stephen_s
29.12.09, 22:09
Widzę, że wątek Złego_wilka, gdzie zamieścił on wypowiedź Kataryny nt. parytetów, wyleciał na Oślą - bo najwyraźniej nie spodobał się Bene ("za mało odkrywczy") i Sixie ("reklamuje blog Kataryny"). Ponieważ żaden z tych powodów nie jest uzasadnieniem, dla którego wątek może zostać wyrzucony z forum (jeśli zaś jest, to proszę o wskazanie punktów regulaminu, które zakazują umieszczać na forum wątków: 1. nieinteresujących wg Bene, 2. zawierających wypowiedzi osób trzecich...), pozwalam sobie zamieścić wypowiedź Kataryny po raz drugi.
Proszę również moderatorów o przeciwdziałanie działaniom częsci użytkowiczek tego forum, które najwyraźniej chcą zawłaszczyć całe to forum i decydować, o czym wolno tu będzie dyskutować.
***
Parytety już w Sejmie
Obywatelski projekt ustawy o parytetach trafił już do Sejmu. Zawsze cieszy, gdy obywatelom się chce skorzystać z prawnych możliwości wpływania na rzeczywistość, wypada więc pogratulować determinacji i skuteczności. W sprawie samej ustawy zdania nie zmieniam, nadal uważam, że kobieta ma prawo do bycia w polityce równoważnym partnerem a nie wpychanym na siłę obowiązkowym dodatkiem parytetowym, nie bardzo też widzę jakościową różnicę między kobietami a mężczyznami w polityce. Dzisiaj jednak tylko dwa krótkie komentarze do samego procesu forsowania parytetów.
Ustawa nie wprowadza parytetów płci, ustawa wprowadza przewagę jednej płci. Mam wrażenie, że większość komentatorów jej nie przeczytała uważnie. Wszystkie zmiany jakie projekt ustawy wprowadza w kolejnych ordynacjach wyborczych mówią, że "Liczba kobiet nie może być mniejsza niż liczba mężczyzn". Ale nie ma nic o tym, że nie może być większa. Jest to więc ustawa o zagwarantowaniu kobietom co najmniej równej liczby miejsc, ale nie gwarantuje tego samego mężczyznom, których na liście może nie być wcale, a lista i tak będzie zgodna z prawem. Partia Kobiet nadal będzie mogła pozostać partią kobiet, bo jej parytetowa ustawa nie ruszy. Nie mówmy więc o równości, ale o uprzywilejowaniu, skoro ustawa dopuszcza listy w całości kobiece, a każda lista z nieparzystą liczbą kandydatów musi mieć ustawowo o jedną kobietę więcej niż mężczyzn. To nie jest więc ustawa o parytetach. Można uważać, że takie rozwiązanie jest słuszne i sprawiedliwe, ale nie udawajmy, że ustawa gwarantuje kobietom i mężczyznom to samo, bo tak nie jest.
Ustawa ma podobno otworzyć debatę. Trzeba przyznać, że niektórzy jej zwolennicy - jak Wiktor Osiatyński - otwierają ją z wyjątkowym wdziękiem, w sposób wcale nie zamykający, i nie obraźliwy dla osób ośmielających się nie zgadzać z forsowanym rozwiązaniem.
Wiktor Osiatyński: Mądre partie, którym na sercu leży godność kobiet i mężczyzn, poprą parytety. A partie skundlone nie.
Bardzo eleganckie, tolerancyjne i zachęcające do dyskusji. W sam raz na wstęp do rozpoczęcia publicznej debaty o godności. Jak rozumiem zasada sformułowana tu przez Osiatyńskiego rozciąga się też na inne podmioty chcące zabrać głos w sprawie, i każdy kto nie popiera tej ustawy jest skundlony. Więc z nizin swojego skundlenia, zapraszam na stronę gdzie można poczytać trochę argumentów innych skundlonych. Obawiam się bowiem, że po skutecznym złożeniu projektu w Sejmie, żadnej dyskusji już nie będzie, bo jaki sens rozmawiać ze skundlonymi?
kataryna.blox.pl/2009/12/Parytety-juz-w-Sejmie.html
***