym swe listki przy najbliższem zetknięciu się z
      rzeczywistością, gdy nastepnie kobieta która już wstapiła w nieznane sobie
      krainy rodzinnego życia i spraw jego, staje się bóstwem przed którem pochylają
      się głowy magistrów salonowej filozofii, słoncem koło którego krążą
      nieustannie salonowe księżyce lub co najwięcej "drewnem ku podpaleniu
      kuchennego ogniska." Kobieta przed którą los zamknął podwoje świętego
      przybytku widzi się śród ludzkości w roli..., komara i muchy.

      Kobieta nie będąca żoną, matką i gospodynią czemże jest w społeczności
      dzisiejszej? Jakie ma pole do użytecznej i podnoszacej ją moralnie pracy? Do
      jakich ma dążyć celów?

      Na te pytania wszystkie usta milczą albo się uśmiechają szyderczo. Kobieta nie
      będąca żoną, matką, gospodynią! Ależ to stara panna, istota śmieszna,
      złośliwa, na piersi i ręku nosząca szkaplerze i różańce, które nie
      przeszkadzają jej pobożnemi obmowami szarpać sławę bliźniego! Albo znowu to
      kobieta która zerwała związki małżenskie a więc niemoralna, nieoddająca
      należnego szacunku wielkiej idei rodzinnej! Wartoż myśleć o podobnych
      istotach? Wartoż zajmować się niemi i szukać dla nich celów życia? Zresztą są
      to wyjątki. Zasady tworzy się dla ogółu, a wyjątki niech sobie same radę dają
      jaką chca i mogą. Tak wyrokuje ogół, ale czyż wyrok ten nie spotka pytania
      brzemiennego mnóstwem boleści, wzywającego ratunku dla tych, których pochłonie
      ogrom społecznych przesądów: co znaczą te parje w naszym wieku, którego zasadą
      i dążeniem najwyższem jest światło dla wszystkich i miłość dla wszystkich? Co
      znaczą te wyjątki równie przecież jak ogół od niewoli cieniów wykupione,
      krzyżem i wiekową walką pokoleń ze złym duchem fizycznej a więc liczebnej
      przewagi! Za co na istotach tych ciąży straszny wyrok moralnej nicości? Czemu
      są one dla ludzi przedmiotem szyderstw i potwarzy?

      Tak, stare panny bywają czesto śmieszne, złośliwe, obłudnie nabożne, ale: dla
      czego takie bywają? Kobiety które miały ale utraciły ognisko domowe, stają się
      niekiedy niemorlanemi i postepowaniem swem oburzają na siebie ogół, ale znowu:
      dla czego tak się z nimi dzieje? Czy przyszły one na świat z temi przywarami i
      ułomnosściami swemi? Czy inaczej jak resztę śmiertelnych wytworzyła je natura?
      Albo raczej czyliżby nie można przypuścić, że Najsprawiedliwsza i Najmędrsza
      wola uczyniła je zrazu bez żadnej fatalistycznej narzuconej im ułomności, ale
      że duch ich urobił się z zepsutego tchnienia przesądów, zesłabł i zmarniał w
      passowaniu się z życiem na którego mężne i zacne przeniesienie, nie dano im
      sił umysłowych i samoistnych?



      • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (42-2) IP: *.chello.pl 31.01.04, 12:25
        [cytat]

        Pozbawione rodzinneg życia, nie umieją wybrać sobie żadnego celu ani mogąc
        rozmiłować się w żadnym, czują w sobie samych próżnię, której nie mają czem
        zapełnić. Więc do młyna duszy starych panien idzie zazdrość i nienawiść, idą
        ołtarzyki i różańce, grzeszki sąsiadek, pieski, koty i papugi, a do młyna
        duszy innych samotnych kobiet, dostają się zalotność i niebezpieczna
        wrażliwość, księżyce salonowe i magazynowe wystawy. Koło ducha wciąż się
        obraca i wciąż potrzebuje żywiołów do rozdrabniania w swym młynie, gdy nie
        posiada dobrych chwyta złe, bo bądz co bądz karmy ciągłej potrzebuje. A gdyby
        ten młyn duchowy znalazł w głowie kobiety myśl zdrową i oświeconą, wiedzę,
        znajomość społeczenstwa i jeg potrzeb, miłość dla pięknej jakiej idei,
        pragnenie czynu i umiejętność pracowania, wytworzyłby zapewne w wiecznie
        dążącym i niepowstrzymałym ruchu swoim, zamiast śmiesznego pożyteczne, zamiast
        złośliwego zabawne, zamiast występnego cnotliwe.

