benek231
04.04.10, 00:32
"Jesteśmy na portalach naszych organizacji, w zapowiedziach na Feminotece, w
dyskusjach w Krytyce Politycznej. Jesteśmy wirtualnie. Awatarki i awatarzy. W
realu jesteśmy na manifie. Nie tylko tej warszawskiej, kilkutysięcznej, ale
też przykładowo katowickiej, w liczbie ok. 150 uczestniczek i uczestników. A
może – zapytam naiwnie – internet staje się jedyną przestrzenią aktywności, a
ja (i prolifersi zgromadzeni przed katowickim sądem) przegapiłam moment, w
którym wszystko zaczęło się dziać wyłącznie w świecie wirtualnym?"
www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=848
W koncowce Aleksandra Banot usiluje odnalezc poparcie innych feministek w
akcji przeciwko tzw. "prolajfersom". No i znalazla je: sztuk raz.
Skad my to znamy...