Sąsiadka się na mnie obraziła...

22.03.10, 08:31
Jak w temacie, a wszystko przez to, że zapytałam, czy jej dziecię
(jakieś 10 lat, dziewczynka) nie chciałoby umyś mi samochodu,
oczywiście za pieniądze. Okazało się, że ona "dzieci na stracenie
nie ma" i dopóki ona może im byt zapewnić, to do pracy ich zmuszać
nie będzie. A poza tym to dziewczynka, gdyby jeszcze chłopczyk to
być może, ale dziewczynka myć samochodu nie będzie!
Głupio mi się zrobiło jak diabli, bo zapytałam z dobrych (oczywiście
moim zdaniem) pobudek. W czasach kiedy sama była w podobnym wieku w
każdą sobotę dzieciaki z jednej ulicy myły samochody wszystkich
tatusiów, mamuś i wszelkich mozliwych osób. Dostawaliśmy za to po
kilka złotych i byliśmy szczęśliwi. A wszystko to odbywało się w
całkiem zamożnej dzielnicy, gdzie dzieci na prawdę nie musiały
dorabiać, żeby mieć na cukierki.
Dlatego pytanie: co sądzicie o podejmowaniu lekkiej pracy przez
dzieci?
i 2 - Czy mycie samochodu jest tak strasznie "męskim" obowiązkiem,
że dziewczynka nie może się do tego dotknąć?
    • bene_gesserit Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 11:04
      Pracowalam i przy sezonowych zbiorach owocow, i przy powazniejszych
      zajeciach od kiedy mi to przyszlo do glowy, rodzice nigdy nie mieli
      nic przeciwko temu.

      Ale samochodu u nas na osiedlu nikt by dziecku umyc nie dal.
      Samochodami w soboty zajmowali sie tatusiowie, dlugie godziny
      pieszczotliwie gladzac maski gąbką, albo wymiatajac kurz z
      najciemniejszych zakątków :)
      • sabinac-0 Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 11:42
        Moje dziecko w wieku lat okolo 7 w lecie codzien rano chodzilo z kolega myc w
        barach stoliki. Dostawali za to drobne pieniadze ktore potem wydawali w salonie
        gier.

        Ostatnio ma oryginalna metode dorabiania do kieszonkowego - za drobna oplata
        robi lekcje zapominalskim kolegom.

        Nie mam nic przeciwko temu - przynajmniej sie dziecina uczy, ze pieniadze nie
        spadaja z nieba.
      • easz Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 11:43

        No, ale jakby tak w bikini, jak np. Jessica Simpson na jednym klipie ocenzurowanym w południowych stanach..!
    • six_a Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 11:37
      a gdzie to tak można lać wodę i ścieki na podwórko? u mnie np. jest zakaz.
      nie uważam, żeby mycie samochodu było typowo męską czy damską pracą. ale
      dzieciak lat 10 jest na to imo za mały.
      jak miałam coś ok. 10 lat to się udzielałam charytatywnie i kurde nie dostawałam
      pieniędzy za wynoszenie śmieci.

      dopiero w liceum jakieś ogórki zbierałam, sadziłam sałatę, a raz to nawet przy
      stawianiu fundamentów pomagałam.
      • edw-ina Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 12:16
        Ja mam akurat lekkiego fisia eko, stąd wszelkie środki mam całkowicie rozkładalne. A samochód mam myty regularnie w myjni, więc o smarach itp. mowy być raczej nie może. bardzie zwykły brudek, który się przykleił :).
        Ale wracając do kwestii – ja na prawdę jestem przekonana, że dzieci mogą pracować, oczywiście w ramach swoich możliwości. Fajnie jest mieć kilka dodatkowych "zarobionych" złotych. I do głowy by mi nie przyszło, że taka sugestia może wywołać u sąsiadki "zaperzenie się".
        Nie sugerowałabym jej córce noszenia worków z ziemniakami czy skopania grządki. Z drugiej strony dla mnie czasy, kiedy to panowie chełpili się swoimi autami są dawno prehistorią. Mój samochód, ja o niego dbam i koniec kropka.
        Suma summarum muszę chyba przywyknąć do tego, że dla mojej sąsiadki zadaniem dziewczynki jest upieczenie ciasta a nie dotykanie się do mycia auta! ;)
        • six_a Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 13:14
          może nie od tej strony się zabrałaś;) trzeba było zacząć od zapytania córki, jak
          by była chętna, to by uprosiła matkę.