        Lecz niestety, łatwiej jest wybuchać śmiechem lub orzucać wzgardą, niżeli
        dochodzić źródła z którego płynie zło i śmieszność. Tak zapewne: weselej jest
        śmiać się i wygodniej oburzać, niżeli przez pracę myśli u wielką miłość
        bliźniego wyszukiwać skutecznych leków na smutną chorobę społeczną, od której
        wiele istot umiera nędzną moralną śmiercią. Ale jestże sprawiedliwem, że
        pośmiewiskiem i wzgardą społeczność okrywa istoty, którym sama nie dała
        podstawy moralnego bytu, usuwając z pod ich stóp niezłomną opokę, jakiem jest
        powzięte od pierwszych dni życia przekonanie, że kobieta jest nadewszystko i
        przedewszystkiem człowiekiem i czy zostanie ona żoną i matką, czy też imion
        tych odmówi jej przeznaczenie, nigdy przecie nie traci znamienia
        człowieczeństwa wzywającego ją do myśli rozumnej, do życia pracy tem
        pełniejszego zasługi, że samoistnego, że odartego z uciech i ułatwień jakich
        darmoby szukać na drodze samotnej kobiety.

        Oto naprzykład: szeroką ulicą miasta płynie tłum rozliczny, a śród niego sama
        jedna i zagubiona przechodzi kobieta. Przed nią, za nią, w koło niej idą
        ludzie ręka w rękę, gwarzą poufnie lub wesoło, wzajem torują sobie drogę śród
        tłumu, dłonie ich wspierają się wzajemnym uściskiem. Ona tylko idzie sama
        jedna, żadne ramię ją nie wspiera, żadna opiekuńcza dłoń nie usuwa tej fali,
        która ją potrąca, zalewa, pochłania, żadne oko nie strzeże bezpieczeństwa jej
        kroków, niczyje usta nie zwracają się ku niej z uśmiechem przywiązania lub
        bratniej myśli wyrazem. Droga jej przez tę gwarną ulicę tak samotna i trudna
        jak wędrówka całego jej życia.

        Albo znowu śród towarzyskiego koła, żony i matki zasiadły w całym majestacie
        wysokich godności swoich. Złote główki dziecięce tulą się do macierzyńskich
        piersi, oczy mężów szukają wzroku żon, spojrzenia żon biegną ku twarzom mężów,
        a ludzie z poszanowaniem schylają się przed temi, które wedle nich jedynie
        pełnią przeznaczenie kobiece, jedynie warte są uznania i cześci. A kobieta
        samotna znowu znajduje się pomiędzy temi uprzywilejowanemi niewiastami, jak
        drobna kropelka zagubiona w potężnych falach oceanu. Patrzy w koło i myśli, że
        do jej piersi nigdy się nie przytuli, tak śliczna niewinna główka dziecięca,
        że nikt z obecnych nie szuka jej sporzenia, aby w nim szczęście i miłość
        wyczytać, że ci co ją otaczają zwać ją zwykli chwastem, bezowocnem drzewem,
        istotą z chybionem przeznaczeniem.

        I gdy kobieta owa zostanie potem z sobą tylko i z własnemi myślami, gdy przed
        umysłem jej przesuną się widziane obrazy rodzinnych uciech i zaszczytów, a
        obok nich stanie własna jej dola twarda, sieroca, czyliż w sercu jej nie
        rozsiądzie się żałość bezmierna?

        Czyliż zadziwi, że stęskinionem okiem szukać ona będzie czegokolwiek coby
        ubarwiło blade godziny jej życia, coby zapełniło próżnię mrożacą jej piersi,
        coby smutnym skargom jej ducha przyniosło ubogą lecz kojącą pociechę
        zapomnienia?

