A na ojca dzieciom - zaradnego

20.12.09, 18:43
forum.gazeta.pl/forum/w,16,104598799,104598799,czy_wychodzic_za_maz_za_niezaradnego_faceta_.html

Z sąsiedniego forum. Większość jest zdania, że zaradna, pracująca 25-
letnia kobieta nie powinna się wiązać małżeństwem z mającym wrodzony
wstręt do pracy 30-latkiem, bo będzie musiała utrzymywać nie tylko
siebie i dzieci ale również pana. Forumowicze są racjonalni czy mają
wbite patriarchalne stereotypy?
    • lstiti Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 18:53
      Wybitnie patriarchalne. Gdyby stworzyć taki sam wątek, tylko w miejsce
      niezaradnego pana dać niezaradną panią to wszystko było by ok.
      • triss_merigold6 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:01
        Pani może urodzić dzieci i przez ładnych parę lat zajmować się
        opieką nad nimi i domem, pan niespecjalnie.
        • lstiti Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:03
          Pani może urodzić dzieci a następnie opiekę nad nimi przekazać panu.
          • triss_merigold6 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:08
            Aha. Cenna uwaga.
            Przychylam się jednak do zdania większośći, że z bezrobotnym
            zawodowym 30-latkiem nie należy powielać swojego DNA. Jak chłopu nie
            wstyd - zdrowy, sprawny, po studiach, prace miał załatwiane i
            rezygnował, pozwalając na to, żeby dziewczyna go współutrzymywała
            (pewnie współ z jego rodzicami). To nie nagła sytuacja tylko
            trwająca od kilku lat. Z takiego partnera nie ma pożytku, nie jest
            żadnym oparciem, nie przekaże dzieciom dobrych wzorców.
            • lstiti Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:10
              Tak samo jest z kobietą, która "realizuje się w domu". Z jednego jak i
              z drugiego żadnego pożytku, tyle, że mężczyznę się piętnuje a o
              kobiecie mówi, że porządna z niej matka polka.
              • triss_merigold6 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:18
                Kto mówi ten mówi. Jest coraz mniej mężczyzn, którzy marzą o nigdy
                nie pracującej zawodowo żonie, bo dwie pensje to jednak lepsze
                zabezpieczenie finansowe. Są jakieś nieliczne wyjątki rodzynki
                mające ambicje utrzymywania domu na tak wysokim poziomie, żeby
                kobieta nie musiała pracować. Nie znam natomiast z reala (bo real
                holywoodzki pomijam) kobiet dumnych z tego, że mają męża wiecznego
                utrzymanka (sytuacje losowo kryzysowe typu choroba, też pomijam).
                • sabinac-0 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 21:58
                  Jesli facet nie pracuje zawodowo, ale prowadzi dom i zajmuje sie dziecmi, moze
                  byc znacznie lepsza podpora dla pracujacej zony niz taki, ktory w tzw pracy 8
                  godzin drzemie za biurkiem zarabiajac mniej niz bierze w tym czasie opiekunka do
                  dzieci, a po pracy lezy obojetnym bykiem i kaze sie obslugiwac mowiac, jak to
                  sie narobil.

                  Przez glupie stereotypy tego pierwszego nazywa sie pogardliwie "utrzymankiem",
                  zas tego drugiego uwaza sie za "odpowiedzialnego meza utrzymujacego rodzine",
                  nawet jak zona placi wszystkie rachunki.
                  • triss_merigold6 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 08:35
                    Tu się zgodzę.
                    Niemniej w opisywanym przypadku nie ma żadnych dzieci, jest
                    pracująca kobieta dokładająca do pana, któremu żadna robota nie
                    pasi.
                  • wen_yinlu Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 08.01.10, 18:05
                    Dokładnie tak, nie miałabym nic przeciwko utrzymywaniu mężczyzny, który
                    faktycznie pracowałby w domu - gotował, prał, opiekował się dziećmi, prasował,
                    mył podłogi i ścierał kurze, może nawet coś fajnie w domu ozdobił, rachunki na
                    poczcie zapłacił, miał swoją pasję o której by ze mną rozmawiał... a ja bym
                    sobie tylko myk do pracy o 9-tej, z powrotem o 18-tej (tak, czy inaczej muszę
                    chodzić do pracy, co za problem więc), w weekend na basen z dziećmi, wspólnie
                    coś pogrzebać w ogródku...
                    Byle tylko nie wydawał połowy mojej pensji co miesiąc na gadżety elektroniczne,
                    czy tam inne waciki :)
                    W życiu by mi do głowy nie przyszło nazywanie męża pracującego w domu pasożytem,
                    czy utrzymankiem, gdyby faktycznie w tym domu pracował. Nie wiedzieć czemu sporo
                    pracujących zawodowo kobiet zarzuca pasożytnictwo innym kobietom, które
                    pozostają w domu...
        • mini-menstruacja Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.01.10, 12:57
          triss_merigold6 napisała:

