bene_gesserit
20.01.10, 16:09
Stronniczy przeglad tygodnikow katolickich Katarzyny
Wisniewskiej:
Więcej kobiet w polityce? To zaniepokoiło katolickich
publicystów. W „Gościu Niedzielnym” Bogumił Łoziński zarzuca
przedstawicielkom Kongresu Kobiet Polskich, które przygotowały
projekty ustawy o parytecie, że ich diagnoza sytuacji kobiet „miała
charakter wybitnie jednostronny - lewicowy i feministyczny, czego
wyrazem były postulaty rozszerzenia prawa do aborcji czy
refundowanych środków antykoncepcyjnych”.
Łoziński chyba przez pomyłkę trafił na inny kongres. Ten czerwcowy
był niezwykły właśnie dlatego, że łamał wyświechtany podział na
feministki i matki Polki - w jego prace zaangażowały się m.in.
Henryka Bochniarz i Joanna Kluzik-Rostkowska. Łozińskiego nie
interesuje, że przez tyle lat samo potępianie dyskryminacji kobiet
nie zmieniło społecznej świadomości, a parytet może przetrzeć wielu
kobietom szlaki. On wie lepiej, co kryje się za parytetami: „W
całej sprawie nie chodzi o tzw. równość, ale umożliwienie zrobienia
kariery polskim feministkom”. Pewnie dlatego z przedstawicielkami
Kongresu Kobiet Polskich spotkał się abp Kazimierz Nycz i z
aprobatą podszedł do ich postulatów. Jemu jak mało komu musi
zależeć na karierach feministek. Publicysta z jakże męskim
wdziękiem dowcipkuje z „naszych feministek”, które dyskryminację
węszą „we wszystkich dziedzinach życia, do tego stopnia, że sam
fakt określenia w podręcznikach szkolnych zachowań typowych dla
danej płci, np. faktu, że kobieta rodzi i karmi dziecko, uznają za
dyskryminację”. I wieszczy „feministyczną utopię, w
której »parytetowo « wybrana przywódczyni kraju będzie od góry
ustalać, co kto ma robić i w jakich proporcjach”.
Joanna Potocka, felietonistka „Idziemy”, ma podobne lęki. „ »Dobre
kobiety « wprowadzą »dobre prawo « i wszyscy będziemy żyli długo i
szczęśliwie? Jako obywatelka - i jako kobieta - taką wizję świata,
polityki, państwa i prawa uważam za błędną. Jestem za jej
całkowitym odrzuceniem”, ogłasza. W końcu, zauważa Potocka, Joanna
d'Arc, Brygida Szwedzka i Margaret Thatcher „rządziły bez
parytetu”. A niedobre feministki tylko mącą, używając „różnicy płci
i macierzyństwa do szantażu w celu wymuszenia ustanowienia
specjalnych praw dla kobiet”.
Zupelnie jak u nasz na forum, conie?