        A z takich ciężkich momentów cierpienia i żałości, samotna kobieta bez
        moralnego szwanku podźwignąć się może wtedy tylko, gdy myśl jej oświecona i
        szeroka potrafi oderwać się od samolubnych pragnień i żalów, gdy serce jej
        wsparte natchnieniami rozumu piękny cel jaki ukocha, wola rozkaże mimo
        wszystkiego pozostać człowiekiem i ludzkie pełnić zadania, a praca stanie obok
        niej na straży od materjalnej nędzy i moralnego z próżnowania płynącego
        zepsucia.

        Lecz gdy przekonania jej są chwiejne, myśl w ciasnych zamknięta szrankach,
        wola słaba, umysł i ręce niezdolne do pracy, a serce nieprzysposobione do
        umiłowania celu żadnego, wtedy ugnie się ona pod trudami i cierpieniami
        samotnego życia i będzie szukać pociechy w szkaplerzach lub obmowach, albo
        bezmyślnie i po dziecinnemu rozmiłuje się w ptakach i zwierzętach, albo pogoni
        za tem co świat grzechem nazywa, a jeśli grzech ten niedostępny dla niej
        rzucać pocznie kamieniami na tych, którzy grzeszą z rozpaczy że sama grzeszyć
        jak oni nie może.

        "Raz już przecie należy ukończyć sprawę podzału ludzkości na dwie różne
        natury: kobiecą i męzką. Bo czemże ostatecznie jest kobieta? Istotą ludzką i
        płciową, ale ludzką przedewszystkiem a płciową wypadkowo
        "Człowieczeństwo jest jej cechą ogólną, płeć cechą właściwą. Po cóż więc
        poświęcać w niej cechę ogólną dla szczególnej?
        "Kobieta jak i mężczyzna należy do rodzaju ludzkiego; jak on, ma ona do
        spełnienia po za płciowem powołaniem swojem, ludzkie zadanie."
        (Eug. Pelletan)

        IV.

        Tak więc czy zapatrujemy się na niedostatki i błędy kobiet w rodzinie, czy
        spostrzegamy śmieszności, ułomności i cierpienia kobiet nie posiadających
        rodziny, zawsze dochodząc źródła złego widzimy, że płynie ono z fałszywego
        początku istnień kobiecych.

        Wyszedłszy ze skrzywionego stanowiska krzywią one sobie życie całe, nie
        zebrawszy na drogę zapasu sił i wiedzy, karmią sie potem trucizną grzechów,
        próżności, niedorzecznych przesądów i zamiłowań. Nie widząc jasno celu jakiemu
        winny oddać życie swoje albo widząc go z za mgly marzeń dziecięcych, nie mogą
        przejąc się dlań wielką miłością i zrozumieć dróg jakie doń prowadzą. Nie
        miłując zaś żadnego celu przewdziwie ludzkiego, nie znając społeczności, śród
        której żyją, nie widzą jakby najpożyteczniej służyć jej mogły i niedościgają
        wysokiego śród niej człowieczego i obywatelskiego stanowiska.

        • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (42-3) IP: *.chello.pl 31.01.04, 12:27
          [cytat]

          A z tego nieskiego stanu umysłów i serc kobiecych, ze sposobu ich życia
          bardziej podobnego do fruwania motyla lub pełzania gadu, niż do rozumnego i
          mocnego pochodu ludzkiego żywota, wynika obejście się mężczyzn z kobietami za
          czołobitne z jednej strony, za pogardliwe i lekcewarzące z innej. Lekceważenie
          to i ta czołbitność przykładają się znacznie do utrzymywania w zacieśnionych
          szrankach zakresu wychowania i umysłów kobiecych, przyczniają się o wiele do
          klęsk moralnych ciążących na kobiecych istnieniach.

          Ale z drugiej strony dopóty mężczyzni nie pozbedą się swych względem kobiet
          przesądów i uprzedzeń, dopóty nie uznają je za równych sobie w obec światła i
          celów życia ludzi, dopóki kobiety same rozumem, siłą moralną i zacnością
          człowieczeństwa swego i zdolności dościgania wielkich celów nie dowiodą.

          Czegóż więc potrzeba aby z obu stron społeczności dojść mogło do tyle
          pożądanych wyników?