          > Pani może urodzić dzieci i przez ładnych parę lat zajmować się
          > opieką nad nimi i domem, pan niespecjalnie.


          Niezaradna się nie zajmie ani domem ani dziećmi bo to, też zaradności wymaga i
          to nie byle jakiej.

          Kobiety pożytkują swoją zaradność nie tam, gdzie to przynosi podziw, chwałę i
          pozwalające dzierżyć władzę środki pieniężne tylko w domu. A to przynosi im ....
          nic ( za wyjątkiem frustracji i zależności )
          Ot co.
          • pavvka Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.01.10, 18:30
            mini-menstruacja napisała:

            > Niezaradna się nie zajmie ani domem ani dziećmi bo to, też
            zaradności wymaga i
            > to nie byle jakiej.

            Nie przesadzajmy, skoro robi to zdecydowana większość populacji, to
            nie może to wymagać ponadprzeciętnej zaradności.
            • mini-menstruacja Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.01.10, 11:27
              A jednak wymaga zaradności ( kto powiedział, ze ponad połowa społeczeństwa nie
              może być zaradna )

              Tylko nikt tego nigdy nie doceni, bo za tę rolę nikt nie płaci. Poza tym nie
              wymaga żadnych zdolności intelektualnych. Ale to inna rzecz niż zaradność.

              Ja tam wolę moją zaradność inwestować w pracę i wykorzystywać jako umiejętność
              zarabiania pieniędzy. Bo byłam i tradycyjną "Panią Domu" i wiem, ze wymaga to
              zaradności. Ale jest, też, przejawem głupoty i naiwności, więc się nawróciłam.
    • winniepooh Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:29
      Implikacja prosta jak konstrukcja cepa:

      (1) posiadam/zarabiam dużo hajsu -> stać mnie na utrzymanie kochanka
      (2) ~ posiadam/zarabiam hajsu -> ~ stać mnie na utrzymanie kochanka

      zadanie z logiki dla pierwszaków, a tu dyskutują
      • black-emissary Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:42
        Pierwszaki to może, później mam nadzieję logiki lepiej uczą :).
      • satancruz Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 10:26
        > Implikacja prosta jak konstrukcja cepa:
        >
        > (1) posiadam/zarabiam dużo hajsu -> stać mnie na utrzymanie
        kochanka
        > (2) ~ posiadam/zarabiam hajsu -> ~ stać mnie na utrzymanie kochanka
        >
        > zadanie z logiki dla pierwszaków, a tu dyskutują

        Słabo u ciebie z logiką.
    • black-emissary Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:43
      Nie mnie oceniać co forumowicze mają wbite, ale podejście jest rozsądne - jeżeli
      ona nie chce utrzymanka to nie powinna wiązać się z facetem, który się na
      takiego zapowiada.
    • easz Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:54

      Nie bardzo chce mi się tam czytać. Ale.
      Racjonalni? - pani się zabędzie, to se może racjonalizować. Dwa - to
      nie racjonalizm, ino nowoczesność lub "nowoczesność". A wszystkich
      nieudacznych, płci obojga, to najlepiej wystrzelać:/
      • lstiti Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 19:56
        A wszystkich
        > nieudacznych, płci obojga, to najlepiej wystrzelać:/

        Jestem za. Tylko co na to socjaliści?
        • maitresse.d.un.francais Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 22:56

          >
          > Jestem za.

          To co? Zastrzelisz mnie?

