Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
30.01.04, 18:19
Śledząc ostatnie dyskusje doszedłem do wniosku, że zasada "nie narzucaj" w
oczach części tutejszych bywalców stała się tak ważną, że najwyraźniej
mieliby ochotę narzucić ją wszystkim wokół, czy kto sobie tego życzy, czy
nie. Barbinator głosi, że "nie wierzy w uniwersalną moralność", Klarysa wcale
nie wie, co to takiego "moralność", Sagan, zdaje się wie, ale nie chce jej
nikomu "narzucać", Ewok bodajże też hołduje tej zasadzue, a Boza krowka
wygłasza oparte na zasadzie "nie narzucaj" kazania. Zasada "nie narzucaj"
stała się najwyraźniej czymś w rodzaju 11-tego przykazania. Mam zatem pytanie
do wszystkich zwolenników 11-go przykazania. Jak właściwie je rozumiecie? Czy
NICZEGO nie można "narzucać", czy jednak coś narzucać można, a jeśli jednak
można to, co i dlaczego to, a nie co innego i skoro jednak coś narzucać
można, to może jednak owo "coś" jest jakąś tam "uniwersalną moralnością"?