          Tu niech przemówią serca i sumienia ojców i matek; niech rozum wskaże im że
          pierwszy kamień do budowy szczęścia i zacności córek swych oni położyć winni.
          Myślą natchnioną przez rodzicielską miłość i długoletnie doświadczenie, niech
          ojcowie i matki przebiegną wszystkie boleści, targania się i upadki kobiet
          dzisiejszych, niech spojrzą kędy ich źródło i chronią od nich te jasne
          dziecięce główki, dziś tak czyste i uśmiechnione, z których przyszła czystość
          i przyszłe uśmiech w ich spoczywają ręku. Wychowanie oto klucz doli lub
          niedoli, siły lub słabości, zacności lub grzechu.

          Porzućmy niewolnicze naśladownictwo, rutynę, modę, wymagania próżności, weźmy
          rozbrat z przesądami i wszelkimi fałszywymi uprzedzeniami, do gruntu
          przerabiajmy co jest złe, co dobre podnośmy i potęgujmy, a kiedyś córki nasze
          nie zasiądą na błyskotliwym tronie slonów, nie będą przyjmować z radością
          hołdów utrefionych próżniaków, nie będą łaknęły w biedzie kawałka chleba nie
          umiejąc nań zapracować, nie stana się światu zgorszeniem lub pośmiewiskiem,
          ale świadome ludzkich i obywatelskich celów swoich i dążąc do nich z miłością
          i rozumem, posiądą w całej pełni godność człowieczą i jak owe pracowite
          niewiasty Pisma czuwać będą aby w świątyni ich rodzinnego kraju nie zgasła
          powierzone im lampy Bożego światła.

          ROZDZIAŁ II
          O WYCHOWANIU KOBIET
          I.

          wychowanie pojęte z znaczeniu rozwijania i udoskonalania wszystkich władz
          człowieka, składa się z trzech czesci ściśle ze sobą związanych: fizycznej,
          umysłowej i moralnej. Trzy te częsci wychowania odpowiadają trzem władzom
          istoty ludzkiej jakiemi są: ciało, umysł i serce. a tak nieubłaganą jest w tym
          wzgledzie logika natury, że zwichnięcie lub niedołężności jednej z tych władz,
          osłabia lub krzywi i unicestwia dwie inne.

          Człowiek niedołężny fizycznie wyjątkowo tylko miewa niezłomną moralną dobroć i
          dobrze rozwiniętą siłę umysłową: zły moralnie nie dochodzi nigdy do szczytu
          rozumu; nierozsądny nie może być prawdziwie i stale dobrym.

          W tem ścisłem połączeniu władz ludzkich i wzajemnem ich na siebie wpływaniu,
          uwydatnia się nierozerwalny związek ciała i ducha ludzkiego, Strona fizyczna
          przedstawia ciało, moralna i umysłowa duszę. Siła i zdrowie ciała jest
          podstawą zdrowia i mocy duszy, a wzajemnie duch silny i zdorwy podtrzymije i
          wzmacnia ciało. Prawda ta dobrze znana, ale niezupełnie jeszcze uznana.

          • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (42-4) IP: *.chello.pl 03.02.04, 07:11
            [cytat]

            W wychowaniu mężczyzn strona fizyczna, moralna i umysłowa postepowały zawsze
            prawie równolegle. Niekiedy jedna z nich wzmagała sie kosztem innej, według
            ducha i potrzeb czasu lub miejsca. Sparta np. przedewszystkiem wielbiła i
            kształciła ciał: średniowieczne scholastyczne wychowanie, miało na celu tylko
            duszę. Pomimo jednak te czasowe i miejscowe zboczenia równowaga wracała
            wkrótce i jakkolwiek nie zupełnie doskonałe i rozwinięte trzy czynniki:
            fizyczny, umysłowy i moralny, wchodziły i wchodzą w pewnej mierze w zakres
            wychowania mężczyzny.

            Nie idzie zatem aby wychowanie mężcyzny dozkonałem było wszędzie i zawsze.

            Dziś jeszcze z wyjątkiem małej liczby krajów, w których otrzymało juz ono
            właściwy kierunek i wszelki rowój możebny przy obecnym stanie światła w
            ludzkości, wszedzie indziej zresztą istnieją niedostatki i błędy nienaprawione
            jeszcze, ale już poczute przez ogół i ukazane przez ludzi ściśle i wyłacznie
            kwestję tę badających.