          Bo też mam kłopoty z pracą.
    • pochodnia_nerona Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 22:44
      Jestem zdania, że każdemu może powinąć się noga, ale też każdy ma obowiązek
      dokładania sił, by znaleźć źródło pewnego zarobku. Bo to jest zabezpieczenie na
      przyszłość. Niech takiemu panu albo pani coś się stanie po 20 latach, to druga
      strona będzie leżeć i kwiczeć.
      Nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym miała siedzieć cały czas w domu, albo, żeby
      mój narzeczony siedział. Trzeba pracować, rozwijać się, a nie marnować swój
      potencjał :-)
    • berta-live Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 23:14
      Z której by strony na to nie patrzeć, to patriarchalna mentalność aż bije z
      tamtych wypowiedzi. W sumie kto powiedział, że nie można odwrócić ról i
      utrzymywać męża. I to głównie przez taką mentalność nadal żyjemy w
      patriarchalnym świecie.

      Z tamtego wątku wynika, że facet średnio nadaje się na tanią siłę roboczą i na
      woła roboczego, a nie ma mu kto znaleźć lekkiej pracy, np w biurze. Podejrzewam,
      że jakby miał wpływowych rodziców, którzy by mu załatwili jakąś ciepłą i dobrze
      płatną posadkę, to od razu awansowałby na pierwszą partię w mieście, mimo swoich
      cech charakteru.
      • black-emissary Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 20.12.09, 23:55
        berta-live napisała:
        > Z tamtego wątku wynika, że facet średnio nadaje się na tanią
        > siłę roboczą i na woła roboczego, a nie ma mu kto znaleźć lekkiej
        > pracy, np w biurze. Podejrzewam, że jakby miał wpływowych
        > rodziców, którzy by mu załatwili jakąś ciepłą i dobrze
        > płatną posadkę, to od razu awansowałby na pierwszą partię
        > w mieście, mimo swoich cech charakteru.

        Bo w tym kontekście zaradny to po prostu eufemizm na dający utrzymanie. Tak to już jest, że mało która przyzna chcę faceta z kasą, o wiele lepiej brzmi chcę faceta zaradnego i przedsiębiorczego, ale chodzi o to samo :).

        A czy to jest patriarchalne czy nie to już zależy od tego jak sama pani widzi swoją rolę w związku.
        • berta-live Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 00:53
          > A czy to jest patriarchalne czy nie to już zależy od tego jak sama pani widzi s
          > woją rolę w związku.

          Z której strony by na to nie patrzeć, to kto ma kasę ten ma władzę. A
          przynajmniej większą siłę przetargową. Bo ten jest górą w związku dla kogo
          rozpad tego związku jest mniejszym problemem. A zawsze jest mniejszym dla tego,
          kto jest później w stanie sam się utrzymać na dotychczasowym poziomie.
      • a1ma Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 00:05
        > Z której by strony na to nie patrzeć, to patriarchalna mentalność aż bije z
        > tamtych wypowiedzi. W sumie kto powiedział, że nie można odwrócić ról i
        > utrzymywać męża. I to głównie przez taką mentalność nadal żyjemy w
        > patriarchalnym świecie.

        Trzydziestoletnia kandydatka na matkę dzieciom, która nie ma i nie szuka stałego
        zajęcia i dochodów, to też nie najlepsza partia.
        Jak tacy ludzie utrzymują się wcześniej, zanim zwiążą się z partnerem, który
        bierze ich na utrzymanie? Na garnuszku rodziców do trzydziestki?
        • berta-live Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 01:04
          Zgoda, że osoba, która w wieku 30lat nie potrafi się sama utrzymać
          najprawdopodobniej nie jest do końca zdrowa. I zapewne ma jakąś fizyczną albo
          psychiczną przypadłość. Tylko, że w wątku nie było mowy o tym, czy jest sens
          wiązać się z kimś chorym, kto prawdopodobnie do końca życia będzie sprawiał
          kłopoty. Tam autorka wyraźnie pisze, że chodzi jej o kasę i o to, że nie będzie
          jej i jej dzieci miał kto utrzymywać.
          • triss_merigold6 Nienie 21.12.09, 08:33
            Autorka wyraźnie pisze, że od dawna pracuje, utrzymuje się sama i
            jeszcze dokłada do pana więc sugestia jakoby chciała być utrzymanką
            jest mocno niestosowna. Trudno, żeby nie martwiła się wizją
            przyszłości tzn. utrzymywania po ślubie zdrowego typa i ewentualnych
            dzieci.
            Osobiście nie mam nic przeciwko urlopowi wychowawczemu w wykonaniu
            ojca dzieciom o ile jest to tańsze niż opiekunka.
            • a1ma Re: Nienie 21.12.09, 09:28
              > Osobiście nie mam nic przeciwko urlopowi wychowawczemu w wykonaniu
              > ojca dzieciom o ile jest to tańsze niż opiekunka.

