bene_gesserit
26.02.10, 13:04
Kobiety będą mogły
fedrować:
- Zgłoszenia pań rozpatrzymy na takich samych zasadach jak
mężczyzn. Pytanie, czy znajdą się chętne do ciężkiej i
niebezpiecznej pracy na dole - mówią spółki węglowe. Bo na Śląsku
mało kto wierzy, że mimo zmiany przepisów kobiety zaczną masowo
zgłaszać się na kopalnie.(...)
Ale choć podobne deklaracje płyną z innych spółek węglowych i
kopalń, to na Śląsku mało kto wierzy, że kobiety zaczną masowo
zgłaszać się do fedrowania węgla. - To tak ciężka i wyczerpująca
praca, że często nawet zdrowi mężczyźni nie są w stanie jej
podołać. Odchodzą po dwóch, trzech miesiącach fedrowania i chcą
zapomnieć o kopalni - mówi Bogusław Ziętek, szef Sierpnia '80,
jednego z największych związków zawodowych w górnictwie.
Ale nawet on nie wyklucza, że mogłaby znaleźć się zdeterminowana
kandydatka. Tym bardziej że kobiety już dziś pracują w kopalniach
na wybranych stanowiskach. Są geolożkami, lekarkami czy
inżynierami. Tak jak Edyta Urbaniec z Jastrzębskiej Spółki
Węglowej, która niedawno awansowała na stanowisko sztygara
zmianowego. Pani Edyta trzy razy w tygodniu zjeżdża na dół, gdzie
nadzoruje przebudowę chodników, a pozostałe dwa dni pracuje w
biurze (codziennych zjazdów zabraniają jej właśnie konwencje, które
podpisaliśmy w 1935 roku). - Prawo nie powinno nam zabraniać pracy
na dole kopalń, bo sama spotkałam kobiety, które byłyby gotowe
spróbować. Ale na pewno nie na stanowiskach ściśle robotniczych.
Fizyczny wysiłek jest pod ziemią zbyt duży, a kobiet nikt nie
mógłby tam traktować ulgowo. Ale inne stanowiska powinny być dla
nas szeroko dostępne - mówi pani Edyta, która jest jedną z 11
kobiet w JSW, które regularnie zjeżdżają pod ziemię.
Członkinie Związku Zawodowego Kobiet w Górnictwie w kopalni
Rydułtowy-Anna przekonują, że kobiety mogłyby pracować przy
obsłudze taśmociągu, prowadzić magazyny z narzędziami pod ziemią,
być metaniarzami, czyli górnikami, którzy mierzą poziom metanu w
chodnikach.