bene_gesserit
22.03.10, 12:42
>>Lekarze ze szpitala św. Zofii odsyłali z kwitkiem kobietę, która
nosiła dwa martwe płody. Zdaniem dyrektora, nie wymagała
natychmiastowej pomocy. - Mogło dojść do zakażenia organizmu i
zagrożenia życia - oceniają eksperci. Pomocy udzielono jej dopiero
po interwencji TVN Warszawa, ale już w innym szpitalu.
Ciąża pani Beaty zmieniła się w tragedię. - Lekarz powiedział
niestety, że dziecko nie żyje, nie rusza się, nie widzi serduszka -
opowiada kobieta. Okazało się, że ciąża była bliźniacza. Bez
wahania lekarz wypisał skierowanie do szpitala z poleceniem, żeby
płody jak najszybciej usunąć. Kobieta pojechała 17 marca do
szpitala św. Zofii przy ul. Żelaznej. Badania przeprowadzono, ale
pani Beata została odesłana do domu.
- Pani doktor powiedziała, żebym na drugi dzień dzwoniła w celu
dowiadywania się, czy jest wolne łóżko dla mnie - relacjonuje
kobieta. Zadzwoniła, miejsca jednak znowu nie było.
Kolejny raz do szpitala pacjentka pojechała już z reporterem TVN
Warszawa. Wzięła wszystkie rzeczy, które mogą przydać się w
szpitalu. Jak mówi, szła cała w strachu.
Reakcja lekarzy była zaskakująca. Dyrektor próbował wyprosić
naszego dziennikarza, a lekarze odpowiadali, że to niewłaściwy
moment na przyjęcie pacjentki.
Po wizycie reportera, odpowiedzi na trudną sytuację pani Beaty
udzielił na piśmie dyrektor Wojciech Puzyna.
- Ciąża obumarła w pierwszym trymestrze bez dodatkowych objawów
zagrożenia nie jest wyjątkowo pilnym przypadkiem do przyjęcia -
twierdzi lekarz.
- Takie stwierdzenie jest niedopuszczalne - twierdzi dr Janusz
Siemaszko, lekarz naczelny szpitala położniczego przy Inflanckiej. -
Jeżeli to jest wczesna ciąża, dawno obumarła, to wtedy może dojść
do zaburzeń krzepliwości i są bardzo duże kłopoty z pacjentką. Może
dojść do sepsy, zakażenia - tłumaczy.(...)<<
Zrodlo