            Lecz z wychowaniem kobiet rzecz się ma daleko gorzej. Dal nich wszystko co już
            dobre w wychowaniu mężczyzn, nie istnieje jeszcz całkiem albo istnieje w
            bardzo wyjątkowy i niedoskonały sposób, wszystko co w nim złe stokroć bywa
            gorszem.

            Od samego początku społeczeństw ludzkich, w rozwoju kobiet zaniedbywano zawsze
            którąkolwiek stronę ich istoty.

            Już to fizyczne siły kobiety od samego początku dziejów widzimy zaniedbane
            wyjąwszy śpartę, w której znowu kabieta była uważaną nie za ludzką istotę, ale
            za narzędzie do tworzenia ludzi. Spartankę kształcono i potęgowano fizycznie
            nie dla tego, aby na tej podstwie rozwijała się jej duchowa istota, ale aby
            fizyczny dobry jej ustrój pomagał do zdrowego ustroju rodzacych się w niej
            synów. Część celu fizycznego wychowania kobiet Spartanie wzięli za cel cały,
            moralna strona nie tylko zaniedbana ale poniżona i zdeptana była w tamecznych
            kobietach, a umysłowa właściwie nie istniała wcale, ani u mężczyzn ani u
            kobiet, w narodzie którego jedyną nauką było prowadzenie wojen, jedyną sztuką
            zręczne złodziejstwo.

            Zresztą w żdnym innym karaju historja nie przedstawia nam dbałości o fizyczny
            rozwój kobiety. Wprawdzie kształcenie duchowej jej istoty, mało znajduje
            miejsca w myślach i dziełach filozofów, pedagogów i prawodawców, są jednak
            gdzieniegdzie ślady iż się nią choć pobieżnie, choć zawsze z rodzjem
            lekceważenia i mnóstwem trwożnych zastrzeżeń zajmowano. Ale ciało kobiety o
            tyle tylko obchodziło ludzkość, o ile było pieknem lub brzykiem, o sile zaś, o
            zdrowiu jego pedagodzy i prawodawcy wszelkich czasów nie myśleli. Nigdzie
            oprócz Sparty, nie widzimy w historji aż do najnowszych czasów zakładów
            gimnastycznych dla kobiet.

            Nigdzie nie znajdujemy dla nich swobody ruchu, możebność ćwiczeń fizycznych,
            właściwych dla ich orgnizmu, hygienicznych warunków mieszkania i pokarmu.
            Owszem, u większej części narodów starożytnych uważano kobietę za istotę
            nieudolną z natury, częstokroć szkodliwą społeczestwu i tolerowaną w niem
            tylko z przyczyny, że bez nich ludzkość nie mogłaby przedłużyć swego
            istnienia. Jako więc taką usuwano ją od wszelkiej społeczności, oddawono pod
            wszechwładne panowanie mężczyzn, zamykano w ciasnych obrebach zamkniętych
            mieszkań, w których brakowało jej wszelkiej możebności rychu i fizycznych
            ćwiczeń a nawet zdrowego powietrza.

            Co więcej, w imię źle pojętej piękności zewnętrznej uważanej za jednyną ich
            zaletę, w wielu krajach kaleczono i krzywiono członki, odmawiano użycia
            słonecznych promieni, sztucznie a zgubne kształtowano ich organizm.

            • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (42-5) IP: *.chello.pl 03.02.04, 07:13
              [cytat]

              Grecy i Rzymianie bardziej postępowi w wyobrażeniu o kobiecie od Injan i
              Egipcjan, więżą je przecie w zamkniętym Gineceum z którego wydalać się im
              wolno w pewnych tylko oznaczonych porach, pod zasłoną, krokiem mierzonym i
              nakazywanym przez zwyczaj.

              Wschów zamyka kobiety w haremach i pogrąża fizycznie ich władze w dusznej
              atomosferze niewoli, próżniactwa, ozłoconego zbytkiem i podniecanych niem
              namiętności. Chińczycy w imię dziwacznie rozumianej piękości, kaleczą im stopy
              tak że już przez życie całe lektyki muszą im zastępować użycie człownków, a
              powszechnie znajomą jest historja Egipskiego króla, który chcąc się okazać
              wspamiałomyślnym dla kobiet, pozwolił im swobodnie przechadzac sie po ulicach
              miasta z warumkiem, aby nie czyniły tego inaczej jak będąc obute, jednoczśnie
              zaś wydał rozkaz do wszystkich szewców swojego państwa aby żaden z nich pod
              karą śmierci nie sporządzał kobiecego obuwia.