              Nawet jeśli nie jest tańsze - wierzę, że dzieciom lepiej z rodzicem niż obca
              osobą, jeśli mój mąż kiedyś chciałby nasze ewentualne dzieci wychowywać na pełen
              etat, byłabym przeszczęśliwa.

              I też się dziwię atakom na autorkę, która pracuje i zarabia na siebie - czy to
              takie dziwne, że oczekuje podziału odpowiedzialności za utrzymanie rodziny
              między dwie osoby?
    • corgan1 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 05:24
      > Forumowicze są racjonalni czy mają
      > wbite patriarchalne stereotypy?

      Mają wbite patriarchalne stereotypy. Gdyby mój kuzyn nie miał wbitych w łeb
      patriarchalnych stereotypów że należy kochać swoją żonę choć ta jest nierobem po
      podstawówce, który nie gotuje nie sprząta tylko chleje i siedzi na naszek-klasie
      i jak wymsknęło się jej po paru piwach "nie po to wychodziłam za mąż żeby teraz
      pracować" to pewnie znalazłby sobie inną, fajniejszą i sensowniejsza babkę po
      roku a nie po 15 latach męczenia się z tym tłukiem i nierobem.

      Dlatego jestem całym sercem za zwalczaniem patriarchalnych stereotypów.

      btw - jaka jest żeńska forma od nieroba? Nieróbka?
      • triss_merigold6 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 08:29
        No przepraszam Cię Corgan ale kto Twojemu kuzynowi kazał bzykać
        tłuka po podstawówce? Przecież tego nie da się ukrywać zbyt długo.
        Aha, pewnie bzyknął i wpadę zaliczył...
        • corgan1 bo to była wpadka 21.12.09, 08:46
          > No przepraszam Cię Corgan ale kto Twojemu kuzynowi kazał bzykać
          > tłuka po podstawówce?

          Właściwie można się było domyśleć że i tak to będzie jego wina.

          On sam był w zawodówce, ona też kiedy zaliczyli tę wpadkę. Z tym że on skończył
          zawodówkę, ona nie bo już jej nie zależało choć szkoła nie utrudniała jej
          ukończenia szkoły mimo ciąży.

          Wzięli ślub w sumie z przymusu i tak się bujali przez te 15 lat aż on poszedł do
          średniej, zrobił maturę (ku wielkiemu sprzeciwu teściowej) i pojawiła się 2
          kolejnych dzieci kiedy w końcu po wysłuchiwaniu po raz n-ty że "nie może opuścić
          żony" bo dzieci, bo żona, bo tamto i sramto powziął decyzje o rozwodzie. Szkoda
          że tak późno.

          > Aha, pewnie bzyknął i wpadę zaliczył...

          A ona to nie zaliczyła? W sumie miała szczęście - lepsza partia jej się nie
          mogła trafić.
          • triss_merigold6 Re: bo to była wpadka 21.12.09, 08:58
            Jeso, nie nadinterpretuj, za mało danych było na wstępie i tyle. Ona
            z wpady miała profit i jak mówisz - lepsza partia jej się nie mogła
            trafić, on wszedł w kanał.
            O takich numerach to od kolegów motocyklistów słyszałam, na zloty
            jeździli i bywali w różnych lokalnych imprezowniach. Panny się jedna
            przez drugą podkładały, żeby chłopaka z miasta trafić i żeby je z
            pipidówki wyciągnął. Jak paru wpadło to reszta się nauczyła, że nie
            warto po pijaku z takich "okazji" korzystać.
            • triss_merigold6 Re: bo to była wpadka 21.12.09, 09:00
              No ale panienki na Podlasiu czy innych głębokich Mazurach to o
              feminiźmie nie słyszały tylko korzystały z najstarszego sposobu
              świata, żeby się wyrwać od biedy i gnoju.
      • sabinac-0 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 27.12.09, 19:34
        corgan1 napisał:

        > Mają wbite patriarchalne stereotypy. Gdyby mój kuzyn nie miał wbitych w łeb
        > patriarchalnych stereotypów że należy kochać swoją żonę choć ta jest nierobem p
        > o
        > podstawówce, który nie gotuje nie sprząta tylko chleje i siedzi na naszek-klasi
        > e
        > i jak wymsknęło się jej po paru piwach "nie po to wychodziłam za mąż żeby teraz
        > pracować" to pewnie znalazłby sobie inną, fajniejszą i sensowniejsza babkę po
        > roku a nie po 15 latach męczenia się z tym tłukiem i nierobem.