          >Mój samochód, ja o niego dbam
          ale myć mają inni?;), bez ściemy, za myjnię zapłaciłabyś więcej, czyli czysty
          zysk takie mycie u nieletniej, która nie płaci podatków i vatu nie dolicza;)
          • edw-ina Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 14:05
            A tu masz rację, było trzeba dziewczynkę zapytać. Ale ja durna z natury jestem i
            uważam, że najpierw należy rodziców.
      • marouder.eu :) 22.03.10, 21:55
        A co ty Sixo robilas przy tych fundamentach?
        ..bo to naprawde ciezka praca jest, wylac fundament:)
        • six_a Re: :) 23.03.10, 20:41
          z tego co pamiętam, to trzeba było kamienie wrzucać do środka szalunku i na to
          wylewali beton, albo już do częściowo wylanego wrzucałyśmy?
          pamiętam głównie tyle, że było to duuuuużo więcej warte niż sadzenie sałaty i
          przedzieranie się przez zagony kapusty - i tak oto fuchę budowlaną zaliczyłam.
          • marouder.eu Re: :) 23.03.10, 21:14
            No, to mamy cos wspolnego:)
            Zdazalo mi sie pracowac na budowach, gdy bylem nastoletnim, czy dwudziestoletnim
            chlopcem. Najczesciej w wakacje. A zarabialem na reszte wakacji:)
      • rychu_taxi_drajwer Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 25.03.10, 19:29
        O Boże, na dodatek jesteś jeszcze ze wsi...
    • berta-live Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 13:00
      Może ona uważa, że dzieci mają się uczyć a nie zarabiać pieniądze? Może uważa,
      że płacenie dzieciakowi jakiś groszy (bo nie sądzę, żeby ktoś zapłacił tyle ile
      płaci się w myjni) jest zwykłym naciągactwem i wykorzystywaniem kogoś kto nie
      potrafi zadbać o swoje interesy? Może nie chce żeby dzieciak taplał się w
      wodzie, brudzie i detergentach? Zwłaszcza zimową porą.
      • edw-ina Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 13:45
        diabli wiedzą, chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle. A odnośnie zimowej pory to 19 stopni termometr pokazywał. W dodatku nie mówiłam (i nie myślałam) o dokładnym szorowaniu, takim, jakie zamawiam w myjni. Raczej o przeleceniu auta mokrą szczotą, żeby kurz zlazł.
        A odnośnie oszczędności - to żart chyba. Samej by mi to zajęło 10 minut, po prostu słoneczko mnie natchnęło pozytywnie, przypomniałam sobie jak sama w dzieciństwie z bandą dzieciaków pucowałam autka i pomyślałam, że to fajna sprawa. Ale widać nie na te czasy...
    • winniepooh Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 13:54
      mam nadzieję, że to prowokacja

      narybku nie mam, ale teoretyzując gdyby jakaś baba przyszła z taką
      propozycją spuściłabym ją ze schodów. tak samo zrobiliby moi rodzice.

      owszem pracowałam w dzieciństwie; pomagałam rodzicom i dziadkom na
      działce, pomagałam mamie w kuchni, opiekowałam się chomikiem, rybkami
      i psem. zdarzyło się też "zlecenie" liczenia samochodów z zakładu
      pracy ciotki - siedziałyśmy cały weekend w jakimś baraku i
      stawiałyśmy kreski na formularzu kiedy przejechał osobowy lub
      ciężarowy. dostałam za to kasę.
      pracowałam też społecznie na rzecz klasy, szkoły, brałam udział w
      akcjach organizowania pomocy dla potrzebujących.
      nie siedziałam całe dnie przed tv, ani na trzepaku, bo mój plan był
      wypełniony rozwojowymi zajęciami; rytmika, zajęcia plastyczne,
      jęz.obcy, judo, itd. itp.