              To też starożytne kobiety wschodu i południa rozwijają się blade i
              niewyraźnie, na tle dziejów przeszłości wyglądają więcej jako cienie ludzkie,
              niż jako ludzie, a pogwałcona i zwichnięta w nich strona fizyczna tak tamuje
              postep ich ducha, że wyjątkowa tylko podnoszą się na wyższe stopnie moralności
              i mysłowości, a ogólnie toną w zepsuciu lub nicości zupełnej.

              Średnie wieki dając chrześcijańkiej kobiecie więcej wolności, dały też jej
              więcej fizycznego hartu i zdrowia. Dzielna iżywotna natura kobiety Anglo-
              Saksońskiej, Normandzkiej o Galijskiej rasy, dźwignęła je z pierwotnego
              upośledzenia. Zresztą zmieniły się zasdy, rządzące światem, śród wielkich burz
              i przesileń wstrząsających społeczeństwem w pierwszych wiekach naszej ery,
              powstało mnóstwo pojęć i popędów ludzkości, nieznanych dawniej całkiem lub
              znanych zaledwie drobnej garści mielicznych wybranych. Kobieta
              chrześcijańskiego zachodu szerzej i swobodniej odetchnęła. W wojowniczej i
              romantycznej tej epoce, nie rzadkiemi bywały zjawiska kobiet - ryczerek,
              odzianych cięzką zbroją, harcujących na koniu, ponoszących trudy wojenne, co
              wszystko potrzebowało pewnego niemałego zasobu sił i zdrowia. Albo znowu ze
              struśiem piórem owiewającym jej harde czoło, na koniu z naciagnietym łukiem w
              ręku, kobieta średniowieczna pzebiegała szerokie przestrzenie, zapuszczała się
              w gęstwiny leśne, wzrokiem sięgając śmiały lot sokoła goniącego pod niebem
              ofiarę, która za chwilę miała być dotknietą śmiertelnym ciosem jej strzały.
              Albo znowu troskliwa o swoją zewnetrzną piękność, odgaduje njważniejsze
              warunki hygieny, wstaje za wschodem słońca, kapie się w zimnej wodzie, jeździ
              konno, strzeże się silnych wzruszeń i daje światu zjawiska takie jak Dyanna de
              Poitiers albo Ninon de Lenclos w sześćdziesiątym roku życia pięknych, aż do
              zdobywania serc królewskich.

              Przykłady te jednak kobiet tak silnych i zdrowych fizycznie że mogły wojować,
              odawać się myśliwskim nużącyn uciechom, lub do głębokej starości przechowywać
              piękość i świeżość ciała, stanowiły tylko wyjątki, które własnie dlatego nas
              uderzają i dziwią ze były wyjątkami. To zdrowie fizyczne pewnej części kobiet
              średniowiecznych nie było skutkiem stale przyjętej w wychowaniu ich zasady,
              ale raczej wypadkowem i wyłącznie czasowem zjawiskiem, pochodzącem częscią z
              grubości obyczajów ówczesnych, częścią z rycerskiego, awanturniczego i
              miłosnego ducha epoki. Daremnie chcielibyśmy w średnich wiekach szukać
              zakładów publicznych, mających na celu fizyczne kształcenie kobiet, albo
              przynajmniej pewnych o tym przedmiocie teorji, mogących być zawartem w
              dziełach ówczesnych muślicieli i prawodawców. Nic podobnego nie istniało
              naówczas, a rozwój fizyczny małej części ówczesnych kobiet, był dziełem
              wypadku, a nie przemyslanej zasady, skutkiem instynktownwgo parcia epoki, a
              nie poczutej i uznanej przez ogół potrzeby.

              Ponieważ zaś wszystko co wypływa nie z zasad opartych na stałych i pewnych
              pojęciach a z trafu lub ślepego instynktu jednostek, nie posiada warunków dla
              stałego bytu i nie zapuszcza głeboko korzeni w grunt społecznego ustroju i te
              wyjątkowe zjawiska pewnego wydoskonalenia się fizycznego kobiet, znikły wraz
              ze znieknięciem ze świata ducha awanturniczości, wojno-manij o obozowych
              obyczajów.