        Co chcesz, zona kuzyna to przyklad owej slynnej "prawdziwej kobiety" i z tak
        przez Ciebie znienawidzonym feminizmem na pewno nie ma nic wspolnego.


    • bri Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 10:15
      W opisywanym przypadku raczej bym ślubu nie brała będąc na miejscu
      tej dziewczyny. Widać gołym okiem, że nie odpowiada jej ten facet, a
      dlaczego to już kwestia drugorzędna.

      Natomiast nie widzę nic złego w utrzymywaniu mężczyzny, jeśli
      kobiecie ta rola odpowiada.
      • triss_merigold6 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 10:34
        Z tego co dziewczyna napisała to nie odpowiada jej rola wiecznego
        holownika i filaru, bo jest zmęczona wspieraniem lenia i
        motywowaniem go do szukania pracy. Skoro są ze sobą 5 lat i
        planowali ślub to raczej miał jakieś pozytywne cechy tylko
        zwyczajnie schrzanił związek.
        Utrzymywanie zdrowego dorosłego mężczyzny poza ewentualnym czasem
        urlopu wychowawczego uważam za niewychowawcze.
        • bri Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 11:13
          > Utrzymywanie zdrowego dorosłego mężczyzny poza ewentualnym czasem
          > urlopu wychowawczego uważam za niewychowawcze.

          O, już nie namawiasz, żeby mężczyzn traktować jak "psy ras
          pracujących". Duży postęp! ;)

          Utrzymywanie dorosłego mężczyzny może się zdarzyć z najróżniejszych
          powodów i nie wrzucałabym ich wszystkich do jednego worka. To co
          robi bohaterka przywoływanego przez Ciebie wątku jest bez sensu ze
          wszech miar. Robi kuku nie tylko sobie, ale temu panu również. Na
          jego miejscu czułabym się źle, będąc pod taką presją; a gdyby ktoś
          za mnie wysyłał moje CV, bo mi ciężko się było do tego zebrać,
          poczułabym się wręcz upokorzona. Ona sama pakuje się w związek z
          osobą, która jej nie odpowiada i którą chce zmienić - nie trzeba być
          jasnowidzem, żeby się domyślić, że to nie jest przepis na udane
          małżeństwo.
    • karolana Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 13:07
      osobiście uważam, że KAŻDY człowiek, niezależnie od płci, powinien potrafić:
      a) sam na siebie zarobić,
      b) sam sobie ugotować,
      c) sam po sobie posprzątać,
      d) sam sobie wyprać i wyprasować,
      e) sam załatwić sprawy urzędowe,
      f) obsługiwać komputer,
      g) prowadzić samochód.
      Jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy dobrze się czują jako "kury domowe"
      czy "rekiny biznesu". Miałam taką sytuację, że utrzymywałam swojego partnera,
      który był bez pracy. I wszystko było w porządku, dopóki on zajmował się domem
      (prał, gotował, sprzątał, itd.) Był wtedy klasyczny podział obowiązków, tylko
      jakby na odwrót.
      Problemy zaczęły się w momencie, kiedy po przyjściu z pracy musiałam zabrać się
      za gotowanie lub sprzątanie, a szanowny pan siedział przed tv albo komputerem.
      Nie muszę mieć faceta, który mnie utrzyma, ale takiego, który ma dwie lewe ręce
      i fochy, że nie będzie się parał "babską robotą" nie zniosłabym.
      --
      "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
      jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
    • black-emissary Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 23:39
      Może mi ktoś tak pokrótce wyjaśnić, dlaczego podejście on zarabia, ona zajmuje się rodziną to wynik wbitych patriarchalnych stereotypów, a parytety są dobre, bo kobiety zajmą się polityką prorodzinną to feministyczna samoświadomość?
      Bo się gubić zaczynam...
      • easz Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.12.09, 23:46
        black-emissary napisała:

