pazdzioszek2010
07.02.10, 19:55
Moje uszanowanie!
Wierchuszka polskiego feminizmu (w tym takie nazwiska, jak: Graff, Środa, Szczuka, Dunin) postanowiła zorganizować cykl spotkań - nazwijmy to tak przez grzeczność - intelektualnych, który, skoro tylko został zaplanowany, dorobił się sowitej reklamy na amatorsko wykonanej stronie internetowej Krytyki Politycznej.
Już sam tytuł, proszę państwa, tej reklamy, Główne nurty feminizmu, mnie ukuł - wszak jest on uderzająco podobny do tytułu pewnego obfitego dzieła, stanowiącego ostateczny obrachunek z "filozofią" marksistowską. Proste skojarzenie momentalnie doprowadziło mnie do następującej alternatywy: albo ktoś chce rozprawić się z feminizmem, albo będzie o marksizmie.
Rzecz jasna - to drugie. Otóż 24 lutego feministki będą dyskutować - cytuję - o marksistowskich źródłach feminizmu.
Dla niewtajemniczonych kilka słów o marksizmie. Marksizm jest całkowicie skompromitowanym nurtem filozoficznym, ściślej zaś - mieszanką religii, ideologii i ruchu społeczno-politycznego, dla niepoznaki okraszonego pseudonaukowym sosem. Najwybitniejsi przedstawiciele: Karol Marks, Fryderyk Engels, Władimir Iljicz Uljanow aka Lenin, Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili aka Stalin (dla przyjaciół: Koba, Soso). Marksizm to bardzo mądra teoria naukowa, niestety przewiduje nieistniejące zjawiska i jest mało odporna na wypaczenia. Zatem ma tylko dwie wady, niewiele. :)
Żeby studiować skompromitowane idee, trzeba mieć do nich sentyment, co przez wielu mnie podobnych zostało już zauważone: dziwne ciągotki feministek w stronę marksizmu i komunizmu. Skąd to się u diabła bierze?
PS Krytyce politycznej gratuluję reklamowania serwisu internetowego, który usiłuje, nieudolnie zresztą, wybielać tow. Stalina. Jeszcze raz - gratuluję. Przynajmniej wiem już, co to za towarzystwo ten cały Sierakowski i jego towarzysze.