              Rozwijanie w wychowaniu kobiet strony umysłowej i moralnej również widzimy w
              przeszłości zawsze niedostateczne, najczęściej skrzywione, niekiedy żadne. W
              pewnych epokach historji, pojawiły się wprawdzie kobiety wielkiej siły
              moralnej lub umysłowej, ale naprzód były to samodzielne zjawiska świadczace o
              człowieczeństwie kobiety, objawiające się bez żadnej zewnętrznej pomocy,
              owszem pomimo zapór i przeszkód mnóstwa; następnie w zjawiskach tych obie
              strony ducha: moralna i umysłowa rzadko posiadały równowagę i postępowały
              równolegle, najczęściej zaś jedna przeważała a nawet pochłaniała drugą. Tak
              np. Aspazje i Diotymy Greckie, a po tem Rzymskie Hetery, oprócz piękności
              posiadały znakomity rozum, przez który jedna z nich stawała się doradczynią i
              przyjaciółką Peryklesa, inna pojętna i na zasze sławną uczoną szkół
              filozoficznych, inne jeszcze były pełnemi wdzięku i rozumu towarzyszkami tak
              sławionych starożytnych Rzymian. Kiedy Rzymskie matrony pogrążone w
              naśladowaniu i nieumiejętności, prowadziły nędzny żywot we wzgardzie u swoich
              mężów, kiedy stanowisko ich było tak podrzędne, iż nie miały prawa otwierać
              dowolnie spiżarni i piwnic swoich domów, (tych ostatnich dla tego, abu się nie
              upijały zbyt często, piszą historycy) świetne Hetery jaśniały pięknością,
              dowcipną rozmową, oświatą, muzyką i poezją i temi przymiotami swemi podiągały
              do siebie mężów nierozwiniętych i poniżonych matron, przykuwały ich do siebie
              powabem sztuk, nauk i wykształconego smaku, królowały słowem nad królującymi
              światu Rzymianami.

              • Gość: Monika Re: Lekcja feminizmu - 1 cd. Orzeszkowa (42-6) IP: *.chello.pl 03.02.04, 07:14
                [cytat]

                Ale Hetery owe w których objawia się znakomity rozwój umysłowy kobiety
                starożytenej, były istotami pozbawionemi wszelkiego moralnego zmysłu,
                należącemi do każdego kto większym potrafił otoczyć je zbytkiem, gotowemi
                zawsze ukazać się z czarą przy ustach w orszaku bogini miłości, obnoszonej po
                Rzymie śród tłumów ludzi, albo zasięść na okrytych purpurą łóżkach w koło
                stołów biesiadnych i z rozwianemi włosami wzniecać i podsycać szalone
                bachanlje. Kobietom owym umysłowy rozwój potrzebnym był nie dla samego siebie,
                nie dla doskonalenia i podnszenia ich człowieczej natury, ale dla przywabienia
                Rzymian, znudzonych pierwotną prostotą i nieumiejętnością matron, dla
                zadowolenia chciwości i zmysłowości.

                Strona moralna leżała w nich odłogiem, zgłuszona rozigranemi namiętnościami. A
                było tak dla tego, że rozwijanie kobiecego umysłu nie było wówczas zasadą
                stałą, nie płynęło z przkonań i poczutych potrzeb ogółu, ale słuzyło wujątkowo
                za środek do osiągnięcia osobistych najczęsciej złych celów.

                Mądre kobiety Greckie takiemi samemi były jak Rzymskie pod względem
                moralności. Rążwiązła ale uczona Aspazja odwidła Peryklesa od jego cnotliwej
                lecz nieumiejętnej żony, a w rozmowach Sokratesa jest ustęp opisujący, jak w
                czasie sławnych przechdzek tego uczonego pod sklepieniami przysionków, jeden z
                uczniów jego doniósł mu o przybyciu do Aten sławnej z rozumu i piękoności
                kurtyzanki. Sokrates odłożywszy na stronę powagę filozofa udał się do niej, a
                rozmówiwszy się z nią o filozofii zapowiedział, iz odtąd często ją z uczniami
                swemi nawiedzać będzie. "Jeśli nie z próznemi rękami przychodzić będziecie,
                wielce wam będę rada" odrzekła mądra kobieta starożytnej Grecji.