        > a parytety
        > są dobre, bo kobiety zajmą się polityką prorodzinną


        Niech tylko spróbują się nie zająć.
        Poczytaj co napisała w wątku obok Karolana, co ciąży na kobietach,
        jeśli chodzi o wychowyywanie i całą resztę okołodzieckową, jaka
        presja opinii publicznej, wielowiekowe itd. Poczytaj te wąty o
        Wojciechowskiej i Curuś. Baby muszą się tym zajmować, nie uciekną,
        taki stereotyp.
        No to raz będzie z tego pożytek, hyhy.
        • black-emissary Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 22.12.09, 00:34
          Ale albo to przyjmujecie do akceptującej wiadomości albo oburzacie się na
          każdego, kto to sugeruje. A nie raz tak, raz tak, w zależności od okoliczności.
          • easz Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 22.12.09, 00:39
            black-emissary napisała:

            > Ale albo to przyjmujecie do akceptującej wiadomości albo oburzacie
            się na każdego, kto to sugeruje. A nie raz tak, raz tak, w
            zależności od okoliczności.

            Nie raz tak, raz tak. Jednocześnie;)
    • yidele Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 23.12.09, 00:32
      Zgoda. Ja bym to rozszerzyl na kobiety. Nikt nie powinien zenic sie czy
      wychodzic za nieroba/nierobke, niewazne w jakim wieku.
    • bugmenot2008 Przemoc symboliczna 23.12.09, 00:56
      Ja bym na jej miejscu się hajtnął z tym beztroskim kolesiem. Z taką interpunkcją i tak dziewczyna nikogo lepszego nie znajdzie. A gość cóż, mógł się uczyć. Jakby coś umiał robić, to by nie musiał wbrew swej naturze zostawać akwizy… przepraszam najmocniej… przedstawicielem handlowym.
    • jeszcze.ja.live Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 25.12.09, 11:24
      Ja tam bym, za nic takiemu panu nie pozwolila zostac ojcem swoich
      dzieci.
      Musialyby go pozniej utrzymywac.
    • my_spes Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 26.12.09, 18:20
      a czy to nie powinno byc tak, że małżonkowie dzielą sie obowiązkami
      i jedno dla drugiego winno byc wsparciem. W przypadku gdy od
      początku wiemy, że facet całe życie będzie wymagał opieki to jakie
      to małżeństwo i jakie życie dla tej dziwczyny?
    • aiwlysji Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.01.10, 10:20
      rany mam juz dosc tej propadandy pracy!
      nie przynosi pieniedzy do domu = nierob:)
      piekny zlepek slow dla niewolnikow:)

      sluchajcie uproscmy zycie maksymalnie. kazdy czlowiek pracuje (zarabia pieniadze), dzieci rodza sie z probowki,odpowiednie instytucje wychowuja dzieci, aby rodzice nie utracili tak wspanialej formy rozwoju jaka jest PRACA.
      ci, ktorzy "uciekaja" od pracy powinni byc likwidowani wszak sa pasozytami i maja zly wplyw na pozostalych. myslenie jest zbyteczne, panstwo pomysli za nas. wybor jest jedyny i wlasciwy a z niego plynie pelnia szczescia dla obywatela.

      wszyscy przeciez jestesmy swietnymi robotami i powinnismy pomnazac majatki i wladze moznych tego swiata oczywiscie z haslem na buzi : praca nas wyzwoli:)

      • triss_merigold6 Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.01.10, 15:16
        Ależ spoko, pan może żyć ideami i z cudzej dobrej woli tylko, że
        wtedy nie należy mieć z nim dzieci. Dzieci trudno wychowywać
        bezgotówkowo.
        • aiwlysji Re: A na ojca dzieciom - zaradnego 21.01.10, 20:52
          triss_merigold6 napisała:

          > Ależ spoko, pan może żyć ideami i z cudzej dobrej woli tylko, że
          > wtedy nie należy mieć z nim dzieci. Dzieci trudno wychowywać
          > bezgotówkowo.

          nie namawiam do robienia dzieci z kim popadnie;)
          chodzi mi tylko o to, ze slowo PRACA w umyslach wielu ogranicza sie tylko do: za pieniadze.
          dlatego tyle absurdow w zyciu spolecznym!

Inne wątki na temat:
Pełna wersja