      moi rodzice nie byli fizolami i nie planowali dla mnie przyszłości
      fizola. chrzanię szacunek do pracy poniżej kwalifikacji. niech ją
      wykonują dorośli, którzy nic innego nie umieją.
      nagabywanie dzieci do pracy na czarno jest demoralizujące, pokazuje
      że większy i silniejszy może wykorzystać mniejszego i słabszego. bo
      przecież nie zapłacisz 10-latkowi tyle co w myjni, a on nie wystawi
      paragonu.
      • edw-ina Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 14:03
        Winnie, od jakiegoś czasu mieszkam na wsi, pod miastem, ale jednak na typowej wsi, gdzie dzieci chodzą kilometr do sklepu z siatami, pomagają w polu itp. Zawsze wierzyłam, że trzeba sobie pomagać i jeśli mam dać komuś zarobić kilka złotych, to wolę dać sąsiadce niż komuś obcemu. I po raz tysięczny do jasnej anielki powtarzam - przelecenie samochodu mokrą szczotą to nie jest nie wiadomo jaka praca fizyczna! Nie wiele się różni od liczenia "na zlecenie" przejeżdżających samochodów. O wykorzystywaniu nie wspominając.
        Moi rodzice też nas nie wychowywali na roboli, a miejsce, w którym mieszkaliśmy zaliczało się do tzw. dobrych osiedli - domki z ogródkami i dyrektorskie fury. A i tak myliśmy te samochody, bo fajnie było. To dostaliśmy torbę czekoladowych cukierków, innym razem mama któregoś z dzieciaków zabrała nas do cukierni na wielkie lody itd. Kurczę, ja chyba głupieję, bo naprawdę nie widzę w tym NICZEGO złego.
        • kocia_noga Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 14:16
          Próbowałam się postawić na miejsce tej sąsiadki - też niepodobałoby
          mi się, jakieś draśnięcie honoru czy coś.
          Moja córka myła szyby na stacji benzynowej, dostawała za to drobne,
          ale też komuś się to niespodobało, doniesiono do szkoly i miałam
          nieprzyjemną rozmowę z wychowawczynią.Cała akcja skończyła się,
          kiedy ją z całej zarobionej forsy okradziono.
          Ja sama zbierałam zioła do herbapolu, truskawki, groszek jak byłam
          dzieckiem, ale mam wrażenie,że rodzice też odmówiliby, gdyby ktoś do
          nich pzryszedł z propozycją.
          Nie umiem tego teraz wytłumaczyć; dużo lepiej byłoby, gdybyś
          najpierw pogadała z tą dziewczynką, wtedy sprawa miałaby się inaczej.
          • edw-ina Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 14:26
            Pewnie masz rację, to była raczej spontaniczna propozycja. Po prostu ciepło
            było, biegałam po ogródku przycinając krzaczki, sąsiedzi podobnie – okna
            pootwierane, dywany trzepane ;)). Urazić nikogo nie chciałam. Nie pukałam do jej
            drzwi – zapytałam "przez płot", w trakcie rozmowy o przycinaniu róż czy innym
            diable. Być może sama też poczułabym się urażona, diabli wiedzą. Tylko ja się
            już zaczynam w tej poprawności społecznej gubić i nie wiem jak to zrobić, żeby
            było normalnie, jakoś tak bezproblemowo.
            • bene_gesserit Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 15:04
              E, sa ludzie ktorzy by sie nadeli, a sa tacy, ktorzy by sie nie
              nadeli. Pewnie przypadkiem trafilas w jakis czuly punkt, biedne
              dziecinstwo tej pani czy cos w tym stylu. Sie w ogole nie przejmuj.
      • bri Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 14:23
        O rany, dobrze, że przeczytałam ten wątek zanim zapytałam sąsiadkę
        czy jej córka nie chciałaby czasem wieczorem popilnować mi dziecka.
        Nie spodziewałam się zupełnie, że takie pytanie może być w ten
        sposób potraktowane.

        Swoją drogą, dziecku, które by mi umyło samochód zapłaciłabym
        właśnie więcej niż w normalnej myjni. Dlaczego zakładasz, że
        koniecznie dziecko musiałoby dostać mniej?
        • ding_yun Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 21:44
          Myślę, że to jednak jest delikatna sprawa. To znaczy rozumiem, że działałaś z
          dobrych pobudek, ale jednak podobne kwestie są bardzo drażliwe. Jeśli jesteś
          zamożniejsza, to sąsiadka mogła poczuć, że stawiasz się jakoś nad nią, że dajesz
          "z łaski"jej córce zarobić, bo ona nie ma za dużo pieniędzy, żeby zapewnić córce
          wszystko - rozumiem, że raczej nie to Tobą kierowało, ale nie jestem też
          zdziwiona reakcją sąsiadki, ja bym się raczej takiej spodziewała. Jeśli nie ma
          między sąsiadami bliskich relacji, jeśli nie widziałaś wcześniej, że ta
          dziewczynka pracuje w podobny sposób, to można było przewidzieć brak entuzjazmu.
          • ding_yun Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 21:54
            Na marginesie:ja jakoś nie pamiętam ze swojego dzieciństwa, żeby moi koledzy i
            koleżanki wykonywali prace fizyczne, aby poznać wartość pracy i wartość
            pieniądza. Wartość pracy poznawałam pomagając w domu, sprzątając po sobie i po
            innych członkach rodziny, przykładając się sumiennie do obowiązków szkolnych i
            pozaszkolnych, działając poza szkołą, głównie społecznie, gdy już byłam nieco
            starsza. Wartość pieniądza poznawało się najpierw robiąc zakupy z mamą, a potem
            gospodarując własnym kieszonkowym tak, aby na wszystko starczyło. Nie jestem
            przekonana czy dziecko koniecznie musi pracować fizycznie, żeby się o tym
            wszystkim przekonać, dla mnie praca dzieci jest raczej koniecznością, jak np na
            wsi. Do osoby, która pisze, że jej dziecko odrabia odpłatnie prace domowe - nie
            jestem przekonana, o moralności takich działań, ale gdybym wpadła na podobny
            pomysł, bez wątpienia byłabym dziś milionerką :)
            • sabinac-0 Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 22:46
              ding_yun napisała:

