johnny-kalesony
29.01.10, 12:58
W pewnych obszarach feminizm może ... może mieć rację!
Wiem, wiem jak dalece szokująco brzmi to oświadczenie w palcach mych
dziesięciu. Tak samo, jak szokująco wygląda moje pojawienie się na forum po
wielu miesiącach niepisania, niepojawiania się, niewystawania ponad
czytelniczy pułap.
Żeby nie przynudzać (a grzech to mniej więcej taki jak genderyzm, komunizm i
eko-kretynizm), streści za mnie rzecz koleżanka jedna wielce frapująca:
www.youtube.com/watch?v=wvZSdCTcS-A
Cusz - powiedzą jedni bez drugich - na tem życie polega ... Najpierw jest
bajkowo, zalotnie atrakcyjnie a później, wraz ze sformalizowaniem relacji
interpersonalnych w podstawowej komórce społecznej pojawia się banał, nuda,
papucie, papiloty, przetłuszczone włosy, piwne brzuchy i tak dalej ...
Czy wobec powyższych prawd, które niektórzy nieszczęśnicy poznali na własnej
skórze - ba nawet antyfeministycznie zorientowani (!) - feminizmowi nie należy
jednak przyznać trochę racji?
Wszak zaatakowana przez feminizm (z większym lub mniejszym zacietrzewieniem
się) instytucja małżeństwa wstrętna jest również i antyfeministom, żądnym
wchodzenia w częste relacje towarzyskie z licznym gronem koleżanek.
Jak rozwiązać ten dylemat?
Pozdrawiam
Keep Rockin'