                Tak w starozytności z jednej strony istniała głęboka nieumiejątność połączona
                z bezwiedną i bezmyślną moralnoscią matron, z drugiej widziano oświecone
                sztuką i nauką umysły obok najwyuzdańszego moralnego rozpasania heter i
                kurtyzanek. Po jednej stronie stanął rozwój umysłowy świetny, ale zgubny bo na
                złych opartych zasadach: po drugiej moralność chwiejna i bez zasługi, bo
                bezwiedna i przymusowa.

                Z rozdziału tego wynikło, że matrony pozazdrościły Heterom hołdów im
                składanych i zaczęły je naśladować w tem, co było u nich zewnętrznego. Poczęły
                na wzór Heter malować brwi i policzki, zlewać nonnemi olejkami swe ciało,
                odkrywać piersi, drogiemi szpilkami zdobić włosy.

                Zaczęły też osypywać różami purpurowe łoża w koło biesiadnych stołów i do
                malowanych ust nieść puhary z upajającym trunkiem. Wszystko to jednk nie do
                twarzy im było, gdyż przybrawszy zewnętrzną postać Heter, nie posiadały tego
                co w tych ostatnich stanowiło samą istotę powabu jakiemu ulegali Rzymianie,
                nie posiadły iświaty i ich talentów. Przekształcone matrony owe były boadj
                pierwszemi wzorami kobiet, które w naszych czasach otrzymały przezwisko Lwic,
                a które od pierwowzorów swoich przyjmują to tylko, co w nich zewnętrzne i
                najgorsze, zapominając iż nie mają czem, tak jak tamte okupić śmieszności i
                usterek swoich.

                Tymczasem gdy manożyło się w Rzymie takich niezgrabnie naśladowniczych matron,
                zgasła przy nich świetnoć Heter prawdziwych.

                Śmieszność nieumiejętnych naśladownic, śmiesznością okryła nieumiejętność
                pierwowzorów, i tak jak niemoralność Heter pochłoneła bezmyśłną moralność
                matron, tak w ciemnosćiach tych ostatnich zagasło fałszywe nietrwałe, bo
                jednostronne światło pierwszych.

                Po kobietach Greckich i Rzymskich nastapiły kobiety Chrześcijańskie.

                Jedynie może w całych dziejach ludzkości Chrześcijanki pierwszych weków,
                połaczyły w sobie rozwój moralny i umysłowy. Idea zbawsza, poetyczna, mówiąca
                o wielkości maluczkoch i bogactwie ubogich, przeniknęła zarazem serca ich i
                umysły, ona to wychowała je moralnie i umysłowo, przez nią doświadczały one
                uczuć wzniosłych aż do bohaterstwa, nabywały rozumu wielkiego aż do miłości. w
                epoce tej Perpetua i Felicyta dwie młode dziewice silne miłością i
                przekonaniem zarazem, w imię idei swojej odrzucały wszustkie rozkosze, jakiemi
                świat Rzymski otaczał młode i piękne Patrycjuszki i przyjmowały śmierć
                męczęńska na arenie pełnej zwierząt rozjuszonych. Przedstawiały one przykład
                strony moralnej, podniesionej w kobiecie do bohaterstwa, do najwznioślejszego
                z poświęceń, poświęcenia za ideę. W tym samym czasie mądra i cnotliwa Paula,
                uczyła się po grecku, łacinie i hebrajsku, aby z pomocą tych języków módz
                posiąść wiedzę ówczesną do której były one jedynym kluczem. Marcella ubiegała
                się z Ojcem kościoła o lepsze w tłómaczeniu najniezrozumialszych miejsc pisma;
                Eustachja była doświadczoną i umiejętną doradczynią i towarzyszką prac Ś.
                Hieronima. W zepsutym i ciemnym świecie ówczesnym, Chrześcianizm stworzył
                kobiety-bohaterki i kobiety-mędrcę bez pomocy prawodawstwa i zakładów
                publicznych, wychowywał on kobiety moralnie i umysłowo mocą miłości i wielkich
                pojęć które w nich leżały.

Pełna wersja