              > Do osoby, która pisze, że jej dziecko odrabia odpłatnie prace domowe - nie
              > jestem przekonana, o moralności takich działań, ale gdybym wpadła na podobny
              > pomysł, bez wątpienia byłabym dziś milionerką :)


              Och, nie musisz sie certolic, mozesz mnie nazywac z imienia.

              A co do milionerow - nie mialabym nic przeciwko temu, by moj zstepny zostal
              milionerem. W musicalu "My fair lady" byla taka piosenka "Starczy jeden
              szczescia lut, aby dzieci utrzymywaly nas".

              Czego sobie i wam zycze... :D
              • marouder.eu Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 22:49
                Sabinco, ty sobie dzis wypilas, prawda?:)
              • ding_yun Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 16:26
                sabinac-0 napisała:


                > Och, nie musisz sie certolic, mozesz mnie nazywac z imienia.

                Przepraszam, to z lenistwa nazwałam Cię "tą osobą" bo nie chciało mi się
                sprawdzać, kto ów post popełnił.


                > A co do milionerow - nie mialabym nic przeciwko temu, by moj zstepny zostal
                > milionerem. W musicalu "My fair lady" byla taka piosenka "Starczy jeden
                > szczescia lut, aby dzieci utrzymywaly nas".
                >
                > Czego sobie i wam zycze... :D

                Dobrze by było. Swoją drogą myślałam sobie jeszcze o tym procederze odrabiania
                cudzych prac i jakkolwiek teoretycznie jest to "sprzeczne z regulaminem" to nic
                nie poradzę - nie umiem potępić. Nic mnie bardziej nie wkurza jak społeczne
                przekonanie, że dobry uczeń ma w imię jakieś dziwnie pojętej koleżeńskości dawać
                odpisywać swoje prace domowe i notatki, nad którymi sam pracował, bo inaczej
                będzie miał łatkę niekoleżeńskiego i kujona. Strasznie mnie takie podejście
                wkurza, a jest ono rozpowszechnione jak chwasty.
                • berta-live Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 18:56
                  To dlatego, że taki dobrze uczący się uczeń jest najczęściej popychadłem
                  klasowym. I daje innym odpisywać w ramach haraczu a nie koleżeńskości. A jak nie
                  da, to potem może się spodziewać represji, z których zrobienie mu czarnego PRu
                  jest najłagodniejszą formą.

                  Bardzo często uczniowie dobrze się uczący nie dlatego się dobrze uczą, że są
                  mądrzy i zdolni, ale dlatego, że brakuje im odwagi i fantazji, żeby się
                  sprzeciwić nauczycielom i rodzicom. Pani kazała odrobić lekcję i się nauczyć to
                  sirota siedzi i wkuwa. I nawet jej do głowy nie przyjdzie, że można inaczej. A
                  dzieci i młodzież mają 6 zmysł jeśli chodzi o wyczuwanie jednostek słabych
                  psychicznie.
    • grand_bleu Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 22.03.10, 21:56
      edw-ina napisała:

      > Jak w temacie, a wszystko przez to, że zapytałam, czy jej dziecię
      > (jakieś 10 lat, dziewczynka) nie chciałoby umyś mi samochodu,
      >

      10 letnia dziewczynka myjąca samochód? no no, albo nie masz dzieci,
      albo ten wątek to prowokacja.
      • edw-ina Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 08:31
        Zadna prowokacja. A sytuacja się wczoraj wyjaśniła. Kiedy wróciałam
        z pracy sąsiadka dosłownie czatowała na mnie przy furtce i
        stwierdziła, że zbyt pochopnie zareagowała. Ponoć kiedy się
        dzieciaki jej dowiedziały, to się nawet ucieszyły i chciały do mnie
        przyjść, umówić się na jakieś "prace" przydomowe. Ona wciąż nie była
        pewna, ale mąż stwierdził, że lepiej jeśli dzieci będą robiły coś po
        sąsiedzku (bo zawsze można sprawdzić co i jak) aniżeli z dala od
        domu. I nauczą się szanować pieniądze.
        Mam już całą listę kto i co mógłby robić. I chociaż prace domowe
        (które ja uważam za cięższe np. od osławionego już mycia samochodu)
        zostały wpisane w kompenetencje dziewczynki, a pomoc w ogrodzie w
        chłopca, to w sumie wszystko się fajnie wyjaśniło.
        • kocia_noga Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 11:26

          Ufff, na pewno jakiś kamyczek spadł ci z serca.
          No i - oni też skonsultowali się z dziećmi.
          • edw-ina Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 11:54
            Wiesz, to straszna głupota była, a w naszej dyskusji umknęło to, co mi się wydawało jednym z ciekawszych - co może robić dziewczynka, a co chłopczyk. Nie znałam z domu tego typu podziałów, tj. zawsze miałam masę resoraków, strzelby i nawet motorek na akumulator i nigdy nie usłyszałam, że coś tam nie przystoi dziewczynce. Że są sprawy męskie i  żeńskie, że chłopczyk może umyć samochód, a dziewczynka posprzątać w domu. Osobiście nie trawiłam porządków domowych i z dwojga złego wolałam grabić liście niż zmyć naczynia. Nigdy nie usłyszałam np. - nie będziesz jeździć na deskorolce, bo dziewczynce nie wypada, czy nie będziesz grzebała się w smarach przy samochodzie, bo co to za dziewczynka z brudnymi rączkami. I te sugestie, które dzieci co może zrobić w moim domu czy jego okolicach dziwią mnie zwyczajnie.
            • kocia_noga Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 12:19
              U mnie w domu było podobnie, brak podziału i ja zawsze wolałam np
              narąbać drzewa, bo zajmowało mi to kwadrans, niż sprzątać.
    • bubster Re: Sąsiadka się na mnie obraziła... 23.03.10, 12:47
      "Moje dzieci są ósmym cudem świata, rączek sobie nie zbrudzą".

      Ja raz zbierałam w lecie jagody, żeby je potem sprzedać a
      pieniądze "rozpieprzyć" na duperele.
      I żyję.


      Mycie samochodu jest obowiązkiem posiadacza samochodu, niezależnie od
      płci.
    • janbugaj2 jesli kobieta jest seksownie ubrana... 23.03.10, 19:46
      dziewczynka moze nie (tzn moze byc samochod ale bez szalu), natomiast atrakcyjna
      kobieta z duzymi piersiami i sliczna talia, w letnie popoludnie, w samych
      szortach i mokrej koszulce. MOZE!!!
      • sabinac-0 Re: jesli kobieta jest seksownie ubrana... 23.03.10, 21:07
        Albo umiesniony mlodzieniec w obcislych jeansach i z nagim torsem...
        • edw-ina Re: jesli kobieta jest seksownie ubrana... 23.03.10, 21:17
          :) :) :) ewentualnie cały pułk pilotów z Dęblina, w samych
          pilotkach :) :) :)
          • janbugaj2 Re: jesli kobieta jest seksownie ubrana... 23.03.10, 21:27
            Pewnie, co kto woli. Ja wole jednak polnaga sex-bombe, a pilotow zostawiam wam ;)
            • sabinac-0 Re: jesli kobieta jest seksownie ubrana... 23.03.10, 21:34
              Jesli chcesz zobaczyc polnaga seks-bombe na tle samochodu, to zawsze mozesz isc
              do warsztatu mechaniki pojazdowej i pogapic sie na kalendarz w kanciapie.
              • janbugaj2 Re: jesli kobieta jest seksownie ubrana... 24.03.10, 00:01
                No, jest to mozliwe... ?
          • wen_yinlu Re: jesli kobieta jest seksownie ubrana... 25.03.10, 19:10
            > :) :) :) ewentualnie cały pułk pilotów z Dęblina, w samych
            > pilotkach :) :) :)

            ... albo uroczych blond ogrodników z Holandii, w samych tylko kaloszach :) :)
Pełna wersja